Reklama


Artykuły

Rozmowa przy kawie z Edmundem Dulembą

Autor: Paweł Szambelan   |   Data publikacji: wtorek, 23 lipca 2024 06:52

kk130_18_2.jpg

Jak chcesz mieć firmę, to trzeba pracować. Nie odpuszczać, cierpliwie, codziennie, od rana do wieczora. Jeśli ktoś myśli, że to się będzie robić samo, to jest w błędzie. Jak zaczniesz to traktować lekko, lekceważyć, to bardzo szybko się okaże, że puszczą cię z torbami.

Początek lat 90-tych to czasy, kiedy nic nie dało się kupić. Pracowałem na kopalni, na dole. Wykańczałem dom i potrzebowałem płytek do łazienki, wymyśliłem sobie, że zrobię płytki z łomu kamiennego. Miałem takie dwa taborety z metalowymi ramkami. Na tych taboretach układałem kawałki kamienia i zalewałem cementem. I tak dzień po dniu, po dwie sztuki, zrobiłem płytki do łazienki. Zostało ich trochę więcej, miały być ułożone na balkonie. A jak to w pracy bywa, siedzi się z kolegami i rozmawia. Przyszedł kolega obejrzeć i stwierdził, że on to kupi. Sprzedałem je. I od razu kupiłem materiał na kolejne płytki. To była ta iskra, która zaczęła moją przygodę z kamieniarstwem.

 Kupowałem odpady z Białej Marianny i produkowałem dalej płytki. Kiedyś, szukając materiału na produkcję kolejnych płytek trafiłem tu, gdzie obecnie stoi nasza firma. Był tu taki mały warsztacik, w którym pracował stary kamieniarz. Bardzo fajny gość. Tylko jak dostał ode mnie pieniądze za materiał, to na jakiś czas znikał... Więc po którymś razie ja mu mówię: „To może ja to od pana kupię”. A on na to: „To jest na sprzedaż.” „Ale ja się na tym nie znam.” „Ja pana nauczę.” Nie miałem pieniędzy, nie miałem pewności, czy się do tego nadaję, więc ustaliliśmy, że to będzie taka forma dzierżawy: ja ponoszę koszty, oddłużam warsztat, on mnie uczy i pokazuje, jak się pracuje w kamieniu – a ze sprzedanych płytek będzie dostawał część zysków. I tak powoli spłacałem budynek, teren, prymitywne maszyny. To miejsce wyglądało, jak na tym zdjęciu z 1994 roku, które widzi pan na ścianie: mała szopka 4 x 5 m, a dookoła same pola. To jest nie do uwierzenia na dzisiejsze czasy.

Jak się narobiło trochę płytek, to wiozłem je do zaprzyjaźnionego zakładu pod Jastrzębie do wypolerowania. Żeby było ciekawie, jeździłem wtedy „maluchem”. Więc wyciągało się siedzenie, wkładało 3 metry płytek i jechało z nimi do szlifierza. Zawoziłem mu te płytki, on mi je wypolerował, zostawiał sobie meter – bo płaciło się materiałem – i przywoziłem 2 m gotowych do sprzedania płytek. I tak codziennie.
Nie było czegoś takiego jak kątówka, żeby krawędzie polerować. Żeby wypolerować czoła, przynosiłem zużyte kamienie szlifierskie, moczyłem je w wodzie i polerowałem krawędzie coraz to mniejszą gradacją. Ręcznie.

Czemu nie nagrobki? Od początku robiliśmy tylko budowlankę. To było dość nietypowe, ponieważ w tamtych czasach wszyscy robili nagrobki. Nagrobki nigdy mi nie pasowały – były proste, banalne i wszystkie prawie że jednakowe. Za to choćby schody, nawet najzwyklejsze, są niepowtarzalne, gdy są wykonane z kamienia. Na początku trudno było się przebić, bo nie było możliwości – takich jak dziś – zareklamowania się. Ale jak już coś wyprodukowałeś, to sprzedawało się wszystko. A klienci polecali nas swoim znajomym i przyprowadzali kolejnych klientów.

