Felietony

Dedal

Autor: Michał Ziołowicz   |   Data publikacji: czwartek, 27 lutego 2020 14:18

104_fz.jpg

Znacie mit o Dedalu i Ikarze? Znacie. Ale opowiem Wam, jak było naprawdę.

Dedal, kiedy uciekł przed powieszeniem z Aten na Kretę, dostał od króla Minosa dobrą posadę i – jako doskonały rzemieślnik – obsypywany był lukratywnymi zleceniami. Był człowiekiem wielu talentów – był kowalem, złotnikiem, kamieniarzem, płatnerzem, cieślą. Bogacił się więc i realizował swoje ambicje bycia najlepszym z najlepszych (za co zresztą zabił wcześniej swojego ucznia, który okazał się być zdolniejszy). Mieszkał sobie wygodnie, razem z dorastającym synem, nie interesując się zupełnie polityką i tyranią króla Minosa.

Wspaniała wyspa, bogata w winorośl, sery, bydło i zalana słońcem, wydawać się mogła rajem na ziemi. Z biegiem lat, pod rządami Minosa, stawała się jednak miejscem coraz bardziej ponurym. Rok po roku król zarządzał coraz to nowe podatki i daniny, wmawiając sobie i poddanym, że Kreta jest zagrożona i wszyscy czyhają, żeby ją napaść. Rozbudowywał flotę i wojsko – mężczyźni, zamiast uprawiać ogrody, doskonalili się w zabijaniu. Demokracja została zniszczona, Zgromadzenie Ludowe rozwiązane za występowanie przeciwko królowi, a wszelkie głosy sprzeciwu uznawane były za zdradę państwa. Rozpędzono sądy, jedynym sędzią był król.

Coraz częściej ludzie dowiadywali się, że ten czy ów zaginął bez wieści. Nie można było już wypłynąć z wyspy, wszystkie porty były zablokowane, a okoliczne wody bezustannie patrolowane. Dla prostych ludzi król wprowadził darmowe igrzyska, w miejscu dawnych zgromadzeń wybudował potężny amfiteatr, w którym oddani królowi artyści dawali występy. Wyśmiewali dawnych senatorów i sędziów, chwaląc nowe porządki. Do tego właściciele wielkich winnic musieli na te imprezy bezpłatnie dostarczać wino. Król, który co roku obiecywał, że nie będzie nowych, wielkich podatków, z Nowym Rokiem ogłaszał, że spełnia obietnice i wprowadza pięć nowych małych podatków. Dodawał, że prości ludzie tego nie odczują, bo podatki dotyczą tylko bogaczy.

Artystów i aktorów król odciął od świata, pozbawił zleceń, a swoje potrzeby powierzał takim, jak Dedal. To był człowiek oddany, nie krytykował, wielbił swojego króla i nie chciał widzieć żadnych złych rzeczy, które były wokół. Dostał w końcu zlecenie życia: budowę labiryntu przeznaczonego na mieszkanie dla Minotaura, półczłowieka – półbyka, który był synem żony króla Minosa. Poświęcił się temu zadaniu, bez wytchnienia pracując dzień i noc.

W tym czasie dorósł i stał się młodym mężczyzną jego syn Ikar. Dedal próbował go wciągnąć w prace przy labiryncie, ale okazało się, że Ikar jest zagorzałym wrogiem króla i, o zgrozo, wielkim zwolennikiem demokracji. Przerażony Dedal nie mógł w żaden sposób przekonać syna, żeby do niego przystał. Ikar odpowiadał mu, że jest urodzonym ateńczykiem, jest dumny z ateńskiej demokracji i musi się wydostać z wyspy, by wszystko opowiedzieć w Atenach. Wtedy Ateny pomogą ciemiężonej Krecie i ludziom tu uwięzionym. Nie pomagało tłumaczenie, że jest im dobrze, że są zamożni i mają dostęp do dworu i różnych korzyści. Młodzian odpowiadał, że to złota klatka, że ojciec nie widzi, jakim stał się niewolnikiem.

