Artykuły

Wypadki się zdarzają

Autor: Dariusz Wawrzynkiewicz   |   Data publikacji: środa, 13 września 2023 11:55

kk125_261.jpg

W trakcie normalnej pracy, nawet jeśli przestrzegamy wszystkich możliwych zasad, wypadki i tak się zdarzają. Potem – wiadomo – komisja powypadkowa, sprawdzanie BHP, czasem kontrole zewnętrzne, jeśli wypadek był poważny.

I tu zwykle nie ma zabawnych sytuacji. Potem jednak chcemy uzyskać jakieś odszkodowanie od ubezpieczyciela. I konieczne jest wtedy opisanie wypadku w dokumentach dla towarzystwa ubezpieczeniowego. A to czasem bywa naprawdę śmieszne.
W tym momencie wielu ubezpieczonych rozkwita literacko, chcąc oddalić od siebie podejrzenie celowości działań lub zaniedbań i uzyskać odszkodowanie. Jeden ze słynniejszych zapisów w protokołach dla ubezpieczycieli to: „Siedziałem z zaparkowanym aucie kiedy zauważyłem, że z przeciwka nadjeżdża kiosk z warzywami.”

Rozmawiałem ze znajomym ubezpieczycielem i ten znalazł dla mnie kilka perełek tego gatunku literatury w kamieniarstwie.

Na budowie pracownik montujący kamienną elewację z rusztowania: „Deska będąca elementem rusztowania od zewnętrznej strony, bardzo mi przeszkadzała w odbieraniu podawanych wciągarką płyt. Postanowiłem ją oderwać. Ciągnąłem kilka razy, ale nie chciała puścić. Postanowiłem, że będzie łatwiej, jeśli będę ją pchał. Wyszedłem na zewnątrz rusztowania i stojąc na nim pchałem z całej siły. Zgiąłem tą deskę mocno, ale trzymała. W końcu zabrakło mi siły i puściłem. Zgięta deska wracając uderzyła mnie i zrzuciła z rusztowania. Spadłem z poziomu 1-go piętra i złamałem rękę.”
Inna sytuacja na budowie: „Postanowiłem poprawić jedną płytę na elewacji z drabiny. Przystawiłem drabinę do ściany, ale ta odsunęła się o dobry metr. W wyniku upadku stłukłem bark.”

Następny przypadek to nieszczęśliwy wypadek na placu z płytami. Suwnica miała podnieść płytę ze stojaka. W momencie opuszczania haka ten osunął się gwałtownie o około metr i uderzył w płytę. W rezultacie zniszczeniu uległo 5 płyt. Uzasadnienie: „Tak wiem, że suwnica nie ma aktualnego badania UDT (Urząd Dozoru Technicznego) i było uszkodzone opuszczanie haka, ale mechanik od suwnicy miał się zjawić za dwa dni, a dozór był umówiony na następny tydzień.”

Przy montażu blatu kuchennego montujący, wkładając blat na górę mebli, uderzyli blatem w szafki bardzo drogiej zabudowy. Uległy zniszczeniu trzy szafki. Zeznający pracownicy napisali: „przy wkładaniu blatu na górę „wyspy”, okazało się, że szafki są wyżej, niż zakładaliśmy”. Komentarz likwidatora szkody: „pewnie urosły”.

Teraz znowu praca na rusztowaniu. „Demontowałem rusztowanie. Chcąc zdjąć jeden z elementów nie zauważyłem, że jeśli go zdemontuję, to deska, na której siedzę, straci podparcie. Mimo trudności udało mi się odczepić ten element. W wyniku upadku złamałem nogę.”
Klienci też są pomysłowi. Jeden z nich przyjechał po zakupione dwie grube płyty samochodem osobowym kombi. Sprzedający mówili, że to zły pomysł. Klient twierdził, że pomierzył i się zmieści, a on już tak woził płyty. Jak się okazało, ciężar był zdecydowanie za duży i zawieszenie auta z hukiem się rozleciało. W zgłoszeniu do ubezpieczyciela napisał: „Załadunek materiałów do samochodu osobowego z przestrzenią do przewozu materiałów, przebiegł bez problemu. Okazało się jednak, że zawieszenie uległo uszkodzeniu.”