Kiedy zaczynałem, to była epoka targów, gdzie zdobywało się pierwsze informacje, rozszerzało horyzonty, nawiązywało kontakty. Oczywiście zaczynaliśmy od wyjazdów do Wałbrzycha. Tam otwierały się ścieżki do polskich kamieni – Biała Marianna, szare i złote Sławniowice, marmury kieleckie. Tam też zdobywało się pierwsze kontakty zagraniczne. Nie było możliwości takich jak teraz, trzeba było samemu do wszystkiego dojść, wszystko znaleźć. Później był wyjazd do Werony na targi. To było chyba w 1997 roku. I to było jak zderzenie światów: inne możliwości materiałowe, inne możliwości maszynowe. Oczy wychodziły z orbit, bo człowiek nie miał pojęcia, że coś takiego w ogóle jest. Takie kamienie, takie maszyny.

Od początku stawiałem na dobre warunki pracy. W tej naszej pierwszej szopce za ogrzewanie robił piec zrobiony z rury stalowej 70 cm. Na nim stało wiadro z wodą. I jak za bardzo ręce zmarzły, to wkładało się je do tej ciepłej wody. Takie były czasy. Jak stałeś na obcinarce koło pieca, to było ciepło, ale trochę dalej już ręce marzły. Szybko zapadła decyzja, że trzeba budować porządną halę i wstawić porządną maszynę. Pierwsza była piła mostowa Promasz. Jak pojawiły się maszyna promaszowska, to już można było własne elementy ciąć. Później zatrudniłem ludzi, pomagali mi też w pracy synowie, którzy od dziecka spędzali czas w warsztacie. Wolne chwile w warsztacie, wakacje w warsztacie. Wtedy nie było zmiłuj się i spania do późna. Chciał się bawić i wracał do domu o 2:00 nad ranem – jego sprawa, byle o 7:00 był w robocie. Potem to już szło coraz szybciej. W 2006 roku rozpoczęliśmy budowę kolejnej hali. Pojawiła się więc konieczność zakupu kolejnych maszyn. A potem zaczęły się dotacje i był to bardzo istotny krok w rozwoju firmy. Kolejne hale, kolejne maszyny i… I ja się zestarzałem. [śmiech]

Teraz to ja już w zasadzie nie zajmuję się firmą. Mamy funkcje podzielone: starszy syn, Jarosław, zajmuje się projektowaniem i sprzedażą, Tomek jest głównie od zaopatrzenia i utrzymania ruchu na zakładzie, a ja… Ja tu tylko mam swój gabinet. [śmiech] Choć synowie twierdzą, że kiedy jestem w firmie, to pracownicy od razu inaczej chodzą.

Obecnie w firmie pracuje ponad 50 osób. Mamy też kilka zewnętrznych, niezależnych firm montażowych. My im dostarczamy gotowe elementy, projekt montażowy, robimy całą oprawę logistyczną, a oni jadą pod wskazany adres i montują. Często są to nasi ludzie, którzy u nas nauczyli się roboty, a potem poszli na swoje. To są bardzo sprawne firmy. Mają płacone od wykonanego montażu, więc to wygodny układ dla obu stron – robią szybko i bez usterek, a my możemy ręczyć za ich jakość. To też wygodne dla klienta. W firmie Marmur Dulemba klient kupuje produkt wraz z montażem i nie musi się martwić kto i kiedy mu to zamontuje, a także kto będzie gwarantem jakości.

Oczywiście do rozwoju firmy potrzebni są klienci. W dużej mierze z polecenia: usłyszał od kogoś, na stronie sobie pooglądał i przyjechał. Czasami klient przyprowadza architekta bądź projektanta, który wcześniej nie proponował kamieni naturalnych, bo ich nie znał, czy wręcz się bał. Staramy się wtedy edukować, pokazywać piękno tych naturalnych materiałów i często jest to początek dobrej współpracy. Jeśli klient przychodzi sam i potrzebuje podpowiedzi, to obsługujemy go kompleksowo począwszy od projektu. Co do jakości wykonania i montażu jesteśmy siebie pewni, więc to tylko kwestia zrozumienia potrzeb klienta i sprostania jego wymaganiom.

