
Młotki, dłuta to tylko narzędzia. Choć poświęciłem im tyle zdań, to same z siebie są martwe. Dopiero nasza ręka może w nie tchnąć życie. Ale każde narzędzie pozostaje w interakcji z właścicielem – czasem to kurz, czasem drgania, czasem latające kawałki skały lub widii. Pewnie domyślacie się, że teraz będzie – część piąta – o BHP.
BHP to temat często pomijany na forach internetowych i w życiu. Do momentu wizyty u pulmonologa. Nie warto oszczędzać na zdrowiu, chyba że zamierzamy żyć tyle, co jedno nowe auto: 200 000 km przebiegu i na szrot… Ale jeśli marzy nam się przebieg w granicach 1 000 000, to dbajmy nie tylko o silnik i jego smarowanie, ale też o wymianę filtrów, pasków i łańcuchów.
Urządzenia odpylające mogą być stacjonarne, mobilne i osobiste. Stacjonarne to ściany odpylające. To wielkie urządzenia, które są skuteczne, ale mają wiele działań ubocznych. Pierwszym z nich jest praca w przeciągu. Wiecie, czym się to kończy. Zimny łokieć kierowcy BMW to synonim przeciągu znany powszechnie. Drugim jest niska temperatura wokół ściany i wilgoć. One też nie są zdrowotwórcze. Hałas? Nie wspomnę.
Więc co? Odpylarka mobilna? Są. Są drogie. ZUS je refunduje. Nie wciągają pyłu z wielu stanowisk. Ale są suche i znacznie cichsze od ścian. I ustawione na hali filtrują powietrze.
Najtańszym rozwiązaniem jest ochrona osobista. Ale półmaski do gipsu tu nic nie pomogą. Trzeba kupić przyłbicę z nawiewem zasilanym akumulatorowo. To jest sprzęt! U nas można kupić takie przyłbice od dilera firmy Sundström.
Testowaliśmy te przyłbice kiedyś na zjeździe Polskiego Związku Kamieniarstwa. Szyba wytrzymuje naprawdę dużo, łącznie z uderzeniem oderwanego segmentu od tarczy diamentowej i gumową kulą z pistoletu RAM. Tak, były testy „na żywo” – szyba wytrzymała. Koszt wymiany porysowanej szyby na nową to jakieś 100 zł – więc nie za wiele. Koszt nowych filtrów przeciwpyłowych jest podobny. Wygoda użytkowania i korzyści zdrowotne – bezcenne... Wystarczy dokupić drugi akumulator, by móc bez przeszkód pracować 12 godzin. I nawet prowadząc piłę, gdzie pył idzie na siebie – a nie od siebie – ma się ten komfort oddychania zupełnie czystym powietrzem. Więc namawiam.
Nie wspomniałem nic o sposobach prowadzenia dłuta, a to ważna rzecz. Otóż – nie można dłuta ściskać, jakby to był Złoty Cielec. Młotek i dłuto należy trzymać luźno, lekko. To jest gwarancja długoletniej pracy. Trzymając sztywno – narażasz się na chorobę wibracyjną. To samo dotyczy pracy szlifierkami. Na Zachodzie to się nazywa choroba białych palców...
Teraz chwila o ostrzeniu dłut. Temat rzeka. Z mojej skromnej, ledwie 30-letniej, praktyki wynika, że tępe dłuto jest jak tępa dzida. Ostra dzida ma ostre zarówno przeddzidzie, śróddzidzie jak i zadzidzie. I nie warto pomijać tego aspektu! Ostrzy się zarówno powierzchnię tnącą, jak i powierzchnie boczne, kąty są znacząco inne i ostrzejsze, niż mówi o tym literatura; ale nie będę tu epatować moimi spostrzeżeniami, by nie psuć Wam przyjemności odkrywania i przyswajania o tym wiedzy. Zawsze można też zadzwonić do mnie, gdy sięgnięcie sami dna mulistego i wodorostów.