„Nasz pracownik, chociaż nie ma uprawnień elektryka, wielokrotnie udowadniał, że zna się na instalacjach elektrycznych. Dlatego kiedy zaproponował, że przełączy na inny obwód zasilanie boczkarki, pozwoliliśmy mu to zrobić. W trakcie pracy doprowadził do zwarcia w wyniku, którego uszkodzeniu uległa tablica sterująca. To był po prostu nieszczęśliwy wypadek.”

Rozumiem, że w naszej tradycji mamy wpisane radzenie sobie w każdej sytuacji. Czasem jednak lepiej by było działać tak, jak jest opisane w zasadach i zachować zdrowy rozsądek. Żeby nie pisać potem, że z przeciwka nadjechał kiosk z warzywami.

przeczytaj cały artykuł

TIA cz. 19 Jest nowe otwarcie, jest przełom – 2.0

Autor: Jacek Kiszkiel   |   Data publikacji: środa, 13 września 2023 11:17

kk125_S58_1.jpg

Jest ten przełom, jest to kliknięcie. Od czasu napisania poprzedniego tekstu dla Was – w sumie dla siebie też – minęły ponad trzy miesiące. Mietek wykopał jamę jak po bombie pod Charkowem, wywiezione zostało ponad 30 000 ton, maszyny wypaliły dziesiątki tysięcy litrów diesla, a kilometry liny diamentowej zostały zużyte. No i co? No i mamy to! Jest to, czego chcieliśmy: kolejny miesiąc na plusie! I to dużym.

Ale zawsze musi być to „ale”. No powiedzmy sobie szczerze: gdyby wszystko, co wydobędę z ziemi było czyste, to czy w ogóle bym dla Was to pisał? Czy może dawno już bym odcinał kupony lub moje życie toczyłoby się gdzie indziej, w innych realiach? Na pewno. Ale jesteśmy tu i teraz i trzeba dalej walczyć!

Wracając do „ale”. To, co da nam skała, nie zależy w sumie od nas. Mamy jedynie połowiczny wpływ na to, co urobimy. Ściany możemy umyć, odmuchać, przyjąć założenie, czy jest to czysty czy wadliwy materiał. Jednak dopiero jak przyjedzie do Polski i potnę bloki na płyty, dowiem się czy jest to materiał, który sprzedam i obrócę ponownie tą gotówką, którą zainwestowałem kilka miesięcy wcześniej w RPA. Albo spojrzę na materiał w Polsce i stwierdzę: „Na ch... to tu przywiozłem?!”.

Fracht kosztuje od groma pieniędzy, ryzyko spore. Więc trzeba dobrze zastanowić się, czy warto ten blok ładować suwnicą na auto, żeby pojechał do Durbanu, gdzie wrzucą go na statek, który po miesiącu dopłynie do Hamburga, z którego „plandeką” go dowiozę do Strzegomia, gdzie po pocięciu na slaby i nadaniu poleru wyjdę na plus? Tak to jest z biznesem. Dopóki nie spróbujesz, nie dowiesz się, czy było warto! Koniec autorefleksji – wracam do tego „ale”.

Ponad dwa miesiące temu, kiedy Mietek był w RPA, dostałem od niego telefon: „Jacek! Kto rządzi w kamieniołomie?” Odpowiadam zaskoczony: „Że co?!?”. Mietek rozwija wątek: „Eben blokuje nas z urabianiem i zachowuje się tak, jak byśmy za dobrze pracowali.” Zatkało mnie. Jak można mieć pretensje do tego, że ktoś dobrze pracuje?
Do dzisiaj nie rozumiem tego, do czego doszedłem. Zawsze kiedy jesteśmy w RPA, weekend jest czasem, kiedy możemy pozwolić sobie na rozwinięcie skrzydeł. Nikt nam nie przeszkadza, wdrażamy nasz plan, naszą wizję pracy. Możemy wiercić tak, jak chcemy, ciąć tak, jak potrzebujemy – ba! – przygotować kamieniołom do pracy w poniedziałek dosłownie jak tort do krojenia. Okazało się, że Eben po dwóch dniach nieobecności, wracając w poniedziałek do realiów pracy, zderzał się z czymś, czego nie rozumiał. Było za dużo zrobione. Nie mieściło mu się w głowie, że weekend można na takim poziomie przepracować.

