Felietony

Mozajowo

Autor: Lubosz Karwat   |   Data publikacji: środa, 01 marca 2023 08:21

 Trochę czasu już minęło od ostatniego mojego felietonu. Jakoś taki zapracowany byłem. A może, po prostu, żyłem sobie szczęśliwie. Jednakże ostatnio miałem kilka przygód związanych z branżą, którymi chętnie się podzielę.

Zaczniemy może od najnowszych świeżości związanych z Targami Budma 2023. Wszyscy wiemy, jak bardzo utrudniono nam życie przez ostatnie 2 lata. Jak sobie przypomnę zamykanie lasów… Dobra, nie o tym miało być. Po co się denerwować, chociaż teraz możemy się z tego śmiać, pod warunkiem, że wyciągniemy z tego wnioski.

Z Międzynarodowymi Targami Poznańskimi współpracuję już bardzo długo. Oczywiście byłem wielokrotnie na targach kamieniarskich. Może mnie kojarzycie? Targi branżowe nie były takie wielkie – możliwe, że na siebie nawet wpadliśmy. Na Budmie byłem również kilkukrotnie, ale te ostatnie wspominam chyba najlepiej. Może dlatego, że miałem fajne stoisko, może fajne mozaiki, które spotykały się z bardzo pozytywnym odbiorem, a może dlatego, że jestem starszy i mam więcej dystansu do sytuacji i ludzi, z którymi się spotykałem przez te 4 dni…

W pierwszych dniach jeszcze podchodziłem do ludzi dosyć poważnie, czyli bardzo chętnie rozmawiałem, tłumaczyłem, opowiadałem o mozaikach, o możliwościach kamienia, rodzajach kamienia, parametrach itd. Lecz w kolejnych dniach chęć ta zaczęła we mnie przygasać, a raczej zaczęła przekształcać się w adekwatne podejście do ludzi – upraszczając: na głupie pytanie słyszeli głupią odpowiedź. Tak mi się to spodobało, że zacząłem aktywnie podtrzymywać dziwne dyskusje.

Stoisko miałem jak zwykle otwarte, każdy mógł śmiało wejść, oglądać i macać mozaiki. A także zagadywać do nas – w końcu od tego tam byliśmy. Na środku stoiska był stół, na którym układaliśmy wzór iglicy MTP z kamiennych tesser. Zaczęliśmy ten projekt na targach Stone w 2022 roku, a mieliśmy go ukończyć na Budmie 2023 – mozaika 120 na 200 centymetrów z ponad 25 tysięcy centymetrowych kosteczek kamienia widoczna na sąsiednim zdjęciu. Teksty typu: „Żona, ty nic nie robisz w domu, ja Ci przywiozę odpadów z roboty, to będziesz takie układać – zobacz jakie to łatwe i proste” to standard, przywykłem. Ale zdarzył się pan, który podszedł, poruszał kamieniami tam, gdzie dopiero zostały przyklejone (zrywając spoiwo) i rzekł: „To takie dobre, antypoślizgowe.” Odparłem: „Tak” uśmiechając się i licząc, że zobaczy tam coś więcej oprócz faktury. Gdy już chciałem mu wyjaśnić co to jest i do czego służy, on dalej oceniał pracę jako wspaniały wynalazek antypoślizgowy. Straciwszy motywację do prostowania jego koncepcji podsumowałem, że „będzie się o to wspaniale buty wycierało”. Pan usatysfakcjonowany moim poparciem dla jego wniosków, oddalił się dumnie.

Lubię targi bardziej niż wystawy. Może dlatego, że więcej się dzieje, że ludzie tam przychodzący nie tylko poklepują cię po ramieniu pijąc wino i mówiąc: „Tak, wspaniałą sztukę robisz. Rób to dalej”, bo to nie rozwija. Krytyka jakakolwiek mnie osobiście prowadzi do refleksji, dlaczego ktoś tak to odebrał. Może mój przekaz w mozaice kojarzy się inaczej, niż myślałem – mimo, że iglica była prawie biała na ciemnym, kontrastowym tle. Tak też było z panem od antypoślizgowej powierzchni. Może kiedyś się wywrócił na lodzie, a może żona kazała mu zrobić schody do domu z polerowanego granitu, a może rzeczywiście faktura mozaiki była tak mocna, że pierwsze skojarzenie miał właśnie takie. Nie oceniam tego, raczej odbieram jako ciekawostkę, która uczy.

