O kamieniu

TIA cz. 23 Logika czy ekonomia?

Autor: Jacek Kiszkiel   |   Data publikacji: czwartek, 16 maja 2024 01:00

kk129_50_1.jpg

To, że na Czarnym Lądzie liczy się bieżąca chwila, już wiecie! Każdy tekst pozwala Wam się coraz bardziej zaznajomić i oswoić z codziennością RPA oraz filozofią życia Czarnych i Białych. Nasuwa się jednak pytanie: czy to wszystko ma sens, jeżeli uderza w nas zastój czy – co tu dużo mówić – kryzys. Który paraliżuje poniekąd naszą pracę, a czasami – co gorsza – płynność finansową.

Niech pierwszy rzuci kamieniem (co w naszej branży jest dość łatwe), kto nie miał myśli, czy to ma sens? Czy jest sens stawiać kolejną maszynę, budować kolejną halę, inwestować w ludzi, w sprzęt czy materiał? Nieważne, czy to jednoosobowa działalność, czy firma 200-osobowa, schemat działania jest ten sam. Dochodzimy do punktu, czy warto dalej iść? Czy nie lepiej się trochę opanować i zatrzymać lub po prostu przeczekać i poczekać na „lepsze czasy”?

Dla mnie funkcjonowanie w czasach chaosu gospodarczego – czy kryzysu – jest jak bycie pasażerem w samolocie. Jaki masz wpływ na to, czy dolecisz do celu? Jaki masz wpływ czy nie spadniesz do oceanu i w sumie jaki masz wpływ na to, czy samolotu nie strąci jakaś rakieta? Dosłownie żaden. Jesteś jedynie pasażerem statku, który przemierza swoją trasę, a czy twoja podróż zakończy się szczęśliwie, nie masz żadnego wpływu.
Jeżeli masz już poukładaną produkcję, w miarę możliwości sprawny sprzęt, ułożoną załogę, to już tylko brakuje w tym wszystkim rynku zbytu, o który niestety jest bardzo ciężko w tym roku. Dziś każdy będzie szukał oszczędności w firmie, tzw. szukanie kosztów. Im bardziej je ograniczymy, tym bardziej możemy pchnąć ten wózek do przodu. Lecz czasami możliwości się kończą i pozostaje nam nadzieja, że jakoś to się wszystko poukłada.

Mieliśmy ambitne cele w RPA, chcieliśmy zbudować na Czarnym Lądzie zakład podobny do tego, który mamy w Polsce. Przez poprzednie teksty z cyklu TIA przetoczyło się od groma wątku na temat płacy i jej pochodnych, prądu, kosztów transportu, czy po prostu kosztów życia – nie ma co mówić: produkcja w RPA jest tańsza niż w Polsce. Tylko pozostaje bardzo ważne pytanie: jak w krótkim czasie postawić firmę wielkości zakładu KZK (Kamieniarstwo Zenon Kiszkiel) w takim dzikim i nieprzewidywalnym kraju jakim jest RPA, skoro Zenon potrzebował ponad 30 lat, żeby dojść do tego miejsca, gdzie jest dzisiaj? Przy dzisiejszej zyskowności, czy możliwościach sprzedaży, po prostu się nie da.
Mimo wszystko twierdzę, że udało się i tak bardzo dużo osiągnąć. Plany były ambitne na ten rok: kupno kolejnej koparki, zakup dump truck (wozidła), czy inwestowanie w rozbudowę ZG (Zenon Granite – miejsce, gdzie stoi suwnica i linki). Cóż… Szybko ten rok nas sprowadził na ziemię i wyznaczył nowe cele: przetrwać i utrzymać produkcję!
kk129_51_1.jpg

