
Kto to widział, żeby reklamować odpadające okładziny schodów?! Kto to widział, że zapadająca się kostka brukowa może się komuś nie podobać?! Plamy na schodach? Normalne – to kamień naturalny. Może jeszcze zaczną reklamować przechylone nagrobki? Co za dziwaki z tych klientów?! Pewnie chcą zaoszczędzić kosztem kamieniarza.
Niedawne obserwacje portali społecznościowych oraz spraw spornych, w których uczestniczę jako biegły, potwierdzają moje wcześniejsze wnioski. Nie ma gorszego zagrożenia dla kamieniarstwa niż sami kamieniarze, lub ściślej „kamieniarze”. #lbkik
Często widzimy chęć zaszczepienia nawyków z półświatka, że nie wolno „sypać” kolegów z branży, nie wolno stawać po stronie klienta. Klient przecież nigdy nie ma racji, czepia się, bo przecież klienci wraz z rozwojem rodzimego kapitalizmu stają się bardziej roszczeniowi.
Postawmy się jednak w roli klienta. Zastanówmy się, czy w takiej sytuacji sami byśmy byli szczęśliwi? Jeśli parkieciarz położy nam parkiet, który po dwóch tygodniach odpadnie, oczywiście wejdziemy w spór z parkieciarzem. Jeśli przyjedzie rzeczoznawca i powie, że tak ma być, że to parkiet naturalny i naturalną rzeczą jest, że on odpada, to czy będziemy zadowoleni z takiego finału? Pada tu zasadnicze pytanie. Czy kiedykolwiek ponownie zamówimy parkiet? Pewnie nie. Zamówimy panele drewnopochodne, bo przecież z naturalnym parkietem są same kłopoty.
Powyższy ciąg zdarzeń dotyczy także naszego kamieniarskiego podwórka. Jeden kamieniarz spartaczy robotę, a potem na różne sposoby udowadnia, że „tak ma być”. Klient nieodwracalnie odrzuca myśli o najęciu jakiegokolwiek kamieniarza i wybiera inne rozwiązania. Do tego mówi sąsiadom, żeby nigdy nie brali pod uwagę kamienia.
Przy opracowywaniu koncepcji przebudowy jednej ze stołecznych ulic powstał komitet mieszkańców w celu wywarcia na decydentach presji, żeby nie stosować na tej ulicy kamienia i wybrać beton. Punktem wyjścia był fakt, że wcześniej zabrukowano ulicę obok i zastosowana kamienna kostka stale się zapada i pęka. Oczywiście problemem była źle dobrana technologia montażu, a nie sam kamień. Jednak kierunek ataku został nacelowany na wyrób kamieniarski.

Szukając ciekawostek w internecie, natknęliśmy się na fotografię z kopalni kamienia, w której wydobywa się nie metodą odkrywkową, a głębinową. Znamy taką kopalnię we Włoszech, ale na zdjęciu był zupełnie inny materiał. Okazało się, że kopalnia ze zdjęcia to kopalnia w Portland na południu Wielkiej Brytanii, a wydobywany materiał to wapień oolityczny.
Portland to wyspa w hrabstwie Dorset na kanale La Manche zbudowana w całości ze skał wapiennych. Ma 6 kilometrów długości i 2,4 kilometra szerokości. Choć uważana za wyspę, ma połączenie cienkim pasmem lądu z Wielką Brytanią.
Eksploatacja wapienia z Portland ma długą historię. Początki eksploatacji wapienia portlandzkiego sięgają starożytności, kiedy to wytwarzano z niego sarkofagi. W XI w. zbudowano z niego zamek Wilhelma II Rudego w Portland. Od XIV wieku był stosowany w budynkach londyńskich. Długa historia wydobycia wapieni widoczna jest na całej wyspie w postaci ponad 80 wyrobisk – niektórych nadal czynnych.
Od 1930 roku wydobywaniem wapienia portlandzkiego zajmuje się prywatna firma Albion Stone korzystająca z dwóch wyrobisk: Jordans i Bowers.