Przez to wszystko Dedal stawał się coraz bardziej samotny i ponury. Nosił on w duszy jeszcze jedną wielką tajemnicę: potajemnie kochał żonę króla i to przy jego pomocy królowa przespała się ze świętym bykiem i powiła Minotaura. Gryzło go poczucie winy, nie umiał wybrać pomiędzy uczuciem do królowej, a oddaniem królowi. Do tego jeszcze syn, który bezustannie błagał go, by uciekli z Krety. Nie umiał Dedal wyjść z tego impasu i celowo przedłużał budowę labiryntu.

I pewnie zgryzoty doprowadziłyby Dedala do szaleństwa lub śmierci, ale wydarzenia, które nastąpiły, nie dały mu żadnego wyboru. Król Minos w tajemniczy sposób dowiedział się, kto pomógł w zdradzie żony i wysłał po obu ateńczyków wojsko, które wtrąciło ich do lochu, a potem do labiryntu.
Przesiedzieli w labiryncie bardzo długo, Dedal zrozumiał, że przegrał całe swoje życie, i ostatnie co mu pozostało to ratować syna. Dniami i nocami rozmyślał, jak się wydostać. Na powierzchni król ogłosił ich zdrajcami, pozbawił wszelkich praw i majątku oraz obwieścił, że nie mają powrotu na wolność. Gawiedź szalała z radości, ponieważ wszystko, co było własnością Dedala, król pozwolił rozszabrować.

Dedal tymczasem wymyślił sposób, jak wybudować maszynę latającą, którą dzisiaj nazwalibyśmy lotnią. Nie mając innego materiału zbierał pióra i połączył je woskiem. Pozostało się wydostać – w tym pomogła królowa, po cichu wyprowadzając ich z labiryntu. Czas spędzony w więzieniu, długie brody i brudne łachy spowodowały, że nikt ich nie rozpoznał. Dedal dotarł do swojego domu i zapłakał: dom nie istniał, warsztaty zostały zniszczone, reszta budynków spalona. Okoliczni sąsiedzi, zacni obywatele, również stracili wszystko – winnice, cegielnie, warsztaty. Tłuszcza rabowała wszystko i była bezkarna. Król zaś zamknął się w twierdzy i zajmował się jedynie tropieniem „zdrajców”. Piór i wosku starczyło tylko na jedną lotnię. Dedal nawet nie chciał rozmawiać o tym, że on poleci tą lotnią. Poszli na klif i Ikar skoczył w przepaść, za chwilę wzbił się w górę i poszybował.

Pierwszy raz od niepamiętnych czasów poczuł wolność, uczucie tak niesamowite, że oszołomiło go jak narkotyk. Latał w górę i w dół, śmiał się i krzyczał. Ojciec z dołu błagał go, żeby odleciał z wyspy, ale on zawrócił nad miasto i krzyczał do ludzi o wolności. Żołnierze dostali rozkaz strzelania, Ikar wzniósł się wysoko, poza zasięg strzał i dalej krzyczał do ludzi. W pewnym momencie poczuł, że wosk topnieje i pióra wypadają. Próbował jeszcze ratować się, zniżyć lot i wylądować gdzieś bezpiecznie – było jednak za późno. Runął w dół i nie było już ratunku… Żołnierze zawrócili do koszar, ludzie się rozeszli, Dedal siedział na kamieniu i płakał. Słońce powoli zaczęło zachodzić.

Zadziwiające, jak ta znana wszędzie historia dopełnia się w naszych czasach. Wszystko jest aktualne i prawdziwe. No może za wyjątkiem wina – u nas głównie idzie wódka.

zdjęcie: reprodukcja obrazu „Upadek Ikara” pędzla Petera Bruegela, fot.: pl.wikipedia.org

przeczytaj cały artykuł

Zaskoczył mnie

Autor: Rafał Frankiewicz   |   Data publikacji: czwartek, 27 lutego 2020 14:06

104_opo1.jpg

Od lewej kolejno:
Władysław II Opolczyk praca Studia Rzeźby MaciejaJagodzińskiego – Jagenmeer fot. M. Matuszkiewicz
Władysław II Opolczyk dłuta Zbigniewa Mikielewicza
Władysław II Opolczyk zespołu autorskiego Lyubomira Grigorova

Michał Misiaszek zaskoczył mnie. Kędzierzyńsko-koźlarski Artysta podjął się nie lada wyzwania: konkurs na pomnik-rzeźbę Władysława Opolczyka. Nie wygrał. Jury zdecydowało, że będzie mieć wyróżnienie. Moim zdaniem wygrać powinien.