Wytłumaczyć Czarnym – i w sumie Burom – co dzieje się w Europie, jaki nas kryzys złapał, to tak jakby im tłumaczyć, że w czasie zimy używamy ogrzewania podłogowego w celu utrzymania przyjemnej temperatury w domu. Po czym patrzą na Was, jak na debili i pytają: „Czemu?” Więc ręce opadają, ale podnosisz palec, pokazujesz im zakres ich obowiązków i każesz wrócić do pracy.
Nie można – i w sumie nie wolno – próbować przenosić wzorców z jednego kontynentu na drugi. To skrajnie różne społeczności. Dla nich codziennością jest to, że każdy Bur chodzi z kaburą, a Burka w torebce nosi rewolwer, krata w domu musi zostać zasunięta, aż do momentu, kiedy usłyszysz trzask rygla, a Czarny wróci do swojego domku z blachy falistej i będzie rozmyślał nad tym, co się zepsuło w tym kraju, że jest tam, gdzie jest.
Bycie elastycznym w produkcji na kamieniołomie jest dość ciężkie, kiedy ograniczają cię możliwości finansowe. Musisz podjąć decyzję, czy idziemy tylko tam gdzie jest czysty materiał i trochę podjeżdżamy kamieniołom z nadzieją, że kryzys się skończy i za jakiś czas wrócimy do otwierania kolejnych przodków, czy jednak zostajemy przy filozofii, że za wszelką cenę utrzymujemy produkcję, ale otwieramy kolejne miejsca z nadzieją, że starczy nam kasy na wszystko.
Jedyną ważną zmienną, którą udało nam się dość mocno ograniczyć, jest liczba pracowników, którą udało się w miarę łagodny sposób zredukować. Około 12 osób w ciągu roku odeszło nie narażając firmy na spadek produkcji, a może nawet na lekkie jej zwiększanie. Tylko koszty są dalej potężne. Ale jak to mawiał klasyk: „szefa nie poznaje się po tym jak rządzi w czasach, kiedy jest dobrze, tylko wtedy, kiedy następuje kryzys!”. TIA – This is Africa.

przeczytaj cały artykuł

G682 Yellow Pink

Autor: Dariusz Wawrzynkiewicz   |   Data publikacji: środa, 15 maja 2024 11:12

kk129_32_1.jpg

G682 to granit popularny zarówno na naszym, jak i światowym rynku. Złoże tego materiału znajduje się w Shijing w prowincji Fujian. Materiał jest wysoko ceniony za ciepłą i żywą kolorystykę, obejmującą całą gamę złotych i żółtych odcieni z charakterystycznymi żyłkami i wzorami.

Dominującym kolorem granitu G682 jest kolor złoty lub rdzawożółty. Złote odcienie mogą mieć różną intensywność, tworząc dynamiczną i atrakcyjną wizualnie powierzchnię.
Granit G682 charakteryzuje się średnio- lub gruboziarnistą teksturą, która dodaje głębi i charakteru jego wyglądowi. Kamień może posiadać żyłki, plamy czy fale w różnych odcieniach brązu, czerni czy szarości, tworząc intrygujący kontrast na złotym tle. Te naturalne różnice sprawiają, że każda płyta granitu G682 jest inna, podnosząc jej atrakcyjność estetyczną i czyniąc ją częstym wyborem projektantów i architektów.

Jedną z godnych uwagi cech granitu G682 jest jego wszechstronność. Nadaje się zarówno do zastosowań wewnętrznych, jak i zewnętrznych. Czyni go to popularnym wyborem do podłóg, blatów, okładzin ściennych, a nawet nawierzchni zewnętrznych.
Jest to twardy kamień, który wytrzymuje intensywne użytkowanie – nadaje się do obszarów o dużym natężeniu ruchu. Odporność na zarysowania powoduje długotrwałe zachowanie estetycznego wyglądu nawet przy regularnym użytkowaniu i minimalnej konserwacji.
Ciepłe odcienie sprawiają, że granit G682 jest często wybierany do miejsc mających sprawiać wrażenie przytulnych zarówno w pomieszczeniach mieszkalnych, jak i komercyjnych. Pasuje do różnych stylów projektowania: od tradycyjnych po współczesne.
Należy pamiętać, że w przypadku granitu G682 mogą występować różnice w kolorze, żyłkowaniu i fakturze. Zaleca się obejrzenie i wybranie rzeczywistych płyt.
Roczne wydobycie to około 100 tysięcy metrów sześciennych. Materiał poddaje się dowolnym obróbkom powierzchni.

