
Telefon wibruje. Na Whatsappie wiadomość od Mietka:
„Jacek mamy problem ludzie z bronią mówią, że są z policji i coś od nas chcą”.
Po krótkiej rozmowie z oficerem Mietek przekazuje informację, że muszą jechać do domu po paszporty i pokazać bilety powrotne do domu. W RPA bez pozwolenia na pracę lub wizy biznesowej pobyt dłuższy niż 30 dni nie wchodzi w grę. Wiadomo więc, jaki był cel policji i urzędu imigracyjnego – sprawdzić ile dni siedzą chłopaki w RPA!
Niestety była jeszcze jedna zmienna, o której zapomniałem. Głupia. Ba! Bardzo głupia. Ja pilnowałem podczas wjazdów do RPA, żeby celnik mi wpisał „bussines visitor”, a nie „tourist visitor”. To zmienia wszystko. Mietek i Zenek zostali potraktowani jak przestępcy, bo byli tam jako „turyści”, więc nielegalnie przebywali na terenie zakładu pracy. Powiecie, że to przecież firma Zenka, a Mietek ma pełnomocnictwo do reprezentowania firmy w RPA. Jednak zależy, jak prawo jest interpretowane i kto je chce interpretować.
Nasz GM lubił grać w tenisa. To go nawet wysoko zaprowadziło, bo trenował ludzi prezydenta, a kiedy między nami zaczęło się psuć, zaczął szukać sposobności eliminacji nas. Zadacie pytanie: jak można sr...ć do własnego gniazda? Uwierzcie mi, nasz GM zmienił się nie do poznania: z osoby, która była bezkonfliktowa, do typa, który jest w stanie spalić wszystkie mosty za sobą!
Zanim skończę historię z grudnia 2020 roku, muszę się cofnąć jeszcze do roku 2018. We trójkę – ja, Mietek i Zenek – byliśmy skupieni na robocie w RPA, nawet nam przez głowę nie przeszło, że w tym czasie GM już działał przeciwko nam. Jak wspomniałem, nasz GM grał w tenisa rekreacyjnie, ale też był trenerem. Przez 40 lat zaprocentowało to znajomością wielu ludzi. Między innymi miał dobre kontakty z ambasadą polską, gdzie trenował naszą konsul (bez nazwisk). Dzięki tym kontaktom udało mu się wkręcić do świty prezydenta (do października 2018 był to Jacob Zuma, a do dzisiaj Cyril Ramaphosa). W czasie, kiedy trenował w Pretorii ludzi prezydenta, otaczał się różnymi osobami. Wśród nich byli i przedstawiciele urzędu imigracyjnego – kto dokładnie, nie wiem, ale w 2021 roku dostałem informację, że naciski, żeby zamknąć Zenka i Mietka w 2020 roku, przyszły z góry.
Wyobraźcie sobie, jaka musiała w nim buzować nienawiść do nas, do ludzi którzy każdego 25-tego dawali mu wypłatę. Wtedy już musiał knuć plan, co zrobić, żeby pozbyć się nas z RPA. Apogeum tego była jednak historia z grudnia 2020. Pamiętam jak dzisiaj, że kiedy dowiedziałem się, że jadą na posterunek w eskorcie policji, ścięło mnie z nóg. Co mam zrobić? Kupić bilet, wsiadać do samolotu i lecieć tam? Tylko zanim dotrę na miejsce, minie dwa do trzech dni. Podjąłem decyzję, że nikt o niczym nie będzie wiedział, a ja zamknę się w biurze i ruszę swoje kontakty w RPA.