Tu chyba schodzimy jednak do stereotypu Polaka za granicami naszego pięknego kraju. Są dwa. Pierwszy – najgorszy – imprezowy, a drugi to ten, co chce zarobić (czytaj: jak mam siedzieć w domu i patrzeć w telewizor, to wolę pojechać na kopalnię i nadzorować sprzęt i napędzać prace w weekendy na kopalni). Choć tak dzieje się już od dobrych 11 lat, Eben dalej ma z tym problem. Okazało się, że zaczął blokować decyzje Mietka. To poskutkowało moją interwencją, która – jak to bywa – musiała się odbić szerokim echem. Doszło do tego, że Mietek i Bartek (tak, nowy gracz w naszej grze – Bartek jest trzeci raz w RPA; od ponad 15 lat pracuje u mnie na liniach i postanowiłem go wciągnąć do tej układanki, w której się odnalazł i dobrze sobie radzi) zaczęli być wrogami publicznymi numer jeden do tego stopnia, że nawet im ręki nie podawali. Dlaczego? Bo podj...li „grzecznych i super” afrykańskich pracowników do szefa. To, że były i są podziały na czarnych, na Burów i na Polaków, to wiedzieliśmy od dawna. Ale żeby dalej zachowywać się jak dzieci w piaskownicy, które straciły zabawkę, to trochę słabe!

No cóż. Tyle już przeżyliśmy w RPA, że nic nas nie zdziwi. Czarę goryczy przelało wprowadzenie nowego rozwiązania wejścia w niższy poziom w nowo-starym miejscu przez tzw. bicie kanału. Metoda jest prosta, a przy tym wydajna. Zagłębiamy się pod kątem 45 stopni w nowy pokład na głębokość koło 4-5 metrów. Później wiercimy w poziomie na długość około 10 metrów i to wszystko odbywa się na szerokość około 5 metrów. Później strzelamy, wywozimy gruz i za chwilę zaczynamy urabiać czysty materiał.

Mietkowi wysłałem dwa przekroje i wyjaśniłem, w którym miejscu będziemy bić kanał. Mietek wydrukował te rysunki, zaniósł do biura i wtedy nastąpiło coś, co ciężko opisać. Burowie patrzyli na to, jak na czarną magię, na coś czego nie da się zrobić. Obracali kartki, zastanawiali się, gdzie jest reszta, a może czegoś brakuje. W końcu zaczęli szykować kątowniki, długie łaty, sznurki, nawet jakieś szablony. Mietek i Bartek zaczęli się śmiać i powiedzieli tylko: „Nie wtrącacie się. Zostawcie nas samych i przyjdźcie po weekendzie. Zobaczycie, co się stanie.”

I tak zrobili. Weszli w pokład i pokazali, że można to zrobić – bez problemu zastosować metodę z Polski, by przez wybicie kanału obniżyć się i wejść poziom niżej bez potrzeby odkopywania ogromnych ilości materiału i tracenia czasu. Że można bez problemu bić kanał zaraz obok czystego materiału i po odwróceniu się o 90 stopni zacząć go urabiać. Cała ta praca musi potrwać, nie da się tego zrobić w przeciągu kilku dni. Nam zajęło to miesiąc czasu, ale dzisiaj to przynosi wymierne efekty. Pierwsze bloki już bierzemy. I tak naprawdę dopiero teraz nastąpi porządne otwarcie.