Najczęściej spotykane nazwy handlowe:
G682, Yellow Pink, Golden Peach Granite, Běndì Xiùshí, G3582 Granite, Rusty Yellow Granite, Giallo Rusty Granite, Yellow Rust Granite, Desert Gold Granite, Giallo Fantasia Granite, Giallo Ming Granite, Ming Gold Granite, Giallo Padang Granite, Giallo Rustic Granite, Gold Leaf China Granite, Golden Cristal Granite, Golden Crystal Granite, Padang Golden Leaf Granite, Golden Sand Granite, Golden Yellow Granite, Light Golden Sand Granite, Ming Yellow Granite, Padang Amarillo Granite, Padang Gelb, Padang Giallo Granite, Padang Yellow Granite, Palace Sand Granite, Dawa Yellow Granite

Na rynku lokalnym:
本地秀石,黄锈石 (Běndì Xiù Shí,Huáng Xiù Shí)

Dane techniczne G682:
Gęstość: 2533-2670 kg/m3
Nasiąkliwość: 0,43 %
Wytrzymałość na zginanie: 11,8-16,2 MPa
Wytrzymałość na ściskanie: 160-170 MPa
Odporność na ścieranie (HSD*): 97

*) Skala twardości Shore’a

Skład:
SiO2 – 78,67%
Al2O3 – 11,11 %
CaO – 0,60%
MgO – 0,07%
Fe2O3 – 0,75%
Na2O – 3,34%
K2O – 3,96%
MnO – 0,09%
P2O5 – 0,01%
TiO2 – 0,11%
L.O.I – 0,57%

przeczytaj cały artykuł

TIA cz. 22 Afryka – słońce i piękna pogoda?

Autor: Jacek Kiszkiel   |   Data publikacji: środa, 06 marca 2024 11:34

kk128_Strona_58_Obraz_0001.jpg

Pierwsze skojarzenie, jakie nam się nasuwa, gdy myślimy o Afryce i jej pogodzie, to: musi być bardzo gorąco, a słońce nigdy nie przestaje świecić. To prawda. Słońce, które operuje w RPA i Afryce, opala szybciej, góruje wyżej niż w Europie, ale niestety jest też dużo bardziej niebezpieczne niż w Polsce.

 Jak dobrze wiecie, maszyny budowlane w swoim standardzie malowane są na kolor żółty. Można zadać pytanie, dlaczego? Odpowiedź jest prosta: kolor żółty jest bardzo dobrze widoczny na różnym tle – i w dzień, i w nocy. Wyobraźcie sobie sprzęt budowlany koloru czarnego w nocy – przepis na tragedię w czystej postaci! Kolor żółty kojarzy nam się z ostrzeżeniem, potencjalnym niebezpieczeństwem – czerwień to zagrożenie – więc producenci w standardzie zawsze malują na żółto. Czy to jest Volvo, CAT, Komatsu czy BELL, każdy z tych producentów zażąda dopłaty za zmianę koloru maszyny. Dla sprawdzenia tej teorii możecie poprosić swoje dzieci, aby narysowały koparkę, ładowarkę lub wozidło. Sami zobaczcie, którą kredkę pierwszą wezmą do ręki.


Wrócimy jednak do naszej kochanej RPA. Więc mamy kolor żółty, który w Europie jest rozpoznawalny i widoczny z daleka. Przy tym jest trwały. No ale niestety w RPA wchodzimy na inny poziom nasłonecznienia, a co za tym idzie, kolor ten staje się po kilku latach dosłownie o kilka tonów jaśniejszy.
Nie byłem tego świadomy bardzo długo. Przy naprawie którejś awarii zobaczyłem kawałek ramy, który zwykle jest zasłonięty przed promieniami słońca. Jakbym zobaczył dwa różne kolory. Nie uwierzyłem i aż ściągnąłem okulary przeciwsłoneczne, żeby się upewnić, czy dobrze widzę.
Jeżeli słońce, które operuje tak mocno, potrafi zmienić kolor maszyn, to co musi się dziać w kopalni? W RPA nie jest to częsty widok, ale latem w Polsce często można zobaczyć paralotniarzy, którzy – dzięki ciepłym prądom powietrza z wyrobisk górniczych – nabierają bardzo szybko wysokości pozwalającej na długie i wysokie loty.

