
Polski rynek granitów, z dość oczywistych powodów, poszukuje ciemnych materiałów. Jednym z tych, które ma w ofercie wiele firm, jest G654 powszechnie nazywany „Padang Dark” lub „China Impala”. Jego popularność w znacznym stopniu wynika ze stosunkowo niskiej ceny.
Granit G654 jest wysoko ceniony ze względu na charakterystyczny kolor od ciemnoszarego do czarnego, który uzupełniają małe plamki w jaśniejszych odcieniach szarości lub srebra.
Tekstura tego materiału jest zazwyczaj średnio lub gruboziarnista, co nadaje mu naturalny i elegancki wygląd. Jest to trwały i twardy kamień, dzięki czemu nadaje się do różnych zastosowań wewnętrznych i zewnętrznych.
Ze względu na swoje właściwości granit G654 jest często stosowany w projektach budowlanych, w tym na podłogach, okładzinach ściennych, blatach, schodach i architekturze zewnętrznej.
Istnieje kilka odmian kolorystycznych G654. Niektóre z powszechnie spotykanych odmian to ciemnoszary, jasnoszary, czarny i srebrnoszary. Kolor granitu może się różnić w zależności od kamieniołomu, z którego pochodzi. Dodatkowo wykończenie i polerowanie granitu może również wpływać na wygląd jego koloru.
Wersja polerowana kamienia wyróżnia się kolorem grafitowym o jaśniejszych i ciemniejszych przebarwieniach. Wersja płomieniowana kamienia ma inny odcień – bardziej jednolity i szary.
G654 jest wydobywany w Chinach w Zhangpu, w prowincji Fujian.
Dane techniczne G654:
Gęstość: 2630kg/m3
Nasiąkliwość: 0,19-0,36 %
Wytrzymałość na zginanie: 15,3-17,8 MPa
Wytrzymałość na ściskanie: 174,8 MPa
Najczęściej spotykane nazwy handlowe:
G654,
G3554,
Sesame Black Granite,
Changle Pingnan Sesame Black Granite, Charcoal Black Granite,
China Impala Granite,
China Jasberg Granite,
China Nero Impala Granite,
Dark Barry Grey Granite,
Dark Grey Granite,
Flake Grey Granite,
Black Impala China Granite,
Nero Impala China Granite,
New Impala Granite,
New Jasberg Granite,
Padang Dark Granite,
Padang Scuro Granite,
Palladio Dark Granite,
Padang Dunkel Granit,
Pepperino Dark Granite,
Pingnan Sesame Black Granite,
Pingnan Zhima Hei,
Na rynku lokalnym:
芝麻黑 (Zhīma Hēi )

Chciałbym, żeby tak było! Zamykasz rok – wszyscy wypłacają się na zero, ty jesteś w stanie wypłacić innych – górka zostaje i każdy jest szczęśliwy!
Kiedyś ktoś mi fajnie powiedział, że wypłatę, którą się dostaje za przepracowany okres, można rozbić na przepracowane tygodnie. Pierwszy tydzień ma zabezpieczyć twoje koszty związane z rachunkami za dom czy mieszkanie. Drugi tydzień pracy powinien pokryć potrzeby wyżywienia i zakupów, trzeci powinien pokryć wydatki na zachcianki czy fanaberie, a czwarty tydzień pracy to pieniądze, które mają zabezpieczyć twoje oszczędności lub inwestycje, jakie by one nie były. Tyle w teorii – jak jest w praktyce, każdy dobrze wie. I w ten sposób chcę was przenieść w realia afrykańskie, gdzie sformułowanie „Cash is King” – w przenośni: kto płaci, ten rządzi – czuć w każdym miejscu na Czarnym Lądzie.
W biznesie nie ma sentymentów. I przyjaciół niestety. A Afryka tym bardziej to uwydatnia. To, że nas traktują jak bankomat, na wszystko jest potrzebna kasa, i że nie ma takiej gotówki, której by nie wydali, już zdążyłem się nauczyć. Odciąłem ich też już dawno od swobodnego wydawania pieniędzy na lewo i prawo. Czasy, kiedy w pewnym sensie byłem uległy wobec ich potrzeb i ciągłej presji, że to czy tamto jest niezbędnie potrzebne, już mam za sobą. Nie zwracam już uwagi na to, jak mi marudzą, że czegoś im brakuje i coś potrzebują „na pilnie”. Nauczyliśmy się używać jednego zwrotu: „tomorrow” – dzień, który nigdy nie nastąpi.