Jeśli myślisz o dużej firmie, to nie wystarczą tylko indywidualni nabywcy. Przez lata tworzyliśmy sieć odbiorców i ta sieć się zagęszcza. Współpracujemy z wiodącymi na rynku firmami meblarskimi, budowlanymi, kominkowymi, ale też z architektami czy projektantami wnętrz.
Kolejny temat, którego chętnie się podejmujemy, to kościoły. Robimy zarówno nowe inwestycje, jak i remonty oraz renowacje. Czasem kompleksowo, czyli cały kościół, a czasami to tylko pojedyncze elementy jak ołtarz lub ambona. Zdarza się tak, że z niektórymi księżmi zrobiliśmy już dwa albo trzy kościoły. Jak już nas znają, to chętnie korzystają z naszych usług po przeniesieniu na nową parafię.

Przy okazji taka ciekawostka. Kiedyś przeczytałem, że jakaś ekipa budowlana remontując wieżę kościelną znalazła taką metalową tubę, w której był list sprzed ponad stu lat z opisem poprzedniego remontu. Pomysł nam się spodobał i od tamtej pory takie „kapsuły czasu” zostawiamy w każdym kościele. List zawiera datę wykonania, informację z czyjej inicjatywy był remont, kto brał udział w pracach, jaki kamień został wykorzystany. I wszyscy, łącznie z pracownikami, mamy dużą frajdę ze składania podpisów na takim dokumencie zostawionym dla potomnych.

Jeszcze o porządku i warunkach pracy. Na zakładzie miało być czysto, tak żeby nie trzeba było zakładać gumowców, kiedy się wysiada z samochodu. Widziałem to w zachodnich firmach i tak chciałem mieć u siebie, dlatego obecnie cały teren zakładu jest wybrukowany lub wyłożony płytami. Przed budową pierwszej hali kupiłem okazyjnie okna z demontażu ze stacji benzynowej. Wszyscy się wtedy pukali w głowę, że to jest nie dobry pomysł, bo będzie zimno. Wtedy się budowało niskie hale z małymi oknami, żeby łatwiej było ogrzać. Moja hala była jasna i wysoka, a przez duże okna wpadało tyle słońca, że była też ciepła. A skoro miało być czysto, to pojechałem pod Opoczno i tam poskupywałem z różnych firm płytki ceramiczne i wykafelkowałem ściany. Końcówki serii, niedoróbki, II gatunek – straszna mieszanka widoczna do dziś w tej hali, ale nic innego wtedy nie było dostępne, zwłaszcza za małe pieniądze. Ale cel został osiągnięty – wygląda to estetycznie, poza tym wykafelkowane ściany nie chłoną wody, której w naszej branży na produkcji nie brakuje.

Porządek na magazynach to kolejny temat, na który zwracam uwagę. I to nie tylko w sprawie nowego towaru. W tej chwili mamy około 35 tysięcy metrów kwadratowych kamienia w slabach gotowych do sprzedaży, więc sam widzisz, jak ważny jest porządek. Ale mówię też o resztkach i końcówkach po produkcji. W wielu firmach stanowią one problem, odpad, z którym nie wiadomo co zrobić. My mamy to wszystko w miarę poukładane dzięki dwóm pracownikom, którzy zajmują się tylko tym – wnoszą, wynoszą, układają na stojakach. Owszem, to są koszty, ale ten porządek przynosi zysk – jeśli te kawałki po produkcji byle gdzie położysz, to już przepadło, nie zostaną wykorzystane. Ale jeśli wiesz, gdzie co stoi, to zawsze jest szansa, że da się z tego jeszcze coś zrobić. Jeżeli materiał jest już zapłacony przy okazji wcześniejszego zlecenia, to jeśli go sprzedam – nawet za niewielkie pieniądze – to będzie czysty zysk. Podobnie jest, kiedy przyjedzie kamieniarz, który nie potrzebuje całej płyty, a wyłącznie mały element pod drobne zamówienie. Tylko trzeba było tego pilnować od początku i nauczyć pracowników. W końcu wszyscy się przyzwyczaili i teraz dobrze to funkcjonuje.

Z domu wyniosłem uczciwość. Dlatego zdarza się, że odmawiamy prac, które są wątpliwe. Pamiętam, jak lata temu przyjechał ksiądz i chciał zamówić parapety do kościoła. Wtedy były modne konglomeraty i właśnie z tego chciał je zamówić. Z dalszej rozmowy wynikało, że to będzie zamontowane w starym kościele i nie chciał się dać przekonać na nic innego: jemu się to podoba i cena jest dobra. Odpowiedziałem: „To idźcie do konkurencji, bo ja wam ich nie zrobię. Czemu? Bo ja się za to wstydzić nie będę. Ktoś kiedyś zobaczy konglomerat w starym kościele i zapyta kto to zrobił, a wy powiecie, że Dulemba. Nie chcę.” Ksiądz się obraził i poszedł. Ale za jakiś czas wrócił i powiedział, że on jednak zamówi te parapety z marmuru. Zrozumiał moją intencję i dał się przekonać.