Wrócimy do Ebena. Jego podejście do naszej pracy było tak negatywne, że pokusił się o to, by nakłonić operatorów do pozorowania strachu przed zjazdem z rampy 45 stopni w dół. Miało to wpływ na dłuższy czas wywożenie gruzu z bitego kanału. To opóźniło nas w szybszym wejściu w czysty materiał. Zapytacie, jaki miał w tym cel? Ano prosty. Ponownie nie była to jego zasługa i jego wizja otwarcia nowego przodka. Miał w pewnym sensie pretensje do Mietka, Bartka i mnie, że w tym nie uczestniczył. Już się nauczyłem, że jeżeli chcesz, by w Afryce coś ruszyło do przodu, musisz poświęcić temu dużo czasu i nie możesz się cofnąć nawet o krok. Ciężka orka. Ale później moglibyście zobaczyli wyraz mojej twarzy, na której rysuje się szeroki uśmiech, bo wiem, że było warto.

Czy się przejmuję tym, co się stało i podejściem Burów do pracy? Na pewno. Choć może po prostu do tego przywykłem i nie zwracam już na to uwagi. I w momencie, który JA uznam za stosowny, wprowadzam kolejnych graczy do gry. Nie mogę krytykować w 100 procentach Ebena. Bo pytanie jest następujące: jak ja bym się zachował, będąc na jego miejscu, pracując dla kogoś, kto przyjeżdża z zagranicy i chce czasami spakować miesiąc w dwa tygodnie? Czasami się po prostu nie da. To raz. A dwa: każdy z nas ma jakieś tam mniej lub bardziej prywatne życie, które się po prostu toczy. My wychodzimy z innego założenia. Bo czy to jest Mietek, Zenon, ja – czy nawet teraz Bartek – po prostu żyjemy tym kamieniołomem i chcemy, żeby było jak najlepiej w nim i po za nim. Jeżeli szef jest zadowolony, to i pracownik też będzie.

Tylko niestety z pracownikami z RPA nie zawsze tak to działa. TIA – this is Africa!

przeczytaj cały artykuł

W związku z... Mistrz kamieniarz

Autor: Jacek Major   |   Data publikacji: środa, 13 września 2023 11:11

Polski Związek Kamieniarstwa kolejny raz organizuje egzaminy czeladnicze i mistrzowskie w zawodach kamieniarz i brukarz. Zapraszamy wszystkich chętnych do potwierdzenia swoich kwalifikacji zawodowych. Dyplomy zdobyte w Polsce są z mocy prawa unijnego honorowane we wszystkich państwach członkowskich. Na życzenie zdającego dokument może być również wydany w języku angielskim.

Egzamin odbędzie się w połowie grudnia 2023 roku. Tuż przed egzaminem zaplanowano kurs, który ma za zadanie odświeżyć wiedzę i przygotować do części teoretycznej. 32 godziny m.in. z materiałoznawstwa, technologii obróbki, maszynoznawstwa oraz różnych zagadnień z prowadzenia firmy pozwolą powtórzyć i usystematyzować swoją wiedzę na tyle, aby egzamin był przyjemnością.

Kurs będzie trwał 4 dni. Codziennie będzie to 8 godzin lekcyjnych podzielonych na cztery bloki. Staraliśmy się tak ułożyć plan i zmieniać prowadzących oraz tematykę, aby zajęcia się nie dłużyły i były dynamiczne. Zachęcamy do punktualnego i pełnowymiarowego udziału w kursie, jednak rozumiemy, że obowiązki zawodowe mogą czasem być ważniejsze. Z tego względu będzie możliwe, aby do zajęć dołączać i opuszczać je w dowolnym momencie. Jeżeli słuchacze będą potrzebować na godzinę czy dwie odejść od komputera to nie będzie żadnego problemu z późniejszym ponownym zalogowaniem i kontynuacją szkolenia w dowolnym momencie.

