O kamieniu

Monumentalny z założenia

Autor: Paweł Szambelan   |   Data publikacji: poniedziałek, 13 lipca 2020 10:20

106_str28_01.jpg

Z rzeźbiarzem Rafałem Frankiewiczem – o jego najnowszej pracy wykonanej w czerwonym piaskowcu – rozmawiał Paweł Szambelan.

Jaka jest geneza i historia tej realizacji?

W 2012 roku, z polecenia, zgłosił się do mnie klient z zapytaniem o możliwość wykonania pomnika na grobowcu rodzinnym. Zlecenie obejmowało zaprojektowanie całego pomnika, wyrzeźbienie go i montaż na cmentarzu. Duża sprawa: kwatera z dwiema podwójnymi i jedną potrójną piwnicą.

Zrobiłem projekt, uzgodniliśmy etapy, w jakich będzie następowała realizacja i rozpocząłem pracę. W pierwszym etapie ułożone zostały płyty nakrywające piwnice. Drugim etapem były słupki wokół kwatery. Trzecim miała być rzeźba stojąca u wezgłowia i tablice napisowe. Dokładny projekt tego etapu miał się pojawić w odpowiednim czasie. Klient miał pewną wizję.
Po zakończeniu II etapu zleceniodawca przestał się odzywać, przestał odbierać telefony. Zniknął. Owszem, rozliczyliśmy się. Ale co z tego, kiedy zostałem z poczuciem nieskończonej pracy.

Pomnik był już okazały, ale nadal niekompletny. 12 słupków okalających kwaterę robiło wrażenie – każdy z nich był inny, każda ściana była niepowtarzalna, pokryta unikalnym wzorem liści.
Po 8 latach zadzwoniła pani z rodziny, która zaproponowała dokończenie dzieła. Wyjaśniła, że zamawiający miał kłopoty zdrowotne i stąd nagłe zniknięcie, ale teraz nadszedł czas, by dokończyć dzieło. Przystąpiłem ponownie do pracy. Obejrzałem zdjęcia pomnika, jaki państwo wybrali dla siebie i zaproponowałem coś lżejszego. Przygotowałem projekt i wykonałem model z gliny. Było w nim dużo światła i dużo powietrza. Pani jednak wolała rzeźbę w takim, nazwijmy to, niemieckim stylu: masywną, z mocnym tłem. Dołożyłem więc do modelu trochę gliny i z ażurowej, lekkiej rzeźby powstała ściana, która dostała akceptację na wykonanie. Zrobiłem odlew w gipsie i zacząłem przekuwanie rzeźby z odlewu w Kopulaka, czerwony piaskowiec z kamieniołomu niedaleko Suchedniowa.

Dlaczego akurat Kopulak?
Z powodów historycznych, estetycznych i pragmatycznych. Na starym cmentarzu w Łodzi, gdzie miał stanąć pomnik i stoi mnóstwo zabytków, przed wojną większość robót wykonywały dwa klany kamieniarzy: Urbanowscy i Konopkowie. Przy czym Urbanowski poszedł w kierunku zadań architektonicznych, a Konopkowie byli bardziej rzeźbiarzami. A wszyscy kochali piaskowiec – żółty i czerwony – być może nawet z tych samych lub bliskich złóż, co pozyskiwany obecnie. Wszyscy, którzy oglądają cmentarz zauważają, że żółty piaskowiec po 80 latach może mało efektownie wyglądać, ale czerwony trzyma się całkiem dobrze. Może jest trochę wypłukany, może stracił trochę na ostrości krawędzi, ale widać, że nie poddaje się procesowi starzenia jak ten żółty.
Czerwony piaskowiec zaproponowałem klientowi już w trakcie pierwszej naszej rozmowie 8 lat temu, a podane argumenty go przekonały.


106_str29_01.jpg

Czy zamawiający byli zadowoleni z efektu pracy?

Oj, bardzo! Oczywiście nie obyło się bez pytania: „A jak panu się to podoba?” Ja zawsze walę prosto z mostu, nie mam zwyczaju owijać w bawełnę, a zwłaszcza słodzić. Przyznałem, że wolałbym, żeby było więcej światła i powietrza.