Jordans działa od końca 1800 roku. Większość południowych rezerw leży na terenie lokalnego klubu krykieta i szkolnych kortów tenisowych. Aby uniknąć niszczenia terenu na poziomie powierzchni, zastosowano wydobycie podziemne, bowiem tylko na taką formę wyraził zgodę miejscowy urząd geologiczny.
Dodatkowo rezerwy na północy zostały wyznaczone, jako „miejsce o szczególnym znaczeniu naukowym” (SSSI). Oznacza to, że podstawowa metodą wydobycia musi uwzględniać unikanie technik wywołujących zanieczyszczenie, hałas i potencjalnie szkodliwych wybuchów w celu ochrony otaczającego środowiska.

Kamieniołom w Bowers działa od XVIII wieku. Wydobycie z tego miejsca obecnie również znajduje się całkowicie pod ziemią. Nowa kopalnia Bowers, która została otwarta w 2015 roku, ma dostęp do ogromnych rezerw pod szkolnymi boiskami na południe i wschód od pierwotnego miejsca kamieniołomu Bowers.
Ciekawostką związaną z kamieniarstwem na wyspie Portland, jest fakt, że mieszkańcy wyspy nie używają słowa rabbit (ang. królik) zastępując je słowem bunny. Wywodzi się to ze starego przesądu rozpowszechnionego wśród robotników kamieniołomów, którzy winili króliki za niebezpieczne osunięcia skał.


fotografie: © Waterford City Council & Philip Lauterbach
Czasem przeglądanie sieci w poszukiwaniu ciekawych realizacji wykorzystujących kamień przynosi niespodziewane rezultaty, a czasem rezultaty są marne – oglądając zdjęcia wydaje się, że realizacja jest z kamienia, gdy tymczasem materiał jest podróbką. Zdarzają się jednak perełki, które zaskakują z każdym kolejnym krokiem poznania.
Tak było tym razem. Naszą uwagę przykuła interesująca kamienna elewacja. Potem było jeszcze ciekawiej.
Muzeum Średniowiecza w irlandzkim mieście Waterford (Medieval Museum) – bo o nim mowa – znajduje się w najstarszej części miasta Waterford. Powstało w 2014 roku na parceli otoczonej przez budynki z różnego okresu: średniowieczne, XVII-, XIX- i XX-wieczne. Ograniczony obszar zdecydowanie utrudniał zaprojektowanie budynku, który wzmocniłby charakterystykę historycznej tkanki, jednocześnie tworząc coś nowego i kontrastującego z istniejącą architekturą.
Granice terenu narzuciły kształt budynku: bryła przypomina literę „U” z otwartym końcem skierowanym bezpośrednio na wschodnią ścianę katedry Christ Church. Fasadę przednią zaprojektowano w półokrągłej, opływowej formie, która jest „owinięta” wokół tyłu neoklasycznej katedry, tworząc połączenie między dwoma pięknymi placami po obu stronach. Wszystko to spowodowało, że okolica stała się tętniącym życiem centrum kulturalnym, znanym jako Trójkąt Wikingów. W muzeum odbywają się liczne imprezy publiczne, a na stałe można w nim oglądać wspaniałą kolekcję artefaktów z dawnych czasów.
Budynek został zaprojektowany w 2013 roku. Projekt wykonało miejskie biuro architektoniczne – jednostka podobna do dawnych polskich miastoprojektów.
Do realizacji elewacji wybrano ciepły wapień oolitowy Dundry pochodzący z kamieniołomu położonego na skraju północnej części Somerset, zaledwie kilka kilometrów na południe od Bristolu, w zachodniej Anglii. Decyzja o wyborze tego kamienia wynikała z jego zastosowania w sąsiedniej oryginalnej średniowiecznej katedrze. Ponadto wapień Dundry pozwolił na przełamanie zimnych i ostrych struktur XVIII-wiecznych elewacji sąsiednich budynków.
Kamień Dundry nie jest wyjątkowy na terenie Irlandii. Został tam sprowadzony po inwazji anglo-normańskiej w 1169 roku.
Najbardziej znanym historycznym obiektem w Irlandii, w którym został zastosowany, była katedra Christ Church w Dublinie. Ale realizacji wykorzystujących ten wapień w Irlandii jest więcej.
Warto wspomnieć, dlaczego importowano obcy materiał do kraju bogatego w kamień budowlany. Najbardziej prawdopodobnym powodem jest to, że niektórzy z głównych kamieniarzy pracujących przy budowie tutejszych kościołów byli Anglikami. Angielscy kamieniarze przybyli do Irlandii, ponieważ znali się na wznoszeniu i dekorowaniu dużych kamiennych kościołów, które w Irlandii były nowym zjawiskiem, wprowadzonym tu zaledwie trzydzieści lat wcześniej. Angielscy kamieniarze świetnie znali „swój” kamień. W Irlandii odkryli, że lokalny kamień był inny – to były twarde wapienie, trudne do rzeźbienia. Ci kamieniarze prawie na pewno pochodzili z zachodniej Anglii, ponieważ architektura Christ Church w Dublinie i innych budynkach z tego okresu przypomina rozwiązania stosowane w zachodniej Anglii. Można więc przyjąć, że dla ułatwienia sobie pracy sprowadzili kamień, który znali. I to mogło być powodem obecności wapienia Dundry w Irlandii.
Ale wróćmy do opisywanego współczesnego obiektu.
Zakrzywiona fasada jest jak wielka układanka - żadne dwa kamienie nie są takie same, każdy jest niepowtarzalny i indywidualny. To więcej niż elewacja budynku, to wielkoformatowa rzeźba architektoniczna.
Nacisk położony jest na dwa szczyty, oba widoczne z sąsiednich placów. Sześciometrowa figura „The Waterford Lady”, wyrzeźbiona na zachodnim szczycie, jest oparta na malutkiej trzynastowiecznej sprzączce pasa, znalezionej podczas wykopalisk archeologicznych w tym miejscu.