Kurs odbędzie się online, na platformie ZOOM. Jest to narzędzie umożliwiające zdalną komunikację między prowadzącym i uczestnikami za pośrednictwem Internetu. Zachęcamy do zaopatrzenia się w kamerę internetową i mikrofon, by móc w pełni uczestniczyć w kursie i mieć możliwość zadawania pytań na żywo. W przeciwnym wypadku pozostanie jedynie rola biernego widza i słuchacza.
Więcej informacji na temat egzaminu i kursu będzie można uzyskać w czasie targów STONE. Na swoim stoisku Polski Związek Kamieniarstwa planuje promować podnoszenie i potwierdzanie kwalifikacji zawodowych. Prezentowana będzie oferta kursów i egzaminów w zawodzie kamieniarz i brukarz. Będzie można dowiedzieć się więcej szczegółów, jak takie egzaminy wyglądają, kto może do nich przystąpić i czy trudno jest zdać. Będzie możliwość porozmawiania z instruktorami kursów i egzaminatorami.

Tytuł mistrza jest również pierwszym, ale tym największym i najważniejszym, krokiem aby zatrudniać uczniów w swoim zakładzie.
Z innych wydarzeń, które na stałe goszczą w kalendarzu PZK, warto już dziś wspomnieć o Kongresie Kamieniarskim. W tym roku świetnie sprawdziła się nowa formuła tego spotkania, które odbyło się w styczniu w Wieliczce. Fotorelacja pojawiła się Kurierze Kamieniarskim nr 1/2023. W roku 2024 planujemy organizację Kongresu również w styczniu. O miejscu i dokładnej dacie będziemy informować. Już dziś zapraszamy na to wydarzenie.

przeczytaj cały artykuł

Klauzula mediacyjna – czy warto umieścić w umowie?

Autor: Monika Hernik-Oko   |   Data publikacji: środa, 13 września 2023 10:51

Arbitration-and-Mediation.jpg

Umowy zawierane pomiędzy klientami a dostawcami czy wykonawcami mają zawsze jeden wspólny element. W każdej znajduje się zapis, że wszelkie spory pomiędzy stronami rozstrzygane będą przez właściwy sąd powszechny. Coraz częściej zapis ten uzupełniany jest o klauzulę mediacyjną. Strony postanawiają w niej, że przed skierowaniem sprawy na drogę sądową, podejmą próbę rozwiązania sporu poprzez mediację.

 


„Mediacja jest alternatywną dla sądu metodą rozwiązywania sporów – rozwiązywania, a nie rozstrzygania.
Z mediacji obie strony wychodzą „wygrane”, bo wspólnie wypracowały rozwiązanie, a nie dostały rozstrzygnięcie narzucone przez sąd.
Mediacja jest dobrowolna – strony mogą nie wyrazić zgody na mediację, jak również w każdej chwili mogą z niej zrezygnować.
Mediator nie narzuca rozwiązań, nie ocenia propozycji stron ani nie staje po żadnej ze stron – jest bezstronny i neutralny.
Mediacja jest poufna – mediator i strony są związane tajemnicą; mediator nie może być przesłuchany przez sąd co do faktów i okoliczności, o których dowiedział się w trakcie mediacji.
Mediacja nie ma terminów – można o nią wnioskować w każdej chwili i w każdej chwili ją zawiesić, przerwać, wznowić.”


 

