
Na budowach powstają błędy. To się zdarza. Ważne, żeby te błędy zostały wychwycone przez pracowników, majstrów, kierowników budów, inspektorów nadzoru, inwestorów i użytkowników. #lbkik

Mam wrażenie, że często trafiamy na sytuację, w której z pewnych powodów (społecznych, politycznych, finansowych…) oko nadzoru zostaje zasłonięte i nie zauważa bubla. Jeśli jest to prywatna inwestycja – to jego sprawa i jego pieniądze. Nic nam do tego. Możemy ewentualnie się pośmiać. Gorzej jest, gdy pieniądze publiczne zostają wydane na inwestycję, której efekt w mojej ocenie jest mizerny. Mam wrażenie, że wtedy jakość wykonania jest drugorzędną sprawą – nadzorujący budowę tracą zmysł wzroku i udają, że wszystko jest świetnie.
Pamiętacie artykuł z Kuriera Kamieniarskiego (nr 4/2017, „Ukryty wróg” - przyp. red.) o rewitalizacji reprezentacyjnego deptaku w Rzeszowie? Wykonawcy koncertowo pobrudzili żywicami płyty granitowe. Wszyscy udawali, że przecież nic nie widać, tak ma być i może kiedyś zejdzie. Były wielkie obchody, świętowanie – pozostał brudny chodnik.
Mamy kolejny przykład nagłego ograniczenia zmysłu wzroku – remont Starego Rynku w Bydgoszczy. Ciekawy projekt, różne kolory granitów, wiele osób zaangażowanych w pracę. Problem znów pojawił się przy fugowaniu – na płytach pozostały ślady żywicy wokół łączeń.
Co ciekawe: w trakcie wykonywania prac problem zabrudzenia żywicą był zauważany przez lokalne portale internetowe. Władze miasta widocznie uznały, że z czasem zejdzie samo. Oglądałem Stary Rynek ponad rok po ułożeniu kamienia. Efekty zobaczcie sami....
Michał Firlej, autor tekstu, jest doradcą w zakresie oznakowania CE wyrobów z kamienia naturalnego, biegłym sądowym z zakresu kamieniarstwa, rzeczoznawcą ds. jakości produktów lub usług przy Dolnośląskim Inspektorze Inspekcji Handlowej oraz Biegłym Skarbowym.
Kontakt do autora:
tel. 695 164 288,
firlej@stoneconsulting.pl
www.stoneconsulting.pl

Powszechnie wiadomo, że natura tworzy wyjątkowe rzeczy i aranżuje wyjątkowe miejsca. Małe miasteczko Hyden w Zachodniej Australii słynie na przykład z naturalnej formacji skalnej mającej kształt załamującej się fali oceanicznej.
To północna strona samotnego wzgórza Hyden Rock będącego granitowym ostańcem trzy kilometry na wschód od Hyden. Kształt tłumaczy nadaną jej nazwę: Wave Rock (kamienna fala). Wave Rock ma wysokość 14 m i długość około 110 m. Powstanie formacji datowane jest na 2,6 mld lat temu.
Poza efektownym wyglądem Wave Rock jest także ciekawym geomorfologicznym przykładem powstania tzw. rozkloszowanego zbocza. To pojęcie opisywane jest jako wklęsła od góry lub do wewnątrz powierzchnia skały macierzystej, która zwykle występuje wokół podstawy ostańców i głazów granitowych.
Otwarte zbocza, takie jak Wave Rock, są szczególnie dobrze rozwinięte w granitowych formacjach na terenie Australii Zachodniej i Australii Południowej. Uważa się, że otwarte zbocza powstały w wyniku skoncentrowanego wietrzenia chemicznego wokół podstawy ostańca wywołanego przez wody gruntowe.
Wave Rock wraz z całym Hyden Rock należą do 160-hektarowego rezerwatu przyrody Hyden Wildlife Park. Rezerwat odwiedza rocznie ponad 100 tysięcy turystów. A od 2006 roku Wave Rock jest miejscem odbywania się festiwalu muzycznego Wave Rock Weekender.
Ostaniec to fragment wzgórza lub pozostałość większego masywu skalnego, który powstał w wyniku procesów wietrzenia i erozji. Zwykle występuje jako wyizolowana forma terenu, często o stromych zboczach. Klasycznym przykładem ostańca jest Maczuga Herkulesa na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej.