Tekst ten – przepraszam, cykl pięciu tekstów – powstał jako skutek obserwacji wielu dyskusji na przeróżnych forach i z potrzeby serca. Brak w literaturze przedmiotu omówień dotyczących specyfiki pracy dłutem i młotkiem pneumatycznym w języku polskim skłonił mnie do zajęcia się tym tematem i podzielenia się refleksjami oraz spostrzeżeniami 30 lat codziennej praktyki kucia w kamieniu. Może jest to obraz subiektywny i stronniczy, ale daję sobie do tego prawo, by być nieobiektywnym. Przecież można ze mną się nie zgodzić i wejść w polemikę, na którą zawsze jestem chętny i otwarty.
#RafałFrankiewicz #rafalfrankiewicz #zdlutawziete #zDłutaWzięte

Biały jest kolorem bardzo uniwersalnym. Klienci często szukają białych materiałów, bo te świetnie komponują się z każdą kolorystyką wnętrz. W naszej branży najłatwiej znaleźć czysty biały kolor lub prawie czysty wśród marmurów. Niestety białe materiały – w zasadzie każde – mają jedną dość poważną wadę: każde zabrudzenie będzie bardzo widoczne.
Marmury mają kilka cech, które mogą okazać się kłopotliwe. Znacznie wyższa nasiąkliwość w stosunku do granitu oraz skład powodują czasem pojawianie się plam, które – w przypadku białych marmurów – są bardzo widoczne. Ten problem od zawsze jest utrapieniem dla wykonawców robót i dlatego nad tym zagadnieniem pracowało już wiele ośrodków badawczych.
W pierwszej kolejności ustalano powody takich zjawisk. Jak się okazuje, tych powodów jest wiele, a większość z nich wynika ze specyfiki materiału. W tym artykule chciałbym usystematyzować zjawiska, powodujące pojawianie się plam na marmurowych powierzeniach.
Zażółcenia spowodowane zawartością żelaza
Kamień to materiał o zróżnicowanym składzie. Wśród wielu minerałów, które wchodzą w skład marmurów są również minerały zawierające cząstki żelaza. Ich wielkość jest bardzo różna, od 2 do 100 mikronów. Znajdują się one w całej objętości materiału, więc również na powierzchni. Żelazo w białym marmurze występuje głównie w postaci siarczku żelazawego, węglanu żelaza, krzemianu żelaza i magnezu będących składnikami różnych minerałów.
Kiedy minerały zawierające żelazo znajdują się na powierzchni marmuru, w kontakcie z powietrzem utleniają się do trójwartościowego żelaza i łącząc się z wodą tworzą uwodniony wodorotlenek żelaza. Ta substancja tworzy to, co często nazywamy rdzą, a w powszechnym odbiorze jest opisywana jako żółknięcie. Na dodatek uwodniony wodorotlenek żelaza ma wyjątkowo niską rozpuszczalność. W związku z tym nie można łatwo usunąć żółknięcia powierzchni płyty spowodowanego żelazem. Jeśli nie zostaną podjęte żadne środki ochronne, tego rodzaju wykwity na marmurze wystąpią w ciągu 8-12 miesięcy po ułożeniu marmuru.
Ten rodzaj żółknięcia nie występuje po umieszczeniu marmuru w sąsiedztwie źródła ciepła, które osusza kamień. To pokazuje, że żółknięcie białego marmuru jest ściśle związane z wilgocią.
Jednak kontakt z wodą niekoniecznie powoduje żółknięcie białego marmuru. W ramach badań przeprowadzono test szoku termicznego białego marmuru. Próbki kamienia moczono w wodzie dejonizowanej (demineralizowanej) w temperaturze 15-25ºC przez 6 godzin, a następnie próbki wypalano w piecu w temperaturze 100-110ºC przez 18 godzin. Po 20 takich cyklach stwierdzono, że tylko próbki powierzchniowo bogate w żelazo wykazywały niewielkie zażółcenie, a stopień zażółcenia był znacznie niższy niż zażółcenie naturalne. Ten wynik testu pokazuje, że zjawisko żółknięcia białego marmuru jest wynikiem utleniania i hydratacji działającej na powierzchnię kamienia. Oba te warunki są niezbędne.
Podobny test wykonano mocząc taką samą próbkę kamienia w wodzie o odczynie zasadowym (alkalicznej). W przeciwieństwie do zanurzania w zjonizowanej wodzie, biały marmur zanurzony w roztworze alkalicznym bardzo łatwo żółknie.