Mimo to ta rzeźba ma parę aspektów zawodowo trudnych do zrobienia, a z drugiej strony potrzebnych na poziomie ekspresyjno-wyrazowym. Bez nich ta rzeźba nie działałaby tak, jak działa. Z tego powodu uważam, że jest to jedna z dwóch moich najlepszych robót. Bo cała maestria tkwi w szczegółach: w układzie dłoni i twarzy. Te przesunięcia, te ażury, takie rzeczy, które trudne są do zrobienia w inny sposób. Bo cała rzeźba jest zdobiona ręcznie – z dłuta, nie z piły. I to widać. Wszystkie kanty, ostre kąty, ujemne kąty, prawie odcięcie podbródka od dłoni jest niemożliwe do wykonania inaczej niż ręcznie. Jedyna rzecz, której nie zrobiłem, to linie papilarne na dłoniach. (śmiech)

Kilka rzeczy w tej rzeźbie było wyzwaniem. Na początek wymienię ilość kamienia, który musiałem zdjąć – z pięciu i pół tony kamienia zostało trzy. Tego może w rzeźbie nie widać, ale to było niemałe wyzwanie fizyczne liczone w taczkach gruzu wywożonego pod koniec każdego dnia z mojej pracowni.
Jest też kilka rzeczy niewidocznych na pierwszy rzut oka, ale stanowiących o wyjątkowości tej realizacji. Całość jest dobrze, solidnie zrobiona i zmontowana – będzie długo stała i cieszyła oczy. Na przykład wszystko jest montowane na wpusty. Więc wystarczyło zrobić ciasne pasowania, wsunąć jeden element w drugi, by już stabilnie stało. Teraz nikt tak nie montuje – a ja i owszem. W pionowych połączeniach nie ma ani grama kleju.
A skoro o tym mowa, to chyba nie ma lepszego kleju do klejenia piaskowca niż Atlas Geoflex. Montaż był prosty i szybki. Na ułożone wcześniej elementy poziome nakładaliśmy na grzebień klej, stawialiśmy płytę pionową i dosuwaliśmy do już stojącej. Szło szybko i sprawnie do momentu, gdy nie okazało się, że jedna płyta nie ma jednej części zamka. Zapomniałem go wyciąć. Zauważyłem to w momencie, gdy płyta była dosuwana na swoje miejsce. W przypadku innych klejów prawdopodobnie w tym momencie rozpoczęłaby się seria niepowodzeń, bo klej by chwycił.
A z Geoflex miałem szansę zareagować – wycofałem ten element i obróciłem go, by wyciąć brakujący zamek. Tak działa technologia żelów krzemianowych, które trzymają wodę. Zaprawa jest elastyczna i nie staje w momencie. Owszem, pierwotnie nałożony klej był już zaschnięty i trzeba go było mechanicznie usunąć, ale przynajmniej miałem możliwość naprawić moje wcześniejsze niedopatrzenie.

Na Twojej twarzy widzę jakieś skrywane emocje.


Tak. Może dlatego, że chciałem tam zrobić coś lżejszego, bo bałem się, że taka duża masa materii będzie przytłaczać. Rzecz w tym, że wielką wadą wszelkich rozwiązań cmentarnych jest to, że one nie zakładają, że przez nie może coś przechodzić. Mówię o świetle, powietrzu. Krótko mówiąc nie mają ażurów.
Mnie zależało, aby tam troszeczkę przestrzeni wpuścić. Trochę czegoś takiego, co jest w rzeźbach Henry’ego Moore’a. Genialna rzecz: w jego pracach proporcje między ażurem a bryłą są takie, że po-wietrze, które jest uwięzione w rzeźbie, staje się elementem tej rzeźby.
Trochę żal mi było przerabiać tę rzeźbę, którą zaprojektowałem – lekką, zwiewną, na modłę stylu włoskiego – na mocną i ciężką wizję z ich oczekiwań. Jednak dołożenie dużej ilości materii – pamiętajmy, że kompletny model rzeźby był gotowy z gliny, a dokładałem do niego ścianę – do osnowy jaką była zwiewna postać kobieca, spowodowało jedną fajną rzecz: widać, że w środku jest drobna, fajna dziewczyna, która jest ubrana w ciut za duży strój. Więc mój zamysł gdzieś tam pozostał w tej rzeźbie. Drobne dłonie, drobna twarz o lekkich rysach powodują spostrzeżenie, że całość jest jakby za duża. Ale kiedy już to się zobaczy – że w środku jest coś delikatnego i małego – to tym silniejsze uczucia wzbudza ta rzeźba, niż gdyby wszystko było takie zrównoważone.