Było też sporo ciekawych, poważniejszych rozmów – pomysłów na logotypy firm, realizacje dla deweloperów, aby uatrakcyjnić ich nową inwestycję. Ale to były standardowe rozmowy, do których najczęściej dochodzi podczas targów, więc nie będę nimi zanudzał. Za to opowiem jeszcze jedną historię: z ekipą remontową. Normalni faceci, którzy pracują na budowie – też kiedyś pracowałem na budowie i wiem jak to jest.
Ekipa 5-6 chłopa wbija na stoisko z delikatną – choć zimną i twardą – ale sztuką. I wpadają w zachwyt (nie przechwalam się – opisuję sytuację). Inna sprawa, że to było już późne popołudnie, a chłopaki byli tu od rana i zdążyli zwiedzić tylko jedną halę. Co robili przez ten dzień? Nie wiem, nie wnikam, ale byli weseli, uśmiechnięci i raczej zadowoleni z tego powodu, że tu są.

Wszyscy byli bardzo wrażliwi, przynajmniej w tamtym momencie, na sztukę. Jeden z ekipy był jakby bardziej czuły i bardziej wrażliwy na moją pracą niż pozostali. On kontemplował każdy element mozaiki, zastanawiał się dlaczego ten jeden kawałek tak został docięty, a nie inaczej, i zadawał pytania bardzo konkretne. I nie wiem, czy dla mnie jest to już rutyna, ale dla niego każdy element składowy całego obrazu miał swoją historię. I to począwszy od momentu narodzin kamienia, czyli wydobycia z Matki Ziemi, do momentu ostatecznego przeznaczenia – w tym wypadku zastosowania go w takiej formie w mozaice. Ten pan autentycznie przeżywał, odczuwał emocje gdy patrzył, dotykał mozaiki. To było fantastyczne, zazdrościłem mu, że tak ma. Ja nigdy tak nie miałem. Może i dobrze, bo nigdy nie sprzedałbym żadnej mozaiki i jak każdy utalentowany artysta miałbym pokaźną kolekcję prac, z którymi nie mógłbym się rozstać… A w moim wypadku mam do dyspozycji raptem trzy mozaiki, które jeszcze wykorzystuję do prezentacji samego siebie i tego co robię, zanim oddam klientom, którzy je zamówili.

Po wizycie tego właśnie młodego człowieka doszedłem do kilku wniosków. Począwszy od tego, że jestem niewrażliwym na sztukę gruboskórnym facetem i aż dziw, że zajmuję się mozaiką artystyczną od 16 lat – po wniosek bardziej przyziemny, że aby podziwiać moje mozaiki, trzeba najpierw coś spalić lub wypić – albo najlepiej jedno i drugie – wtedy efekt interakcji ze sztuką się wzmaga. Tak więc spodziewajcie się modernizacji stoiska Pracowni na kolejnych targach. :-)

A tak bardziej serio, to warto się wystawiać, pokazywać, rozmawiać, spotykać z ludźmi; doprowadzać do pewnych sytuacji tylko po to, aby potem móc to opisać i wyciągać wnioski. To chyba nazywa się rozwojem. I nie wiem jak Wy, ale ja z roku na rok coraz chętniej jeżdżę na targi. Nie zamykam się w internecie, który – nie powiem – daje mi pracę, ale jednak nie zastąpi prawdziwego życia.
Żyjmy więc, cieszmy się, poznawajmy ludzi i róbmy biznesy. Kolejność nie jest przypadkowa.

www.karwat-mozaika.pl

www.facebook.com/LuboszKarwat

kk122_S55_2.jpg

 

 

 

 

przeczytaj cały artykuł

Pracownik wielosezonowy

Autor: Dariusz Wawrzynkiewicz   |   Data publikacji: poniedziałek, 19 grudnia 2022 14:10

snow-4843467_1920.jpg

Pamiętam, jak kiedyś powszechnie promowano zakładanie na zimę opon zimowych. Wyjaśnień było wszędzie pełno. Że inny bieżnik, że materiał opony specjalnie dobrany do niskich temperatur. Początki tej promocji były trudne. Niewielu było chętnych na dodatkowy wydatek. Mięły lata i zmiana na opony zimowe stała się powszechna.