Dowody? Proszę bardzo.

Rzeźba zwycięzcy konkursu, Macieja Jagodzińskiego, ma lepiej rozwiązany postument, na którym stoi rzeźba, niż zrobił to Michał. I to jest jedyny argument na rzecz zwycięzcy. W pozostałych kategoriach już nie jest tak na przedzie.

W kompozycji postaci ciężko uchwycić, czy stoi w kontrapoście czy tylko ma taki zamiar? Czy podnosi nogę do góry, czy też ma ją krótszą? Czy obraz Matki Boskiej Jasnogórskiej można tak nonszalancko trzymać, czy mu właśnie wypada z ręki? Czy miecz to wciska w pochwę, czy go raczej uwiera jak obcisłe galoty? Czy ciało nosi szaty, czy szaty żyją własnym życiem, niekoniecznie skrywając w sobie ciało?

W portrecie też nie jest lepiej: to jakiś zamglony jegomość, a nie Piast z krwi i kości!
Wiem. Mam skrzywienie matejkowskie. Wszyscy je mamy. Matejko też je miał, gdy skończył malować „Poczet Królów Polskich”. Stał się zakładnikiem własnego wytworu. Ale – jak popatrzymy na Piastów – widać w nich niezłomną siłę, dzikość i hardość serca, wrażliwość na sprawy boskie i niepohamowaną żądzę przygody, która zawsze łączyła się z wojaczką. Michał wyrzeźbił Opolczyka – niczym króla – w zbroi, misiurce, z pasem rycerskim z mizerykordią i mieczem, hełmem i ostrogami. Zwycięski Maciej – jako miękko odzianego szlachcica z mieczykiem u pasa i w koronce narzuconej na biret…

Nie wspomniałem o dwu innych rzeźbach, które otrzymały laury. Drugie miejsce zajęła rzeźba, którą można by nazwać „Pan Buła – strażnik miecza i papieru”. Trzecie miejsce to Władysław Opolczyk à la parkowy kryptoekshibicjonista. Ma kulkę z krzyżem i do tego dziwnie skrojony płaszczyk z niestosownie obnażonymi łydkami. A do tego kapelusik rodem z polowań na jelenie, i bródkę jak dawni mieszkańcy krakowskiego Kazimierza.
Tak. Mogę jeszcze długo „drzeć łacha”. Do porównania pozostało jeszcze wiele ciekawych aspektów. I nie tylko moje oczy widzą te różnice…

Tylko po co? Nie kreślę tych słów, by się nad kimś pastwić czy wyśmiewać. Sprawa jest poważna, a konkurs daje jej właściwą przestrzeń do prezentacji.
Rzeźba to nie płaski telewizor, gdzie pokazują panią H. i panią J. z najlepszego frontu – bo z profilu zaplecione nóżki już tak efektownie nie wyglądają. A i brzuszek pani H. jest bardziej widoczny.

104_op2.jpg

Władysław II Opolczyk dłuta Michała Misiaszka

Rzeźba to opowieść o człowieku. O jego wzlotach i upadkach. O jego froncie, fejsie, bokach, boczkach... Ale też o jego tyłach i tyłkach. To ruch, to myśl, to czas… I tajemnica zamknięta gdzieś głęboko w środku. Czy może każdy w równym stopniu jej dotknąć lub ją posiąść? Każdy musi odpowiedzieć sobie sam, krytycznie patrząc w lusterko.
Wiem. Jest wielu bezkrytycznych – dzięki czemu tak wiele jest knotów i gniotów, a tak mało naprawdę wartościowych rzeczy.

