O kamieniu

Ostatni pałac Poznańskiego

Autor: Jakub Zdańkowski   |   Data publikacji: niedziela, 24 marca 2019 01:00

98po1.jpg

Łódź jest dziś trzecim pod względem wielkości miastem w Polsce, jednak jeszcze dwieście lat temu liczyła zaledwie kilka tysięcy mieszkańców. Głównym motorem dynamicznego rozwoju tego miasta była rewolucja przemysłowa, która nabrała szalonego tempa w drugiej połowie dziewiętnastego wieku, kiedy to ambitni przedsiębiorcy stawiali swoje wielkie manufaktury zatrudniające rzesze robotników.

Jednym z najbogatszych fabrykantów tamtego okresu był Izrael Poznański, który zaliczał się do grona łódzkich „królów bawełny”. Z jego spuścizną możemy się zetknąć choćby wybierając się na weekendowe zakupy do centrum handlowego Manufaktura, które powstało na terenach fabryki Poznańskiego mieszczącej się między ulicami Drewnowską i Ogrodową. Obiekt poddano gruntownej renowacji, jednak klimat przemysłowej Łodzi nadal żyje w surowych pofabrycznych budynkach z nieotynkowanej czerwonej cegły.

O życiu Poznańskiego krąży wiele opowieści i anegdot. Powiada się, że cofał zegar o pół godziny, żeby wydłużyć swoim robotnikom dzień pracy i płacił im najniższe możliwe stawki, a w jego fabrykach bez przerwy dochodziło do wypadków. Nie do końca wiadomo, ile prawdy kryje się w tych historiach. Wiemy jednak, iż w późniejszych latach życia bardzo angażował się w działalność charytatywną i filantropijną, wspierając rozwój szkół, sierocińców i szpitali. Dofinansował nawet budowę cerkwi świętego Aleksandra Newskiego, za co został odznaczony Orderem Świętego Stanisława.

Był też fundatorem ziemi pod Nowy Cmentarz Żydowski przy ulicy Brackiej, który został założony w 1892 roku, kiedy to dotychczasowy kirkut przy ul. Wesołej (obecnie nazywany „starym cmentarzem żydowskim”) został całkowicie wypełniony i powstała konieczność budowy nowego. Podobno fabrykant zgodził się wyłożyć pieniądze pod warunkiem, że jego grób będzie największy. W tym celu zastrzegł sobie prawo do powierzchni około 1000 metrów kwadratowych, na których miało stanąć rodzinne mauzoleum. Niektórzy twierdzą, iż Poznański osobiście zaaprobował projekt grobowca, co byłoby złamaniem tradycji żydowskiej, która zakazuje przygotowywania się do pochówku za życia. Autorstwo projektu przypisuje się powszechnie architektowi Antoniemu Zeligsonowi, który był blisko związany z rodziną Poznańskich, jednakże w rzeczywistości wykonawcą zlecenia była niemiecka firma Cremer & Wolffenstein, która przystąpiła do pracy w 1901, rok po śmierci Izraela.

98po4.jpg

Mauzoleum Poznańskiego trudno przeoczyć, gdyż zdecydowanie góruje nad resztą cmentarza. Złośliwi nazywają je „ostatnim pałacem Poznańskiego”. I nie bez powodu, bo jest to największy żydowski grobowiec na świecie. Budowla pnie się na wysokość aż piętnastu metrów i została zbudowana z jasnego szarego granitu (prawdopodobnie strzegomskiego) na planie koła o średnicy podstawy około 14,5 metra. Kamienną kopułę grobowca podpierają cztery potężne filary i osiem kolumn o wysokości ponad 5 metrów, a u jej podstawy znajduje się wykonany z brązu napis POZNAŃSKI.

Do lat osiemdziesiątych mauzoleum upiększały też ozdoby w kształcie wieńców oraz pasów laurowych, które zostały zdemontowane w trakcie prac renowacyjnych, które były konieczne ze względu na bardzo zły stan budowli. Już w czasie pierwszej wojny światowej pomnik został trafiony pociskiem artyleryjskim, a w takcie drugiej – ostrzelany z broni maszynowej.