Warto zaznaczyć, że w języku polskim rozróżnia się ostańce i twardziele. Różnią się tym, że twardziele powstały ze względu na różnicę odporności na wietrzenie i erozję w pierwotnym masywie. Ostańce wyizolowały się z innych przyczyn, gdyż materiał tworzący ostańce był jednorodny i nie wykazywał różnic w odporności na wietrzenie lub erozję. Innymi przyczynami były przypadkowe okoliczności, jak uskoki tektoniczne lub jednostronne działanie sił zewnętrznych.

Przegrać walkę, ale wygrać wojnę – tak mogę podsumować to, co wydarzyło się w sierpniu 2019 roku na kopalni w RPA w Brits. Ale zanim do tego przejdę, muszę wrócić do roku 2013. Kamieniołom był w budowie (w sumie jak zawsze, bo jak mawia Zenon „kopalnia to żywy organizm”). W RPA, jak opisywałem wcześniej, rozbieramy góry, a co za tym idzie, obszar pod eksploatację górniczą jest spory. W tej chwili rozbieramy równolegle trzy góry, ale ogólnie licząc jest to już trzecie, czwarte i piąte miejsce eksploatacji.
W roku 2013 byliśmy w miejscu numer dwa, tzw. „hole”. Miesięcznie potrafiliśmy przerzucić ponad 2000 m3 materiału, ale produkcja nie szła na odpowiednim poziomie. Ba! Im głębiej szliśmy w monolit, tym bardziej efektywność spadała. Trzeba było podjąć radykalną decyzję, która wiązała się z przeniesieniem w nowe miejsce, tzw. „Monkey Mountain”.
Aby to zrobić, musieliśmy zapewnić dostawy energii elektrycznej do kopalni z Eskom. Eskom to nazwa państwowego giganta dostarczającego energię elektryczną do firm i do odbiorców prywatnych. Różnymi kanałami próbowaliśmy załatwić pozwolenie na podłączenie do sieci, ale zwykle kończyło się to szybciej, niż zaczęło. Złotouści Burowie – biali Afrykanerzy, Afrykańczycy będący potomkami osadników z XVII i XVIII wieku – obiecywali wszystko, ale od 2011 do początku 2014 roku pracowaliśmy, wykorzystując spalinowe sprężarki powietrza. Natomiast obok nas pracowała i funkcjonowała kopalnia Marabu – jedna z kopalni Merlina (działająca do 2017 roku). Jeden ze wspólników Merlina, w sumie partner BEE* , miał spore przełożenie na sprawy urzędowe i w sumie na wszystko, co było związane z sektorem górniczym, bo jego brat pracował w departamencie górnictwa.
Jak mawia Zenon: „sąsiedzi są po to, żeby sobie pomagać”. Więc postanowił się z nim umówić na spotkanie, doskonale zdając sobie sprawę, że uzyskanie pomocy zależy włącznie od dobrej woli rozmówcy.
Spotkanie trwało parę minut i skończyło się krótką frazą, która tkwi mi w głowie do dzisiaj: „wrong skin, my friend, wrong skin”. Był to pierwszy moment w RPA, który dał mi mocno do myślenia. To, że Burom nie można ufać, wiedziałem wcześniej. Ale że czarni są tak wrogo nastawieni do białych – zwłaszcza przyjezdnych – nie zdawałem sobie sprawy! Po tej historii musieliśmy przewartościować wiele rzeczy, zaczynając od tego, że wymieniliśmy kolejnego managera, aż po wejście w nowe miejsce eksploatacji.
Przełomem był rok 2014 i pojawienie się na kopalni Ebena. Typowy Bur z przeszłością w milicji za czasów apartheidu, po szkole górniczej w Pretorii. Chłopak po 40-stce, ale wiedział, jak pracować z czarnymi i nie dał sobie w kaszę dmuchać. Choć nie zawsze pochwalałem jego zachowania wobec czarnych, to czas jednak pewne rzeczy zweryfikował.
Historię pracy Ebena w naszej kopalni zostawię na później, ale teraz tylko wspomnę pewne fakty. W 2014 roku, dzięki jego kontaktom z Eskomem udało się doprowadzić energię elektryczną na naszą kopalnię Crystal Black Granite, wejść w nowe miejsce na „Monkey Mountain”, zwiększyć produkcję. Jednak największą jego zaletą było podejście do rozmów z czarnymi i z ludźmi z „community”. Parę lat później będę wdzięczny za te lekcje.
Obok każdej kopalni w bliższej lub dalszej odległości jest „location” zamieszkane przez czarnych. Nasza kopalnia nie jest wyjątkiem – obok jest Oukasie. Miejsce zapalnik. Mamy rok 2019 i wiele się zmieniło w relacjach między mną a czarnymi. Na kopalni nie ma już Ebena, odszedł od nas w kwietniu 2018 roku. Od tego momentu sami postanowiliśmy zajmować się eksploatacją, nie licząc już na rekrutowanych na miejscu managerów. Staramy się latać do RPA w trójkę – ja, Zenon i Mietek – planując pobyty tak, by nie zostawiać kopalni bez nadzoru na dłużej niż 10 dni. To pozwala nam prowadzić kopalnię zgodnie z naszą wizją.