Tego rodzaju zabieg kompozycyjny powoduje, że wartość tej rzeźby nie uczytelnia się wprost. Trzeba najpierw przez chwilę się wczuć, bo choć postać jest zauważalna w całej aranżacji, to jednak dopiero po chwili zadumy uwidacznia się z wszystkimi subtelnościami. Więc cieszy mnie ta realizacja, bo uważam, że popchnęła ona rozumienie rzeźby cmentarnej mocno do przodu. Że można zrobić delikatną rzeźbę i ubrać ją potem w bardziej monstrualną szatę – jaką w tym przypadku jest wielka pionowa ściana – a mimo wszystko pozostawić wrażenie lekkości. Bo łatwo dosyć jest zrobić rzeźbę pokazującą kunszt warsztatu, jeśli się go ma. Jak choćby rzeźba opisywana w ostatnim numerze Kuriera Kamieniarskiego: Queirolo przez siedem lat kuł sieć z marmuru. Zrobił piękną rzecz, ale dość oczywistą: tę rzeźbę ogląda się przez pryzmat misternej sieci, która dominuje nad postacią człowieka wplątanego w nią. Jeśli zestawić maestrię splotów sieci i szczegółów ciała, to szczegóły postaci są przedstawione zdecydowanie gorzej. Ale gdyby ciało było wyrzeźbione z taką samą uważnością jak sieć… Oj, to byłaby rzeźba absolutna. Choć rozumiem, że przy tak długiej pracy nad jedną rzeźbą można się nią już po prostu zmęczyć.

Jak przebiegała praca z Kopulakiem?

Kopulak nie jest kamieniem, który stwarza jakieś problemy w pracy. Zdarzają się w nim kawerny wypełnione gliną. To wynika z jego natury i jest trudne do przewidzenia. Można to zminimalizować dobierając odpowiedni materiał w złożu – doświadczony pracownik w kopalni jest w stanie to ocenić. I tu głęboki ukłon w kierunku firmy Sosnowica, która materiał dostarczyła. Oni wiedzą, że do rzeźby jest potrzebny materiał naprawdę „mega premium”, jednorodny w całej swojej objętości. Taki właśnie materiał dostałem – w blokach, które obrabiałem, kawern było bardzo mało.
Wybrałem Kopulaka nie tylko z szacunku do tradycji na łódzkim cmentarzu. Uważam, że to jest naprawdę bardzo dobry kamień pod względem jakości, twardości i podatności na rzeźbienie. Znałem go wcześniej, ale ta praca była pierwszą na taką skalę.

Czy masz jakieś podpowiedzi dla młodego rzeźbiarza lub dla kogoś zaczynającego przygodę z Kopulakiem?

Zaczynając pracę w kamieniu warto rozpocząć od podglądania kogoś, kto ma w tej materii dobre rozeznanie. Bo doświadczenia można zbierać samodzielnie albo skorzystać z wiedzy innych. Ważne, by w takiej sytuacji próbować nie stawiać swojej wiedzy na pierwszym miejscu, tylko przyjąć to, co ktoś ma do powiedzenia. Bo być może wydaje się, że ten kamień można obrabiać w taki czy inny sposób, ale każda dziedzina ma pewne indywidualne prawidła.
Jakie? W przypadku Kopulaka warto wiedzieć, że lubi on być cięty. Kocha też gradzinę, która skuwa go, ale nie czyni krzywdy głębszej, wewnętrznej strukturze materiału bardziej niż jest to potrzebne, a przy tym efektywnie zbiera nadmiar materiału. Kopulak lubi być zaszlakowany. Jeśli go zaszlakujesz i zbijesz, to będzie trzymał krawędź i można go bez większych problemów spokojnie urabiać w głąb.
Przy dużych otworach Kopulak lubi mieć coś w rodzaju dziury pilotażowej. Zrobienie małego otworu i wybieranie kamienia po obwodzie tej dziury jest bardziej efektywne i łatwiejsze do kontrolowania niż kucie od razu otworu o wielkości oczekiwanej.