Zajrzyjmy teraz do środka grobowca, gdzie znajdują się sarkofagi Izraela oraz jego żony Leonii, oba wykonane z brunatnego granitu przez warsztat Antoniego Urbanowskiego. Znajdują się na nich inskrypcje z datami życia, zgodnie z kalendarzem żydowskim. Co ciekawe, sarkofagi te są puste w środku, a szczątki zmarłych zostały zgodnie z tradycją judaistyczną zakopane w ziemi pod mauzoleum. Poznański nie był jednak zagorzałym konserwatystą w kwestii rytuałów pogrzebowych, gdyż zwyczajowo kobiety i mężczyźni spoczywają w osobnych częściach cmentarza.

Dodatkowym walorem estetycznym wnętrza jest zdobiąca kopułę grobowca mozaika o powierzchni około 100 metrów kwadratowych, składająca się z aż dwóch milionów pozłacanych szklanych kawałków. Przedstawia ona cztery rozłożyste palmy, u boku których widnieją wersety biblijne zawierające imię Izrael. W kopule znajdują się cztery okna, od których biegną dekoracyjne pasy zbiegające się u szczytu sklepienia, gdzie znajduje się okrąg z umieszczoną w nim gwiazdą Dawida. Najczęściej jako autora mozaiki podaje się Antoniego Salvatiego, jednak bardziej prawdopodobne jest, że projekt wykonał berliński warsztat Johanna Odorico.

Mauzoleum Poznańskiego to nie jedyny monumentalny pomnik, jaki znajdziemy na łódzkim kirkucie. Tuż obok niego stoi grobowiec Markusa Silbersteina, kolejnego łódzkiego fabrykanta, który był rówieśnikiem i rywalem Poznańskiego. Jego mauzoleum przypomina antyczną grecką budowlę, a wykonane jest z przepięknego białego marmuru karraryjskiego.

98po3.jpg

Koniecznie trzeba też zobaczyć niesamowity sarkofag z czerwonego piaskowca należący do przemysłowca Izaaka Hertza. Dodatkowym smaczkiem będzie wizyta nad stosunkowo skromnym grobowcem rodziny Rosenblattów, gdzie spoczywa jeszcze jeden łódzki fabrykant, Szaja Rosenblatt, który zasłynął z produkcji tanich tkanin o bardzo słabej jakości. Do dziś łodzianie używają określenia „szajowe” lub „siajowe”, które oznacza właśnie produkt niskiej jakości.
Choć wiele z grobowców nosi ślady nieubłaganego upływu czasu, regularnie podejmowane są inicjatywy mające na celu renowację tych pomników. Dziwić też mogą poukładane na grobach kamyki, lecz są one elementem żydowskich tradycji pogrzebowych, o których będziemy pisać w kolejnych wydaniach Kuriera.

98po2.jpg

 

Tymczasem, zbliżający się kwietniowy zjazd Związku Pracodawców Branży Kamieniarskiej w Strykowie koło Łodzi będzie świetną okazją, aby odwiedzić kirkut przy Brackiej i zobaczyć opisane powyżej perełki na własne oczy.

przeczytaj cały artykuł

Dlaczego tak? Gdzie się podziała polska Carrara?

Autor: Bogusław Skolak   |   Data publikacji: piątek, 22 marca 2019 11:27

98dt1.jpg

Księżna Marianna Orańska uroniłaby niejedną łzę nad tym, że założony przez nią na przełomie XVIII i XIX wieku kamieniołom w Stroniu Śl. już nie funkcjonuje. A materiał tam wydobywany – marmur Biała Marianna i Zielona Marianna – zniknął z rynku.