Jest sierpień roku 2019. Okres bardzo wietrzny, zwiastujący niedługie nadejście wiosny. Pojechaliśmy z Zenonem do domu na lunch. W międzyczasie dzwoni Thys – Bur odpowiedzialny za eksploatację na jednej z gór. Bardzo zdenerwowany mówi, że ochrona zaczęła strzelać do czarnych z Oukasie. Zaniemówiłem przestraszony. W końcu wydusiłem z siebie pytanie: „Czy komuś coś się stało?” Dzięki Bogu zaprzeczył. Ale jest większy problem: kopalnia jest sparaliżowana, bo przedstawiciele z Oukasie zagrozili ludziom, że jeżeli wrócą do pracy, to spalą ich domy, zgwałcą ich żony, a dzieci pozabijają. Zmroziło nas. Ocknęliśmy się po chwili, wsiedliśmy w auto i pojechaliśmy na kopalnię.
To, co zastaliśmy na miejscu, zszokowało nas. Nasi ludzie byli dosłownie zakładnikami. Czarnych z Oukasie było około trzydziestu, bojowo nastawionych. W powietrzu czuć było napięcie i dosłownie wszystko mogło się wydarzyć. Trzeba było działać szybko. Kazałem natychmiast sprowadzić ochronę i po prostu nieproszone towarzystwo przegonić – jakim prawem, bez mojej zgody, ktoś wchodzi na mój teren, grozi mi i moim ludziom i do tego czuje się bezkarny. Prawdę mówiąc, nie było z kim rozmawiać, bo jeden przez drugiego krzyczeli i byli bardzo agresywni. Rudi – drugi Bur, w firmie od początku jej istnienia – powiedział do mnie tylko: „Jacek, kiedy z nimi rozmawiasz, to nie pozwól, żeby cię okrążyli, bo jeżeli którykolwiek z nich ma nóż, może cię dźgnąć”. W myślach mówię sobie: „Co ja tu, k…, robię?! Czy to wszystko jest warte życia mojego i Zenona?” Kolejna myśl: „Na analizowanie przyjdzie czas później – teraz jestem tu i trzeba rozwiązać ten problem. Tu i teraz!”
W międzyczasie przyjechała ochrona z długą ostrą bronią, w kominiarkach i z psami na łańcuchach. To psy szkolone – w akcji żadna smycz ich nie zatrzyma, muszą być prowadzane na łańcuchu. Ochrona przyjechała dwoma autami – 6 białych i 2 psy, pokaz siły, który dał mi trochę czasu na podjęcie decyzji i zapewnienie jakiegokolwiek bezpieczeństwa w tej chorej sytuacji.
Zapytacie pewnie, czego oni w ogóle od nas chcieli? Oczekiwanie, jakie przedstawili było wręcz głupie: zwolnić 20 osób – połowę obecnej załogi – i na ich miejsce zatrudnić ludzi z Oukasie. Prawo pracowników w RPA jest bardzo skomplikowane, stoi zdecydowanie po stronie pracownika i raczej kiepsko chroni pracodawcę. Dotychczas mieliśmy już około 10 spraw założonych przez byłych pracowników, a wygraliśmy tylko jedną. Najczęściej kończyło się na tym, że trzeba było albo z powrotem go zatrudnić, albo wypłacić odprawę za 5 miesięcy. I teraz mam przed sobą gromadę terrorystów, którzy chcą, abym zwolnił 20 moich pracowników. Na jakiej podstawie? Jeśli ich zwolnię, to za dwa tygodnie będę miał sądowy nakaz ponownego zatrudnienia. I zamiast obecnych 40 pracowników będę miał 60 zatrudnionych osób. Jak mam to wytłumaczyć ludziom, którzy trzymają mnie i moich ludzi jak zakładników?
Poprosiłem białych pracowników o wezwanie policji mając nadzieję na ukaranie atakujących lub chociaż pomoc w usunięciu ich z naszego terenu. Po dłuższej chwili przyjechało 3 policjantów, oczywiście czarnych: jedna kobieta i dwóch mężczyzn. To był kolejny przykład, jak działa skorumpowana policja i jakie jest podejście do białych w RPA.
Zacząłem tłumaczyć policji, co zaszło. Wysłuchali mnie, po czym wysłuchali opowieści tych terrorystów. Ku mojemu zaskoczeniu policjanci przestali rozmawiać w języku angielskim i przeszli na afrykanerski. Zaczęli sobie żartować z moimi oprawcami. Po dłuższej chwili zapytałem, czy ja przypadkiem im nie przeszkadzam, a skoro nie, to jakie rozwiązanie tej sytuacji widzi policja. Usłyszałem odpowiedź, po której ręce mi opadły: ich zdaniem ludzie z Oukasie przyszli tu pokojowo manifestować. Zirytowany zapytałem, czy pokojowa manifestacja to grożenie spaleniem maszyn w kopalni oraz grożenie spaleniem domów pracowników i pozabijania im dzieci. W odpowiedzi usłyszałem tylko, że to nie ich problem – jesteśmy sąsiadami i musimy się z nimi dogadać. Po czym, nie wyciągając żadnych konsekwencji wobec agresorów, stwierdzili, że nie mają czasu i odjechali.