Przy wejściu do głównego wejścia szklane panele wizyjne zapewniają widok na znajdującą się poniżej, świetnie zachowaną Salę Choristers. Cała szerokość przeszkleń, które się rozsuwają, pozwala na otwarcie wnętrza parteru na Plac Katedralny. Pozwala to na zatarcie granicy między wnętrzem a placem.
Jednym z wyzwań projektowych było włączenie średniowiecznej struktury hali Choristers znajdującej się poniżej poziomu gruntu do nowego budynku. Układ wewnętrzny musiał uwzględniać ukształtowanie terenu i umiejscowienie sąsiednich budynków.

Budynek ma cztery poziomy. Na parterze znajduje się hol wejściowy, sklep muzealny i recepcja. Dwa poziomy nad parterem to galerie wystawowe i teatry audiowizualne. Natomiast niższy poziom parteru tworzy przestrzeń wielofunkcyjną i zapewnia bezpośredni dostęp do Sali Choristers.
Konstrukcja została zaprojektowana w całości, jako beton odlewany na miejscu. Paleta materiałów była ograniczona do betonu, irlandzkiego dębu pippy, walijskiego łupka z wrzosu i opisanego kamienia Dundry na elewacji.
W 2014 r. Muzeum otrzymało wiele nagród – wśród nich nagrody LAMA w kategorii „Najlepszy budynek publiczny” i „Najlepsze dziedzictwo”, a także nagrodę International Civic Trust 2014 Award. Fantastyczny efekt końcowy to wynik współpracy ludzi z różnych środowisk: architektów, artystów, historyków, inżynierów i rzemieślników – połączenie różnych dyscyplin w zespole projektowym pozwoliło osiągnąć ten wyjątkowy wynik.