Zażółcenia spowodowane materią organiczną
Powodem żółknięcia powierzchni płyt z białego marmuru może być również materia organiczna znajdującej się wewnątrz marmuru. Te organiczne wtrąciny powstały na etapie formowania się skały.
Substancje organiczne obecne w składzie marmuru, w reakcji z wodą alkaliczną, często mają brązowo-żółty kolor. Ze względu na występowanie tego rodzaju materii wewnątrz marmuru – gdy marmurowa podłoga lub płyta ścienna bez impregnacji z tyłu płyty jest montowana na mokro – alkaliczna woda przenika do marmuru i reaguje ze znajdującą się w nim materią organiczną. Kiedy powstałe w ten sposób substancje przenoszone są na powierzchnię kamienia przez wodę, tworzy się ten drugi rodzaj zanieczyszczenia na powierzchni kamienia.
Nawet w okresie użytkowania, już po zamontowaniu kamienia, ilekroć woda nawilża powierzchnię kamienia po przejściu przez beton cementowy (który powoduje zmianę odczynu wody na zasadowy), zawsze będzie wydobywać kolorowe zanieczyszczenia organiczne na powierzchnię kamienia.
Inne powody żółknięcia marmuru
Oprócz tych dwóch rodzajów zanieczyszczeń związanych ze strukturą kamienia, pojawiają się zanieczyszczenia zewnętrzne. Można wymienić podstawowe:
1. Żółknięcie spowodowane zużyciem
Gdy wypolerowana powierzchnia marmuru ściera się, brud jest wprowadzany do porów powierzchni marmuru podczas normalnego użytkowania. Ten brud sprawia, że powierzchnia białego marmuru zmnienia kolor i najczęściej żółknie.
2. Żółknięcie spowodowane nieprawidłową pielęgnacją
Najczęstszą nieprawidłową pielęgnacją jest mycie podłogi brudnym mopem. Brud naniesiony przez mop gromadzi się w marmurze, powodując zanieczyszczenie i żółknięcie powierzchni marmuru.
3. Żółknięcie spowodowane woskiem
Gdy do polerowania powierzchni marmuru używany jest wosk, gruba warstwa wosku zmienia kolor na żółty z powodu własnego starzenia się.
4. Żółknięcie spowodowane końcowym polerowaniem powierzchni.
Podczas polerowania końcowego i krystalizacji, używa się proszku polerskiego (nazywanego białą sadzą). W mikroporach polerowanej płyty marmurowej pozostają cząstki proszku, które poprzez zawartość tlenków, mogą wchodzić w reakcję z cząsteczkami żelaza zawartymi w materiale, stając się źródłem żółknięcia, zwłaszcza, gdy marmur jest obrabiany na mokro.
5. Żółknięcie powstające na etapie montażu
Żółknięcie spowodowane procesem montażu jest łatwe do przeoczenia, ale powszechne.
Na płycie kamiennej przed jej montażem zwykle wykonuje się tak zwane sześciostronne zabezpieczenie wodoodporne. Dolna powierzchnia jest wodoodporna z zachowaniem przyczepności do klejów, cztery boki i przednia powierzchnia są zabezpieczone penetrującym środkiem wodoodpornym (impregnatem).
Ale faktem jest, że nawet sześciostronne uszczelnienie płyty kamiennej przed montażem, wykonane bardzo dobrze, czasem nie zabezpieczy przed wystąpieniem żółknięcia marmuru, ponieważ impregnacja w trakcie pracy może zostać uszkodzona.
6. Żółknięcie materiału kamiennego związane z montażem
Zjawisko spowodowane jest głównie dwoma aspektami. Jednym z nich jest konieczność docinania płyt na budowie, co niszczy oryginalną wodoodporną powłokę. Inną możliwą sytuacją jest przypadek, w którym otoczenie na budowie jest zwykle zanieczyszczone różnymi substancjami, w tym szlamem cementowym, które spadają na powierzchnię płyty.
Aby nie dopuścić do wysychania spadającego szlamu cementowego na powierzchni płyty, zwykle przecieramy na mokro płytę. W tym momencie możliwe jest wtarcie silnie alkalicznej wody cementowej w mikropęknięcia na powierzchni płyty. Przepuszczalna, hydrofobowa powłoka powierzchni płyty nie jest w stanie utworzyć warstwy ochronnej w poprzek pęknięcia, aby osłonić i ochronić pęknięcie.