Zostaliśmy z problemem sami. Spełnienie głupich oczekiwań nie wchodziło w grę, ale musieliśmy się w jakiś sposób dogadać. Zaproponowałem, żeby wyznaczyli dwóch, trzech przedstawicieli. Po paru godzinach negocjacji ustaliliśmy, że do końca roku przyjmę na szkolenie 5 studentów, aby wyrobili sobie papiery i pozwolenia na operatorów wiertnic i lin do cięcia.
Następnego dnia przyjechaliśmy rano na kopalnię. Widzę, że pracownicy boją się rozpocząć pracę i pokazują mi w kierunku Oukasie. Na szczycie gór siedzą ludzie i nas obserwują. Dzwonimy do tych przedstawicieli. Odpowiedzieli, że najprawdopodobniej nie wszyscy wiedzą, że się wczoraj dogadaliśmy i że zaraz to zostanie załatwione. To nie przekonało moich pracowników – póki ludzie obserwujący kamieniołom ze szczytów nie znikną, nikt nie pójdzie do pracy. Niewiele myśląc wsiadłem do auta i pojechałem na szczyt „Monkey Mountain”. Po chwili dojechał do mnie Thys i Kally z ochrony, który dał mi do ręki rewolwer, mówiąc, że jeśli którykolwiek ruszy w moją stronę, mam strzelać bez zastanowienia. Po krótkiej wymianie zdań, niezbyt miłych dla obydwu stron, zobaczyłem kątem oka, że moi ludzie ruszyli do pracy, maszyny wyjechały spod biura i wszystko wróciło do normy. Po kilku chwilach obserwatorzy z Oukasie zeszli ze szczytów i praca na kamieniołomie wróciła do normalności.
Czego mnie nauczyła ta historia? Na pewno pokazała, że w takich sytuacja nie można pękać i wobec czarnych nie wolno się cofnąć nawet o krok, bo mogą to szybko wykorzystać. No i chyba najważniejsza rzecz: nie ma sytuacji bez wyjścia. Nawet jeżeli na pierwszy rzut oka może się wydawać nie do rozwiązania. TIA!
* Black Economic Empowerment partner to konieczny w sektorze wydobywczym „wspólnik”, który musi być kolorowym obywatelem RPA i musi posiadać minimum 25% udziałów firmy. BEE to program, który ma służyć wyrównaniu szans ekonomicznych czarnej społeczności – genialny w założeniach, ale łatwy do zmanipulowania. (czytaj: Kurier Kamieniarski nr 3/2020).