Biała Marianna to jeden z najbardziej dekoracyjnych marmurów porównywany do marmurów karraryjskich. Jest odmianą o doskonałych para-metrach, w tym odporną na wietrzenie. Z Białej Marianny wykonano wystrój kamienny we wnętrzach wielu budynków urzędów państwowych, teatrów, hoteli, kin – m.in. Sejmu, Filharmonii Narodowej, Teatru Wielkiego, Hotelu Europejskie-go i ścian Dworca Centralnego w Warszawie. W przeszłości z Białej Marianny wyrabiano drobną galanterię: świeczniki, płyty stołowe, garnitury na biurka itp.

Zielona Marianna jest odmianą twardą i trudną w obróbce, bardzo odporną na wietrzenie. Płytami Zielonej Marianny wyłożono przejścia podziemne przy Dworcu Centralnym w Warszawie. Posłużyły one również do wykonania wystroju wnętrz w hotelu Cracovia w Krakowie.
Zarówno Białej, jak i Zielonej Marianny księżna Marianna Orańska użyła do wystroju wnętrz budowanej swojej siedziby – pałacu w Kamieńcu Ząbkowickim. W przeszłości obydwie odmiany stosowano do dekoracji wielu kościołów i pałaców.

W latach 60-tych ubiegłego stulecia w Strońskich Zakładach Kamienia Budowlanego podjęto próbę przecierania bloków Zielonej Marianny na trakach wielopiłowych ze ścierniwem z piasku żeliwnego. Do Stronia zjechała komisja ze zjednoczenia i ośrodka badawczo-rozwojowego. Próby przetarcia wypadły pomyślnie. Wysłannicy chcieli podzielić się tą wiadomością z dyrekcją i postanowiono wysłać telegram. Jakież było ich zdziwienie, gdy pani w okienku pocztowym – cała w pąsach – odmówiła przyjęcia telegramu o treści: „Marianna rżnie się dobrze.” Po wielu wyjaśnieniach telegram wysłano.
Niestety, teraz nie można ani przecierać, ani przecinać Marianny, bo jej nie ma...

I można by spytać: dlaczego tak?

przeczytaj cały artykuł

Kamień w designie po polsku

Autor: Dariusz Wawrzynkiewicz   |   Data publikacji: czwartek, 21 marca 2019 13:21

98des1.jpg

Na tegorocznej wystawie 4 Design Days w Katowicach uwagę zwracała oferta firmy kamieniarskiej MGK Marmur Granit Kisielewski. Propozycje firmy świetnie wpasowywały się w klimat designu i pokazywały architektom – a także osobom prywatnym – kamień w zaawansowanej formie obróbki. Były to grzejniki kamienne oraz stoliki, w których kamień połączono z żywicą.

W rozmowie z Robertem Kisielewskim pytaliśmy o pomysły i drogę realizacji tak zaawansowanych form oraz o perspektywy dla tych produktów.

Darek Wawrzynkiewicz : Jaka jest historia firmy?

Robert Kisielewski: Firmę założył mój ojciec w 1992 roku. Od początku zajmowała się prawie wyłącznie kamieniarstwem budowlanym. Nagrobki to były – i nadal są – pojedyncze realizacje, może trzy, cztery w roku. Nasze realizacje widoczne są w kościołach i cerkwiach – zarówno nowych, jak i remontowanych. W praktyce zrobiliśmy bardzo wiele świątyń w naszym regionie. Realizowaliśmy też takie prace w innych rejonach Polski. Oczywiście wykonywaliśmy i nadal wykonujemy typowe roboty: łazienki, posadzki, blaty kuchenne czy kominki.

DW: Skąd pomysł na prezentowane na tej imprezie produkty?

RK: Mniej więcej 2 lata temu wpadliśmy na pomysł, aby wzbogacić ofertę o jakieś produkty mniej typowe. Powstał wtedy pomysł wykonywania grzejników. Takie grzejniki były już na rynku wcześniej, ale mając dobry park maszynowy chcieliśmy wykorzystać jego możliwości.