Żeby Zenka i Mietka wyciągnąć z więzienia, potrzebowałem jednego dnia. Ściągnąłem z Kapsztadu naszego wspólnika Adriana. Choć to bardzo dobry przyjaciel GM – w sumie znają się przeszło 30 lat i znamy go dzięki GM – jego zachowanie było w pełni profesjonalne i bardzo mnie zaskoczyło. Powiedział mi wtedy: „Jacek, nie martw się. Jestem tu po to, by wam pomóc. Zenkowi i Mietkowi włos z głowy nie spadnie i wszystko będzie dobrze”. Jak powiedział, tak się stało. Do Brits dotarł po 8 godzinach. Jego znajomości i sposób funkcjonowania w RPA był godny podziwu. Jak się okazało, urząd imigracyjny przyznał, że dostał informację (wtedy nie powiedzieli od kogo) że dwóch Polaków nielegalnie pracuje na terenie kopalni w Brits. Jakież było nasze zdziwienie, kiedy funkcjonariusze powiedzieli, że wiedzieli gdzie szukać tych Polaków. Mieli podane dwa adresy: domu i kopalni. To nie była rutynowa kontrola tylko świadome działanie kogoś, kto wiedział, gdzie są chłopaki.
Skończyło się na tym, że zabrano im paszporty, wystawiono mandat za nielegalną pracę i wydano zakaz wjazdu na teren kopalni. Tak, zakaz wjazdu do firmy jej właścicielowi. Kto nie zna Zenka, nie zrozumie jak wielka złość w nim kipiała, że ktoś coś mu nakazuje i to jeszcze w jego firmie. Musieli jednak to uszanować. Wtedy ja z Adrianem miałem czas, żeby wszystko odkręcić. Chłopaki zostali w Brits do 20 grudnia. Paszporty mogli odebrać dopiero na 5 godzin przed odlotem.
Ciężko to zrozumieć, dopóki człowiek nie znajdzie się w takiej sytuacji. Jedynym dokumentem tożsamości dla obcokrajowca – oczywiście poza Unią Europejską – jest paszport. Oni ich nie mieli. Mieli „kserówkę”, która niby mówiła, że paszport został im zabrany. Każde zatrzymanie wiązało się z godzinnymi tłumaczeniami dlaczego, po co, na co. Zenek i Mietek są pracoholikami, a musieli de facto przez tydzień siedzieć w domu. Najbliżej do firmy mogli podjechać pod szlaban odgradzający kopalnie od „bezpiecznej ziemi” – wiedzieli jakie konsekwencje mogą nastąpić, jeżeli pokusiliby się wjechać na kopalnie i ktoś by udowodnił, że tam byli. Najbardziej komiczne z tej całej opowieści jest to, że nasz GM – który od tej pory dostał ksywę Szczur – siedział na kopalni i nawet palcem nie kiwnął. Kiedy urząd imigracyjny i policja zjawiła się w kopalni, wsiadł w auto i pojechał przed siebie, jakby go ta sprawa w ogóle nie dotyczyła. Jego znieczulica i brak zainteresowania tym, co się dzieje z chłopakami, była porażająca do tego stopnia, że mieszkał dalej w domu, którego właścicielem był Zenon. Nawet nie wzruszył ramionami, kiedy chłopaki wrócili na noc do domu. A następnego dnia nasz Szczur, jak gdyby nigdy nic, wsiadł do auta i pojechał na kopalnie „pracować”.
Powiecie: „za takie coś na kopach bym wyrzucił tego gościa z domu i firmy”. Dokładnie tak chcieliśmy zrobić. Jednak to, co później nastąpiło i jaka była sekwencja zdarzeń do lipca 2021 przeszło wszelkie wyobrażenia. Zaczęło się od próby eksmisji z domu, która się nie udała, przez nakaz jego powrotu do domu (tak, nakaz sądowy powrotu do naszego domu) po dyscyplinarkę. Ale to zostawmy na kolejną opowieść o naszym GM aka Szczur.
TIA!
TIA – This is Africa – to najczęściej powtarzany przeze mnie zwrot w odniesieniu do RPA. Przez ostatnie 10 lat powtórzyłem go tysiące razy. Na głos i w myślach.

Wapień pińczowski to kamień o najdłuższej w Polsce, nieprzerwanej tradycji wykorzystania w rzeźbie i w architekturze. Bardzo wszechstronny budulec, okładzina lub ozdoba architektoniczna, łatwy i plastyczny w obróbce i w rzeźbieniu, o zaskakujących właściwościach termicznych – to tylko niektóre cechy wpływające na jego popularność.
