O kamieniu

Dlaczego tak?

Autor: Bogusław Skolak   |   Data publikacji: środa, 15 listopada 2017 13:44

dt5_15a.jpg

Dlaczego pomniki, jako pamiątka narodowa, są traktowane z wyjątkową małą starannością? Czy to kwestia kosztów? Chyba nie. Czy to kwestia przetargów z najniższą ceną? Możliwe, ale tak być nie powinno. A może to zwykłe niedbalstwo i brak właściwego nadzoru od fazy projektowania do realizacji?

Pomnik Marszałka Józefa Piłsudskiego w Warszawie jest jednym z tych, który wywołuje pytanie, czy tak można wykonać prace kamieniarskie, które winny być wizytówką kamieniarstwa. Jeżeli popatrzymy na tę robotę z perspektywy niecałych dwudziestu lat, to można by powiedzieć: „No cóż, nic nie jest wieczne. Ba! Dwadzieścia lat to całe jedno pokolenie.” Tylko problem z tym, że na tym cokole stoi nie z gipsu, ale ze spiżu Marszałek. I w założeniu pomysłodawcy pomnika – ś.p. Jerzego Waldorffa – winien on stać znacznie, znacznie dłużej. Stać będzie, ale cokół na pewno rozleci się. Zdjęcia pokazują wszystkie grzechy główne projektowania i wykonawstwa. Moda w projektowaniu okładzin imitujących elementy blokowe pokazuje jakie to powoduje skutki.

Dawniej, osoby nieprzygotowane zawodowo do wykonywania określonych prac, zwano „fuszerami”. Odnoszę wrażenie, że i tym razem mamy do czynienia z takimi fachowcami. Płyty rozjeżdżają się, narożniki na „stolarską fugę” (kto to wymyślił w pracach kamieniarskich?!) poszczerbione, sama fuga dawno wypłukana przez deszcz. Dalsze działanie warunków atmosferycznych, zwłaszcza mróz, dopełnią dzieła zniszczenia. A ponad to płaczące fugi schodów świadczą o zastosowaniu niewłaściwego cementu oraz przenikaniu wody z wyższych warstw.

Trochę wstyd, by Warszawa tak czciła swojego obrońcę. Zbliża się 100-lecie niepodległości Ojczyzny – to dobra okazja na solidny remont. Przede wszystkim warto w tym momencie porównać koszty ciągłych napraw – które i tak nigdy nie będą zrobione trwale i estetycznie – z kosztem wykonania schodów z elementów blokowych według prawdziwych, tradycyjnych zasad kamieniarskich. Gdyż w przeciwnym przypadku nieustannie będziemy pytać: „dlaczego tak?”

 

 

przeczytaj cały artykuł

Różanka zelejowska

Autor: Jerzy Jędrychowski   |   Data publikacji: poniedziałek, 11 września 2017 12:14

rozanka2.jpg

Kalcyt różanka – Góra Zelejowa (fot. Paweł Suchanek)

Mimo, że Góra Zelejowa, leżąca na północny zachód od Chęcin, była miejscem pozyskiwania ciekawej odmiany dewońskiego wapienia o oliwkowym kolorze z bogatym użyleniem barwy białej lub różowej, to jednak nie lita skała wapienna była najbardziej poszukiwanym materiałem z tego miejsca. Był nim występujący żyłowo wśród wapieni, grubokrystaliczny kalcyt zwany „różanką zelejowską”.

Nazwa „różanka zelejowska” pochodzi od unikalnej struktury skały, gdzie okruchy jasnego kalcytu, otoczone są wiśniowym hematytem, tworząc charakterystyczne różyczki. Wielokrotne etapy mineralizacji i powtórnego kruszenia, spowodowały powstanie tu wielobarwnych struktur. Biały i różowy kalcyt, zabarwiony wiśniowym hematytem, tworzył niepowtarzalną kolorystykę.