Opony uniwersalne istniały od dawna, jednak ich jakość pozostawiała wiele do życzenia. Dopiero w 2015 roku Michelin wprowadził na rynek opony wielosezonowe o dobrych parametrach. Za nim nowy typ ogumienia wprowadziły Goodyear i Continental, a potem cała reszta.
Jedno jest pewne: o zagadnieniu jeżdżenia samochodem w zmienionych warunkach trzeba pamiętać. Nawet, jeśli zdecydujemy się na opony wielosezonowe, trzeba sprawdzić bieżnik, ciśnienie w oponach i wyważenie kół. Tak samo ważne jest przygotowanie zakładów kamieniarskich do pracy w zimie.

Kiedyś większość zakładów zamykała się w okresie zimowym. Nie było potrzeby dostosowywania firm do zimowego okresu. Czasy się zmieniły i mało jest firm, które stać na zimową przerwę. Tym bardziej, że pozyskanie dobrych pracowników stało się bardzo trudne. Jeśli ich zwolnimy przed zimą, może się okazać, że na wiosnę nie będzie miał kto pracować w zakładzie.
Wiadomo, że okres zimowy dla większości zakładów to trudny czas. Mniej zleceń, dodatkowe koszty i mniejsza wydajność pracy. Niestety, ogrzewane hale produkcyjne nadal nie są powszechne. Nawet jeśli są, to w kontekście ogromnego wzrostu cen energii zapewne zakłady będą oszczędzały obniżając temperaturę w halach.

W tym miejscu chcę zwrócić uwagę na kluczowy w zakładzie element – pracowników. Odpowiednie ubranie robocze, buty, rękawice wydają się oczywiste. Niestety odwiedzając zakłady widzę, że w niewielu szefowie firm dbają o te elementy. Częstym widokiem są pracownicy w prywatnym ubraniu i adidasach, bez rękawic lub takich w strasznym stanie. Na dodatek, te elementy są „wielosezonowe”. Lato – zima bez zmian.
Efekt – w zimie przemarznięci pracownicy, w lecie przepoceni. A praca z kamieniem to duże obciążenia i spore zagrożenie wypadkowe. Jak w takim kontekście dziwić się, że trudno znaleźć pracowników, a ci, którzy są, po przetrwaniu roku – odchodzą z branży. Mało tego, ich opinia o pracy w kamieniarstwie rozpowszechnia się. Nasze ogłoszenia o chęci zatrudnienia pozostają bez odpowiedzi.
Warto zauważyć też inny efekt brako dbałości o osobiste wyposażenie pracowników. Naszych ludzi widzą też klienci. Marną reklamą firmy są pracownicy w starych dżinsach i flanelowych prywatnych koszulach. Jak by nie patrzeć, oferujemy produkt dość luksusowy. Jeśli klient widzi pracowników, nieubranych przez firmę, to delikatnie mówiąc, kłóci się to z wizerunkiem luksusowego produktu. Zachęcam zatem do sprawdzenia, jak do zimy przygotowany jest zakład i jego pracownicy.
Jeśli nie zadbamy o warunki pracy, pracownicy będą odchodzić i sformułowanie – rodem z branży oponiarskiej, ale w innym kontekście – pracownik wielosezonowy odejdzie w zapomnienie. Ludzie po przepracowaniu okresu zimowego będą odchodzić, szukając pracy w lepszych warunkach.

przeczytaj cały artykuł

Google wie wszystko

Autor: Dariusz Wawrzynkiewicz   |   Data publikacji: niedziela, 13 listopada 2022 01:00

120felieton.jpg

W młodości rodzice mocno mnie szkolili w zakresie pozyskiwania wiedzy. Mama była polonistką, ojciec matematykiem. Kiedy jednak miałem jakieś pytania, to nieodmiennie słyszałem: „Wiesz, gdzie jest biblioteczka – idź, weź książkę i poczytaj.” Zatem korzystanie z zapisanej gdzieś wiedzy wpojono mi bardzo konkretnie.

W tamtych czasach mało było publikacji, w których wiedza była marnej jakości. Gros wydawnictw, zanim wydało książkę, otrzymany materiał dokładnie kontrolowało. Byli recenzenci, korektorzy i kilka innych osób zaangażowanych w proces powstawania pozycji.
Trudniej było o wiedzę na wyższym poziomie – tu trzeba było odpowiedniej literatury szukać w bibliotece lub czytelni. Radziliśmy sobie jednak i poziom wiedzy ogólnej przeciętnego człowieka był na przyzwoitym poziomie.