Czy warto taką klauzulę zawrzeć w umowie? Oczywiście, że tak! Dlaczego? Bo dzięki temu można uniknąć długotrwałego, kosztownego procesu sądowego.
W ofertach dostawców kamienia oraz wykonawców bardzo często umieszczana jest informacja, że „kamień jest dziełem natury, posiadającym indywidualne właściwości ukształtowane przez rodzaj i wiązania minerałów wchodzących w jego skład”, a także, że „różnice w kolorze oraz strukturze materiału oraz możliwe przebarwienia są rzeczą naturalną”. Mimo tego do sądów często trafiają sprawy dotyczące „wad kamienia”. Sprawy te trwają zazwyczaj kilka lat i najczęściej kończą się rozstrzygnięciem, które nie zadowala żadnej ze stron.
W jednej ze spraw klientka żądała naprawienia usterek w montażu oraz wymiany jednej z płyt z powodu – jak twierdziła – wady dotyczącej koloru. Sąd uznał, że naprawa usterek winna nastąpić, natomiast nie uznał żądania wymiany płyty. Obie strony wyszły z sądu niezadowolone – klientka: bo nie otrzymała tego o co wnioskowała, wykonawca: bo sprawa ciągnęła się trzy lata i dodatkowo musiał ponieść koszty procesu oraz koszt biegłego.
Gdyby przed pójściem do sądu zdecydowali się na mediację, finał najprawdopodobniej byłby taki sam, czyli naprawa usterek bez wymiany płyty, jednak bez wizyt w sądzie, straty czasu i pieniędzy. Mogliby również wypracować inne rozwiązanie: obniżenie ceny, wykonanie dodatkowych prac, rabat na kolejne zlecenie itp. Możliwości jest bardzo dużo, ograniczone są jedynie wolą stron. Najistotniejsze jest jednak to, że nawet jeśli mediacja skończyłaby się ugodą o treści tożsamej z rozstrzygnięciem sądu, byłyby to ustalenia, na które obie strony się zgodziły i, w przeciwieństwie do finału sprawy sądowej, obie byłyby zadowolone.
W kolejnej sprawie klient żądał od wykonawcy zapłaty kwoty kilkudziesięciu tysięcy złotych w związku – z jego zdaniem – wadliwym wykonaniem schodów z kamienia naturalnego. Klient twierdził, że kamień – mimo zapewnień wykonawcy – nie miał właściwości antypoślizgowych, a schody zostały wykonane niezgodnie z przepisami. Po czterech latach sąd wydał wyrok i zasądził na rzecz klienta zapłatę. Wydaje się, że klient powinien być zadowolony z takiego rozstrzygnięcia. Czy na pewno?
Jak wspomniałam, od złożenia pozwu do wydania wyroku minęły cztery lata. W tym czasie, aby móc korzystać z lokalu, do którego prowadziły sporne schody, klient był zmuszony wymienić je na własny koszt. Musiał zatem poszukać innego wykonawcy i zapłacić kolejne kilkadziesiąt tysięcy z własnych środków, co wiązało się ze stratą czasu, a także dochodów w czasie, kiedy korzystanie ze schodów było niemożliwe. Być może w drodze mediacji udałoby się tę sprawę zakończyć wcześniej, co byłoby korzystne dla obu stron. Możemy przypuszczać, że strony uzgodniłyby wymianę, naprawę bądź zwrot kosztów. Natomiast na pewno nie poniosłyby kosztów procesu i opinii biegłego, a co najważniejsze, nie trwałoby to cztery lata.
Następna sprawa, która zakończyła się w sądzie, dotyczyła wykonania i montażu elementów kamiennych z piaskowca oraz renowację istniejących balustrad. Według klienta wykonawca nienależycie wywiązał się z zaciągniętego zobowiązania – przeprowadzone przez niego prace posiadały wiele usterek, a użyty kamień był wadliwy. Klient, w celu usunięcia usterek, był zmuszony zatrudnić podwykonawców, którym wypłacił wynagrodzenie w kwocie kilku tysięcy złotych. Sąd przyznał rację trochę jednej i trochę drugiej stronie – powód wygrał proces w 71%, a pozwany w 29%. Miało to odzwierciedlenie w rozstrzygnięciu dotyczącym kosztów procesu, które zostały rozdzielone według tej proporcji.
Czy którakolwiek ze stron była zadowolona z takiego zakończenia sprawy? Najprawdopodobniej nie, bo żadna z nich nie uzyskała tego, o co wnosiła. I tu, podobnie jak w pierwszym przykładzie, gdyby strony zdecydowały się na mediację, wypracowane rozwiązania byłyby zadowalające dla obu, nawet jeśli proporcje w uzgodnieniach były takie same jak w rozstrzygnięciu sądu.
Zatem zanim pójdziemy do sądu „po sprawiedliwość” warto rozważyć próbę rozwiązania sporu na drodze polubownej. Może ona przynieść więcej satysfakcji, niż orzeczenie sądowe, nawet jeśli będzie ono po naszej myśli. Bowiem nawet najgorsza ugoda jest lepsza niż najlepsze orzeczenie sądu.