Nie musimy konkurować ceną. Nasza marka jest już rozpoznawalna – to po pierwsze. Po drugie: stawiamy na jakość i różnorodność materiałów. Na magazynach mamy kilkaset rodzajów kamieni z całego świata, w ostatnim czasie prowadzimy intensywny import materiałów – w tym przepięknych kwarcytów z Brazylii. Po trzecie, jeśli coś się wydarzy z naszej winy, to bez szemrania przyjmujemy reklamację, co u naszych stałych klientów jest gwarancją jakości.

kk130_19_3.png

 Od lewej: Jarosław Dulemba, Tomasz Dulemba

 

 

 

przeczytaj cały artykuł

Co łączy kamienie milowe z cystersami?

Autor: Jakub Skolak   |   Data publikacji: piątek, 17 maja 2024 01:00

kk129_35_1.jpg

Każdy człowiek na swojej drodze mija kamienie milowe. Kwestią bardzo indywidualną jest, co uznamy za zasługujące na miano kluczowego, przełomowego momentu. Jednak łatwo jest domyślić się, że tysiące lat temu – kiedy został postawiony pierwszy kamień milowy – miał on inną rolę i służył ludziom w innych okolicznościach. Aby dowiedzieć się jak udajmy się w podróż.

Są czasy Imperium Rzymskiego, zajmującego ogromne terytorium. Na tak wielkim obszarze Rzymianie kontrolowali niezliczone szlaki i drogi. Aby w czasach bez GPS-a nie zgubić się, wiedzieć na jakim odcinku trasy się jest, ile zostało do końca oraz czy poruszamy się w dobrym kierunku, trzeba było znaleźć sposób na znakowanie szlaków. W tym celu zaczęto stawiać wzdłuż dróg kamienie – później nazwane milowymi od odległości, w jakiej były ustawiane. Rozwiązanie to stało się – nomen omen – kamieniem milowym w rozwoju sieci szlaków i znakowania dróg. Inne państwa, na innych kontynentach, również zaczęły korzystać z tej taktyki po usłyszeniu wieści o takim rozwiązaniu. Modyfikowały przy tym pewne aspekty, takie jak jednostka miary, punkt wyjścia czy miejsca docelowe. Do dziś można zauważyć inspiracje płynące z tego wynalazku w postaci chociażby słupków na autostradzie informujących na jakim odcinku drogi się znajdujemy. Bez nich oczywiście nadal swobodnie można by poruszać się dalej znając kurs, jednak w przypadku różnych zdarzeń na drodze są bardzo pomocne do określenia położenia.

 

Stawiane co rzymską milę (1478,5 m) od stolicy prowincji, lub stolicy samego Imperium, do miejsca docelowego, kamienie zawierały wyryte na nich inskrypcje. Informowały o pokonanej odległości, a w niektórych przypadkach, o cesarzu (wówczas panującym, lub już nieżyjącym), aby oddać mu cześć. Dodatkowo, co 5 mil rzymskich (7392,5 m) na podróżnych czekały kamienie kurierskie. Swoją nazwę zawdzięczają kurierom, którzy często urządzali przy nich postoje, aby wymienić z innymi kolegami po fachu informacje lub towar.


Dla lepszego zobrazowania odległości dziś i w tamtych czasach weźmy pod uwagę, że obecnie odległość 50 kilometrów (niecałe 34 mile) jesteśmy w stanie pokonać samochodem w około 30-40 minut. W czasach rzymskich tę odległość pokonywano wozem w ciągu jednego dnia. I to tylko przy sprzyjającej pogodzie. Zimą udawało się przejechać tylko połowę tej trasy.
W wielu sytuacjach kamienie milowe były usytuowane obok miast czy klasztorów pełniąc wtedy rolę typowego drogowskazu. Tak było w przypadku Cystersów. Zakon Cystersów, zgodnie ze swoją doktryną „ora et labora” (łac. módl się i pracuj) – którą prekursor zakonu zapożyczył od Benedyktynów (poprzedniego zakonu, do którego należał) – pracując budował wiele dróg, które były następnie znakowane kamieniami milowymi, często przez tych samych ludzi.