Potem doszło do rewolucji – powstał Internet, który w błyskawicznym tempie zapełnił się treściami. Z założenia publikowane w Internecie treści nie są w żaden sposób weryfikowane, a jeśli już, to w minimalnym stopniu. W ten sposób powstał problem. Z jednej strony mamy przy sobie (od czasu, gdy telefony obsługują Internet) potężny zasób informacji, przy którym nawet słynna Encyklopedia Britannica to mała książeczka, z drugiej są to w znacznym stopniu informacje niesprawdzone. Jeśli kiedyś, żeby pozyskać jakąś informację, musieliśmy naszukać się książek, to teraz trzeba sporo wysiłku, aby znalezione informacje zweryfikować. A zasób informacji jest ogromny.

Przykładowo hasło „kamień” wpisane w przeglądarkę daje prawie 24 miliony adresów, ale już hasło „Stone” 3,3 miliarda. Oczywiście ogromna ilość odpowiedzi w większości odsyła do stron komercyjnych, ale część z nich zawiera jakieś elementy zawierające potrzebne nam informacje – czasem prawdziwe, a czasem nie.

Każdy z nas właśnie w Internecie szuka informacji. Nie ma w tym nic złego – tyle, że często nie sprawdzamy ich wiarygodności. Nie można się zatem dziwić klientom, którzy przed wizytą w zakładzie grzebią w Google szukając informacji, żeby ustrzec się przed problemami. Niestety, również nie poświęcają już czasu na weryfikację zdobytej „wiedzy”. I tak powstają „złote myśli” klientów, – że chiński granit się rozleci, prawdziwy czarny granit to tylko „Szwed”, a nagrobek z piaskowca to nieporozumienie.
Znalazłem też kilka „świetnych pomysłów” w sieci dotyczących pielęgnacji kamienia. Zwykle dotyczą stosowania agresywnej chemii. Przykładowo: do usunięcia plam z wina na marmurze ktoś polecił ocet. Na wielu stronach podane są dobre porady w zakresie czyszczenia kamienia, ale są też i takie, jak przytoczone powyżej – wszystko kwestia, na co trafi poszukujący porady. Jest grupa dociekliwych klientów, która wynajduje ceny slabów i kwestionuje wycenę zamawianego produktu.

Denerwują nas klienci z nadmiarem googlowej wiedzy, ale sami też często ulegamy tej manii. Łatwo spotkać w Internecie porady dotyczące prowadzenia biznesu. Jedna z częstych porad brzmi: „Wszystko jest w Twoich rękach. Firma to Ty!”
Nie ma chyba głupszej rady. Naprawdę, jeśli chcesz osiągnąć sukces, musisz zaufać ludziom, otoczyć się wykwalifikowanymi pracownikami, oddać im część odpowiedzialności za firmę.

Ale błędy internetowych poszukiwań to też uleganie internetowym promocyjnym ofertom. Przykładowo stwierdzamy, że nasza własna strona internetowa, powinna być na wysokiej pozycji. Wpisujemy hasło „pozycjonowanie stron tanio” i… Trafiamy na internetowych czarodziejów, którzy świetnie sprzedają swoje usługi. Znam przypadek, kiedy tak znaleziony specjalista pozycjonowanie własnej strony, zlecił faktycznym fachowcom od takiej pracy, dzięki czemu trafiliśmy na jego ofertę. Efekty dla nas mizerne.
Z Internetu, przez pocztę mailową, przychodzą też oferty reklamy. Nie do końca wiadomo gdzie i do kogo trafią, ale są tanie, więc je zamawiamy i płacimy.


Proponuję nieco więcej czasu poświęcić na sprawdzanie internetowych ofert i porad, bo naszą reklamę znajdziemy na portalu o szydełkowaniu, a samochód naprawiany samodzielnie na podstawie filmików z YouTube i tak trzeba będzie odholować do serwisu.

przeczytaj cały artykuł

Pesymizm, realizm czy optymizm?

Autor: Dariusz Wawrzynkiewicz   |   Data publikacji: czwartek, 15 września 2022 11:14

Mówi optymista do pesymisty: „Takie teraz ciężkie czasy, że chyba wkrótce będziemy jedli to, co sami zrobimy.” Na co pesymista: „Obawiam się, że nie dla wszystkich wystarczy.”