Ze względu na cechy wizualne, niektórzy autorzy uważają ten materiał za skałę pośrednią między piaskowcem z wpieniem. Jest to jednak wapień, czyli osadowa skała, której minerałem głównym jest organogeniczny kalcyt.
Wydobyty ze złoża jest na tyle miękki, że można go z łątwością obrabiać nawet narzędziami do drewna. To może stanowić o jego historycznej popularności jako materiał budulcowy. Na Ponidziu (dolina górnej i środkowej Nidy przepływającej przez Pińczów) można spotkać wiele budynków wybudowanych właśnie z tego kamienia. Po 1957 roku to nawet jedno- i wielorodzinne budynki budowane z kostek wapienia niczym z cegły. Z daleka wyglądają jak nieotynkowane domy z pustaków – stąd Pińczów zyskał przydomek „Białe Miasto”.

Od II połowy XX wieku zaczął być stosowany jako materiał okładzinowy. Lekkość (1700-1800 kg/m3), całkowita mrozoodporność i wysoka porowatość (25-35%) sprawiają, że to doskonały materiał izolacyjny i wygłuszający. Po sezonowaniu (wyschnięciu) osiąga własności termiczne zbliżone do cegły. Ma wpływ na parametry izolacyjne muru, co jest istotne w świetle wymagań cieplnych budynków obowiązujących od 1 stycznia 2021 r. Stosując wapień pińczowski można – inaczej niż w przypadku granitów i piaskowców – zmniejszyć grubość warstw izolacyjnych ze styropianu lub wełny.
Przy stosowaniu warto zwracać uwagę na kierunek ułożenia warstw w wapieniu. Ma to znaczenia dla wielu cech od wytrzymałości po nasiąkliwość kapilarną. Nie powinno się go stosować na cokolikach i cokołach oraz należy unikać styku z podłożem. Ze względu na wysoką podatność
na ścieranie nie zaleca się go na użytkowe wykładziny poziome (podłogi, chodniki) oraz stopnie czy podesty. Jako okładzina może być stosowany zarówno na elewacjach wentylowanych, na kotwach lub rusztach, jak i tradycyjnych, klejonych na ścianę.
W pierwszym przypadku jego lekkość umożliwia zastosowanie delikatniejszych konstrukcji, w drugim ważny jest dobór odpowiedniej zaprawy lub kleju.
Wapień pińczowski jest zaliczany do wapieni lekkich. Ma barwę zmienną – określaną jako kremowo-żółtą, beżową, białą z odcieniem żółtawym, jasnożółtawą, żółtoszarą, jasno szarobeżową – zwykle jednak w ciepłych odcieniach.
Jego parametry techniczne zmieniają się w czasie. Wyjęty ze złoża ma stosunkowo niską wytrzymałość na ściskanie oraz sporą nasiąkliwość wynikającą z wysokiej porowatości. Jednak w czasie wysychania twardnieje i zwiększa wytrzymałość. Dlatego wskazane jest kilkumiesięczne sezonowanie tego materiału. Odparowanie wody z kamienia powoduje wykrystalizowanie się w porach kalcytu i stworzenia szkieletu wzmacniającego kamień.
Badania wykazały, że kamienie użyte do budowy XII-wiecznego opactwa w Jędrzejowie mają obecnie wytrzymałość 50 MPa, czyli wielokrotnie większą niż materiał świeżo wydobyty.
Z czasem wapień pińczowski pokrywa się patyną – cienką warstewką powstałą w wyniku kontaktu węglanu wapnia z zawartymi w powietrzu związkami siarki. Ta patyna jeszcze bardziej zwiększa jego wytrzymałość i nadaje kamieniowi niemałą odporność na warunki atmosferyczne. Kolor patyny zależy od warunków, w jakich powstaje. Zauważono, że na zacienionych ścianach kolor patyny jest ciemnoszary, a od strony wschodniej i południowej może przybrać słoneczną jasnoszarą barwę. Zniszczona (skuta) patyna nie powstanie ponownie. To ważne w przypadku podejmowania prac remontowych czy konserwatorskich.