No i teraz przechodzimy do sedna – moich pracowników, którzy ciężko przepracowali cały rok i, przebierając nóżkami, czekają na 15 grudnia. W RPA to data, która rozpoczyna okres urlopowy trwający aż do 15 stycznia. Czyli miesiąc czasu wolnego od pracy i zasłużony czas odpoczynku. Warto przypomnieć, że jesteśmy po drugiej stronie równika i w RPA to najgorętszy środek lata. Pojawia się więc problem, z którym muszę się mierzyć co roku...
Przychodzi do mnie delegacja Czarnych, którzy chcą, aby im wypłacić podwójną pensję przed Świętami Bożego Narodzenia akordem stycznia. Odpowiadam im krótko: to najgorszy okres dla mnie na dodatkowe wydatki, zima za pasem. Jednak dużo większy problem to uzmysłowienie im, że nie patrzą w przyszłość. Jeżeli teraz wypłacę wynagrodzenie za styczeń, to następną wypłatę zobaczą dopiero 25 lutego, czyli za ponad dwa miesiące. Znam ich i wiem, że kiedy wrócą do pracy 15 stycznia, będą goli i weseli i od razu przyjdą po pożyczki do firmy, bo nie będą mieć co jeść. Nie pierwszy raz już to przerabiałem.
Tłumaczę więc im ich podejście do pieniędzy i wiem, że historia się powtórzy. Bo jeśli w styczniu przyjdą po pożyczkę do firmy, to firma nie będzie miała z czego im pożyczyć. Już to przerabiałem. Więc będą przychodzić na fochu do pracy, a ja będę się wkurzał, że robią tzw. włoski strajk.
Szczerze: przestałem się już tym martwić, i ostatnia rzecz jaką chcę i mam zamiar robić, to układać się z Czarnymi! Zasada: wyciągnij do nich dłoń, a przy następnej okazji urwą ci rękę, jest naprawdę aktualna! Indolencja mojej kadry zarządzającej czasami jest porażająca. Nieprzejmowanie się problemami dnia codziennego jest u nich codziennością, ale niestety kreowanie z małych problemów dużych – ba, nawet eskalowanie ich do miana nie do rozwiązania – czasami mam wrażenie, że oni się cieszą tym, że coś mi się nie udaje czy jest przerwana produkcja z powodu czynników zewnętrznych.
Nie mogę powiedzieć: kiedy wszystko idzie zgodnie z planem i wszystko się układa, praca jest przyjemnością. Można wtedy tylko się przyglądać, jak firma oddycha i ma się dobrze. Ale przychodzi ten koniec roku i miesiąc przerwy. I muszę przyznać, że chyba z tych wszystkich osób, które pracują lub są związane z Afryką, to ja czekam najbardziej na wolne! Czekam na to, żeby chwilę odpocząć. Nie mieć telefonów o 5 rano, bo ktoś zapomniał, że w Polsce czas jest przesunięty o godzinę. Nie musieć się martwić przez ten jeden miesiąc, że coś się odj...ie w Afryce na tyle mocno, że awaryjnie będę musiał wskoczyć w samolot i szybko tam polecieć! Jeden miesiąc, w którym głowa jest wolna od Afryki.
Jedyne, czego można w tym czasie im zazdrościć, i czego bardzo brakuje w Polsce, to słońca i pięknej pogody. 35 stopni, dzień, który trwa ponad 12 godzin i kolory otoczenia trochę inne niż paleta barw szarości. Cóż...
Święta Bożego Narodzenia jednak kojarzą się ze śniegiem i rodzinnym klimatem. Dlatego tym bardziej się cieszę, że będę mógł je spędzić w spokoju, a głowa nie będzie musiała być 12 000 km stąd, na Czarnym Lądzie. TIA – This is Africa.