Jak mawiał Piotr Skrzynecki: artystów – jak plemników – na świecie są miliony. Ale spośród nich tylko jeden może dotrzeć do celu i stworzyć dzieło sztuki.

Myślę, że Michał – czytając ten artykuł – też jest zaskoczony.

 

 


#RafałFrankiewicz #rafalfrankiewicz

przeczytaj cały artykuł

Marketing to nie tylko teoria

Autor: Dariusz Wawrzynkiewicz   |   Data publikacji: środa, 26 lutego 2020 01:00

Był kiedyś w telewizji program, w którym magik z zawiązanymi oczami rzucał nożami do tarczy, przed którą stała asystentka. Oczywiście w większości przypadków jest to trik i urodziwej asystentce nic nie grozi. Ale co jakiś czas znajdzie się szaleniec, który tego typu pokaz usiłuje wykonać normalnie – bez trików. No cóż – pewnie casting na asystentki bywa utrudniony, bo kto normalny chciałby zaryzykować.

Niestety, w marketingu bywa podobnie. W teorii opisanych jest wiele metod pozyskiwania klientów i zleceń opierających się w znacznej części o triki. Dlatego do pracy w marketingu bezcenne jest znalezienie odpowiedniego pracownika.
Dobrze jest, gdy ma on wiedzę, ale – jak to się określa w logice – to warunek konieczny, ale nie wystarczający. Czyli sama wiedza powinna być wymagana, lecz nie gwarantuje sukcesu.

Klasycznym przypadkiem jest sytuacja, w której nasz świetnie wykształcony marketingowiec zna wiele opisanych w książkach technik i metod pozyskiwania klientów, ale nie potrafi tej wiedzy zastosować w konkretnych warunkach, dostosowując ją do własnego otoczenia.
Zwykle w teorii jest opisanych wiele przykładów, ale zwykle są to przykłady dotyczące gigantów. Oczywiście dla autora książki to spektakularne przykłady – niestety większość czytelników nie potrafi skorzystać z wiedzy, jaka płynie z takiego przypadku.

Przykładowo: w teorii jest opisywany przypadek Mercedesa, który przez dziesiątki lat był symbolem sukcesu dla jego nabywców, i gwarancją najwyższej klasy. Był w tej kategorii absolutnym liderem na rynku. Jednak w pewnym momencie, w ramach szukania nowych rynków zbytu, postanowił znaleźć klientów nieco mniej zasobnych. Tak powstały samochody z symbolem trzyramiennej gwiazdy w klasie średniej.Wydawało się, że to sukces, bowiem sprzedaje się tych aut dużo. Tymczasem wartość marki Mercedesa sporo ucierpiała.

Od jakiegoś czasu z Mercedesem, tym górnopółkowym, usiłowała konkurować na rynku Toyota robiąca coraz lepsze jakościowo pojazdy. Mercedes jednak nie ustępował pola ani na krok. Po wypuszczeniu na rynek Mercedesów w klasie średniej, Toyota utworzyła nową markę Lexus. I oto nowa marka odebrała niemieckiemu koncernowi spory kawałek tortu.

Czytelnicy, poznając taki przykład z „klasyki”, kiwają głowami: „tak, to był błąd”. Ale wniosków dla swojej firmy nie widzą. Co ma wspólnego Mercedes z moją małą hurtownią kamienia? Otóż ma.

Weźmy przykładową hurtownię, która nie dysponuje dużym terenem. Dlatego w pewnym momencie zapada decyzja o specjalizacji: sprzedaż materiałów luksusowych i drogich. Efekt: mniejszy obrót ilościowy, mniejsza powierzchnia magazynowa – zyski zupełnie przyzwoite. No i kamieniarze, którzy pamiętają, że jeśli mają klienta, który poszukuje materiału luksusowego, to przyjeżdżają z nim do tej wyspecjalizowanej hurtowni.