Moja żona, mój brat i ja – czyli odpowiedzialni za projekty – jesteśmy z wykształcenia architektami, więc chcieliśmy nadać tym grzejnikom bardziej wyszukaną formę. Widzieliśmy na rynku grzejniki o zaawansowanych formach wykonane z innych materiałów. Były to bardzo ciekawe propozycje, a wiedząc iż mamy i możliwości i chęci zdecydowaliśmy się na zgłębienie tematu.

Weszliśmy też rok temu we współpracę z Wydziałem Architektury Politechniki Białostockiej. Grupa młodych projektantów odwiedzała nasz zakład i zapoznawała się z możliwościami obróbki, jakie daje nowoczesny park maszynowy, oraz z ograniczeniami kamienia. Po takim szkoleniu studenci projektowali grzejniki. Najlepszy projekt został zrealizowany (to ten z białego marmuru) i dołączony do naszej oferty. Wielką zaletą tych spotkań jest też to, że młodzi projektanci poznali możliwości zastosowania kamienia – w przyszłości nie będą się go bali wykorzystać w swoich projektach. Mamy nadzieję, że współpraca będzie kontynuowana.

Przy wykonywaniu prototypów mieliśmy trochę utrudnień natury technicznej. Lecz teraz mamy już przygotowane grzejniki zarówno dla systemu ogrzewania elektrycznego, jak i wodnego. Po wielu próbach mocowanie zrobiliśmy w oparciu o system Keep-Nut. Mieliśmy też trochę problemów ze znalezieniem dobrych kooperantów, którzy wykonają część grzewczą na odpowiednim poziomie. To nie jest produkt tani, więc klient musi otrzymać go w najbardziej profesjonalnym i bezobsługowym wykonaniu.
Prawie rok temu powstały pierwsze egzemplarze. I od razu zapadła decyzja, iż produkt ten musi być szeroko reklamowany i pokazywany. Tylko w ten sposób trafimy do szerokiego grona potencjalnych klientów. Stąd pomysł, aby pokazać je na katowickiej imprezie.

DW: Jak oceniacie efekty?

RK: Bardzo dobrze. Mieliśmy dużo kontaktów. Produkty podobają się i kilka rozmów daje perspektywy sprzedażowe. Zainteresowani byli między innymi właściciele salonów z grzejnikami. Ale nie brakowało architektów oraz osób prywatnych chętnych zobaczyć je w swoich realizacjach.

DW: To dość specyficzny produkt dla nieco innej grupy odbiorców. Jakie działania promocyjne przewidujecie?

RK: Teraz bierzemy udział w 4 Design Days, ale jeszcze w tym roku chcemy pokazać go na targach w Warszawie. I na tym nie możemy poprzestać. Jeśli nasze założenia mają być realizowane, to musimy pokazać się na targach europejskich. To plany na najbliższe lata, więc szczegółów jeszcze nie zdradzę.

DW: Prezentujecie też drugi produkt – efektowne stoliki w kompozycji kamień i żywica. Widziałem już tego typu stoliki, ale nie był to kamień. Czy gdzieś spotkaliście się wcześniej z rozwiązaniem opartym o kamień?

RK: Nie jesteśmy pionierami w tej dziedzinie. Potęga internetu sprawiła, że poznaliśmy takie rozwiązania około 5 lat temu i od tego czasu nie dawało nam to spokoju. Jesteśmy troszkę niespokojnymi duszami – od razu zaczęliśmy intensywną naukę pracy z taką żywicą. Momentami były chwile zwątpienia, gdyż nie jest to tanie hobby. Obecnie uznaliśmy, iż opanowaliśmy tę materię w takim stopniu, że możemy pokazać stoliki potencjalnym klientom.

Połączenie żywicy i kamienia daje oszałamiające efekty, co widać. Pokazuje to również naszym klientom, iż nie chcemy stać w miejscu i nie boimy się nowych wyzwań. Takie podejście znajduje pozytywny odbiór u klientów, bo rynek obecnie jest bardzo nasycony.