Wśród materiałów, które obrabiamy, są takie, które można znaleźć praktycznie w każdym zakładzie kamieniarskim. Czy to oznacza, że wiemy o nich wszystko? Rozmowy z wieloma branżystami dowodzą, że nie do końca.
G652 to jeden z najpopularniejszy chińskich granitów. Jest to gruboziarnisty granit porfirytyczny. Ten materiał jest masowo wykorzystywany przez deweloperów w budynkach mieszkalnych, ale również galeriach handlowych. Ma opinię materiału o dobrej jakości i wytrzymałości. Nadaje się zarówno do wnętrz, jak i na zewnątrz.
Kolorystycznie to krwistoczerwony granit wypełniony ciemnymi kropkami przypominającymi małe kryształy, które rozproszone są po całej powierzchni. Jest to więc połączenie czerwonego i czarnego koloru, który wizualnie prezentuje się bardzo dobrze.
Obecnie wydobywany jest ze złoża znajdującego się w miejscowości Cenxi w prowincji Guangxi odległej o 1200 km od Xiamen. Roczna eksploatacja około 50 tysięcy m3.

G562 świetnie komponuje się z innymi materiałami i w wielu realizacjach łączony jest z szarymi granitami – przykładowo z G603.
G562 oferowany jest praktycznie we wszystkich rodzajach obróbki powierzchni: polerowana, szlifowana i piaskowana. Wykorzystywany jest zarówno jako materiał na blaty kuchenne, jak i płytki do zastosowań zewnętrznych.
Pod nazwą Maple Red oferowany jest również granit pochodzący z Ukrainy – „Leznik” ze złoża Leznikovskiy. Ten materiał jest nieco ciemniejszy od G562 i wydobywany jest w okolicy miejscowości Czerwonogranitne – 40 km na północ od Żytmierza.

Dane techniczne:
Gęstość: 2620 kg/m3
Nasiąkliwość: 0,16-0,24 %
Porowatość otwarta: 0,7-0,8 %
Wytrzymałość na zginanie: 13,3 MPa
Wytrzymałość na ściskanie: 161,7 Mpa
Odporność na ścieranie(HSD*): 53
*) Skala twardości Shore’a
Skład:
SiO2 – 75,73%
Al2O3 – 12,47 %
CaO – 0,61%
MgO – 0,60%
Fe2O3 – 2,25%
Na2O – 3,39%
K2O – 4,4%
MnO – 0,09%
TiO2 – 1,17%
L.O.I – 0,28%
Najczęściej spotykane nazwy handlowe:
Biały Piękny,
Bella White,
Bianco Amoy,
Bianco Cordo,
Bianco Cristal,
Bianco Crystal,
Bianco Gamma,
Bianco Gordo,
Bianco Grey,
Blanco Gamma,
China Cristall,
China Grey,
Crystall Grey,
G002, G153,
Padang 603,
Padang Cristal,
Padang Cristal Grey, Padang Cristall,
Padang Cristallo,
Padang Cristallo TG 34, Padang Crystal,
Padang G603,
Padang Grey,
Padang Kristall,
Padang Kristall G 603, Padang Light Grey, Padang TG 34,
Padang White,
Palace Grey,
Palladio Cristal,
Perla White,
Royal White,
Sesame Gray,
Sesame White.

Początek października 2023 roku. Pojawiam się w RPA z Bartkiem. Za dwa tygodnie ma dotrzeć do nas Mietek. Zastaję kopalnie i Zenon Granite (jak pamiętacie, to firma-córka, która zajmuje się cięciem i paserowaniem bloków) z dobrym otwarciem i dużą ilością bloków do cięcia pod suwnicą! Czy jestem w szoku? No pewno!
Ale cóż, idziemy dalej w ten młyn. Problemy mniejsze, większe, ale da się je rozwiązać. No może coś, czego dawno u nas nie było: włamanie i splądrowanie biura plus kradzież wszystkich kluczy i narzędzi do pracy. Szkody spore, ale ważne, że nikt nie został ranny, bo napad był z bronią w ręku.