Dane fizykomechaniczne:
Gęstość objęt. 1700-1800 kg/m3
Porowatość otwarta 25,5%
Nasiąkliwość 13,5%
Wytrzymałość na ściskanie 19,1 MPa
Wytrzymałość na zginanie 4,3 MPa
Odporność na wyrwanie kołka 745 N
- po 12 cyklach zamrażania 572 N
Odporność na ścieranie
- metodą Boehma 35513 mm3
Odporność na poślizg
- szlifowane suche 89
- szlifowane mokre 87
Mrozoodporność
po 25 cyklach całkowita
spadek objętości próbek 0,7%
spadek wytrzym. na zginanie 17%
Opis
barwa jasnożółtawoszara, ciepła
lekki wapień, po wyjęciu ze złoża bardzo miękki, twardnieje z czasem
do zastosowań zewnętrznych i wewnętrznych, nie polecany na okładziny poziome
Cechy wyróżniające:
bardzo dobre właściwości termiczne, mrozoodporny
świeży materiał można obrabiać nawet narzędziami do drewna
wyjątkowo plastyczny materiał rzeźbiarski
wielorakość zastosowań kamieniarskich, architektonicznych i artystycznych

Najstarsze potwierdzone zastosowania to mury preromańskiego kościółka w Wiślicy z X w. oraz wołek wawelski z przełomu X i XI w. Przez wieki wapień pińczowski służył także jako budulec licznych kościołów w okolicy oraz do wykonania elementów architektonicznych, rzeźb sakralnych, krzyży i kapliczek przydrożnych. Elementy z wapienia pińczowskiego można spotkać praktycznie w każdym mieście Polski, nie wyłączając Krakowa czy Warszawy: Wawel, kościół Mariacki czy Sukiennice, Sejm RP czy MDM. Powojenna odbudowa kraju i budowa Pałacu Kultury i Nauki to czasy rozkwitu pińczowskiego łomu.
Historycznie znanych jest 16 miejsc wydobycia. Obecnie wapień pińczowski jest pozyskiwany ze złoża Włochy oraz ze złoża Pińczów – przy czym raporty Państwowego Instytutu Geologicznego z ostatnich lat nie wykazują żadnego wydobycia w złożu Pińczów.
Dostępność materiału jest praktycznie nieograniczona. Zasobność złoża Włochy oszacowana jest na 318 tys. ton, a koncesja na wydobycie jest ważna do 2040 roku. Oznacza to, że co najmniej przez dwie dekady możliwa będzie kontynuacja, rozbudowa, modernizacja czy rewitalizacja bądź konserwacja dowolnych inwestycji współczesnych oraz historycznych.
Wydobywany jest w bryłach o wielkości do kilkunastu ton wyłącznie przy użyciu koparek hydraulicznych. W zależności od potrzeb jest dzielony na slaby lub formaki. Z formaków powstają bloczki do murowania ścian, nadproża i inne obramowania otworów, elementy architektoniczne o dowolnie skomplikowanym profilu, elementy toczone, a także rzeźby wykonywane tradycyjnie lub cyfrowo. Slaby – najczęściej o wymiarze 130 x 250 cm – stanowią podstawę do produkcji dowolnych elementów płaskich o różnych grubościach.
Wapień pińczowski przyjmuje dowolne wykończenie powierzchni z wyjątkiem poleru. Nie stosuje się płomieniowania.
Wapień pińczowski jest lubianym materiałem rzeźbiarskim. Oprócz wcześniej wspomnianej możliwości obrabiania nawet narzędziami do drewna, umożliwia bardzo precyzyjne rzeźbienie, wręcz modelowanie, i oddanie nawet najdrobniejszych, najdelikatniejszych detali.
Łatwość jego obróbki oraz możliwość odwzorowania najmniejszych detali to również powód wzmożonego wykorzystania wapienia pińczowskiego jako surowca do tworzenia detali architektonicznych. Zarówno metodami ręcznymi, jak i z wykorzystaniem maszyn CNC tworzyć można gzymsy, obramienia, okapy, cokoły, portale o praktycznie dowolnym stopniu skomplikowania i szczegółowości. Podobnie jest z tralkami, pilastrami, balustradami oraz dowolnymi elementami małej architektury, czyli kolumnami, ławkami, fontannami i wszelkimi ozdobami parkowo-ogrodowymi.