Ten żart, z serii czarnego humoru, wiele mówi o naszym podejściu do codzienności. Sposób widzenia świata, również własnego biznesu, jest bardzo różny. Sporo osób to pesymiści i, jak twierdzą złośliwi, takie podejście jest naszą cechą narodową.
W zasadzie nastawienie można określić na trzy sposoby. Jest wspomniany pesymizm, na drugim biegunie optymizm, no i gdzieś pomiędzy realizm. Jak poszczególne podejścia wpływają na nasze życie i pracę – odpowieź jest bardzo skomplikowana.
Zastanówmy się, jak to działa w naszej branży w zakresie inwestowania. Szef firmy X jest z natury optymistą i to skrajnym. Podejmując decyzję o inwestycji zakłada, że wszystko ułoży się po jego myśli. Nowa maszyna zwiększy produkcję o 40%, sprzedaż zostanie rozszerzona na sąsiednie województwo, co da wzrost sprzedaży o 40%. Pod zakup zaciąga kredyt, zakładając, że koszty tego kredytu będą stałe. Zatrudnia kolejnych pracowników – nie tylko do produkcji, również przedstawicieli handlowych. W zakresie odbioru wyprodukowanego towaru przez klientów w sąsiednim województwie podejście ma w kategoriach: „ jakoś damy radę”. Liczy wszystko i rachunek się zgadza.
Rzeczywistość jest jednak inna. Po pierwsze: zakładał, że w sąsiednim województwie będzie miał podobną sprzedaż jak w swoim. Niestety okazuje się, że tamtejsza konkurencja ma ugruntowaną pozycję na rynku i nawet niższe ceny nie spowodują, że klienci masowo będą kupowali towar firmy X. Zatem założenie podstawowe legło w gruzach. A przecież, od tego założenia zaczynała się kalkulacja.

Dalej jest jeszcze gorzej. W praktyce okazuje się, że praca na większym terenie niesie dodatkowe koszty. Transport podnosi istotnie koszty, pracownicy na wyjeździe domagają się wyższego wynagrodzenia, a roboty trwające dłużej niż jeden dzień, to dodatkowo koszty noclegów dla montażystów. W międzyczasie koszty kredytu znacznie wzrosły i wszystko razem nie przypomina wyliczenia, jakie zostało zrobione na początku. Oczywiście w większości przypadków jakoś daje się opanować sytuację, ale założone efekty są dużo gorsze od zakładanych.
Inny zakład ma szefa pesymistę, który na pomysł inwestycji, nawet nie próbował policzyć szans dla takiej akcji. Stwierdził: „to się nie uda” i na tym zakończył rozmyślania na ten temat. Nawet nie dał sobie szansy na rozwój. Jeśli jednak udałoby się go przekonać, to na każdym etapie będzie widział problemy.
Zatem jakie podejście należy wykształcić u siebie? To, które znajduje się gdzieś pomiędzy optymizmem a pesymizmem, czyli realizm.
Jeśli rodzi się w głowie pomysł inwestycji, nie odrzucajmy go z założenia. Zróbmy wyliczenie, ale w dwóch wersjach – optymistycznej i pesymistycznej. Jeszcze lepiej, jeśli pomoże nam ktoś z innym podejściem czy spojrzeniem niż nasze. Przyjmijmy zakładane parametry jako średnią z tych wariantów. Bowiem życie pokazuje, że prawda jest zwykle gdzieś pośrodku.
W rezultacie otrzymamy wyniki, które będą bliskie temu, co faktycznie osiągniemy. Jeśli dadzą wynik pozytywny, to działajmy. Jako optymista zawsze liczyłbym na to, że będzie jednak trochę lepiej.

przeczytaj cały artykuł

Na pewno się przyda

Autor: Dariusz Wawrzynkiewicz   |   Data publikacji: poniedziałek, 25 lipca 2022 12:09

Wydawałoby się, że skłonności do zbierania wszystkiego pod hasłem „ może się jeszcze przydać”, powinny się były skończyć, od kiedy żyjemy w czasach, gdy wszystko jest dostępne.

Fakt, za czasów PRL kupienie czegokolwiek było sporym wyzwaniem. Zwykle uszkodzone sprzęty lądowały w piwnicy, na strychu lub w garażu i czasem dochodziło do stworzenia z dwóch uszkodzonych jednego działającego. W gruncie rzeczy to były i tak rzadkie przypadki. Mania jednak została.

To, co mnie najbardziej dziwi to, że nawet młodzi ludzie, którzy nie mogą pamiętać czasu braków towarów, odziedziczyli działania pod hasłem „może się przyda”. Efekt tej filozofii widać nie tylko w naszych piwnicach czy garażach. Również w firmach skłonności do składowania różnych dziwnych rzeczy są spore.