Podczas instalacji często zeskrobuje się bok płytki z kleju, co również niszczy wodoodporną powłokę, która została wcześniej wykonana. Jeśli cementowa woda przypadkowo dostanie się do pęknięć płyty podczas jej wycierania, zażółcenie płyty jest tylko kwestią czasu, bo to, że nastąpi, jest pewne.

Umowy zawierane pomiędzy klientami a dostawcami czy wykonawcami mają zawsze jeden wspólny element. W każdej znajduje się zapis, że wszelkie spory pomiędzy stronami rozstrzygane będą przez właściwy sąd powszechny. Coraz częściej zapis ten uzupełniany jest o klauzulę mediacyjną. Strony postanawiają w niej, że przed skierowaniem sprawy na drogę sądową, podejmą próbę rozwiązania sporu poprzez mediację.
„Mediacja jest alternatywną dla sądu metodą rozwiązywania sporów – rozwiązywania, a nie rozstrzygania.
Z mediacji obie strony wychodzą „wygrane”, bo wspólnie wypracowały rozwiązanie, a nie dostały rozstrzygnięcie narzucone przez sąd.
Mediacja jest dobrowolna – strony mogą nie wyrazić zgody na mediację, jak również w każdej chwili mogą z niej zrezygnować.
Mediator nie narzuca rozwiązań, nie ocenia propozycji stron ani nie staje po żadnej ze stron – jest bezstronny i neutralny.
Mediacja jest poufna – mediator i strony są związane tajemnicą; mediator nie może być przesłuchany przez sąd co do faktów i okoliczności, o których dowiedział się w trakcie mediacji.
Mediacja nie ma terminów – można o nią wnioskować w każdej chwili i w każdej chwili ją zawiesić, przerwać, wznowić.”
Czy warto taką klauzulę zawrzeć w umowie? Oczywiście, że tak! Dlaczego? Bo dzięki temu można uniknąć długotrwałego, kosztownego procesu sądowego.
W ofertach dostawców kamienia oraz wykonawców bardzo często umieszczana jest informacja, że „kamień jest dziełem natury, posiadającym indywidualne właściwości ukształtowane przez rodzaj i wiązania minerałów wchodzących w jego skład”, a także, że „różnice w kolorze oraz strukturze materiału oraz możliwe przebarwienia są rzeczą naturalną”. Mimo tego do sądów często trafiają sprawy dotyczące „wad kamienia”. Sprawy te trwają zazwyczaj kilka lat i najczęściej kończą się rozstrzygnięciem, które nie zadowala żadnej ze stron.
W jednej ze spraw klientka żądała naprawienia usterek w montażu oraz wymiany jednej z płyt z powodu – jak twierdziła – wady dotyczącej koloru. Sąd uznał, że naprawa usterek winna nastąpić, natomiast nie uznał żądania wymiany płyty. Obie strony wyszły z sądu niezadowolone – klientka: bo nie otrzymała tego o co wnioskowała, wykonawca: bo sprawa ciągnęła się trzy lata i dodatkowo musiał ponieść koszty procesu oraz koszt biegłego.
Gdyby przed pójściem do sądu zdecydowali się na mediację, finał najprawdopodobniej byłby taki sam, czyli naprawa usterek bez wymiany płyty, jednak bez wizyt w sądzie, straty czasu i pieniędzy. Mogliby również wypracować inne rozwiązanie: obniżenie ceny, wykonanie dodatkowych prac, rabat na kolejne zlecenie itp. Możliwości jest bardzo dużo, ograniczone są jedynie wolą stron. Najistotniejsze jest jednak to, że nawet jeśli mediacja skończyłaby się ugodą o treści tożsamej z rozstrzygnięciem sądu, byłyby to ustalenia, na które obie strony się zgodziły i, w przeciwieństwie do finału sprawy sądowej, obie byłyby zadowolone.