106_str30_01.jpg

Przy obróbce Kopulaka odłożyłem na bok połowę narzędzi diamentowych, jakich wcześniej używałem. Okazało się, że dłuta widiowe nie są efektywne w tym piaskowcu – podobnie zresztą jak w większości piaskowców, oprócz tych twardych z Dolnego Śląska. Efektywność była łatwa do sprawdzenia. Przy użyciu dłut widiowych jedną ścianę słupka z II etapu kułem 8 godzin. Kiedy użyłem dłut stalowych praca skróciła się do 2 godzin przy użyciu tego samego młotka pneumatycznego. To efekt tego, że sposób urabiania materiału, wibracja która kruszy kamień, w przypadku układu stal – piaskowiec i widia – piaskowiec jest zupełnie różna. Dłuta z widią w tym kamieniu jakby grzęzną. Dłuta stalowe tną, kruszą. Natychmiast.

Dziękuję za rozmowę.

fot. Kordian Borowczyk;
Dariusz Wawrzynkiewicz

przeczytaj cały artykuł

Kopulak – czerwony piaskowiec

Autor: Kurier Kamieniarski   |   Data publikacji: poniedziałek, 13 lipca 2020 10:01

106_str24_01.jpg

Kopulak to ciemnoczerwony piaskowiec wydobywany na wschód od Suchedniowa. To jeden z wielu czerwonych piaskowców pochodzących ze środkowej części Wyżyny Kieleckiej, ale jeden z niewielu cechujący się powtarzalnym i jednorodnym kolorem.

Złoże po raz pierwszy zostało opisane w 1929 roku. Dobrze udokumentowane wydobycie odbywało się od lat 60-tych XX wieku i trwało do roku 1999, w którym zostało wstrzymane z powodu „nikłego zainteresowania rynku” tym kamieniem. Ponowne uruchomienie kamieniołomu nastąpiło w latach 2008-2010 jako źródło kamienia budowlanego blocznego.

Od 2014 roku kamień jest dostępny w blokach dowolnej wielkości oraz praktycznie w każdym asortymencie ciętym, łupanym i łamanym: bryły, formaki, bloczki, płyty różnej grubości, obrabiane, toczone i profilowane elementy architektoniczne, kamień rzędowy i murowy, nakrywy, postumenty, cokoły, a także jako materiał rzeźbiarski.

Kamień bardzo dobrze sprawdza się w zastosowaniach poziomych zewnętrznych – ma pełną mrozoodporność i bardzo dobre parametry antypoślizgowe. Nie wymaga impregnacji. W naszych warunkach ciekawie się starzeje i ulega patynowaniu. Stosowanie preparatów chemicznych jest sugerowane tylko w wypadkach, gdy kamień będzie narażony na częste i mocne zabrudzenia – impregnacja ułatwi czyszczenie, jednak ograniczy patynowanie.
Ze względu na ciemną barwę dobrze przyjmuje i dobrze wygląda w każdym rodzaju wykończenia powierzchni – zwłaszcza ze strukturami historycznymi, wykonywanymi ręcznie.

106_str25_02.jpg

Pałac Biskupów Krakowskich w Kielcach

Często jest wykorzystywany w renowacji obiektów historycznych, ponieważ czerwone piaskowce były popularnym materiałem budowlanym i wykończeniowym w wielu miastach na ziemiach polskich. Wśród przykładów użycia Kopulaka można wymienić: Hotel Sobieski, biurowiec Senator, budynek Politechniki Warszawskiej i budynek TVN w Warszawie, Pomnik Wolności w Siedlcach, wiele budynków w Kielcach, m.in. Pałac Biskupów Krakowskich i secesyjny gmach Towarzystwa Wzajemnego Kredytu.