Nie jest to jednak jedyny punkt styczny między zakonem a wspominanym „wynalazkiem”. O wiele bardziej wiekowe kamienie milowe stały już na długo przed powstaniem zakonu.
Pierwszy klasztor cystersów powstał w Cîteaux (łac. Cistercium) we Francji w 1098 roku. Skąd nazwa Cistercium? Można wnioskować, że właśnie od rzymskich znaczników drogi. „Cis tertium lapidem miliarium” z łaciny oznacza „przy trzecim kamieniu milowym” [na drodze z Langres do Chalon]. Jak podają przekazy, święty Robert – założyciel cystersów – niezadowolony ze sposobu życia benedyktynów, oddalił się o kilka kamieni milowych od rodzimego opactwa i tam właśnie założył nowy klasztor. Ten stał się początkiem potęgi, jaką z biegiem czasu stali się cystersi. Niewątpliwie dla bractwa był to kamień milowy.
Niedaleko więc szukać powiązania oryginalnej ze współczesną definicją kamienia milowego.

W starożytności minięcie go świadczyło o minięciu pewnego etapu w podróży. Dzisiaj „kamienie milowe” to symboliczne znaczniki osiągnięcia pewnego etapu w wykonaniu zadania, pokonania istotnego odcinka w dążeniu do celu czy osiągnięciu jakiegoś poziomu w rozwoju. Towarzyszy temu świadomość, że odnotowana została pokonana już droga i że mijający kamień milowy wie, w jakim miejscu się znajduje na szlaku kariery, życia czy rzymskiej drogi tysiące lat temu.

 

 

przeczytaj cały artykuł

money-1386316_640.jpg

Jednym z warunków uzyskania dofinansowania kosztów kształcenia młodocianych – w świetle art. 122 ust. 1 pkt 1 ustawy Prawo oświatowe – jest ustalenie, że pracodawca lub osoba prowadząca zakład w imieniu pracodawcy albo osoba zatrudniona u pracodawcy posiada kwalifikacje wymagane do prowadzenia przygotowania zawodowego młodocianych określone w przepisach w sprawie przygotowania zawodowego młodocianych i ich wynagradzania.

Mając na uwadze kierowane do Dolnośląskiej Izby Rzemieślniczej we Wrocławiu zapytania, spełnienie powyższej przesłanki budzi wiele wątpliwości. Jak pokazuje praktyka, niejednokrotnie nieprawidłowo interpretują spełnienie tego wymogu również organy administracji wydające decyzje w przedmiocie przyznania dofinansowania kosztów kształcenia młodocianych, a dotyczy to zarówno urzędów gmin, jak również organów odwoławczych. Powoduje to konieczność składania przez pracodawców odwołań od decyzji, a nawet skarg do wojewódzkich sądów administracyjnych.
Przy interpretacji przedmiotowych przepisów ustawy Prawo oświatowe należy odwołać się do definicji pojęć „pracodawca” i „osoba zatrudniona u pracodawcy”, utrwalonych na tle unormowań prawa pracy.
Zgodnie z przepisem art. 3 Kodeksu pracy pracodawcą jest jednostka organizacyjna, choćby nie posiadała osobowości prawnej, a także osoba fizyczna, jeżeli zatrudniają one pracowników. Pracownikiem jest osoba zatrudniona na podstawie umowy o pracę, powołania, wyboru, mianowania lub spółdzielczej umowy o pracę – art. 2 Kodeksu pracy.