W kolejnej sprawie klient żądał od wykonawcy zapłaty kwoty kilkudziesięciu tysięcy złotych w związku – z jego zdaniem – wadliwym wykonaniem schodów z kamienia naturalnego. Klient twierdził, że kamień – mimo zapewnień wykonawcy – nie miał właściwości antypoślizgowych, a schody zostały wykonane niezgodnie z przepisami. Po czterech latach sąd wydał wyrok i zasądził na rzecz klienta zapłatę. Wydaje się, że klient powinien być zadowolony z takiego rozstrzygnięcia. Czy na pewno?
Jak wspomniałam, od złożenia pozwu do wydania wyroku minęły cztery lata. W tym czasie, aby móc korzystać z lokalu, do którego prowadziły sporne schody, klient był zmuszony wymienić je na własny koszt. Musiał zatem poszukać innego wykonawcy i zapłacić kolejne kilkadziesiąt tysięcy z własnych środków, co wiązało się ze stratą czasu, a także dochodów w czasie, kiedy korzystanie ze schodów było niemożliwe. Być może w drodze mediacji udałoby się tę sprawę zakończyć wcześniej, co byłoby korzystne dla obu stron. Możemy przypuszczać, że strony uzgodniłyby wymianę, naprawę bądź zwrot kosztów. Natomiast na pewno nie poniosłyby kosztów procesu i opinii biegłego, a co najważniejsze, nie trwałoby to cztery lata.
Następna sprawa, która zakończyła się w sądzie, dotyczyła wykonania i montażu elementów kamiennych z piaskowca oraz renowację istniejących balustrad. Według klienta wykonawca nienależycie wywiązał się z zaciągniętego zobowiązania – przeprowadzone przez niego prace posiadały wiele usterek, a użyty kamień był wadliwy. Klient, w celu usunięcia usterek, był zmuszony zatrudnić podwykonawców, którym wypłacił wynagrodzenie w kwocie kilku tysięcy złotych. Sąd przyznał rację trochę jednej i trochę drugiej stronie – powód wygrał proces w 71%, a pozwany w 29%. Miało to odzwierciedlenie w rozstrzygnięciu dotyczącym kosztów procesu, które zostały rozdzielone według tej proporcji.
Czy którakolwiek ze stron była zadowolona z takiego zakończenia sprawy? Najprawdopodobniej nie, bo żadna z nich nie uzyskała tego, o co wnosiła. I tu, podobnie jak w pierwszym przykładzie, gdyby strony zdecydowały się na mediację, wypracowane rozwiązania byłyby zadowalające dla obu, nawet jeśli proporcje w uzgodnieniach były takie same jak w rozstrzygnięciu sądu.
Zatem zanim pójdziemy do sądu „po sprawiedliwość” warto rozważyć próbę rozwiązania sporu na drodze polubownej. Może ona przynieść więcej satysfakcji, niż orzeczenie sądowe, nawet jeśli będzie ono po naszej myśli. Bowiem nawet najgorsza ugoda jest lepsza niż najlepsze orzeczenie sądu.
mgr inż. Monika Hernik-Oko
prawnik, mediator, Członek Zarządu Stowarzyszenia #wartomediować
tel. 661 860 393
www.wartomediowac.pl
39 mediatorów w całej Polsce: www.wartomediowac.pl/znajdz-mediatora/

Mija 10 lat od wprowadzenia Deklaracji Właściwości Użytkowych (DWU). To dokument, który informuje odbiorców wyrobów budowlanych o cechach technicznych płyt okładzinowych, posadzkowych, schodowych, kostki brukowej, krawężnika, płyt chodnikowych itd. Pomimo faktu, że z tym dokumentem obcujemy od długiego czasu, narosło wokół niego wiele mitów – zobaczmy najczęstsze.
O co w tym chodzi?
W skrócie mówiąc: producent wyrobu budowlanego przeprowadza badania wyrobu, dba o powtarzalność produkcji, sporządza Deklarację Właściwości Użytkowych i oznakowuje wyrób znakiem CE. Na końcu przekazuje na piśmie informacje o właściwościach klientom.
DWU to dokument przechodni? Nie.
Bardzo często słyszę, że wystarczy posiadać deklarację od naszego dostawcy – możemy automatycznie przepisać ją i przedstawić jako własny dokument, dołączając do wyrobu dostarczanego naszym odbiorcom.