98des2.jpg

DW: Zdaję sobie sprawę, że i grzejniki i stoliki to zagadnienia skomplikowane, wymagające sporo pracy. A przecież, na co dzień jest normalna praca, realizacje codziennych zleceń. Trzeba się poświęcić, żeby jeszcze znaleźć czas na eksperymenty. To trzeba docenić. Tym bardziej, że w kamieniarstwie brakuje poszukiwania rozwiązań nietypowych, które można by zaoferować klientom poza zwykłym wykonaniem blatu czy posadzki. Czy poza prezentowanymi grzejnikami i stolikami coś takiego oferujecie?

RK: Pomijając prezentowane tu oraz standardowe prace, wykonujemy coraz więcej płaskorzeźb. Coraz szersze grono klientów poszukuje nietypowych rozwiązań, co nas cieszy. Wśród nich są i indywidualni inwestorzy i zakłady kamieniarskie nie dysponujące parkiem maszynowym umożliwiającym wykonanie takich prac. Następnym ciekawym zjawiskiem jest wysyp firm zajmujących się projektowaniem oraz wykonywaniem form użytkowych. Z tym wykonaniem troszkę przesadzam, gdyż ich rola skupia się na wymyśleniu przez nich produktu, udział w targach, reklamie itd. – a my pojawiamy się właśnie na etapie ich wykonania. Jako że coraz więcej z tych firm nie boi się kamienia i widzi w nim szansę stworzenia wyjątkowych realizacji, poszukują doświadczonych partnerów będących w stanie dostarczyć im gotowy produkt, wykonany w najwyższym standardzie.

DW: Te produkty wymagają zaawansowanych maszyn. Jak jesteście wyposażeni?

RK: Park maszynowy budowaliśmy przez kilka lat, odpowiadając na wzrastające potrzeby inwestorów oraz architektów. Obecnie możemy się pochwalić maszynami, dzięki którym jesteśmy w stanie wykonać z kamienia niemal wszystko. Jest trak linowy do cięcia bloków (wstępne wycinanie grubych elementów do płaskorzeźb oraz portali kominkowych), oczywiście piła formatowa, water jet do cięcia skomplikowanych form, dwie frezarki CNC oraz boczkarka przelotowa. Do pomiarów używamy urządzenia pomiarowego Leica 3D Disto, by pomiary były wystarczająco precyzyjne. Aby to wszystko działało, zainwestowaliśmy również w dodatkowe oprogramowanie CAD/CAM, gdyż programy oferowane wraz z maszynami nie zawsze spełniały nasze oczekiwania.

DW: A jakie plany na przyszłość?

RK: Myślę, że standardowo : dalsza praca nad prezentacją i rozwojem nowych produktów, szukanie nowych rozwiązań i może nowych nisz, które na nas czekają.

 

PS> Więcej o targach 4 Design Days w Katowicach można przeczytać na naszym profilu FB.

przeczytaj cały artykuł

Żółty piaskowiec z Rytlowa

Autor: Kurier Kamieniarski   |   Data publikacji: środa, 20 marca 2019 10:12

98ryt1.jpg

O piaskowcu z Rytlowa opowiada Adam Bojda, właściciel złoża.

Kilkanaście lat temu wzrosło zainteresowanie klientów żółtymi piaskowcami. Sprowadzałem wtedy piaskowiec z Dolnego Śląska. Ale chciałem się uniezależnić od dostawców. Zacząłem poszukiwania kamieniołomu z takim materiałem. Znajomy geolog podpowiedział mi, że taki kamień występuje między Piotrkowem Trybunalskim a Kielcami. Jeździłem więc w tamte okolice i szukałem łomu. Któregoś razu, zniechęcony już bezskutecznością poszukiwań, zatrzymałem się przy drodze, by rozprostować nogi. Wszedłem między przydrożne drzewa i za nimi zobaczyłem kilkumetrowe słupy żółtego piaskowca. To było jak objawienie!