Wyobraźcie sobie, że hurtownia taka zacznie sprzedawać G-603, Breccię czy jakieś inne, popularne materiały. Dotychczasowi odbiorcy zaczną szukać innego miejsca zaopatrzenia. Z punktu widzenia firmy kamieniarskiej klient, chcący realizować inwestycję z drogich materiałów, nie powinien trafić do hurtowni, w której może mu się spodobać coś z tanich materiałów.

Ten przykład pokazuje, jaką ogromną wiedzę można czerpać z opracowań teoretycznych. I dlaczego warto do tego znaleźć marketingowca, który będzie chciał zrozumieć kamień, jego rynek i wykorzystać metody znane z teorii. Jeśli jego wiedza ograniczy się do rozdawania ulotek na cmentarzu, to my i nasza firma stajemy się asystentką dla magika rzucającego nożami – w ciemno i bez trików .

przeczytaj cały artykuł

Gwiazdka

Autor: Michał Ziołowicz   |   Data publikacji: środa, 18 grudnia 2019 01:00

KK103_Strona_60_Obraz_0002a.jpg

Święty Mikołaju!
Zbliża się Gwiazdka i jak co roku będziesz włamywał się do mojego domu, by zostawić prezenty. Wszyscy liczą, że przyniesiesz to, o co proszą w listach wysyłanych za pomocą sieci ciepłowniczej, zostawiając kopertę na grzejniku. Wyobrażam sobie, ile musisz spożyć alkoholu, żeby strawić te pierdoły, które czytasz. Trochę mi wstyd, że w ciągu mojego długiego już życia ode mnie też wyprodukowałem kilka takich listów. Dlatego postanowiłem, z szacunku dla Twojej znakomitej osoby, napisać list inny niż wszystkie. Chcę prosić o to, czego nie chcę.

1. Chcę cię prosić, żebyś mi nie przysyłał klientów, którzy wszystko wiedzą lepiej, którzy znają kamień z całego świata, którzy przyszli tylko dlatego, że trzeba dać komuś zarobić, ale niekoniecznie.

2. Proszę, nie obdarzaj mnie zleceniami, które są niewykonalne, a wszyscy mi mówią, że dam radę.

3. Trzymaj ode mnie z daleka pracowników, którzy przychodzą tylko po to, że skończył im się zasiłek i trzeba gdzieś się zaczepić, żeby dostać L4.

4. Nie rób mi proszę prezentów w postaci dostawców-czarodziei, którzy na wszystkie moje potrzeby mają „dedykowane produkty” (oczywiście nic nie warte).

5. Nie poznawaj mnie proszę z projektantami, którzy rysując projekt z kamienia nie mają o tym pojęcia i chcą prowizję dwukrotnie przewyższającą marżę tego zlecenia.

6. Nie wysyłaj mnie proszę do dostawców kamienia, którzy mają dla mnie „unikalny produkt”, „kosmiczną okazję” i „niewyobrażalną szansę”.

7. Nie wysyłaj mnie również do takich, którzy przekonują mnie, że nie ma już naturalnych kamieni, „dzisiaj wszystko jest żywicowane, szpachlowane i impregnowane”.

8. Nie dawaj mojego adresu ludziom, którzy będą mi opowiadać o „naturalnym pięknie betonu” – lub cudownych właściwościach spieku – przebijających kamień naturalny.

9. Proszę Cię Mikołaju, nie zabieraj mnie na pokazy, prezentacje i promocje, gdzie ludziom robi się szambo z mózgu i wciska takie badziewie, że pod jego wpływem zęby bolą.

10. Nie zsyłaj na mnie kontroli PIP-u, Urzędu Skarbowego, ZUS-u i Straży Granicznej – jak wiesz nie nauczyłem się być oszustem i nie umiem robić wszystkich tych rzeczy, których oni szukają.