Za powstanie różanki odpowiedzialne są roztwory hydrotermalne – gorące, zmineralizowane wody, – z których krystalizował w spękanych skałach kalcyt i towarzyszące mu minerały. Pierwsze spękania skał dewońskich miały miejsce podczas waryscyjskich ruchów górotwórczych, w późnym karbonie, zaś ostatnie podczas ruchów alpejskich. Wtedy to wielokrotnie spękany kalcyt został wzbogacony przez kruszce ołowiu i miedzi.
Wydobywany na Górze Zelejowej materiał posiadał zróżnicowaną budowę wstęgowo-pasmową, brekcyjną lub kokardową. Do prawdziwych marmurów różankę zelejowską upodabnia budowa krystaliczna. Ponadto, wyjątkowość różanki polega na możliwości uzyskania doskonałego poleru powierzchni, przez co stanowiła dużą konkurencję dla wielu marmurów włoskich.

rozanka5.png

Kolumna z różanki zelejowskiej w ołtarzu kaplicy Fodygi w Chęcinach oraz waza z różanki.

Żyły różanki były szerokości od kilku centymetrów do kilkunastu metrów, długość ich wynosiła od kilkudziesięciu do kilkuset metrów. Takie występowanie tego materiału wymuszało specyficzną metodę wydobycia, po której do dziś widoczne są długie i wąskie wyrobiska tzw. szpary. Do pozyskania różanki używano drewnianych klinów włożonych w wykute otwory i polewanych wodą. Woda powodowała pęcznienie drewna i odspajanie bloków od litej skały. Prócz wyrobisk na Zelejowej, szpary możemy także oglądać na górze Stokówce w pobliżu Gałęzic.

Detale architektoniczne wykonane z różanki spotykamy w wystroju wielu barokowych obiektów sakralnych nie tylko królewskiego Krakowa, ale też Kielc. Są to m.in. detale ołtarza głównego w klasztorze na kieleckiej Karczówce, tak zwane lustra przy portalu w Pałacu Biskupów Krakowskich oraz w Wąchocku, Jędrzejowie i Lisowie.

Pomimo trudności w obróbce spowodowanej krystaliczną budową znany jest przykład wykonania rzeźby figuralnej z kalcytu różanki. Są to rzeźby z nagrobka Gostomskich znajdujące się w kolegiacie w Środzie Wielkopolskiej, wykonane około 1610 roku. Wyjątkową urodą cechuje się wykonany między innymi z różanki w roku 1614 przez Kaspra Fodygę ołtarz w kaplicy kościoła pod wezwaniem Św. Bartłomieja Apostoła w Chęcinach. Kaplica jest nazywana kaplicą Fodygi lub Trzech Króli. Jest ona jednym z nielicznych w Polsce przykładem kaplicy poświęconej mieszczaninowi.

rozanka4.jpg

Fragment posadzki wykonanej z kalcytu różanki – apartamenty królewskie na Wawelu

Bardzo ciekawy przykład wykorzystania tego surowca, znaleziono w Muzeum Przypkowskich w Jędrzejowie. W jednej z sal znajduje się wazon o nietuzinkowej urodzie wytoczony z kalcytu różanki. Z ostatnich uzyskanych z kamieniołomu na Zelejowej bloków, wykonano okładziny kolumn, znajdujących się w muzeum w Oddziale Święto-krzyskim Państwowego Instytutu Geologicznego w Kielcach.

Eksploatacja wyrobiska trwała do roku 1954. Obecnie jest to rezerwat przyrody objęty ścisłą ochroną prawną.

przeczytaj cały artykuł

Dlaczego tak?

Autor: Bogdan Pieprzyk   |   Data publikacji: poniedziałek, 11 września 2017 11:52

Dt417a.jpg

Oto prawdopodobnie jeden z ładniejszych kompleksów hotelowych na wybrzeżu powstały w ciągu ostatnich dwóch lat: usytuowany przy promenadzie w Świnoujściu Radisson Blu.

Z promenady wzdłuż budynków hotelowych prowadzi pieszy deptak w stronę plaży. Jest on wyłożony posadzką z płytek betonowo-konglomeratowych. W jego centralnym punkcie zaprojektowano koło o średnicy około 10 metrów z granitu strzegomskiego z płomieniowaną powierzchnią. Koło jest podzielone na kilka kręgów.