106_str24_02a.jpg

Kielce, ul. Sienkiewicza, Bank BNP

Coraz chętniej jest wykorzystywany przez inwestorów prywatnych jako materiał na elewacje.
Kopulak może mieć kawerny wypełnione gliną lub iłem. Jest to jego cecha naturalna i – co bardzo ważne oraz wyjątkowe – kawerny nie mają wpływu na parametry kamienia i wytrzymałość elementów z niego wykonanych. Liczba kawern jest zmienna i możliwe jest sortowanie materiału jeszcze w złożu.
Jest twardym piaskowcem monolitycznym – łatwo się obrabia i trzyma ostrą krawędź. Rzadko miewa wady, ponieważ wydobywany jest bez użycia materiałów wybuchowych. Chętnie jest używany jako materiał rzeźbiarski.

 

Dane fizykomechaniczne:

Gęstość objęt.: 2140 kg/m3
Porowatość: 19,4 %
Nasiąkliwość: 5,1 %
Wytrzymałość na ściskanie:
- w stanie suchym 78,7 MPa
- nasycony wodą 53,0 MPa
Wytrzymałość na zginanie
- w stanie suchym 6,0 MPa
Mrozoodporność po 25 cyklach: całkowita
Ścieralność na tarczy Boehmego 0,630 cm
Ścieralność w bębnie Devala 13,3 cm


Opis
barwa ciemnoczerwona, wiśniowa
średnia ziarnistość, wysoka twardość

Cechy wyróżniające najciemniejszy spośród czerwonych piaskowców

obecność kawern nie wpływa na trwałość
rzadko spotykana powtarzalność koloru

Więcej informacji:
P.U.H. SOSNOWICA S.C., Kopcie
tel. 41 374 54 52
www.sosnowica.com.pll

przeczytaj cały artykuł

Kamienie Atlasa

Autor: Jakub Zdańkowski   |   Data publikacji: wtorek, 19 maja 2020 11:42

105_Strona_59_Obraz_0003.jpg

Jest rok 2008. W mieście Charleston w Wirginii Zachodniej odbywają się trzydzieste pierwsze zawody z cyklu World’s Strongest Man. W piątej i ostatniej konkurencji stają naprzeciwko siebie Derek Poundstone (USA) oraz nasz rodak Mariusz Pudzianowski. Przed każdym z zawodników stoi pięć podestów, pod którymi leżą masywne kamienne kule. Wygrywa ten, kto pierwszy umieści wszystkie pięć kamieni na platformach. Rozlega się gwizdek i siłacze ruszają do akcji. Aż do czwartej kuli idą niemal łeb w łeb, jednak przy piątym podeście Poundstone popełnia błąd – kamień ześlizguje się z krawędzi i spada na ziemię. Sekundę później Pudzianowski z sukcesem stawia ostatnią kulę na podwyższeniu i zapewnia sobie piąty tytuł najsilniejszego człowieka na świecie.

Powyższa konkurencja znana jest pod nazwą załadunek kul (ang. Atlas Stones) i została wprowadzona do Mistrzostw Świata Strongman w roku 1986, jednak jej historia sięga o wiele dalej. Trening siłowy istniał przecież na długo przed nastaniem ery siłowni wyposażonych w tony specjalistycznego sprzętu. Nietrudno sobie zatem wyobrazić, że ciężkie kamienie były jednymi z pierwszych narzędzi do testowania siły i sprawności wśród naszych przodków. Dowodem takiego stanu rzeczy są istniejące do dziś tradycyjne konkurencje podnoszenia kamieni, które możemy odnaleźć niemal w każdym zakątku globu.