W kilku zakładach naszej branży zauważyłem pieczołowicie składowane zużyte rzepy, jakieś śrubki, małe tarcze itp. Kiedyś nawet byłem w pomieszczeniu magazynowym, gdzie „przydasiów” były dwa regały. Naprawdę? Na coś przydadzą się zużyte rzepy i uszkodzona trwale szlifierka?

Inna sprawa to odpady materiałów. W moim odczuciu jest granica wielkości odpadu kamiennego, który być może da się gdzieś wykorzystać. Oczywiście są zakłady przetwarzające te odpady na grys, ale nie jest to powszechne zjawisko. Najczęściej ten kamienny gruz (nazwijmy rzecz po imieniu) znajduje swoje miejsce na placu.
Można by o tym pisać jako o nieszkodliwej przywarze, niestety problem jest, gdy takie miejsca widzą klienci. Takie obrazki spotkane nawet w dobrze zorganizowanym zakładzie powodują, że klient nie widzi dobrze zorganizowanej firmy, tylko właśnie te hałdy kamiennego złomu.

Tymczasem w zakładach jest coraz mniej miejsca, bo rozwijają się i potrzebne jest coraz większe zaplecze. Często widywany obrazek w zakładach to stare maszyny zdemontowane i niepotrzebne, ale przechowywane pod tytułowym hasłem. A przecież są punkty skupu złomu. Realnie: z takiej ważącej parę setek kilogramów maszyny w ciągu kilku lat i tak nie wykorzystamy niczego.
Przeglądając biuro pewnie znajdziemy przynajmniej kilka niepiszących długopisów, złamaną metrówkę i masę papierów dotyczących realizacji sprzed kilku lat oraz kalendarz z 2010 roku. Taka rzeczywistość. Tylko sprzątnięcie biurka i szafy zajmie nam jeden dzień. Z magazynem i placem to już dłuższa walka.

Może ta nadzieja, że się przyda, nie jest pozostałością czasów PRL-u? Może to po prostu ludzka natura i niechęć do wyrzucania czegoś, co kupiliśmy?

Znalazłem takie mądre określenie na te składowane przedmioty – są one w połowie drogi między domem (zakładem) a śmietnikiem.
Znajomy wstawił kiedyś do piwnicy szafkę z szufladami i postanowił sprawdzić, jak to jest z tym „przyda się”. Koło szafki położył kredę z założeniem, że jeśli coś z niej wyjmie, to napisze kredą datę. Byłem u niego, kiedy prosił o pomoc przy wywiezieniu wszystkiego na wysypisko. Po pięciu latach na szafce nie było żadnej daty…

Właśnie stwierdziłem, że mojej myszy do komputera już nie pomaga czyszczenie. Podłączyłem nową i jakoś powstrzymałem się przed wrzuceniem starej do szuflady biurka.
Idę ją wyrzucić do elektrośmieci, a Wam życzę wygospodarowania po sezonie czasu na przejrzenie swoich „stanów magazynowych”.

przeczytaj cały artykuł
Strona 4 z 27

Najnowszy numer
6/2025 (139)

grudzień 2025 – styczeń 2026

Zamów darmową prenumeratę

Ogłoszenie drobne
kup, sprzedaj, zamień...

Fartuchy wodoodporne dla kamieiarzy
2025-11-26 13:39:41
Producent fartuchów i rękawów wodoodpornych dla kamieniarzy. Sprzedaż wysyłkowa – błyskawiczna wysyłka pocztą lub kurierem. Strzegom, ul. Św. Anny 1/6, www.fartuchywodoodporne.pl, tel. 60 34 26 223, tel./fax 74 8 551 472

Reklama W Kurierze
Poznaj zalety naszego pisma

  • Kurier Kamieniarski to dwumiesięcznik – najstarszy na rynku kamieniarskim, wydawany od 1997 r. Jest bezpłatnie wysyłany do ponad 4.000 osób i firm związanych z branżą kamieniarską.
  • Nasza baza adresowa jest na bieżąco aktualizowana, a co tydzień dopisujemy do niej nowe firmy. Stale zdobywamy nowe kontakty biorąc udział w targach i spotkaniach branżowych.
  • Osiągamy ponad 99% skuteczność - z wysłanych 4.000 egzemplarzy wraca do nas nie więcej niż 30-50 szt.