Kontynuując temat poprzedniego artykułu, przypomnijmy, iż Bianco Carrara to nazwa zarezerwowana dla konkretnej odmiany marmurów wydobywanych w kamieniołomach karraryjskich. Niestety wiele firm stosuje ją w odniesieniu do prawie wszystkich białych marmurów pochodzących z Alp Apuańskich. Ten podstawowy błąd powoduje, iż ogromna ilość płyt i płytek znacznie różniących się wyglądem oferowana jest jako Bianco Carrara. To w oczywisty sposób dezorientuje ludzi, skłaniając ich do zastanowienia się, jak wygląda „autentyczna” Bianco Carrara.
Nie pozostaje zatem nic innego, jak podanie definicji tej odmiany. Kluczowe cechy odmiany Bianco Carrara to:
1. ziarno od drobnego po średnio drobne;
2. kolorystyka: perłowobiała, biała, biała z domieszką odcienia niebieskiego, białoszara, białoszara z odcieniem niebieskim, jasnoszara, szara;
3. plamy, żyłki, przerosty, smugi (często dość krótkie i rozmyte) rozrzucone po tle w sposób rozproszony, nietworzące wzoru wyraźnie zorientowanego w konkretnym kierunku; użylenie ciemnoszare, szare, jasnoszare (niektóre podtypy Bianco Carrara posiadają brązowawe, a nawet pomarańczowo-brązowawe przerosty).

Porównując powyższy opis z definicją podaną przy przedstawieniu Bianco Ordinario (Kurier Kamieniarski numer 1/2020), od razu zauważamy, iż są one identyczne z wyjątkiem wielkości ziarna. W Bianco Carrara jest drobne do średnio drobne, natomiast w przypadku Bianco Ordinario jest drobne do średnio grube. Powód podobieństwa jest banalnie prosty: Bianco Carrara to w rzeczywistości Bianco Ordinario wydobywane w obszarze wydobywczym miasta Carrara (również inne obszary Alp Apuańskich wydają podtypy Bianco Ordinario), a jego pełna i oryginalna nazwa to Bianco Carrara Ordinario.
Autentyczna Bianco Carrara, czyli Bianco Carrara Ordinario charakteryzuje się niesamowitą odpornością na działanie warunków atmosferycznych. Dlatego od wieków dokonuje się jej montażu na zewnątrz – bez różnicy, czy w ciepłym czy zimnym klimacie. Stąd też „ekspertów od kamienia” twierdzących, iż zgodnie z ich doświadczeniem Bianco Carrara nie nadaje się do aplikacji zewnętrznych, można jedynie określić jako ekspertów samozwańczych. Ich znajomość marmurów karraryjskich jest nikła, ponieważ z pewnością mylą oni inne marmury pochodzące z Alp Apuańskich z właściwą odmianą Bianco Carrara. Może to też wynikać z faktu, że pod niewłaściwie użytą nazwą Bianco Carrara zetknęli się w swej pracy z innymi marmurami, nawet nie zdając sobie z tego sprawy.
Omnistone, dostarcza materiał sklasyfikowany, nazwany oraz wyceniony zgodnie z autentycznym systemem obowiązującym w Carrarze.
Dane kontaktowe:
tel. 696 800 199
biuro@omnistone.pl
www.omnistone.pl

Kolorystyka piaskowców tumlińskich jest ewenementem na skalę światową, niepowtarzalnym w żadnym regionie. Piaskowiec Tumlin nie ma zamiennika, nie można go zastąpić innym kamieniem. Wynika to ze specyficznego warstwowania tego kamienia oraz jego barwy: od ciemnej, czerwono-wiśniowej przez różne odcienie czerwono-rdzawe po bardzo jasną barwę ceglasto-żółtawą.
Kopalnia piaskowca Tumlin-Gród jest jednym z najstarszych kamieniołomów na Kielecczyźnie. Pierwsze wzmianki o wydobyciu czerwonego kamienia z Góry Grodowej pochodzą z 1420 roku. Obecny kamieniołom jest użytkowany od 1906 roku i nadal wydobywa się tu kamień metodami tradycyjnymi, bez użycia materiałów wybuchowych.