105_Strona_58_Obraz_0001.jpg

Udajmy się najpierw na niezbyt słoneczną islandzką plażę o wdzięcznej nazwie Djúpalónssandur. Choć teren ten jest obecnie wyludniony, w przeszłości znajdowała się tam jedna z większych wiosek rybackich w okolicy. Przechadzając się piaszczystą plażą, natkniemy się na dość ciekawą pozostałość po jej dawnych mieszkańcach – cztery ułożone na sobie kamienie, od największego do najmniejszego. W dawnych czasach używano ich do sprawdzania siły mężczyzn, którzy mieli pracować na łodziach rybackich. Minimalnym wymaganiem było podniesienie na wysokość pasa kamienia noszącego nazwę hálfdrættingur o wadze nieco ponad 50 kilogramów. Pozostałe kamienie to amlóði (23 kg), hálfsterkur (100 kg) oraz najcięższy fullsterkur (154 kg).

Podobne zwyczaje istniały także w Szkocji pod nazwą clach cuid fir, czyli kamienie męskości. Aby oficjalnie wejść w dorosłość i zostać uznanym za mężczyznę, młodzieniec musiał podnieść na wysokość pasa kamień o ustalonej wadze. Również w Walii mamy do czynienia z takimi kamieniami, a największy z nich to Y Garreg Orchest ważący niemal 180 kg.

Przenieśmy się teraz na południe, a dokładniej do Kraju Basków, który znajduje się na północy Półwyspu Iberyjskiego. Podnoszenie kamieni jest tam dyscypliną sportową o nazwie harri-jasotzea. Istnieje kilka rodzajów kamieni, a różnią się one nie tylko wagą, ale i kształtem - mogą to być cylindry, sześciany lub kule. Najczęściej wykonuje się je z ciemnego granitu o nazwie harri beltza, który jest wydobywany w pobliżu miasta Zumarraga. W przeciwieństwie do załadunku kul w wersji Strongman, zadaniem zawodników harri-jasotzea jest podniesienie kamienia z ziemi i umieszczenie go na ramieniu. Wygrywa ten, kto wykona ten manewr największą ilość razy w ustalonym czasie. W innym wariancie zwycięża zawodnik, który podniesie najcięższy kamień.

Podnoszenie kamieni nie ogranicza się tylko do Europy. W Japonii dyscyplina ta nosi nazwę chikaraishi i sięga historią aż do ósmego stulecia. Co ciekawe, wiele kamieni znajduje się na terenie chramów shintoistycznych. Często noszą inskrypcje z nazwiskami osób, którym udało się je podnieść. Chikaraishi stało się bardzo popularne w XIX i na początku XX wieku. Wśród istniejących konkurencji jedną z najpopularniejszych była ishizashi. Używano do niej kamieni o wadze około 70 kg, które podnoszono z ziemi nad głowę. Zawody typu ishikatsugi polegały na dźwiganiu kamienia z ziemi i umieszczeniu go na ramieniu, podobnie jak w przypadku baskijskiego sportu harri-jasotzea.

Jeszcze inną konkurencją było przeniesienie kamienia na jak największą odległość (ishihakobi). Warto dodać, iż coroczne zawody chikaraishi odbywają się do dziś w mieście Sōja w prefekturze Okayama.

Prawdopodobnie można by znaleźć jeszcze kilka lub kilkadziesiąt przykładów dyscyplin podnoszenia kamieni z całego świata, co tylko pokazuje, jak powszechne musiały być tego rodzaju tradycje. Swoją drogą, ciekawe ilu z nas przeszłoby test na islandzkiego rybaka? Kamienie z Djúpalónssandur czekają..

przeczytaj cały artykuł

Marmurowa sieć

Autor: Kurier Kamieniarski   |   Data publikacji: wtorek, 19 maja 2020 10:22

105_Strona_57_Obraz_0002.jpg

Kunszt, cierpliwość, szczegółowość to określenia idealnie pasujące do osiemnastowiecznego dzieła genueńskiego artysty Francesco Queirolo zatytułowanego „Il Disinganno” –„Uwolnienie od oszustwa”.

Rzeźba została wykonana na zlecenie włoskiego szlachcica Raimonda di Sangro i miała ozdobić Kaplicę Sansevero w Neapolu. Kaplica została zbudowana przez Johna Francesco di Sangro pod koniec XVI wieku jako miejsce pochówku rodziny. Aby upamiętnić osoby pochowane na miejscu, żyjący członkowie rodziny zlecali współczesnym rzeźbiarzom zaprojektowanie rzeźb będących hołdem dla zmarłych. „Uwolnienie od oszustwa” zostało stworzone na cześć ojca Raimonda: Antonia di Sangro, księcia Torremaggiore.