W Pińczowie każdego roku odbywają się różne plenery rzeźbiarskie, a producent tego kamienia jest ulubionym sponsorem wielu wydarzeń rzeźbiarskich w całym kraju oraz cenną „znajomością” dla wielu szkół i uczelni plastycznych.
Więcej informacji: Marmur-Płytki Jacek Łata
tel. 602 443 674, www.marmur-plytki.pl

Długo się zastanawiałem, czy w ogóle opisywać tę historię.
Na pewno ciekawi Was, skąd wzięliśmy się w RPA – jak to było, kto nas wprowadził i kto z Zenonem zaczął to wszystko. Zwłaszcza, że w Afryce jesteśmy od 2011 roku, a ja zacząłem regularnie tam latać dopiero od 2014 roku! Tak, mieliśmy tam swojego człowieka. Polaka, który od początku był w RPA z Zenonem i ze mną. Nazwijmy go GM – oczywiście nie jest prawdziwym General Manager, tylko naszym polskim genialnym menadżerem.
Zacznijmy – jak zwykle – od początku. GM towarzyszył Zenonowi w RPA jako tłumacz i z tej roli wywiązywał się rewelacyjnie. Jak to Zenon mówił: „masz być moimi oczami i uszami w tym kraju, obcym kraju”. Początki faktycznie takie były – Zenon i GM wręcz przesiąkali sobą nawzajem. Jak pewnie pamiętacie z poprzednich odcinków, Zenon na początku budowy kopalni latał systemem „miesiąc w Polsce – miesiąc na Czarnym Lądzie”. W Polsce zostawił mnie, a ja starałem się trzymać wszystko w ryzach – chociaż to były moje początki na firmie oraz w prawdziwym życiu – dla każdego to była szkoła życia! GM miał tłumaczyć, miał zajmować się biurokracją, która, czy w Polsce czy w RPA, jest skomplikowana: kupno koncesji, kupno ziemi, zakup nowego sprzętu, czy po prostu rozmowy z pracownikami. Ktoś to musiał robić, a w końcu Zenon zatrudniał wtedy już 40 osób. Wypłaty, sposób naliczania godzin pracy – sami dobrze wiecie, że w Polsce jest to skomplikowane, a tym bardziej dla obcokrajowca w obcym, nieprzewidywalnym kraju. Nie mówię, że GM podejmował decyzję – on tłumaczył – decyzję podejmował Zenon. W sumie tak jest do dzisiaj. Zenon podejmuje decyzje, tylko teraz ma oparcie we mnie i zdjąłem z niego część ciężaru prowadzenia firmy w RPA.
Wrócimy do naszego GM. Żył w RPA od lat 80. XX wieku, czyli, jak wiecie z historii, od czasów Apartheidu. Poznał dwa oblicza Afryki: stary i nowy, to złę i to z normalnych czasów. Trzeba przyznać, że miał wiedzę o tym kraju i łatwość poruszania się po nim. My do RPA lataliśmy na zmianę, GM tam był – na Czarnym Lądzie spędzał ponad 10 miesięcy w roku. Ale taki był układ między Zenonem a nim i wszystko szło dobrze.
Nawet w najlepszych i najbardziej idealnych małżeństwach pojawia się skaza. Pojawiła się i tu!
Z czasem Zenon nie musiał polegać wyłącznie na tłumaczeniach GM – coraz częściej zaczął mnie do tego wykorzystywać, przy okazji wprowadzając w coraz trudniejsze tematy firmowe. Moja znajomość języka angielskiego szybko osiągnęła poziom płynnego posługiwania się w mowie i piśmie. Nasz GM powoli zaczął być odsuwany od głównych spraw firmowych. Nie był to jeszcze ten impuls do zmiany nastawienia do nas jako szefostwa, ale wydaje mi się, że to był początek wydarzeń, których apogeum nastąpiło w 2020 roku.