Na koniec zachowaliśmy najciekawszą informację. Projektantami tego obiektu byli polscy architekci: Bartosz i Agnieszka Rojowscy oraz Rupert Maddock – Architekt miasta. To była ciekawa informacja, więc skontaktowaliśmy się z nimi i zapytaliśmy o ich drogę do sukcesów w Irlandii i samą realizację opisywanej inwestycji.
Bartosz Rojowski
Po ukończeniu uczelni w Krakowie razem z żoną pracowaliśmy w jednej z krakowskich pracowni architektonicznych. Kolejnym krokiem była własna pracownia. Potem, jak wielu Polaków, postanowiliśmy ruszyć na „Zachód”. I tak znaleźliśmy się w Irlandii.
Swoje miejsce znaleźliśmy w miejskim biurze architektonicznym w Waterford (Waterford City Council Architects). Wtedy pojawiło się zlecenie zaprojektowania muzeum, o którym mówimy. W tym projekcie ja byłem głównym projektantem, a Agnieszka design architektem. W grupie był też główny architekt miasta Rupert Maddock.
To był ważny obiekt w Irlandii. Miasto Waterford to najstarsze irlandzkie miasto, które zostało założone przez Wikingów. Często mówi się, że to miasto Wikingów – co współcześnie jest zgrabnie wykorzystywanym chwytem marketingowym.
Wykonanie tego projektu było skomplikowane. Każdy element elewacji kamiennej jest inny. Nawet w tych fragmentach, gdzie są to elementy płaskie, podziały były różne. Na fragmentach krzywoliniowych mieliśmy do czynienia zarówno z elementami wypukłymi jak i wklęsłymi oraz o indywidualnych krzywiznach. To były fragmenty elips, hiperbol i parabol. Oczywiście całość musiała być zunifikowana od strony budynku, gdzie płyty był na ruszcie mocowane do ściany zewnętrznej.
Pierwsza iteracja bryły budynku została wykonana w glinie modelarskiej, następnie opisaliśmy matematycznie naszą superstrukturę jako bazę dla wirtualnego modelu fasady kamiennej. Za pomocą technik architektury parametrycznej stworzyliśmy wirtualny model 3D całej fasady. Wspomniane parametry pozwoliły w czasie rzeczywistym modyfikować model oraz zmieniać jego geometrię. Kiedy najbliżej korespondował z naszym glinianym modelem, zaczęliśmy proces ciecia modelu na pojedyncze elementy 3d układanki, które zostały wysłane do wykonawcy fasady e-mailem .Wykonawcą robót kamieniarskich była firma z Irlandii Północnej S McConnell & Sons Ltd. Dlatego wszystkie elementy były wykonywane indywidualnie na CNC i numerowane. Gdy rozpoczął się montaż, miałem obawy czy wszystko się zgra. Okazało się, że rozbieżność w sumie wyniosła 3 mm – wielkość niezauważalna.
Ciekawostką jest to, że do realizacji tej inwestycji sprowadzane były kamienie z dwóch różnych pokładów kopalni Dundry. Z dolnego pokładu wydobywany jest materiał bardzo twardy, a z górnego nieco miększy i łatwiejszy w obróbce. Był on potrzebny do realizacji tych fragmentów fasady, na których umieszczono liternictwo i siedmiometrową płaskorzeźbę „Waterford Lady”. Te prace rzeźbiarskie wykonywał rzeźbiarz Stephen Burke na gotowej elewacji. Było to nad wyraz ryzykowne, ale dzięki temu rzeźby są faktycznie elementem budynku, a nie fragmentem sprawiającym wrażenie dodanego do gotowej elewacji. Oczywiście w związku z pracami rzeźbiarskimi elementy ściany z tego obszaru musiały być innej grubości.

W realizacji brało udział wiele osób z różnych krajów. Przy samej elewacji pracowało bardzo wielu Polaków.
Obecnie z żoną Agnieszką mamy już własne biuro architektoniczne - ROJO STUDIO ARCHITECTS. Myślę, że dzięki pracy przy muzeum zdobyliśmy wielu klientów, nie tylko w Irlandii. Obiekt został zauważony również w wielu krajach, nawet na Dalekim Wschodzie, między innymi w Korei i Japonii. Dostaliśmy stamtąd wiele zapytań.

Warszawski Dworzec Centralny powstał w latach 70-tych. Został wybudowany w rekordowo krótkim okresie – planowany cykl budowy skrócono z 10 do 3 lat. To tempo budowy miało swoją cenę – oczywiście była nią jakość.
Prawie na każdej budowie harmonogram jest aktualny tylko w pierwszym okresie, a prace kamieniarskie zwykle są przewidziane na późniejszych etapach. Przeważnie problemy zaczynają się z chwilą planowego wejścia na plac budowy ekip kamieniarskich. Bo termin zakończenia prac się nie zmienia, a poślizgi hamują rozpoczęcie prac zgodnie z harmonogramem wyznaczonym na początku.
I tu zaczynają się „schody”. By zdążyć, rusza akcja „wszystkie ręce na pokład”. Cel: zrobić w terminie, zasad nie ma. Prawie nie ma. Jest za to magiczne hasło: „później się poprawi”.
Efekty widać na pierwszym zdjęciu, które zrobiono 1 października 2018 roku. Zapomniano o późniejszej poprawie. Ba! Zapomniano o koniecznej konserwacji (no bo przecież kamień jest wieczny). I tak po cichu minęło prawie 50 lat. Część dworca już wyremontowano – może i ten fragment doczeka się remontu. Ale tutaj trzeba wykonać wszystko od początku – tak, jak zrobiono to już na innej części obiektu –
zastępując stopnie okładzinowe blokowymi.
Drugie zdjęcie prezentuje zbliżenie na klasykę tamtych lat: stopnica z granitu Strzegom, podstopnica ze sjenitu Przedborowa.