Sześciu czarnych wjechało na kamieniołom jak do siebie. Kamery uchwyciły ich w trakcie włamania. Dwóch z tej szóstki to nasi byli pracownicy. Zemsta? Wiedza co gdzie jest? Chęć szybkiego zarobku? Pewnie wszystkiego po trochu. No trudno. Nasze szpice w Oukasie zaczęły działać i w przeciągu tygodnia część skradzionych przedmiotów udało się odzyskać – powiedzmy 30% tego, co zniknęło z kopalni.
Wrócimy jednak do tych milszych rzeczy. Podsumowując tydzień za tygodniem zamykam produkcję na eksport na poziomie 100 m3 czystego bloku na Polskę. Celujemy, że w październiku rozmienimy na mniejsze ponad 400 m3 bloków eksportowych. Sprawdzam w notatkach – ostatni taki miesiąc, z taką produkcją, był w 2019 roku. Wow! To jeszcze przed covidem! Gdzie wtedy była kopalnia? Z jakimi się wówczas mierzyliśmy trudnościami? Kto nam już pomagał, a kogo jeszcze nie było nawet w planach wpuszczać na Czarny Ląd? Szybka refleksja sprowadziła mnie na ziemię. No spoko, mamy 400 m3 bloku na eksport. Tylko, że jest październik i w Polsce ten materiał będzie w grudniu. Przy odrobinie szczęścia może przed Świętami Bożego Narodzenia. Trochę wszystko późno, tym materiałem już nie pohandluję w tym roku.
Kopalnia jest na tyle dobrze otwarta, że następne miesiące mogą przynieść taką samą produkcję na eksport.
I wtedy naszła mnie chęć sprawdzenia rynku wewnętrznego na czysty materiał. No przecież 50 m3 bloku sprzedać w RPA, to nie będzie problemu. Są jeszcze bloki po 35 ton, które niestety muszę rozcinać na mniejsze, bo z takim ładunkiem nie puszczą nas po niemieckich autostradach z portu do Strzegomia. Chwila zastanowienia i mówię do Bartka: „Dobra, dzwonię do Rudiego. Niech szuka klientów, niech przyjadą na inspekcję i zobaczymy, co z tego będzie.”
Niestety znowu wróciły demony z przeszłości. Sam do siebie mówię, że już raz pozwoliliśmy otworzyć tę furtkę z tabliczką „sprzedaż na rynku lokalnym bloków na eksport” i skończyło się to katastrofalnie. Czy jestem w stanie to mieć tym razem pod kontrolą i nie popełnić błędów z przeszłości? Niedaleka przyszłość pokaże, że nawet gdybym chciał, to nie będzie miało to najmniejszego sensu!
Od Rudiego dostaję telefon: „Są zainteresowani Chińczycy”. „OK, dawaj ich. Umów ich na rano – pogadamy, może coś z tego wypali.” Następnego dnia o 8.00 spotkaliśmy się pod suwnicą – dzień wcześniej kazałem przygotować 6 bloków do inspekcji: ładnie spaserowane, umyte i ułożone w oddzielnym rzędzie, gotowe do załadunku. Lui – tak miał na imię nasz nowy przyjaciel – przeglądnął bloki, polał wodą, wymiary spisał, zapisał cenę za 1 m3 bloku i powiedział, że na koniec dnia wróci do nas po rozmowie z szefem. Po spotkaniu stwierdziłem, że cudów nie będzie, ale może zaproponują swoją cenę i po negocjacjach dopniemy sprzedaż. Wróciłem na kopalnie i zająłem się swoimi sprawami.
Pod koniec dnia dostaję informację od Rudiego, że Lui nie jest zainteresowany blokami. Ale jak? Jeśli chodzi o cenę, to możemy negocjować. „Jacek. Nie. On nie jest w ogóle zainteresowany.” Czemu? Odpowiedź była prosta i brutalna: „W Europie jest taki kryzys z zapotrzebowaniem na materiał z RPA, że dzisiaj kilometrami zalegają bloki u konkurencji.”