W RPA dzisiaj prowadzimy eksploatację tarasową i schodzimy coraz niżej w głąb góry. Powiedzmy, że jesteśmy na poziomie głównej drogi dojazdowej na kopalnię, ale względem szczytu jesteśmy niżej jakieś 30 – 35 metrów. Różnica poziomów jest tak dużą, że żar bijący od nagrzanej skały generuje wznoszące prądy gorącego powietrza, które są w stanie skutecznie zatrzymać chmury burzowe napływające nad kopalnię. Oczywiście nie mówię, że wszystkie opady są zatrzymywane – te mniejsze do nas nie docierają, a nawet jeżeli dotrą, to są przelotne.
My biali jesteśmy przystosowani do konkretnych temperatur, przy których jesteśmy w stanie pracować. Uśredniając: temperatura do 35 stopni jest do zaakceptowania i w miarę możliwości możemy pracować fizycznie. Ale gdy temperatura przebija 40, a nawet i 45 stopni, fizjologia naszego organizmu włącza czerwoną lampkę bezpieczeństwa i każe w schronieniu przeczekać taki okres. W RPA od końca listopada do końca lutego jest środek lata, czyli w teorii pora deszczowa.

Ten rok jednak był specyficzny, bo od 15 do 30 grudnia były potężne opady deszczu oraz ogromny sztorm w okolicach Durbanu i Kapsztadu, a od początku stycznia przyszła piękna pogoda z bardzo wysokimi temperaturami, które oscylowały w okolicy 40 – 45 stopni w cieniu. Jeśli nie jest się na wakacjach, nad basenem klimatyzowanego hotelu, 40 stopni od godziny 11 do 16 nie jest niczym przyjemnym. A w kopalni to ekstremalnie ciężkie warunki.
Podłoże, po którym chodzimy, to granit – bardzo często nagi – który rozgrzewa się do takiej temperatury, że człowiek nie jest w stanie ustać w jednym miejscu nawet chwili. Wiąże się to z bezustannym ruchem, żeby nie czuć przez podeszwę buta gorąca, wręcz wrażenia, że chodzi się po rozżarzonych węglach. Dodajmy jeszcze wysokość – jesteśmy na płaskowyżu w Górach Smoczych, czyli 1600 metrów nad poziomem morza.

My biali tak to odczuwamy. A nasi czarni koledzy? U nich to jest inna bajka. Tak naprawdę komfort cieplny odczuwają od 30 stopni w górę, ale mimo wszystko przy takich temperaturach mają na sobie podwójne ubrania robocze (bluza i spodnie). No i standardem, który zawsze nas zadziwia, jest zimowa, frotowa czapka pod kaskiem! Nie chcę wiedzieć, co mieszka im we włosach, ale – jeśli mam być szczery – to do temperatury 40 stopni nigdy nie widziałem kropli potu na ich czołach!