Nie będę ukrywał, że jestem wyczulony na istotny fragment każdej budowli, jakim są schody. Pokonywanie ich to codzienność. Występują w naszym otoczeniu na każdym kroku. Jeżeli są tak niezbędne do naszej egzystencji, to dlaczego projektanci i wykonawcy tak mało starań wkładają w ich tworzenie. Tak mało jest schodów dostosowanych do użytkowników, którzy będą potencjalnie najczęściej z nich korzystać. Jeżeli już same schody zostaną wykonane z uwzględnieniem potrzeb najczęstszych użytkowników, to często jakiś inny element jest wykonany w taki sposób, że niweczy całą korzyść z tego wynikającą.
Z moich obserwacji, przy bardzo tolerancyjnym podejściu, tylko 50% schodów jest wykonanie poprawnie. Można by śmiało rozpisać konkurs na wzorcowo zaprojektowane i wykonane schody. Pzrypuszczam, że laureata długo byśmy szukali. Ale może tylko tak mi się zdaje?
Więc dziś tylko zapytam znów: dlaczego tak?

Kamieniarz to bardzo ważny współpracownik konserwatora zabytków. Swoje umiejętności związane z obróbką kamienia wykorzystuje przy prostych pracach renowacyjnych, ale także przy rekonstrukcjach złożonych detali architektonicznych.
Ważnym elementem pracy kamieniarza na istniejącej zabytkowej kamieniarce jest flekowanie kamienia, czyli uzupełniania w nim ubytków. Flekowanie jest stosowane w miejscach ubytków zbyt dużych na szpachlowanie, ale zbyt małych, by konieczna była rekonstrukcja całego detalu architektonicznego.
Pierwszym etapem jest dobór materiału.
Idealną sytuacją jest, gdy do flekowania użyty zostanie materiał z tego samego złoża, z którego powstał naprawiany element. Nie jest to łatwe. Naprawa zwykle dotyczy obiektów, które powstały kilka wieków temu i przez ten czas wiele złóż zostało wyeksploatowanych, zamkniętych, lub zmieniło swoje przeznaczenie. Nie zawsze jest też możliwość dotarcia do informacji o pochodzeniu materiału użytego w czasie budowania obiektu. Zawsze jednak należy dobierać materiał najbardziej zbliżony do pierwotnego kolorem i strukturą oraz wielkością i kształtem ziarna.
Flekowanie zaczynamy od pomiarów ubytku i przygotowania materiału. Następnie wykonujemy wycięcie w elemencie architektonicznym, które ma za zadanie wyrównać krawędzie ubytku. Do tak wykonanego wycięcia dopasowuje się fleka, a następnie wkleja, gdy jego krawędzie najdokładniej przylegają do krawędzi ubytku. Do montażu wypełnienia można użyć kotew. Przyjmuje się, że flek powinien nieco wystawać z miejsca ubytku i końcowe doszlifowanie powinno odbyć się już po zamontowaniu. W ten sposób uzyskuje się również lepsze scalenie kolorystyczne z oryginalnym materiałem.
W niektórych technikach flekowania pozostawia się naturalny kolor łaty. Ma ona swoich przeciwników i zwolenników, budzi też różne komentarze natury estetycznej. Na szczęście dla kamieniarzy decyzję o zastosowanej technice podejmuje konserwator.
Flekowanie ma za zadanie odtworzenie uszkodzonych elementów, zabezpieczenie przed dalszą degradacją oraz poprawienie estetyki obiektu. Jest jednak jeden aspekt, nad którym należy się dokładniej zastanowić w czasie podejmowania prac renowacyjnych. To ślady historii takie jak: dziury po kulach, ślady po ostrzeniu szabli o piaskowiec czy małe otwory tzw. pokutniczek. Osobiście jestem zwolennikiem pozostawiania takich śladów – są elementem obiektu.