Brak wiedzy fachowej naszego GM na temat granitu i, co za tym idzie, zadawane przez niego pytania krążą do dziś po kopalni jako legendy. Przykład? Stojąc pod biurem i patrząc na wyjeżdżające tiry załadowane 20-tonowymi blokami GM, po 4 latych pracy dla nas w RPA, pyta: „Chłopaki, na czym wy robicie pieniądze, skoro nic nie sprzedajemy?”. „Jaja sobie robisz?!” – to jedyna reakcja, jaką można sobie wyobrazić w takiej sytuacji. „No nie. Gdzie są klienci?” Nasze osłupienie rośnie: „Widzisz te bloki na tirach? One jadą do Polski, gdzie potniemy je na płyty i sprzedamy dalej do kamieniarzy i hurtowni po kraju.” Odpowiedź powaliła: „No w sumie coś mi nie pasowało, że te auta często jeżdżą do portu”. Wtedy zrozumieliśmy, że ten prawie 60-letni gościu niech lepiej robi to, co potrafi najlepiej: tłumaczy i gra w tenisa. Nie przeszkadzała nam jego niewiedza ani brak chęci do nauki nowego, dopóki nie zaczął działać na złość i z premedytacją przeciw naszym ludziom.
Przyjazd Mietka do RPA zmienił bardzo dużo. Pojawił się nowy człowiek, który jest inżynierem, i do tego bardzo pracowity. Wcześniej budował z Zenonem w Polsce kamieniarstwo, a teraz zaczynał budować z nami tu w RPA nowy zakład. Mietek przeszedł bardzo podobną drogę w RPA jak ja, tylko jego cele i zadania były inne. Dodatkowo jego pobyty w RPA przeplatały się z naszymi – Zenona i moimi – najpierw żeby się oswoić z nowym miejscem, potem żeby nieobecność kogokolwiek z Polski na Czarnym Lądzie była jak najkrótsza.
Bywało, że Mietek spędzał w Brits nawet po 4 tygodnie. Z początku stosunek naszego GM do Mietka był neutralny. Z czasem pojawiła się zazdrość i poczucie, że Mietek zabierze mu jego przywileje w naszej firmie. Wszystko narastało do momentu, gdy GM postanowił Mietka odstrzelić z RPA. Zaczęło się niewinnie. Zaczął Mietkowi wydzielać pieniądze. Wydzielać to niewłaściwe słowo, ale nie wiem jak inaczej nazwać 30 zł na tydzień na jedzenie dla człowieka, który ma budować nowy zakład. Tak, w RPA jest taniej, ale nasza zasada jest prosta: w RPA każdy z nas ma czuć się jak w domu – jeśli ma ochotę zjeść dobry obiad, to ma taki dostać, ma ochotę napić się piwa w weekend, to idzie po piwo. Moja reakcja była bardzo prosta i szybka: do firmowej karty kredytowej ma dostęp tylko ktoś z Polski: ja, Mietek albo Zenon. Ziarno niepewności zostało zasiane. Jedna i druga strona wiedziała, że teraz będzie inaczej. Jak później się okazało, ten prosty zabieg obniżył znacząco koszty użytkowania karty, bo na koncie przestały się pojawiać dziwne transakcje.
Punktem zwrotnym był wypadek w RPA. Mietek wymieniał paski klinowe na monolince, był odwrócony plecami do kół silnika i nie wiedział, że ktoś przy nich poprawia paski. Zaczął obracać koła, które poruszyły drugą stronę: palec Rediego zaklinował się w maszynie i na nieszczęście go stracił. Wypadek przy pracy – powiecie oczywiście – tylko, że Mietek nie jest zatrudniony w RPA, a w Polsce, i był tylko oddelegowany do nadzorowania maszyn w RPA. Więc w tej sytuacji prawo różnie może być interpretowane. Niestety nasz GM stworzył notkę, z której wynikało, że to była Mietka wina i on w 100% za to odpowiada. To pociągnęło za sobą sporo konsekwencji wobec nas jako szefostwa i wobec firmy. Z czasem jakoś sprawy wyprostowaliśmy i funkcjonowaliśmy dalej. GM już wtedy knuł plan, który dopiero rok później poznaliśmy. A my niestety przegapiliśmy jeden, ale bardzo ważny, moment: GM osiągnął wiek przedemerytalny i był nie do ruszenia z firmy – chyba, że mielibyśmy jakieś haki na niego. Ewidentnie zaczął przeszkadzać w działalności firmy i coraz częściej wiele rzeczy zaczął robić na złość. A my, niestety, mieliśmy związane ręce przez jego wiek przedemerytalny. To raz. A dwa, że właśnie rozpoczynała się pandemia Covid-19.