Oprócz ludzi w kopalni bardzo ważny jest sprzęt. To, że silniki chodzą na maksymalnych obrotach, to wiemy. I że oleje, smary czy płyny chłodzące są tak samo ważne, jak dla nas butelka wody. W okresie afrykańskiego lata często maszyny odmawiają posłuszeństwa.
Dopiero niedawno dowiedziałem się, że maszyny Volvo mają trzy tryby pracy: tryb A – w strefach chłodnych, gdzie nie ma potrzeby tak intensywnego chłodzenia maszyn (okolice podbiegunowe); B – w strefach umiarkowanych, w tym w Polsce; no i C – strefy gorące, gdzie chłodzenie maszyn musi być na najwyższym poziomie. Jak dobrze wiecie z poprzednich artykułów, większość maszyn kupowaliśmy w Polsce z przeświadczeniem, że co to za różnica, gdzie kupujemy maszynę, a w Polsce jest taniej i szybciej niż w RPA. Tylko, że ten Szwed, który składał i programował maszynę, ustawił ją do pracy w Polsce, a nie na Czarnym Lądzie – z upływem czasu ich żywotność szybko spada, bo funkcjonują nie w warunkach, do których były przewidziane.
Nie mówiąc już o operatorze – przepraszam, o „Panie operatorze” – którego zadaniem jest jazda maszyną, a nie jej kontrolowanie techniczne. Co niestety wpędza firmę w potężne koszty! Bo awarie sprzętu, oprócz generowania kosztów bezpośrednich naprawy, spowalniają również produkcję, co odbija się czkawką po dwóch – trzech miesiącach w Polsce.

Skupiłem się na słońcu. Ale nie zapominajmy, że mamy jeszcze deszcze, których w żaden sposób nie można wyobrazić sobie – ani opisać – dopóki ich się nie doświadczy. To ściana wody, dosłownie. Jeżeli trwa dzień – dwa, to jest jeszcze do zaakceptowania. Bywa jednak, że tak intensywny deszcz pada przez trzy tygodnie bez przerwy. To paraliż kopalni prawie na cztery tygodnie – to, co spadło, musi wsiąknąć lub wyparować. A jak wiecie, tu wszystko pokryte jest gliną, która dobrze radzi sobie z wodą pod warunkiem, że się jej nie rusza do momentu wyschnięcia.
Zatem w ciągu roku – oprócz przerw na urlopy – dochodzą przerwy spowodowane awariami i skrajnymi warunkami pogodowymi. Skutek jest taki, że od początku istnienia firmy w RPA nie pamiętam, bym w którymś roku przepracował więcej niż 10 miesięcy. Dlatego całoroczną produkcję dzielę na 10, a nie na 12. TIA – This is Africa.

 

 

przeczytaj cały artykuł

Marabar zmieniła się w Sudama

Autor: Kurier Kamieniarski   |   Data publikacji: środa, 06 marca 2024 09:26

kk128_Strona_50_Obraz_0001.jpg

Przed siedzibą National Geographic Society w Washingtonie w 1984 roku powstała instalacja artystyczna Elyny Zimmerman z USA nazwana Marabar. W związku z przebudową terenu, Marabar musiał zostać zlikwidowany. Artystka postanowiła, że elementy pracy są tak atrakcyjne, że dobrze byłoby je wykorzystać. I tak w 2023 roku postał nowy projekt – Sudama.

Marabar

kk128_Strona_50_Obraz_0002.jpg

Centralnym elementem Marabaru był prostokątny basen o wymiarach 18 metrów długości i 2 metrów szerokości, otoczony pięcioma granitowymi głazami, każdy w formie naturalnej. Trzy z tych kamieni miały jedną ściętą i wypolerowaną powierzchnię. Te płaszczyzny odbijały się w basenie. Całość wyglądała, jakby trzy ogromne skały stanowiły jedną monolityczną formę, gwałtownie podzieloną, a zbiornik wodny był konsekwencją tego podziału.
Zagłębione boki basenu tworzyły iluzję, że woda w naturalny sposób wypływa z gruntu poniżej i jest widoczna przez wycięcie w chodniku nad nim. Skały nie spoczywają na powierzchni chodnika, ale wystają spod niej. Wokół nich ułożona była kostka brukowa, tak, aby sprawiała wrażenie elementów istniejących wcześniej w tym miejscu.

Dzieło było subtelnie wkomponowane w teren. Na całym otaczającym terenie krajobrazowym rozmieszczonych było łącznie siedem głazów. Gość wchodzący na teren kompleksu widział duże skały w pozornie przypadkowych miejscach. Rozproszone elementy podświadomie przygotowywały odwiedzającego na centralny punkt projektu, a ich obecność potęgowała wrażenia.