Samo zestawienie płytek betonowo-konglomeratowych z kamieniem budzi wątpliwości, żeby nie powiedzieć zgrzyt. Jednak to dopiero czubek góry lodowej.
Przy projektowaniu takiego koła istotnym elementem jest zachowanie równych fug na okręgach oraz na promieniach. Można przypuszczać, że na etapie projektu nie uwzględniono fug i przy montażu pojawił się problem. Próbowano „rozciągnąć” poszczególne kręgi, aby uzyskać fugę. Efektem jest zaburzenie geometrii promieni – w jednym miejscu łuki są „na styk”, a w drugim fuga rozchodzi się w jaskółczy ogon.

Płyty nie dość, że leżą nierówno, to jeszcze klawiszują. Ponadto widać nie-staranność wykończenia przy kratkach ściekowych. Kamieniarska robota wygląda fatalnie.
W miarę solidne ułożenie części deptaka z płyt konglomeratowych na fugę krzyżową kontrastuje z bublem kamieniarskim z kamienia naturalnego. I znów sami sobie robimy krzywdę umacniając pozycję rozwiązań konkurencyjnych: kto, widząc takie estetyczne zderzenie betonu i kamienia, będzie chciał zaryzykować zamówienie kamienia?

No właśnie... I dlaczego tak?

DT417p.png

przeczytaj cały artykuł

Ukryty wróg

Autor: Michał Firlej   |   Data publikacji: piątek, 08 września 2017 18:21

MF1.jpg

Bardzo często słyszę o kończącej się perspektywie inwestycji związanych z kamieniem. Słowa te padają głównie w kontekście zabrukowania całego kraju, obłożenia wszystkich budynków itp. Pewnie w efekcie zakończy to wielkopowierzchniowe zastosowanie kamienia w budownictwie.
Niestety dla kamienia istnieje groźniejszy, skryty wróg. Jest to złe jego zastosowanie oraz nienależyte dopilnowanie robót. Skomentuję to na przykładzie spaceru po świeżo zabrukowanej ul. 3-go Maja w Rzeszowie. #lbkik

Dwa tygodnie po uroczystym otwarciu ulicy – w trakcie którego prezydent miasta zwracał się do budowlańców „Chłopy, macie złote ręce!!” – znalazłem się w Rzeszowie. Z uwagi na fakt głośnego odzewu wśród producentów wyrobów brukowych na temat tej przebudowy postanowiłem przetestować ją z pozycji użytkownika. Muszę przyznać, że ktoś musiał się naprawdę postarać, aby absolutnie zniszczyć wszystkie walory estetyczne nawierzchni.
Pierwsze wrażenie jest takie, że leżący tam kamień użytkowany jest od wielu lat, deptak nigdy nie był sprzątany, a praca nie wygląda na pewno na świeżo wykonaną. Złudzenie to jest wynikiem zabrudzenia całości nawierzchni zaprawą do fugowania – w tym wypadku mieszanką piasku i żywicy. Na powierzchni kamienia pozostała warstwa żywicy. W niektórych miejscach rozsmarowany piasek z żywicą tworzy swoisty tynk pokrywający chodnik. Gdzieniegdzie pozostawiono kupki zaprawy, która stężała i przykleiła się do granitu.

MF5.jpg

Na kostce roztarto warstwę piasku z żywicą (żółte pole)

Wyjaśnienie tego zjawiska ukazał sam wykonawca, który tego dnia dokonywał poprawek. Kilkanaście uszkodzonych płyt zostało zdemontowanych i zastąpionych nowymi. Następnie wymienione płyty były fugowane. Prace trwały w samo południe w dzień, w którym termometr wskazywał temperaturę 35oC. W takiej temperaturze żywica wiązała błyskawicznie, a każdy jej kontakt z kamieniem powodował natychmiastowe powstanie zabrudzeń. Z zaskoczeniem również zauważyłem, że nowe płyty posiadają duże wyszczerbienia, ale nikt nie zwracał na to uwagi i nie przeszkadzało to pracownikom w ich układaniu.