Odnalazłem właścicieli tego terenu i zaproponowałem zakup. Długo się zastanawiali, aż w końcu postanowili odsprzedać mi 4,5 ha terenu. To był początek. Potem musiałem wystarać się o koncesję na wydobycie. Niby był to grunt rolny IV klasy, ale mimo to napotykałem problemy na każdym kroku. Nie jest łatwo uzyskać nową koncesję – trwało to 3 lata, wymagało zmiany studium uwarunkowań z terenu rolnego na górniczy i kosztowało mnóstwo pieniędzy.

Choć historia wydobycia kamienia w tym miejscu sięga początków XX wieku, to w tej chwili jest to jedyna działająca kopalnia. Kamień wydobywali mieszkańcy okolicznych wiosek na potrzeby własne, a w 1926 roku ciosy piaskowca wykorzystano do budowy kościoła w niedalekim Łopusznie. W czasie II wojny światowej Niemcy wydobywali tu metodą wybuchową kamień do budowy drogi artyleryjskiej. Po wojnie kamieniołom był nieczynny.

98ryt2.jpg

Piaskowiec Rytlów obrabiam w swoim zakładzie w Brennej. Zakład ma prawie 40-letnią tradycję – obróbkę rozpoczął mój ojciec i był pierwszym, który zaczął sprowadzać do Brennej kolorowe materiały. Choć Brenna słynie z szarego piaskowca, to ciekawe jest, że ludzie często przyjeżdżają do mnie z zamiarem zakupu właśnie szarego, a po obejrzeniu mojej oferty zmieniają zdanie i zamawiają Rytlów.

98ryt3.jpg

Rytlów ma ciepłą i delikatną żółtą barwę. Uroku dodają mu wtrącenia i delikatne żyłki w różnych kolorach – ma ciekawe unikatowe przebarwienia: od rdzawych przez pomarańczowe aż do różowych. Jest twardy, drobnoziarnisty i bardzo dobrze się obrabia.
Pierwszym zleceniem, na jakim wykorzystałem piaskowiec z Rytlowa, był remont kościoła w Rychwałdzie. Później był hotel na toszeckim rynku i kilka budynków w Czechach.

98ryt4.jpg

 

Rytlów często jest wybierany przez inwestorów prywatnych. Ostatnio powstało też z niego kolumbarium w Legnicy i nakrywy na zabytkowy most w Krakowie.
Doskonale nadaje się też do rzeźbienia.

-----------------------------------------------

Na życzenie właściciela złoża w przygotowaniu tekstu wykorzystano informacje zawarte w „Minimonografii polskich kamieniołomów” z 2018 roku
autorstwa Henryka Walendowskiego.

-----------------------------------------------

Informacja handlowa:

Wielkość wydobycia: do 20.000 m3 rocznie (warunki koncesji)
Minimalna bloczność: 20%
Stan magazynowy: 7.000 ton – w bryłach do 2 ton i blokach 3-10 ton (sformatowanych)
Najczęściej wykonywane elementy: płyta fasadowa gr. 4 cm
Maksymalna wielkość elementu: 150 x 250 cm
Wydajność zakładu: do 20 m2 dziennie

Dostępny asortyment:
bryły, bloki, formaki, bloczki, płyty fasadowe, płyty elewacyjne, płytki podłogowe, boniówka, dzikówka, inne wg zamówienia.

Cechy fizyczne:

• gęstość objętościowa 2030 kg/m3
• porowatość otwarta 14,27%
• nasiąkliwość 7,24%
• wytrzymałość na:
– ściskanie 49,0 MPa
– zginanie 3,8 MPa
• oznaczenie mrozoodporności
bez uszkodzeń po 25 cyklach

98ryt5.jpg

 

 

przeczytaj cały artykuł

Dlaczego tak? Zlewozmywak

Autor: Bogusław Skolak   |   Data publikacji: piątek, 21 grudnia 2018 21:49

97dt1.png

Przeglądając zasoby Internetu trafiłem na ofertę sprzedaży: ZLEWOZMYWAK GRANITOWY JEDNOKOMOROWY_7 KOLORÓW.