 

mgr inż. Monika Hernik-Oko
prawnik, mediator, Członek Zarządu Stowarzyszenia #wartomediować
tel. 661 860 393
www.wartomediowac.pl
39 mediatorów w całej Polsce: www.wartomediowac.pl/znajdz-mediatora/

 

przeczytaj cały artykuł

Architektura i kamień - V&A Dundee – centrum designu

Autor: Kurier Kamieniarski   |   Data publikacji: środa, 13 września 2023 10:38

kk125_S52_3.jpg

W numerze 2/2023 Kuriera Kamieniarskiego prezentowaliśmy już dzieło architekta z Japonii, Kendo Kumy. Okazuje się, że ten architekt może się pochwalić innymi niesamowitymi realizacjami. Muzeum Designu w Dundee w Szkocji, które zaprojektował, ma bardzo nietypową kamienną elewację.

 V&A Dundee to pierwsze w Szkocji muzeum poświęcone projektowaniu. Samo V&A Dundee to organizacja zajmująca się promocją designu. Realizowała wiele akcji o tym celu. Była to choćby akcja projektowania przez uczniów kapeluszy XXI wieku czy szkolny konkurs designu, w którym wzięło udział 1000 uczniów z 250 szkół, a którego tematem było ulepszenie własnej szkoły. Na przestrzeni wielu lat V&A Dundee zorganizowała także wiele wystaw. W końcu w 2010 roku zadecydowano o zbudowaniu muzeum.

Według wizji Kumy dla V&A Dundee miałą powstać przyjazna przestrzeń do odwiedzania, zabawy i spotkań towarzyskich dla wszystkich – „pokój dzienny dla miasta” – i sposób na ponowne połączenie miasta z historycznym nabrzeżem rzeki Tay. Wraz z V&A Dundee Kuma jest zaangażowany w wiele dużych, trwających nadal projektów, w tym w centra sztuki w Besançon i Granadzie.

Zakrzywione betonowe ściany – nie ma prostych ścian zewnętrznych – utrzymują 2500 paneli z surowego kamienia, każdy o wadze do 3000 kg i szerokości do 4 m, tworząc wygląd szkockiego klifu. Budynek ma 21 oddzielnych sekcji ścian.

Rozmiar, kształt i rozmieszczenie kamiennych elementów różnią się w całym budynku, tworząc zmieniające się wzory cieni, gdy Słońce przemieszcza się nad budynkiem muzeum.

Dundee to imponujący budynek o powierzchni 8000 m² z galerią o powierzchni 1650 m². Budową budynku kierowała Rada Miasta Dundee, a kierownictwem projektu zajmowała się firma Turner & Townsend. Całkowity koszt projektu, budowy i wyposażenia wynosi ponad 80 milionów funtów brytyjskich.

Otwarcie obiektu nastąpiło 15 września 2018 roku.

 kk125_S52_2.jpg

 

przeczytaj cały artykuł
Strona 35 z 230

Najnowszy numer
6/2025 (139)

grudzień 2025 – styczeń 2026

Zamów darmową prenumeratę

Ogłoszenie drobne
kup, sprzedaj, zamień...

noimage
2025-12-08 00:00:00
Sprzedam automat polerski firmy PROMASZ, mało używany, z głowicą. Cena do uzgodnienia. Krotoszyn. Tel. 607 334 259

Reklama W Kurierze
Poznaj zalety naszego pisma

  • Kurier Kamieniarski to dwumiesięcznik – najstarszy na rynku kamieniarskim, wydawany od 1997 r. Jest bezpłatnie wysyłany do ponad 4.000 osób i firm związanych z branżą kamieniarską.
  • Nasza baza adresowa jest na bieżąco aktualizowana, a co tydzień dopisujemy do niej nowe firmy. Stale zdobywamy nowe kontakty biorąc udział w targach i spotkaniach branżowych.
  • Osiągamy ponad 99% skuteczność - z wysłanych 4.000 egzemplarzy wraca do nas nie więcej niż 30-50 szt.