Nieskończenie odbijające się, lustrzane powierzchnie granitu, zwrócone ku sobie, przypominały artystce wyimaginowaną jaskinię, której wewnętrzne ściany z naturalnej skały zostały w tajemniczy sposób wypolerowane, jak w powieści E.M. Forstera „Przejście do Indii”. Forster opisuje fikcyjne jaskinie Marabar, które w rzeczywistości były wzorowane na prawdziwych, starożytnych jaskiniach Barabar w północno-wschodnich Indiach.
Motywem realizacji dla artystki było też stworzenie w miejskim środowisku kontrapunktu naturalnego.

Przeprowadzka – Sudama

kk128_Strona_51_Obraz_0003.jpg

Przeniesienie instalacji nie było proste. W jej skład wchodziły elementy o łącznej wadze 225 ton. Oczywiście elementy, po latach ekspozycji w starej lokalizacji, wymagały odnowienia.

Nowym miejscem, w którym zostały wykorzystane elementy Marabar, został teren Uniwersytetu Amerykańskiego w Waszyngtonie.
Ten obszar jest odmienny od tego, w którym istniał Marabar. Zamiast prostokątnego wąskiego placu pomiędzy budynkami, nowa lokalizacja to duża owalna przestrzeń porośnięta trawą i drzewami. Autorka zmieniła projekt, wydłużając basen i nadając mu kształt półksiężyca, oraz dopasowując proporcje dużych skał do zmienionego kształtu basenu.

W ten sposób udało się jej utrzymać założenia, jakie przyświecały Marabar.
Nowy projekt nazwała Sudama – tak jak nazywa się najbardziej znana jaskinia z kompleksu jaskiń Barabar, licząca ponad 3000 lat.
Dzięki przeprowadzce nadal możemy zatopić się w przestrzeni pomiędzy kamiennymi głazami, z odbijającymi się w wodzie lustrzanymi powierzchniami.

przeczytaj cały artykuł

Kamienica

Autor: Jakub Skolak   |   Data publikacji: środa, 06 marca 2024 08:40

kk128_Strona_40_Obraz_0001.jpg

„Złamane zęby bram seplenią historię
Podbite oczy kamienic nie widzą pejzaży miast”
L.Stadt „Oczy kamienic”

Słysząc nazwę „kamienica” zapewne w wyobraźni widzimy raczej starej daty budynek. Wysokie sufity, długie okna, piece kaflowe, dosyć estetycznie i dekoracyjnie wykonana elewacja: to charakterystyczne dla tego typu budowli atrybuty, które malują się przed oczami. Raczej daleko na liście tych właśnie atrybutów znajduje się sam w sobie kamień, który przecież wydaje się być mimo wszystko kluczowy. Skąd więc nazwa kamienica i ile ma wspólnego z kamieniem?

Pierwsze budynki z kamienia powstawały już w starożytności. Jest to oczywiste, bo w tamtych czasach był to najpopularniejszy i najpowszechniejszy materiał budowlany, ale przecież na przykład Koloseum w Rzymie raczej nie nazwiemy kamienicą, (a na pewno nie) według tej definicji, którą posługujemy się określając budynki mieszkalne popularne na polskich starówkach. Należy przenieść się więc kilkaset lat do przodu, do średniowiecza, a konkretnie około XIII/XIV wieku, kiedy to coraz więcej domów budowano z kamienia (to wtedy Kazimierz III Wielki „zastał Polskę drewnianą, a zostawił murowaną”) mając na uwadze, że tylko bogatsi mieszczanie mogli sobie na nie pozwolić. Większość ludzi, szczególnie chłopi, nadal zostawała w drewnianych chatach. I to właśnie w średniowieczu kamienice zaczęły nabierać tej formy, którą znamy dziś.

Im więcej czasu mijało, tym więcej stawiano budowli we właśnie taki sposób: wąskie, wysokie, wielopiętrowe, szeregowe. Nie tylko panująca moda (która jeszcze bardziej przybrała na sile z nadejściem renesansu), ale również rosnące zapotrzebowanie na lokale mieszkalne, spowodowane coraz większym zaludnianiem się miast, sprawiły, że popyt na kamienice rósł.