MF3.jpg

Fugowanie w pełnym słońcu

Potem były kolejne niespodzianki związane z samym układaniem kostki. Błędy, które na pierwszy rzut oka można wyłowić, wskazują na niski poziom fachowości ekipy brukarskiej. Powierzchnia jest pofałdowana niczym fale Dunaju, nie utrzymywano przesunięć kostek względem siebie. Jeszcze ciekawiej jest przy bliższych oględzinach powierzchni kostki – z założenia płomieniowanej. Na nawierzchni widzimy wiele elementów groszkowanych, ciętych i surowo-łupanych. W trakcie układania jednym z zadań brukarza jest selekcja kostek oraz montowanie ich prawidłową płaszczyzną do góry. W tym przypadku trudno oprzeć się wrażeniu, że w wielu miejscach kostki układano losowo. Efekt końcowy każdy widzi.

MF4.jpg

Koszmar brukarza

Bardziej uważny przechodzień dostrzeże również brak zdylatowania nawierzchni. W trakcie spaceru widziałem, że trwały prace związane z nacinaniem szczelin. Czy dylatacje nie powinny zostać wykonane przed dokonaniem odbioru końcowego budowy?
Najciekawsze w tym wszystkim są reakcje mieszkańców Rzeszowa, którzy zaczepiali mnie na ulicy i wskazywali na złe wykonanie nawierzchni. Większość z rozmówców wyrażała opinię, że na innych uliczkach najchętniej by widzieli kostkę betonową, bo nie powoduje ona tak wielu kłopotów.
Ten niebezpieczny dla nas głos słyszałem już w kilku innych miastach – zawsze w kontekście niewłaściwego wykonania. Mam nadzieję, że ta wizja nie spełni się i kamień pozostanie synonimem trwałości.

MF2.jpg

Nowo zamontowane płyty są wyszczerbione

Sprawa deptaku rzeszowskiego nasuwa mi jeszcze jedno pytanie: jakim cudem ta brudna, krzywa, szpetna nawierzchnia została odebrana przez nadzór budowlany? Odpowiedzi pewnie nie można głośno wypowiedzieć…

przeczytaj cały artykuł

Wapień neogeński

Autor: Jerzy Jędrychowski   |   Data publikacji: wtorek, 04 lipca 2017 12:16

pinczak1.jpg

Wapień pińczowski, zwany popularnie pińczokiem, zaliczany jest do wapieni lekkich. Jego wyrobiska znajdują się na południe od Kielc na szerokim 40-kilometrowym pasie obejmującym Busko-Zdrój i Pińczów. Na całym obszarze, znajdują się różnej wielkości wyrobiska, jednak największym z nich jest kamieniołom położony w północnej części Pińczowa.

Wapienie pińczowskie powstawały około 15 milionów lat temu w czasie neogenu, dawniej zwanego trzeciorzędem, w strefie przybrzeżnej morza. Zbudowane są z okruchów wapiennych szkielecików mięczaków i szczątków zwierząt morskich oraz glonów z rodziny Lithotthamnium – dlatego wapień pińczowski nosi też nazwę wapienia litotamniowego.

Odmiany średnio i drobnoziarniste wykazują dobrą mrozoodporność i są materiałem najbardziej cenionym i poszukiwanym. Skała w złożu jest stosunkowo miękka i daje się łatwo obrabiać. W przeszłości do jego obróbki stosowano narzędzia takie same jak do obróbki drewna. Można go również toczyć i strugać. Wapień pińczowski wystawiony na działanie warunków atmosferycznych zmienia swoje właściwości – staje się coraz twardszy i bardziej wytrzymały.

Dzieje się to w wyniku odparowania wody uwięzionej w porach i krystalizacji kalcytu w niej rozpuszczonego, który tworzy sztywny wewnętrzny szkielet, zwiększający ogólną wytrzymałość skały. Jednocześnie na powierzchni powstaje rodzaj patyny o grubości od 1 do 4 mm, izolującej kamień od działania czynników atmosferycznych. Po całkowitym wyschnięciu wapień zyskuje właściwości termiczne zbliżone do cegły.