11. Zachowaj mnie Mikołaju od znajomości z klientami, którzy zapłacą „za godzinę”, „dzisiaj nie mają, ale jutro to milion procent”, których księgowa właśnie wyszła, których prezes nie podpisał, ale jutro rano podpisze, którzy są zdziwieni, że tyle są winni…

12. Mikołaju, nie pomagaj mi zdobywać budów, gdzie państwowe układy nie dają mi żadnych szans na równe traktowanie i sprawiedliwą zapłatę.

13. Nie przynoś mi proszę prezentów w postaci zwrotów VAT-u. Ustawiczne kontrole w ślad za twoimi prezentami skutecznie wybijają mi z głowy korzystanie z tych darów.

14. Proszę cię Mikołaju, nie zachęcaj mnie do kredytu w banku. Uwierz mi, że bank nie jest zainteresowany tym, żeby działo mi się dobrze. Bo najlepiej dla banku, żebym był krok przed plajtą, ale żebym nie splajtował, tylko dalej płacił odsetki.

15. Nie obdarzaj mnie władzą, która tak o mnie dba, tak mi chce pomagać i tak zmienia prawo, że tylko spieprzać zostaje gdzie pieprz rośnie.

16. Mikołaju, nie wprowadzaj mnie na inwestycje, które są „sprawą”, a praca jest „patriotycznym obowiązkiem”. Jak wiesz: nie musisz mnie uczyć patriotyzmu, a tam, gdzie poszliśmy razem, ta „narodowa sprawa” skończyła się na kamieniu z Chin i rzeźbach z Wietnamu.

Na koniec, proszę Cię Mikołaju, żebyś się nie odchudzał. Nie daj sobie wycinać żołądka, nie bądź wege, nie prowadź bloga o odchudzaniu i nie reklamuj dietetyków. Gruby, uśmiechnięty, szczęśliwy, objedzony i zadowolony Mikołaj jest kochany przez miliardy ludzi na świecie. Czy uważasz, że jak odchudzisz się jak Małgosia Kożuchowska, to ktoś będzie cię kochał bardziej?
Małe, chude i głodne chodzi złe i zgryźliwe, pamiętaj o tym. Bądź sobą. Kochaj ludzi, bo mimo wszystko, są wspaniali. Wesołych Świąt!

 

przeczytaj cały artykuł

Rekreacje Mikołajka

Autor: Dariusz Wawrzynkiewicz   |   Data publikacji: środa, 18 grudnia 2019 01:00

Kilka dni temu w telewizji zobaczyłem film, a w zasadzie nawet dwa filmy, nakręcone w oparciu o książki, które były jednymi z moich ulubionych w uczniowskich czasach. Chodzi o książki René Goscinnego – francuskiego pisarza, z polskimi korzeniami – o przygodach Mikołajka. Jedna miała tytuł „Mikołajek”, a druga „Rekreacje Mikołajka”. Potem powstawały kolejne odcinki historii, ale wtedy byłem już na innym etapie rozwoju i czytałem zupełnie inną literaturę.

Otóż tytułowy Mikołajek to dziecko w wieku początkowych klas szkoły podstawowej, który opowiada przygody swoje i swoich przyjaciół (dziś, może z racji wieku, określam te przygody raczej mianem wybryków). Prezentuje przy tym specyficzny sposób rozumowania dziecka, które realizuje swoje zamierzenia i pomysły bez wiedzy i doświadczenia dorosłych ludzi.

Przypomnienie sposobu rozumowania Mikołajka natchnęło mnie do refleksji, że niby wszyscy doroślejemy, a jednak czasem zachowania niektórych z nas pasowałyby bardziej do tytułowego Mikołajka i jego młodych kolegów.

Przykłady?

Do klasy Mikołajka miał przyjść fotograf zrobić zdjęcie klasowe. Jednak Mikołajek i jego koledzy mieli tysiąc pomysłów, jak się ustawić, jaką minę zrobić, jaką pozę przyjąć itd. W końcu, kiedy nauczycielce udało się zapanować nad klasą, okazało się, że fotograf sobie poszedł. Znacie to z dorosłego życia? Bo ja tak.