Z tego powodu przestały mieć znaczenie elitarne i niszowe, zatem do ich budowy zaczęto wykorzystywać tańszą w tamtych czasach cegłę. Łatwa i niedroga w produkcji stała się w wielu przypadkach zamiennkiem kamienia. W końcu aby ten nadawał się do do stawiania budynków, trzeba było go wydobyć, odpowiednio obrobić i przetransportować, co wymagało więcej pieniędzy i wysiłku. Skutek? Całkowicie wykonana z cegły kamienica nadal mogła nosić swoją nazwę mając z oryginalną kamienicą wspólne wszystko, poza głównym budulcem.
Czy było to popularne miejsce zamieszkania wśród kamieniarzy? Zapewne tak, jednak nie należy twierdzić, że to właśnie branży ten rodzaj budynku zawdzięcza nazwę. Ale powstanie zdecydowanie tak. W końcu tylko ci rzemieślnicy mogli przygotować i obrobić materiał na budowę tych charakterystycznych szeregowców.

Dochodzą do tego zdobienia na elewacji kamienic, które również wymagały pracy kamieniarzy, a najbardziej reprezentatywne z nich i całą pewnością zasługujące na uwagę, znajdujące się w Polsce – choć wzniesione dużo później niż podczas powstawania renomy kamienic – znajdują się na ulicy Czackiego 3/5 w Warszawie, lub w Łodzi na Piotrkowskiej 86 (na zdjęciu). Na nich widać wyraźnie, ile pracy i czasu poświęconych detalom wymagało zdobienie zewnętrznych ścian tych budynków.

Idąc logiką cięcia kosztów na rzecz większej ilości postawionych nieruchomości, klasyczne dzisiaj bloki mieszkalne również są jakimś rodzajem pochodnej od średniowiecznych murowańców, w których spora część ludzi nadal jest zakochana. Czy więc materiał, z którego została wykonana, jest jedynym czynnikiem, który sprawił, że kamienica nosi swoją nazwę? Wygląda na to, że tak. Czy to nazewnictwo może być podyktowane czym innym? Wygląda na to, że nie. Podobnie z popularnymi swojego czasu butami z drewna, które właśnie przez to, że były z niego wykonane zostały określone mianem „drewniaków”.

„W ich przestronnych pokojach grzać się będziesz paląc w ich piecach
W ich pięknych żyrandolach będzie światło twoje się tlić
Na ich drewnianych podłogach usłyszysz ich kroki
O ich radościach i trwogach zawiasy trzeszczeć będą ci”

przeczytaj cały artykuł
Strona 5 z 40

Najnowszy numer
6/2025 (139)

grudzień 2025 – styczeń 2026

Zamów darmową prenumeratę

Ogłoszenie drobne
kup, sprzedaj, zamień...

SPRZEDAM BELLANI – SUPERMODULO
2025-11-26 00:00:00
SPRZEDAM używaną maszynę BELLANI – SUPERMODULO, rok produkcji 2008. Maszyna w bardzo dobry stanie, po remoncie w 2024 roku. Miejsce: okolice Krakowa. Cena 75 000 zł Tel. 609 102 580

Reklama W Kurierze
Poznaj zalety naszego pisma

  • Kurier Kamieniarski to dwumiesięcznik – najstarszy na rynku kamieniarskim, wydawany od 1997 r. Jest bezpłatnie wysyłany do ponad 4.000 osób i firm związanych z branżą kamieniarską.
  • Nasza baza adresowa jest na bieżąco aktualizowana, a co tydzień dopisujemy do niej nowe firmy. Stale zdobywamy nowe kontakty biorąc udział w targach i spotkaniach branżowych.
  • Osiągamy ponad 99% skuteczność - z wysłanych 4.000 egzemplarzy wraca do nas nie więcej niż 30-50 szt.