Ustawa Prawo oświatowe nie zawiera ustawowej definicji pojęcia osoby zatrudnionej, niemniej zaznaczyć należy, że ustawa ta nie posługuje się pojęciem pracownika. Pojęcia te zaś, choć są do siebie znaczeniowo zbliżone, nie są jednak tożsame. Termin „zatrudnienie” należy rozumieć szeroko, to jest jako wykonywanie pracy na podstawie różnych umów, a nie tylko umowy o pracę – w rozumieniu ścisłym, określonym w przepisach kodeksu pracy. Pojęcie to, zgodnie z zasadą swobody kształtowania stosunku zatrudnienia, nie musi mieć bowiem charakteru pracowniczego1).
Jak wskazuje się w orzecznictwie, „(…) dokonując interpretacji art. 122 ust. 1 pkt 1 ustawy Prawo oświatowe nie można tracić z pola widzenia celu samej regulacji prawnej, którym było uzyskanie przez pracodawcę częściowego zrekompensowania kosztów dokształcania zawodowego młodocianego pracownika a więc zrekompensowanie kosztów poniesionych na skutek przejęcia przez pracodawcę obowiązku ciążącego generalnie na Państwie. Dlatego też przyjąć należy, że pojęcia osoby zatrudnionej u pracodawcy nie należy ograniczać tylko do wąskiej wykładni tego przepisu. Dlatego dokumentem potwierdzającym, że spełniony jest warunek określony w powołanym powyżej przepisie może być umowa zlecenia czy też umowa o dzieło, natomiast nie ma konieczności zawarcia przez strony tylko i wyłącznie umowy o pracę”2).

Pojęcie osoby prowadzącej zakład w imieniu pracodawcy nie zostało ustawowo sprecyzowane, w związku z czym może to być osoba zatrudniona na podstawie umowy o pracę, umowy zlecenia, umowy o dzieło, kontraktu menedżerskiego, wykonująca zadania o takim charakterze. W orzecznictwie przyjmuje się, że osobą taką może ponadto być członek zarządu spółki, jak również osoba legitymująca się stosownym pełnomocnictwem udzielonym przez pracodawcę do podejmowania czynności składających się na prowadzenie zakładu w imieniu pracodawcy.
Powyższa treść stanowi jedynie ogólne wskazówki interpretacyjne dotyczące omawianego zagadnienia. Należy pamiętać, że każdy przypadek powinien podlegać szczegółowej analizie.

 


 

1) vide: wyroki Sądu Najwyższego z dnia 9 grudnia 1999 r. sygn. akt I PKN 432/99, OSNP 2001/9/310, z dnia 30 maja 2001 r. sygn. akt I PKN 429/00, OSNP 2003/7/174, z dnia 13 kwietnia 2000 r. sygn. akt I PKN 594/99, OSNP 2001/21/637 oraz z dnia 5 grudnia 2000 r. sygn. akt I PKN 133/00, OSNP 2002/14/326)
2) wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego z dnia 10 maja 2023 r., II SA/Po 189/23)

 


 

Pierwotnie tekst ukazał się w: Nowiny Rzemieślnicze, nr 63, zima 2023

 


 

Magdalena Kieszkowska – radca prawny od 2011 r.
Kancelaria zajmuje się prowadzeniem spraw cywilnych,
a w szczególności specjalizuje się w obsłudze przedsiębiorców,
jak również prowadzeniu tzw. spraw frankowych.
Kontakt do autorki:
tel. 698 376 673
e-mail: m.kieszkowska@kancpraw.com

przeczytaj cały artykuł

Daystone – 3 w 1

Autor: Kurier Kamieniarski   |   Data publikacji: czwartek, 16 maja 2024 11:11

Daystone 3 w 1 to kompleksowe rozwiązanie w codziennej pielęgnacji blatów kuchennych. Nadaje się nie tylko do blatów z kamienia naturalnego, ale również z konglomeratu i ceramiki. Czyści i pielęgnuje, wspomaga istniejącą impregnację i zapobiega późniejszym zabrudzeniom.

W branży kamieniarskiej pielęgnacja powierzchni blatów kamiennych, konglomeratu oraz ceramiki ma kluczowe znaczenie dla zachowania ich estetyki i trwałości na długie lata. Daystone 3 w 1 to nowoczesny technologicznie produkt o neutralnym odczynie – pH 7 pozwala na stosowanie również z miękkimi kamieniami: marmur, wapień czy trawertyn mogą być pielęgnowane przy użyciu Daystone.

To wygodny preparat do łatwego stosowania w codziennej pielęgnacji kamiennych powierzchni. Jego stosowanie wygładza powierzchnię, wypełnia mikropęknięcia i usuwa rysy oraz podtrzymuje efekt wysokiej estetyki przez lekkie pogłębienie koloru i nadanie powierzchni połysku. Przy tym jest bardzo prosty w użyciu. Wystarczy spryskać nim powierzchnię i przetrzeć. Jest również bezpieczny dla człowieka, nie wysusza i nie podrażnia skóry. Jest hypoalergiczny i nie wysusza rąk, przez co jest ceniony szczególnie przez kobiety.