Do zaprzyjaźnionego zakładu kamieniarskiego przywieziono podnośnik. I choć zakup był realizowany według konkretnego pomysłu, każdy z pracowników i zarządzających miał inny pomysł, gdzie ów podnośnik powinien zostać zamontowany. W rezultacie dyskusje trwały i trwały, aż montażysta, który miał go zainstalować, stwierdził, że po nocy pracować nie będzie i jak fotograf z mikołajkowych opowieści, poszedł sobie. W rezultacie na rachunku za montaż znalazły się: pozycja „nocleg” oraz znacznie dłuższy czas montażu.

Inna dziecięca historia opowiada o tym, jak Mikołajek, po wielu prośbach, dostał w końcu rower. Ojciec udzielił mu wielu rad, zwłaszcza tych dotyczących bezpieczeństwa. W końcu postanowił pokazać, jak się jeździ. Skutek był taki, że wjechał w kubły na śmieci i pogiął kierownicę.

A w kamieniarskim świecie? Po wielu „życiowych” decyzjach i długich przygotowaniach, właściciel firmy zakupił nowego widlaka. W firmie był oczywiście pracownik z uprawnieniami i doświadczeniem w pracy na widlaku. No ale, jak u Mikołajka, szef najpierw udzielił instruktażu, a potem sam postanowił sprawdzić nowy pojazd. Rezultat był dokładnie taki sam – tyle, że po spotkaniu z hałdą gruzu uszkodzone zostało koło widlaka.

Jeden z kolegów Mikołajka dostał piłkę. Zapadła decyzja o rozegraniu meczu. Ale całe popołudnie trwało ustalanie składów: kto w polu, kto na bramce, kto sędziuje. Kiedy chłopcy już wszystko ustalili, okazało się, że kolega zapomniał z domu piłki.

Przypomina to brygadę jadącą na montaż schodów w jednej ze znanych mi firm. Po przyjeździe na obiekt przez pół dnia dyskutowano o technologii montażu – po czym okazało się, że nie przywieziono ze sobą podstopnic. Cóż, zawiodło planowanie, ale to przed wyjazdem do pracy.

Podobnych historyjek z życia wziętych jest mnóstwo. Wszyscy popełniamy błędy. Tyle że to, co naturalne dla dzieci, rzadziej powinno dotyczyć działań dorosłych. Takie błędy prowadzą do strat i tych finansowych i wizerunkowych.

Na poziomie dzieci i podwórka często hierarchia nie jest ustalona, stąd w takim środowisku częste są problemy podobne do opisanych. Tym bardziej, że wiedza i doświadczenie są dopiero zdobywane. W firmach już od progu powinno być jasne, kto podejmuje decyzje i kto ma odpowiednie kwalifikacje.

Noworocznie życzę wszystkim takiej organizacji działalności, która pozwoli realizować wszystkie działania w sposób racjonalny i prowadzący do sukcesu. Bałagan i chaos pozostawmy Mikołajkom i ich kolegom.

przeczytaj cały artykuł
Strona 9 z 27

Najnowszy numer
6/2025 (139)

grudzień 2025 – styczeń 2026

Zamów darmową prenumeratę

Ogłoszenie drobne
kup, sprzedaj, zamień...

noimage
2025-12-08 00:00:00
Sprzedam automat polerski firmy PROMASZ, mało używany, z głowicą. Cena do uzgodnienia. Krotoszyn. Tel. 607 334 259

Reklama W Kurierze
Poznaj zalety naszego pisma

  • Kurier Kamieniarski to dwumiesięcznik – najstarszy na rynku kamieniarskim, wydawany od 1997 r. Jest bezpłatnie wysyłany do ponad 4.000 osób i firm związanych z branżą kamieniarską.
  • Nasza baza adresowa jest na bieżąco aktualizowana, a co tydzień dopisujemy do niej nowe firmy. Stale zdobywamy nowe kontakty biorąc udział w targach i spotkaniach branżowych.
  • Osiągamy ponad 99% skuteczność - z wysłanych 4.000 egzemplarzy wraca do nas nie więcej niż 30-50 szt.