W marcu 2020 roku byliśmy w RPA we trzech: Zenon, Mietek i ja. Po wprowadzeniu lockdownu w Polsce i zamknięciu granic podjęliśmy decyzje o jak najszybszym powrocie do domu. Jak dobrze wiecie z poprzednich odcinków, do RPA wróciliśmy dopiero po 7 miesiącach. Był październik. RPA zastaliśmy w opłakanym stanie. Zrobiłem podsumowanie finansów i pokazałem w firmie, o ile musiałem zwiększyć nakłady na jej prowadzenie, a o ile spadło wydobycie. Zaproponowałem obniżenie pensji zarządu w RPA o 20% – wszyscy się zgodzili prócz jednej osoby: naszego GM, który tak to podsumował: „Ciężko pracowaliśmy i nam się to należy. Więc ja się nie zgadzam na obniżenie pensji.” „Już to gdzieś słyszałem – pomyślałem – ale każdy ma prawo do własnego zdania. Jednak udowodnię ci, że nie masz racji.” Przez trzy miesiące, we trzech, zrobiliśmy rewelacyjną robotę, pokazując jak może wyglądać praca na kopalni pomimo pandemicznych obostrzeń. W październiku i listopadzie pracowałem tam z Mietkiem. Później Mietek poleciał z Zenonem i zostali tam do 20 grudnia 2020 roku.
„Zostali do 20 grudnia” to nie do końca dobrze powiedziane. Nasz GM zawiadamia urząd imigracyjny. 11 grudnia na kopalnię wjeżdżają trzy kabaryny i dwa radiowozy – po zakładzie rozbiega się mnóstwo mundurowych, wszyscy z długą bronią. Ich celem jest Zenon i Mietek. Ja jestem wtedy w Polsce, a oni trafiają do aresztu. Świat się dla mnie zatrzymuje: chłopaki bez znajomości języka, bez paszportów, trafiają do więzienia…
TIA...

Great Zimbabwe, zwane też „Domem z kamieni”, to miejsce tajemnicze. Zajmuje 750 ha na terenie Zimbabwe i nadal pilnie strzeże sekretów swojego powstania oraz istnienia.

Ruiny te znajdują się cztery godziny jazdy na południe od obecnej stolicy Zimbabwe, Harare. Poza budowlami egipskimi, Wielkie Zimbabwe jest największym kamiennym kompleksem Afryki.
Budowle powstały między XI a XV wiekiem i były stale zamieszkiwany przez ludy Shona – największą etniczną grupę w państwie Zimbabwe – do 1450 roku. Według tłumaczenia z języka Shona słowo „zimbabwe” tłumaczy się na „ośrodek sądowy” lub „dwór, dom władcy”.
Wszystkie zabudowania i mury w Wielkim Zimbabwe zbudowano z granitowych kostek – czy może cegieł – bez użycia jakiejkolwiek zaprawy.
Kamienne konstrukcje Wielkiego Zimbabwe można podzielić na mniej więcej trzy obszary: Ruiny Wzgórza (na skalistym szczycie wzgórza), Wielkie Ogrodzenie i Ruiny Doliny.
Ruiny na wzgórzu pochodzą z około 1250 roku i obejmują jaskinię, która do dziś pozostaje świętym miejscem dla ludów Shona. Jaskinia niegdyś mieściła rezydencję władcy i jego najbliższej rodziny.
Zabudowania wzgórza były otoczone murami, w skład których wchodziły cylindryczne wieże i monolity skalne pokryte rzeźbami wyszukanych wzorów geometrycznych. Masywna zewnętrzna ściana w niektórych miejscach ma wysokość 10 metrów. Wewnątrz Wielkiego Ogrodzenia biegnie równolegle mniejsza ściana, tworząc ciasny korytarz prowadzący do dużych wież.