 

Jest wydajny. Dostarczany w butelkach 750 ml ze spryskiwaczem wystarcza na około 100 m2 powierzchni – to około 2 miesiące codziennej pielęgnacji średniej wielkości blatu.

Doskonale radzi sobie z czyszczeniem powierzchni z tłustych zabrudzeń, plamami po sokach, winie czy owocach. Nie maże się i nie pozostawia smug – dzięki zawartym organicznym związkom amoniowym dezaktywującym zabrudzenia, płyn Daystone usuwa smugi i pozostawia powierzchnie blatów bez pozostałości tłuszczu, w tym widocznych odcisków palców.

W jego składzie znajdują się naturalne olejki, dlatego Daystone dogłębnie nawilża i nabłyszcza kamienne powierzchnie. Ma delikatny morsko-cytrynowy zapach, który potęguje odczucie świeżości.
Zawartość impregnatu oleofobowego w płynie Daystone wzmacnia już wykonaną impregnację. To znacząco przedłuża trwałość i skuteczność wcześniej wykonanych zabiegów ochronnych powierzchni. Zawiera w swoim składzie naturalne, delikatne mydła, które nie są agresywne wobec istniejącej impregnacji i nie wyjaławiają mytej powierzchni.


Artykuł na podstawie informacji ze strony www.do-kamienia.pl

 

przeczytaj cały artykuł

Mediacja Czas to pieniądz

Autor: Monika Hernik-Oko   |   Data publikacji: czwartek, 16 maja 2024 11:01

129hand-819279_640.jpg

„Obecnie, przynajmniej jeżeli chodzi o sądy warszawskie, nawet najgorszemu wrogowi nie życzę występowania w jakiejkolwiek sprawie na drodze cywilnej – mówi Joanna Parafianowicz, adwokatka prowadząca własną kancelarię. – Czas oczekiwania na rozpatrzenie sprawy jest coraz dłuższy – wcześniej sądy pracowały na wolniejszych obrotach przez pandemię, teraz problemem jest zamieszanie związane z KRS i tzw. neo-sędziami. Z tego powodu uważam, że opieranie gwarancji na kontroli sądowej, w sprawach, gdzie tak ważny jest czas, jest w pewnym sensie robieniem obywatela w bambuko. Ta ochrona jest fikcyjna, skoro na rozpatrzenie sprawy w NSA czeka się około dwóch lat i to, jak ma się szczęście. W ostatnim czasie największą szansę na szybkie rozpatrzenie sprawy daje mediacja albo śmierć strony.”1)

Nie namawiam do darcia szat przed sądem z okrzykiem „mediacja albo śmierć!”, ale nieustająco namawiam do mediacji. Pani mec. Joanna Parafianowicz potwierdza, że – poza innymi – niezwykle istotną zaletą mediacji, szczególnie w dzisiejszych czasach, jest szybkość zakończenia sprawy.
W postępowaniu mediacyjnym strony nie muszą czekać na zawiadomienie sądu o wyznaczonym terminie rozprawy. Tu jednym z rekordzistów jest Sąd Okręgowy w Warszawie – pozew złożony w czerwcu 2022 r., w kwietniu 2024 r. strony zostały zawiadomione o terminie rozprawy wyznaczonym na… czerwiec 2027 r.
W mediacji to strony decydują kiedy i gdzie się spotkają. I czy chcą się spotkać czy wolą prowadzić mediację bez spotkań wspólnych. Przy wyborze tej drugiej opcji mediator spotyka się raz z jedną, raz z drugą stroną – są to tzw. spotkania wahadłowe. W przypadku postępowania sądowego takich możliwości strony nie mają.