Był i jest popularnym materiałem budulcowym i ozdobnym, również eksportowym, na elementy fasad: gzymsy, frontony, odrzwia, schody, a także chodniki i zabytkowe ulice. Można spotkać w wielu budynkach Świętokrzyskiego – m. in. Pałac Biskupów Krakowskich w Kielcach, bazylika katedralna w Kielcach, klasztor na Karczówce, Kościół w Tumlinie, elewacje budynków mieszkalno-handlowych w Kielcach przy ulicach Wesołej i Leonarda. W całym regionie można spotkać zabytkowe pomnik i miejsca pamięci. Spotkać go można także na posadzce Bazyliki Franciszkańskiej w Krakowie, na elewacji MSZ w Warszawie i na chodniku przy kościele św. Szczepana w Krakowie. Regionalnie jest bardzo chętnie używany w małej architekturze na prywatnych posesjach.
Piaskowiec Tumlin-Gród bardzo dobrze się łupie, umożliwia uzyskanie pełnego asortymentu elementów łupanych kamiennych. Wynika to właśnie z jego warstwowości. Dzikówka o grubości 2 cm nie jest trudna do osiągnięcia przez wprawnego kamieniarza. Dodatkowo powierzchnia łupana bywa na tyle gładka, że może być używana jako wykładzina powierzchni płaskich bez dodatkowej obróbki. Nie ma skłonności do rozwarstwiania się. Jest powszechnie używany do zastosowań zewnętrznych: kostka, krawężniki, płyty chodnikowe, okładziny ścian (cięte i łupane), kamienie murowe. Nie ma tendencji do wypłukiwania koloru i barwienia sąsiadujących z nim elementów.
Mimo wyraźnego warstwowania jego struktura jest jednolita, wręcz monolityczna – drobno- i średnioziarnista, zbita, o spoiwie krzemionkowo-żelazisto-ilastym. Warto jednak zauważyć, że w zależności od barwy wykazuje pewne różnice w cechach fizykomechanicznych.

Dlatego w tabeli obok podano wyniki uzyskane dla próbek o różnej barwie – pierwszy wynik opisuje piaskowiec o ciemniejszej barwie.
W obróbce nie jest kłopotliwy. Nie zdarzają się ukryte wady – nie spotyka się kawern. Jak w każdym piaskowcu warto zwracać uwagę, by cięcie odbywało się po warstwach. Pozwala to zachować lepsze parametry gotowych elementów oraz ładniejszy ich wygląd – cięcie w poprzek warstw mocno uwidacznia warstwowanie.
W obróbce ręcznej jest łatwy i wdzięczny, ale rzadko jest stosowany jako materiał rzeźbiarski z powodu zmienności kolorystycznej. Mimo to znajduje swoich zwolenników i można go spotkać na wielu nekropoliach oraz w budownictwie sakralnym. Przykładowo w roku 2019 wykonano z niego stacje Drogi Krzyżowej w Prudniku.
Wytrzymuje bardzo wysokie temperatury. Był wykorzystywany do wykonywania elementów okładzin pieców hutniczych – współczesnych i historycznych. Wykonywano z niego również okładziny kwasoodporne oraz koła młyńskie.
Mimo swojego zróżnicowania kolorystycznego kamienie utrzymują jednolitą tonację barwną. Dzięki temu ułożone obok siebie, na przykład na elewacji budynku, doskonale pasują do siebie i wizualnie dobrze współgrają.

Dane fizykomechaniczne:
Gęstość objęt.: 2410 / 2220 kg/m3
Porowatość: 8,71 / 15,59%
Nasiąkliwość: 2,2 / 3,9%
Wytrzymałość na ściskanie:
- w stanie suchym 128 / 69 MPa
- nasycony wodą 91 / 46 MPa
Ścieralność na tarczy Boehmego 0,41 / 0,78 cm
Opis
barwa od ciemnoczerwono-wiśniowej po jasnoceglasty
drobno- i średnioziarnisty
twardy, mrozoodporny
Cechy wyróżniające
widoczne warstwowanie
brak zamienników
jednorodny ton barwy mimo różnorodności kolorystycznej
bardzo rzadkie wady struktury
Więcej informacji: P.U.H. Sosnowica
tel. 502 254 429, 503 076 983
www.sosnowica.com.pl
facebook/Sosnowica