Uważa się, że największa, stożkowa wieża w centrum Wielkiego Zimbabwe pełniła funkcję spichlerza. Zgodnie z tradycją władca Shona okazywał hojność swoim poddanym poprzez swój spichlerz – częste rozdawanie zboża miało być symbolem jego dbałości o lud.
Jedna z tez mówi, że Wielkie Zimbabwe prosperowało dzięki złotu wydobywanemu 40 kilometrów od miasta – złoto miało być transportowane do portu w Sofala na Oceanie Indyjskim, a stamtąd statkami aż na targi Kairu.
Wielkie Zimbabwe było jednym z najbardziej rozwiniętych ośrodków w przedkolonialnej Afryce subsaharyjskiej i jest świadectwem organizacji, autonomii i potęgi ekonomicznej ludów Shona.


Historia bywa zaskakująca. Są takie obiekty historyczne, które stały się symbolami i potrafiły wpływać na losy ludzi. Jednym z nich jest Stary Most w Mostarze (Bośnia i Hercegowina) nad rzeką Neretwą.
Most powstał na zlecenie tureckiego sułtana Sulejmana, a wybudował go mistrz Hajrudin. Budowa rozpoczęła się w 1557 roku i trwała do 1565 roku.
Przez wieki most, poza funkcją transportową, był symbolem pojednania wschodu z zachodem – chrześcijaństwa z islamem, ale też katolickich Chorwatów z prawosławnymi Serbami.
Niestety w 1993 roku, podczas wojny bośniackiej na Bałkanach, został celowo zniszczony przez armię chorwacką. Po zakończeniu wojny w 1995 roku, dzięki wsparciu UNESCO i Banku Światowego, podjęto decyzję o odbudowie mostu. Prace rozpoczęły się w 2001 roku.
Oficjalne otwarcie mostu nastąpiło 24 lipca 2004 roku. W 2005 roku most został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Most ma 4 metry szerokości i jest długi na 30 metrów. Wznosi się 24 metry nad rzeką. Został wykonany z miejscowego wapienia noszącego nazwę Tenelija. Chronią go dwie ufortyfikowane wieże: wieża Helebija na północnym wschodzie i wieża Tara na południowym zachodzie, zwane „strażnikami mostu” (rodzimo mostari).
Stary Most jest ciekawą konstrukcją. Kształt łuku jest wynikiem licznych nieregularności spowodowanych deformacją wewnętrznej linii łuku. Zamiast fundamentów most ma przyczółki z wapienia połączone ze ścianami skrzydeł wzdłuż nadbrzeżnych klifów. Po ukończeniu budowy był to najszerszy łuk na świecie wykonany przez człowieka. Pewne związane z tym kwestie techniczne pozostają tajemnicą: jak wzniesiono rusztowanie, jak kamień był transportowany z jednego brzegu na drugi, jak rusztowanie pozostawało w dobrym stanie przez długi okres budowy. Dzięki temu most ten można zaliczyć do największych dzieł architektonicznych swoich czasów.
Rekonstrukcja

Przystępując do rekonstrukcji, postanowiono zbudować most jak najbardziej zbliżony do oryginału, przy użyciu tej samej technologii i materiałów. Most został odbudowany z lokalnych materiałów przez turecką firmę Er-Bu Construction Corp przy użyciu osmańskich technik budowlanych. Wykorzystano również kamień Tenelija z lokalnych kamieniołomów, a nurkowie armii węgierskiej wydobyli z rzeki kamienie z pierwotnego mostu.
Tenelija, kamień do budowy łuku i ścian parapetowych, to wapień oolitowy pochodzący z kamieniołomu, w którym wydobywano go na potrzeby budowy pierwotnego mostu. Na ścianach przyczółków użyto marmur Breccia, a chodnik wyłożono wapieniem.
Tenelija jest kamieniem o żółtawym kolorze (w momencie wydobycia z kamieniołomu), a w stanie wilgotnym ma kolor jasnobrązowy. W miarę wysychania nabiera białawego koloru, a wraz z upływem czasu i starzenia się koloru jasnoszarego i szarego. Jego konsystencja jest jednorodna i bardzo porowata.