Że co??? Zalegają? Kilometrami? Koszty wysyłki, odprawy i transportu bloków do portu są na tyle wysokie, że producenci bloków nie są już tacy chętni wysyłać kamień w tysiącach kubików do Europy. Lepiej wysłać pod danego klienta materiał, na który zostawił zaliczkę, niż pchać na składy w portach bloki, które kiedyś tam może zostaną sprzedane. Po wysłuchaniu tego wziąłem kalkulator i zacząłem liczyć. Z prostej matematyki wyszło, że w cenie 1 m3 bloku 70% to są koszty transportu.
Proste? Dzisiaj, mając blok Impali CB w Polsce, 30% kosztów to wartość materiału, a reszta to koszty dodatkowe. Więc nie dziwi fakt, że zanim cokolwiek się wyśle do Europy każdy chce mieć pewność, że to czysty i dobry materiał. I – co ważniejsze – że na ten materiał klient już tam czeka. Już pomijam, że na rynku dowozowców z RPA jest monopol i rządzi jedna firma, która dyktuje takie warunki, że każdy łapie się za kieszeń. Po dłuższej refleksji nie dziwi więc fakt, że rynek jest tak rozhuśtany i niestety nieprzewidywalny w swoim działaniu.
Popatrzyłem na te bloki, które chciałem sprzedać na rynku lokalnym i mówię do Bartka: „To jest zaje...y materiał! Potniemy go w slaby – na piątki i szóstki – i w lutym sprzedamy w Polsce. Nadawaj blokom numery i wyciągaj wagę – pakujemy je do Durbanu!”
Nasze położenie jest inne. W teorii sam sobie sprzedaję materiał, więc on, leżąc na magazynie w Polsce, jest w innej cenie liczony, niż gdyby był sprzedawany w RPA. I w ten oto prosty sposób sprawdziłem sobie rynek i de facto wiem, co się dzieje. A te bloki – prędzej czy później – i tak sprzedamy. TIA – This is Africa.

W historii budownictwa znajdziemy wiele nietypowych obiektów. Ciekawymi budowlami były studnie schodkowe rozpowszechnione w Indiach. Miały one duże znaczenie w rozwoju cywilizacyjnym na Półwyspie Indyjskim jako całoroczne źródło wody.
Pierwsze takie budowle powstawały w trzecim tysiącleciu p.n.e. Z czasem ich architektura stawała się coraz bardziej rozbudowana, a do podstawowej funkcji gromadzenia wody zaczęły dochodzić funkcje społeczne i religijne. Z pierwotnej prostej konstrukcji – jakby odwróconej piramidy zagłębionej w terenie – stały się obiektami skomplikowanym, pełnymi rzeźb.

Jedną z ciekawszych budowli w tej kategorii jest Rani ki vav – „Studnia Królowej” – znajdująca się w Patan, w indyjskiej prowincji Gujarat.
Budowę tej studni zleciła w 1063 roku królowa Udajamati dla upamiętnienia męża Bhimdeva I, założyciela dynastii Solanki. Prawdopodobnie jeszcze przed ukończeniem budowy studnię zalały wody Saraswati. Rzeka zalewała obiekt regularnie, nanosząc muł i szlam, tak, że w XIX wieku bogata struktura architektoniczna nie była w ogóle widoczna.

Jednak dzięki temu szlamowi płaskorzeźby obiektu świetnie się zachowały. Prace archeologiczne rozpoczęto w latach trzydziestych XX wieku, ale dopiero w latach osiemdziesiątych udało się odsłonić całość budowli. W 2014 roku obiekt został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO.
Rani ki vav to siedem bogato rzeźbionych kondygnacji i schodów, na których znajduje się ponad 1500 płaskorzeźb o motywach religijnych, mitologicznych i świeckich. Każdą kondygnację i wnętrze studni obiega horyzontalny fryz. Większość z rzeźb poświęconych jest hinduskiemu bogu Wisznu i jego różnym inkarnacjom. Jest to jedyna znana studnia wodna będąca zarazem miejscem kultu tego bóstwa.
Obiekt ma 20 metrów szerokości, 64 metry długości i sięga na głębokość 27 metrów. Na dnie budowli znajduje się zbiornik o wymiarach 9,5 na 9,4 m i głębokości 23 m, mający kompensować ewentualny nadmiar wody w studni. Głęboka na 30 m studnia właściwa, o średnicy 10 m, znajduje się w części zachodniej budowli.