Ile czekało się dotąd na rozstrzygnięcie sądu w sprawach, w których pojawia się kwestia zakładu kamieniarskiego? Na ogólnodostępnym portalu orzeczeń sądów powszechnych https://orzeczenia.ms.gov.pl/ dostępna jest treść orzeczeń wraz z uzasadnieniem. Po wpisaniu hasła „zakład kamieniarski” można zapoznać się z orzeczeniami w sprawach: o zapłatę, o nienależyte wykonanie, o zachowek, o podział majątku wspólnego, o wydanie nieruchomości czy w sprawach z prawa pracy. Niezależnie od przedmiotu sporu sprawy te trwały od kilku do kilkunastu lat. Poniżej kilka przykładów:
opisywana już w Kurierze Kamieniarskim sprawa o zaniechanie działań zakłócających korzystanie z nieruchomości ponad przeciętną miarę, w związku z usytuowaniem na sąsiedniej działce zakładu kamieniarskiego, oraz zaniechanie naruszeń w przyszłości (Sąd Okręgowy w Gliwicach II Zamiejscowy Wydział Cywilny sygn. akt II C 232/11): pozew złożony w 2011 r., orzeczenie sądu pierwszej instancji – grudzień 2014 r., orzeczenie sądu II instancji – listopad 2015 r. – łącznie 4 lata,
sprawa o zwrot nakładów (Sąd Okręgowy w Słupsku I Wydział Cywilny sygn. akt I C 165/11): pozew złożony w 2011 r. – prawomocne zakończenie sprawy – 2016 r. – łącznie 5 lat,
sprawa o podział majątku wspólnego, w skład którego wchodził zakład kamieniarski (Sąd Okręgowy w Łodzi III Wydział Cywilny Odwoławczy sygn.. akt III Ca 1972/20): pozew złożony w 2016 r., orzeczenie sądu pierwszej instancji – 2020 r., orzeczenie sądu II instancji – wrzesień 2022 r. – łącznie 6 lat,
sprawa o zachowek (Sąd Okręgowy w Szczecinie II Wydział Cywilny Odwoławczy sygn. akt II Ca 794/17): pozew złożony w 2012 r., orzeczenie sądu I instancji – kwiecień 2016 r., wyrok sądu II instancji – czerwiec 2018 r. – łącznie 6 lat,
sprawa o roboty budowalne – wykonanie elewacji kamiennej: pozew złożony w lipcu 2015 r., orzeczenie sądu I instancji – maj 2021 r., wyrok sądu II instancji – kwiecień 2023 r. - łącznie 8 lat.

„Czas to pieniądz” – to przysłowie znane jest powszechnie. Mediacja pozwala na oszczędności nie tyko finansowe, gdyż dzięki niej nie tracimy czasu, a tym samym nie tylko nie wydajemy pieniędzy, ale również nie tracimy tych, które moglibyśmy w tym czasie zarobić. Warto o tym pamiętać w sytuacjach spornych, najlepiej przed wstąpieniem na drogę sądową. Jeśli jednak pozew już został złożony, warto także pamiętać, że na każdym etapie postępowania można zaproponować próbę porozumienia na drodze mediacji. I nie trzeba do tego okrzyku „mediacja albo śmierć”, gdyż taka możliwość zagwarantowana jest w kodeksie postępowania cywilnego.


1) https://www.prawo.pl/prawo/odszkodowanie-za-blokowanie-tresci-terrorystycznych-terreg,526582.html


mgr inż. Monika Hernik-Oko
prawnik, mediator, Członek Zarządu Stowarzyszenia #wartomediować
tel. 661 860 393

www.wartomediowac.pl

39 mediatorów w całej Polsce:

www.wartomediowac.pl/znajdz-mediatora/

przeczytaj cały artykuł
Strona 35 z 241
dfgdfgdfg

Najnowszy numer
4/2026 (143)

sierpień-wrzesień 2026

Zamów darmową prenumeratę

Ogłoszenie drobne
kup, sprzedaj, zamień...

Sprzedam automat polerski
2026-08-18 10:16:19
Sprzedam tanio automat polerski firmy PROMASZ, mało używany, z głowicą. Cena do uzgodnienia. Krotoszyn. Tel. 607 334 259

Reklama W Kurierze
Poznaj zalety naszego pisma

  • Kurier Kamieniarski to dwumiesięcznik – najstarszy na rynku kamieniarskim, wydawany od 1997 r. Jest bezpłatnie wysyłany do ponad 4.000 osób i firm związanych z branżą kamieniarską.
  • Nasza baza adresowa jest na bieżąco aktualizowana, a co tydzień dopisujemy do niej nowe firmy. Stale zdobywamy nowe kontakty biorąc udział w targach i spotkaniach branżowych.
  • Osiągamy ponad 99% skuteczność - z wysłanych 4.000 egzemplarzy wraca do nas nie więcej niż 30-50 szt.