Nie jest to myślenie właściwe, ponieważ DWU sporządza producent wyrobu budowlanego, którego jednym z obowiązków jest przeprowadzanie w pewnych okresach badań wyrobu. Przepisanie zatem tabelki od innego podmiotu nie ma podstawy prawnej. Klient-odbiorca ma otrzymać DWU od swojego dostawcy, który jest zobowiązany do posiadania wyników badań wyrobu – badań zleconych przez siebie.
Każda dostawa to nowa deklaracja? Deklaracja tylko w oryginale? Nie.
Bardzo często obserwuję w firmach, że wystawiają DWU do każdej faktury za wyrób. Przy dużych organizacjach dochodzi do tego, że powstają całe segregatory z dokumentami. Istnieje również przeświadczenie, iż klient musi otrzymać oryginał deklaracji.
Nie ma to najmniejszego sensu. Przepisy dokładnie wskazują, iż producent sporządza jedną deklarację na jeden wyrób i przekazuje dalej kopie dokumentu w formie papierowej lub elektronicznej. Nową DWU sporządza się dopiero wtedy, gdy zmieniają się cechy produktu (np. użyty materiał, wymiary, kształt) lub mija okres ważności badań na dany wyrób.
Deklarujemy dowolne właściwości? Nie.
Niekiedy spotykam się z wpisywaniem do tabeli z właściwościami wyrobów informacji dotyczących nieistotnych dla danego wyrobu informacji. Na przykład dla dokumentu dotyczącego płyt stosowanych na elewacjach wpisywana jest odporność na ścieranie. Czy ktoś będzie po tym chodził? Brakuje natomiast informacji dotyczących siły, jaka jest potrzebna do wyrwania kołka montażowego. Wygląda to troszkę tak, jakby autor deklaracji wpisywał wszystko, co posiada na temat tego materiału.
Nie jest to ani prawidłowe ani profesjonalne. Zawsze deklarujemy w oparciu o jeden z załączników norm zharmonizowanych – konkretnie załącznik ZA. To on precyzuje, jakie parametry powinny być opisane w DWU dla konkretnego wyrobu. Inne więc będą parametry dla kostki, inne dla płyty chodnikowej, a inne dla płyty elewacyjnej.
Deklaracja jest dobrowolnym dokumentem? Nie.
Jeśli coś jest wyrobem budowlanym, czyli zostanie „wyprodukowane i wprowadzone do obrotu w celu trwałego wbudowania w obiektach budowlanych lub ich częściach, którego właściwości wpływają na właściwości użytkowe obiektów budowlanych w stosunku do podstawowych wymagań dotyczących obiektów budowlanych”1) i w przypadku wyrobów objętych normami zharmonizowanymi2) jest obowiązek wystawienia DWU przez producenta.
Istnieją jednak pewne odstępstwa od obowiązku sporządzania DWU. Dotyczy to niektórych wyrobów jednostkowych, produkowanych na budowie lub produkowanych w sposób tradycyjny związany z konserwacją zabytków (por. Art. 5 Rozporządzenia).
Deklaracja powstaje tylko dla wyrobów eksportowanych? Nie.
Pewnym niezrozumieniem tematu jest inny przypadek. Producenci uważają, że tylko przy eksporcie poza granice kraju mają obowiązek sporządzenia Deklaracji.
Mam wrażenie, że często tu zapominają o członkostwie Polski w UE. Więc również wyroby dostarczane na rynek polski muszą mieć aktualną DWU.
Papier wszystko przyjmie. Czy nikt tego nie sprawdzi?
Ekstremalnym mitem jest podejście dowolnego wpisywania dowolnych – często wykluczających się – danych do DWU. Takie stanowisko to efekt przemożnego przekonania, że i tak nikt tego nie sprawdzi, że na budowach chcą po prostu jakiekolwiek dokumenty, więc jakikolwiek dokument się fabrykuje.
W większości przypadków jakoś to przechodzi. Jednak w sytuacji, gdy rozpoczyna się postępowanie reklamacyjne lub następuje wyrywkowa kontrola wyrobów przez Urząd Nadzoru Budowlanego, dostarczone dokumenty są wnikliwie sprawdzane. Skutkiem tego mogą być nałożone kary lub może nastąpić wycofanie wyrobu z obrotu (np. z budowy).
W DWU możemy powołać się na jakikolwiek dokument? Nie.