Rzeźba przedstawia scenę biblijną, ale jest w niej również aspekt alegoryczny. Anioł stojący na kuli ziemskiej uwalnia z sieci mężczyznę. Sieć, według muzeum Capello Sansevero, symbolizuje grzech. Podkreśleniu idei wyzwolenia służy otwarta Bibilia z cytatem: „Złamię twój łańcuch, łańcuch ciemności i długiej nocy, którego jesteś niewolnikiem, abyś nie mógł być potępionym w tym świecie ”.

Poza aspektami religijnymi w rzeźbie można odnaleźć elementy świeckie. Płomień na głowie anioła reprezentuje ludzki intelekt, a kula ziemska – ziemskie namiętności.

Jednak kluczowe w tej rzeźbie jest mistrzowskie wykonanie. Dokładne odwzorowanie szczegółów anatomicznych i szczegółów sieci. Starannie wykonane węzły siatki zachwycają do dzisiaj. O mistrzostwie wykonania świadczy też fakt, że całość wykonana została z jednego bloku marmuru.

105_Strona_56_Obraz_0001.jpg

Dzieło zostało ukończone w 1754 roku po siedmiu latach pracy, a autor nie korzystał z pomocy praktykantów ani innej pomocy zewnętrznej. Było warto – praca zdobywała i zdobywa uznanie artystów przez ostatnie dwa i pół wieku. Giangiuseppe Origlia, włoski historyk, nazwał pracę „ostatnim i najtrudniejszym sprawdzianem, do którego może aspirować rzeźba z marmuru”.

Francesco Queirolo miał także swój udział w powstaniu rzeźby „Chastity” Antoniego Corradiniego (zawoalowana postać, o której pisaliśmy w Kurierze Kamieniarskim nr 1/2015). Mistrz Corradini zmarł nagle, przed ukończeniem swojej pracy, w 1754 roku, i Raimondo di Sangro zlecił Queirolo nadzorowanie pozostałych prac opartych na modelach glinianych Corradiniego.

Na koniec refleksja: czy współcześnie byłoby możliwe wykonanie tak pracochłonnej rzeźby? Gdzie bowiem znaleźć zleceniodawcę, który byłby w stanie zapłacić za te tysiące godzin pracy artysty przez 7 lat powstawania rzeźby?

przeczytaj cały artykuł

Odkryj marmury karraryjskie – przewodnik część 3.1 Bianco Venato

Autor: Omnistone.pl   |   Data publikacji: poniedziałek, 18 maja 2020 10:20

105_Strona_31_Obraz_0001a.jpg

Niezależnie od faktu, iż każdy w branży kamieniarskiej słyszał o Venato, Bianco Venato czy Bianco Carrara Venato, panuje spora niepewność co do znaczenia tych nazw, a dokładniej kluczowych cech marmurów, do których przypisane są wspomniane nazwy.

W języku włoskim “venato” jest przymiotnikiem oznaczającym “użylony”, często dodawanym do nazw materiałów w celu określenia ich podtypów charakteryzujących się wyraźnym, użylonym wzorem. Na przykład podtypy Statuario posiadające mocne przerosty nazywane są Statuario Venato. Jednakże od stuleci mieszkańcy Karrary używali również określenia „venato” jako właściwej nazwy marmuru.

Dla starszego pokolenia Karraryjczyków marmur o nazwie Venato posiadał wyraźne przerosty, a dzięki określonym właściwościom technicznym nadawał się do typowych realizacji na posadzki, okładziny ścienne, klatki schodowe, okładziny kominkowe czy blaty. Nie sprawdzał się natomiast jako surowiec rzeźbiarski, utrudniając wykucie misternych detali. Powszechnie uważa się „Venato” za skrót od „Bianco Venato” (które w dosłownym tłumaczeniu brzmi „biały użylony”). Jest to jedynie częściowo poprawne przeświadczenie, gdyż do początku XX wieku nazwę Venato (czasami w połączeniu z innymi terminami określającymi wzór użylenia) stosowano do ogromnej liczby materiałów, w tym do obecnie znanego wszystkim Zebrino oraz Calacatty, które z Bianco Venato nie mają nic wspólnego.