Po oglądzie oferty zapytałem sprzedającego: „Na jakiej podstawie używane jest określenie »granitowy«? Jest to nadużycie nazwy kamienia naturalnego, a ten wyrób nie jest kamieniem naturalnym.”

Otrzymałem następującą odpowiedź: „Witam, kruszywo, które jest stosowane do produkcji, jest to kruszywo granitowe. Taka nazwa jest stosowana przez naszych producentów, jak i sklepy typu Leroy Merlin.”

Czyżby coś się zmieniło, a ja o tym nie wiem? Zajrzałem do „Ilustrowanej Encyklopedii Skał i minerałów” autorstwa Jerzego Żaby – wydanie z 2010 roku: „GRANIT – skała magmowa, głębi-nowa, kwaśna, będąca głównym przedstawicielem granitoidów…”

Czyli znów widzimy, jak w żywe oczy jesteśmy oszukiwani jako nabywcy. A i wykonawca tych wyrobów chyba nie do końca jest świadom konsekwencji takiego postępowania. Któregoś dnia klient, zgodnie z ofertą, zażąda zlewozmywaka z granitu. Wówczas dostawca pozna znaczenie słowa „granit”.

Nieuczciwe nazewnictwo poznaliśmy w latach minionych. Choć i tak nie do końca. Mieliśmy wyroby czekoladopodobne, ale nikt nie odważył nazwać ich czekoladą.

Sztuczny kamień – obojętne czy to lastriko, tarasso, spieki, czy inne „kwarcyty” – jest tylko imitacją, substytutem kamienia naturalnego. Sprzedaż produktu pod nazwą „granitowy” tylko dlatego, że zawiera kruszywo granitowe, jest zwykłym oszustwem.

Przyzwyczaiłem się do tego, że cena czyni cuda. Ale do jakiego stopnia? Nie zrobi ze sztucznego kamienia, kamienia naturalnego. Takiej zamiany nie ma. Z kamienia naturalnego można zrobić dodatek w postaci kruszywa do... – tu niech producenci wymyślą sobie swoją nazwę. I parafrazując wypowiedź śp. Jana Himilsbacha: „niech granitem d...y nie wycierają”.

I znowu można by spytać: dlaczego tak? Odpowiedź jest prosta, kamieniarska braci: nie reagujemy na tego rodzaju oszustwa. Na zmianę rodzaju kamienia, bo jest tańszy niż wymieniony w specyfikacji; na malowanie kamienia, bo zamawiany był materiał w innym kolorze; na napuszczanie chemią, bo poler wyszedł słabo; na koloryzowanie, bo inna barwa tego kamienia da wyższą cenę...

przeczytaj cały artykuł
Strona 25 z 40

Najnowszy numer
6/2025 (139)

grudzień 2025 – styczeń 2026

Zamów darmową prenumeratę

Ogłoszenie drobne
kup, sprzedaj, zamień...

Fartuchy wodoodporne dla kamieiarzy
2025-11-26 13:39:41
Producent fartuchów i rękawów wodoodpornych dla kamieniarzy. Sprzedaż wysyłkowa – błyskawiczna wysyłka pocztą lub kurierem. Strzegom, ul. Św. Anny 1/6, www.fartuchywodoodporne.pl, tel. 60 34 26 223, tel./fax 74 8 551 472

Reklama W Kurierze
Poznaj zalety naszego pisma

  • Kurier Kamieniarski to dwumiesięcznik – najstarszy na rynku kamieniarskim, wydawany od 1997 r. Jest bezpłatnie wysyłany do ponad 4.000 osób i firm związanych z branżą kamieniarską.
  • Nasza baza adresowa jest na bieżąco aktualizowana, a co tydzień dopisujemy do niej nowe firmy. Stale zdobywamy nowe kontakty biorąc udział w targach i spotkaniach branżowych.
  • Osiągamy ponad 99% skuteczność - z wysłanych 4.000 egzemplarzy wraca do nas nie więcej niż 30-50 szt.