Deklaracja Właściwości Użytkowych może zostać sporządzona w oparciu o normę zharmonizowaną lub europejską ocenę techniczną. Przy czym muszą to być dokumenty aktualne w ocenie zgodności – należy się powoływać na obowiązujące obecnie normy.
Nie wolno powoływać się na stare dokumenty, na przykład na wycofane krajowe normy. A takie praktyki często spotykam. Producenci nazbyt często przywołują w wystawionych DWU normy z lat 80 i 90 XX wieku. Nie jest to prawidłowe działanie i może skutkować podważeniem ważności wystawionej deklaracji.
Skoro mamy 10 rocznicę wprowadzenia konieczności używania Deklaracji Właściwości Użytkowych w przypadku wyrobów budowlanych z kamienia, to może jest to okazja do przypomnienia jej sobie? Do aktualizacji własnej wiedzy, przypomnienia sobie o istnieniu DWU – jej wyglądu, zawartości i terminów badań.
Zachęcam do przeczytania do poduszki Ustawy o wyrobach Budowlanych i Rozporządzenia 305/2011. Temat samej Deklaracji poruszałem też wielokrotnie na łamach Kuriera Kamieniarskiego. Wystarczy zajrzeć na stronę www.kurierkamieniarski.pl i w prawym górnym rogu wpisać w pole wyszukiwarki frazę: „deklaracja właściwości użytkowych”.
1) por.: Art. 2 Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 305/2011 z dnia 9 marca 2011 r. ustanawiające zharmonizowane warunki wprowadzania do obrotu wyrobów budowlanych i uchylające dyrektywę Rady 89/106/EWG
2) w naszym przypadku to normy: EN 1341, EN 1342, EN 1343, EN 1469, EN 12057, EN 12058
#michalfirlej

„Fontanna Wadowice. Na ławie oskarżonych wadowickiego sądu zasiądzie niebawem kamieniarz, a zarazem jeden z właścicieli firmy, która zbudowała nową fontannę na placu Jana Pawła II w Wadowicach. (...) Prokuratura oskarża mężczyznę o napaść na urzędnika i zabór dokumentów.” (lipiec 2013 r.) 1)
2022: „Sąd bezlitosny dla Wadowic. Po latach miasto słono zapłaci kamieniarzom za fontannę.”2)
Co się wydarzyło? W 2012 roku Wadowice przeprowadzały remont placu Jana Pawła II. W ramach remontu na placu budowana była fontanna. Zakończenie prac zostało zgłoszone przez wykonawcę do odbioru i ostatecznie odebrane bez uwag 6 maja 2013 roku. Protokół powykonawczy został przedstawiony inwestorowi, jednak według inwestora stawki zostały zawyżone, wobec czego odmówił zapłaty części wynagrodzenia. Doszło do sporu pomiędzy stronami. Wykonawca wielokrotnie zwracał się do inwestora o zapłatę wynagrodzenia, jak również kierował do sądu wnioski o zawezwanie do próby ugodowej. Jednak nie podjęto żadnych działań, które pozwoliłyby na zakończenie sporu na drodze polubownej. W styczniu 2018 roku wykonawca skierował do Sądu Okręgowego pozew o zapłatę zaległej kwoty. W lutym 2018 roku Sąd Okręgowy wydał nakaz zapłaty, od którego sprzeciw wniosła Gmina. Wyrok zapadł 17 lipca 2020 roku i uwzględnił powództwo wykonawcy. Gmina wniosła apelację, jednak w dniu 1 kwietnia 2022 roku Sąd Apelacyjny apelację Gminy oddalił.
Czy ta sprawa musiała tyle trwać? W artykułach można przeczytać, że czterokrotnie proponowane było magistratowi załatwienie sprawy na drodze ugodowej. Tu należy zaznaczyć, że przed 2017 rokiem nie było przepisów dotyczących mediacji w administracji publicznej. Można przypuszczać, że w dzisiejszym stanie prawnym, gdyby strony podjęły próbę mediacji, sprawa ta nie ciągnęłaby się 10 lat. I w rezultacie nie kosztowałaby tak dużo, nie tylko pieniędzy, które magistrat musiał wyłożyć, ale również stresu i nerwów, które doprowadziły do postawienia wykonawcy zarzutu napaści na urzędnika i zabór dokumentów.