Podczas odbudowy klasztoru cystersów w Jędrzejowie zbadano stare ciosy wykonane z wapienia pińczowskiego. Badania wykazały, że na przestrzeni kilku wieków uzyskały one znaczną twardość i wytrzymałość na ściskanie sięgającą 500 kG/cm2. Czyli stały się pięć razy bardziej wytrzymałe niż w chwili wyjęcia ich ze złoża.
Wapień pińczowski to kamień o najdłuższej w Polsce, nieprzerwanej tradycji wykorzystania w rzeźbie i w architekturze. Początki jego eksploatacji są trudne do określenia. Najstarsza znana rzeźba z wapienia pińczowskiego to wołek znaleziony w trakcie prac wykopaliskowych na Wzgórzu Wawelskim – datowany na przełom X i XI wieku. W połowie XII wieku działał już w Skowronnie koło Pińczowa duży kamieniołom założony na potrzeby budowy wcześniej wspomnianego opactwa cysterskiego. Wapień pińczowski zastosowano również w budowlach powstających w Wiślicy od XII do XV wieku. Służył także jako budulec przy wznoszeniu licznych kościołów w okolicy oraz do wykonania elementów architektonicznych i rzeźb sakralnych.

Warto wspomnieć, że na przełomie XVI i XVII wieku Pińczów był największym ośrodkiem kamieniarskim w Polsce. Tu żyli i pracowali sprowadzeni z Włoch mistrzowie – najpierw Jan Maria Padovano, potem Santi Gucci Fiorentino – którzy mieli ogromny wpływ na polską rzeźbę z tamtego okresu.
Ogromna łatwość pracy w wapieniu pińczowskim w stanie naturalnej wilgotności, jego struktura, umożliwiająca wykonywanie najdrobniejszych szczegółów oraz uzyskiwana z czasem odporność sprawiła, że był on cenionym i poszukiwanym materiałem rzeźbiarskim. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że połowa rzeźb kamiennych w Polsce wykonanych jest z drobnoziarnistej lub średnioziarnistej odmiany wapieni pińczowskich.


Nie tylko w bezpośrednim sąsiedztwie Pińczowa eksploatowano wapienie litotamniowe. Na całym Ponidziu znajduje się mnóstwo obiektów sakralnych i mieszkalnych wybudowanych z wykorzystaniem tego materiału. Są to również kapliczki, przydrożne krzyże i figurki, które stały się najbardziej rozpoznawalnym elementem krajobrazu tej krainy. Wizytówką regionu jest kaplica Świętej Anny wybudowana na Górze Klasztornej górującej nad Pińczowem .
Na terenie Kielc również można spotkać zarówno rzeźby historyczne i współczesne obiekty z tego materiału, jak choćby figura św. Jana Nepomucena w parku im. Stanisława Staszica czy rzeźba „Biruty” znajdująca się u zbiegu ulic Staszica i Solnej. Przykładem wykorzystania wapienia pińczowskiego we współczesnej architekturze monumentalnej jest kościół p.w. Św. Józefa Robotnika na kieleckim Szydłówku.
Wapienie pińczowskie nadal są wydobywane, a zainteresowanie tym wyjątkowym materiałem nie słabnie.

pinczak2.jpg

przeczytaj cały artykuł
Strona 29 z 40

Najnowszy numer
6/2025 (139)

grudzień 2025 – styczeń 2026

Zamów darmową prenumeratę

Ogłoszenie drobne
kup, sprzedaj, zamień...

Fartuchy wodoodporne dla kamieiarzy
2025-11-26 13:39:41
Producent fartuchów i rękawów wodoodpornych dla kamieniarzy. Sprzedaż wysyłkowa – błyskawiczna wysyłka pocztą lub kurierem. Strzegom, ul. Św. Anny 1/6, www.fartuchywodoodporne.pl, tel. 60 34 26 223, tel./fax 74 8 551 472

Reklama W Kurierze
Poznaj zalety naszego pisma

  • Kurier Kamieniarski to dwumiesięcznik – najstarszy na rynku kamieniarskim, wydawany od 1997 r. Jest bezpłatnie wysyłany do ponad 4.000 osób i firm związanych z branżą kamieniarską.
  • Nasza baza adresowa jest na bieżąco aktualizowana, a co tydzień dopisujemy do niej nowe firmy. Stale zdobywamy nowe kontakty biorąc udział w targach i spotkaniach branżowych.
  • Osiągamy ponad 99% skuteczność - z wysłanych 4.000 egzemplarzy wraca do nas nie więcej niż 30-50 szt.