Jest to kolejny przykład koncepcji mówiącej, iż nazwy marmurów pochodzących z Alp Apuańskich mają różne znaczenie w zależności od tego, kiedy, gdzie i przez kogo są używane, zatem jednej nazwie może odpowiadać więcej znaczeń. Niemniej jednak skupiając się na marmurach noszących obecnie nazwę Venato, poprawne jest stwierdzenie, iż jest ona skrótem od Bianco Venato – a z biegiem czasu znaczenie opisywanej nazwy zawęziło się na tyle, by zrównać się z Bianco Venato.

Zgodnie z tradycją Carrary, marmury promowane pod nazwą Venato tworzą grupę „Venati” (liczba mnoga od Venato). Świadomi ogromnych różnic wizualnych oraz technicznych występujących między materiałami w ramach grupy Karraryjczycy wydzielili w niej odmiany posiadające z kolei swoje podtypy.
Biorąc pod uwagę, iż Venato stopniowo stało się synonimem Bianco Venato, można dość szczegółowo nakreślić definicję tej grupy marmurów. Są to materiały średnioziarniste o kolorze tła od śnieżnobiałego przez perłowobiały, perłowobiały o niebieskawym zabarwieniu, białawy, szarobiały, jasnoszary, szary. Użylenie występuje w zróżnicowanej formie: od cieniutkich, milimetrowych niteczek po kilkucentymetrowe pasy, plamy, drobinki.

Przerosty na ogół układają się w określonym kierunku, tworząc wyraźny wzór, a ich kolor zmienia się od czarnego, ciemnoszarego, srebrnoszarego, szarego, po szary z brązowym odcieniem. Użylenie w formie plamek najczęściej posiada czarny, ciemnoszary, szary odcień oraz bardziej stonowaną strukturę.

Chociaż ilość marmurów nazywanych Venato zmniejszyła się w stosunku do przeszłości – co pozwoliło uznać grupę Venati/Bianchi Venati za jedną z głównych odmian marmurów karraryjskich – nadal pozostaje ona wyjątkowo różnorodna i obejmuje:
– materiały o gęstym, intensywnym użyleniu tworzącym grube pasy przerostów oraz spore plamy – niektóre z nich mogą nawet wyglądem przypominać brekcje;
– materiały z wyraźnym wzorem użylenia stworzonym przez liczne, cienkie przerosty, plamki oraz drobinki.
– materiały, które nawet profesjonalne oko z trudem odróżnia od grupy Bianco Ordinario.

przeczytaj cały artykuł
Strona 20 z 40

Najnowszy numer
6/2025 (139)

grudzień 2025 – styczeń 2026

Zamów darmową prenumeratę

Ogłoszenie drobne
kup, sprzedaj, zamień...

Fartuchy wodoodporne dla kamieiarzy
2025-11-26 13:39:41
Producent fartuchów i rękawów wodoodpornych dla kamieniarzy. Sprzedaż wysyłkowa – błyskawiczna wysyłka pocztą lub kurierem. Strzegom, ul. Św. Anny 1/6, www.fartuchywodoodporne.pl, tel. 60 34 26 223, tel./fax 74 8 551 472

Reklama W Kurierze
Poznaj zalety naszego pisma

  • Kurier Kamieniarski to dwumiesięcznik – najstarszy na rynku kamieniarskim, wydawany od 1997 r. Jest bezpłatnie wysyłany do ponad 4.000 osób i firm związanych z branżą kamieniarską.
  • Nasza baza adresowa jest na bieżąco aktualizowana, a co tydzień dopisujemy do niej nowe firmy. Stale zdobywamy nowe kontakty biorąc udział w targach i spotkaniach branżowych.
  • Osiągamy ponad 99% skuteczność - z wysłanych 4.000 egzemplarzy wraca do nas nie więcej niż 30-50 szt.