Zacznijmy zatem od początku i przybliżenia pojęcia mediacji.
Mediacja jest jedną z alternatywnych metod rozwiązywania sporów. Alternatywnych dla sądu. Podkreślić należy, że jest to metoda, dzięki której spór jest rozwiązywany, a nie rozstrzygany. Rozwiązywany przez strony. To strony decydują, w jaki sposób rozwiązać dany problem, zaś rolą mediatora jest pomoc stronom w znalezieniu akceptowalnego dla nich rozwiązania.
Mediator nie narzuca rozwiązań, nie ocenia propozycji stron ani nie staje po żadnej ze stron. Wynika to z podstawowych zasad mediacji: bezstronności i neutralności. Mediator ma obowiązek być bezstronnym, a gdyby zachodziłyby okoliczności, które mogłyby mieć wpływ na jej utratę, np. jest w relacjach koleżeńskich z jedną ze stron, ma obowiązek poinformować o tym strony i powinien wyłączyć się z prowadzenia mediacji, chyba że strony mając o tym wiedzę zgodzą się, aby dalej mediację prowadził.
Mediacja jest dobrowolna. Oznacza to, że strony mogą nie wyrazić zgody na mediację, jak również, że w każdej chwili mogą z niej zrezygnować. Dobrowolność dotyczy także osoby mediatora – strony mają prawo zdecydować, kto nim ma być.
Co bardzo istotne, mediacja jest poufna. Mediator i strony są związane tajemnicą. Mediator nie może być przesłuchany przez sąd co do faktów i okoliczności, o których dowiedział się w trakcie mediacji, chyba że obie strony zgodzą się na jego przesłuchanie. Również strony nie mogą się powoływać przed sądem na informacje czy ustalenia poczynione w trakcie mediacji, w sytuacji gdy nie doszło do zawarcia ugody.
Kiedy można zawnioskować o mediację? W każdej chwili. Przed złożeniem pozwu – wtedy mamy do czynienia z mediacją umowną na wniosek jednej bądź obu stron. Po złożeniu pozwu na każdym etapie postępowania sądowego, w obu instancjach.
Dlaczego warto? Przede wszystkim dlatego, że w mediacji możemy poczynić ustalenia, które nie byłyby możliwe przed sądem. Z mediacji obie strony wychodzą „wygrane”, gdyż to one same znalazły rozwiązanie, które obie zaakceptowały. Z wyniku postępowania sądowego nierzadko obie strony nie są zadowolone, bo często nie uzyskują tego, czego oczekiwały.
Mediacja pozwala na wyjaśnienie okoliczności, które wpłynęły np. na opóźnienia w zapłacie czy opóźnienie wykonania zlecenia, i spojrzenie z drugiej strony na przyczyny powstania sporu. Mediacja pozwala zatem na zachowanie relacji zawodowych na przyszłość.
Z przytoczonej na początku historii można wysnuć, że wykonawca był zadowolony z rozstrzygnięcia sądu, gdyż w rezultacie uzyskał większą kwotę niż kwota początkowa. Zapewne tak, ale przypomnijmy, że sprawa trwała w sumie 10 lat. W tym czasie wykonawca został postawiony przed sądem z zarzutem napaści na urzędnika. I patrząc przez pryzmat kosztów, nie tylko materialnych, można przypuszczać, że gdyby udało się rozwiązać ten problem na drodze mediacji, obie strony poniosłyby zdecydowanie mniejsze straty.
W kolejnych artykułach, na konkretnych przykładach, przybliżę mediacje w sprawach gospodarczych, w sprawach cywilnych i w sprawach rodzinnych.
1) https://wadowice.naszemiasto.pl/fontanna-wadowice-kamieniarz-idzie-pod-sad/ar/c1-1925317
2) https://www.wadowice24.pl/nowe/wydarzenia/18334-sad-bezlitosny-dla-wadowic-po-latach-miasto-slono-zaplaci-kamieniarzom-za-fontanne.html
mgr inż. Monika Hernik-Oko
prawnik, mediator, Członek Zarządu Stowarzyszenia #wartomediować
tel. 661 860 393
www.wartomediowac.pl
39 mediatorów w całej Polsce: www.wartomediowac.pl/znajdz-mediatora/