
Zetknąłem się ostatnio z zaskakującym zdarzeniem. W sytuacji spornej klient firmy kamieniarskiej oddał do badania próby kamienia w formie kostek brukowych. Z protokołem z badań udał się do dostawcy w celu wyjaśnienia niezgodności. Dostawca odesłał go z kwitkiem mówiąc, że próby do badań można pobierać tylko i wyłącznie z kamieniołomu. Badania na innych próbkach są nieważne. Czyli nie wolno pobierać prób do badań z wyrobu gotowego. #lbkik
Przypuśćmy na chwilę, że powyższy tok rozumowania jest prawidłowy. Jaką tworzy to sytuację? Nie możemy porównać deklarowanych właściwości użytkowych wyrobu z rzeczywistą dostawą, jaka dotarła do odbiorcy. Dla sprzedawcy jest to oczywiście bardzo korzystna sytuacja – sprzedaje wyroby, posiłkując się badaniami przedstawionymi przez kamieniołom, i jest bezkarny, bo konkretna partia wyrobów w praktyce jest niesprawdzalna. Nie ma możliwości weryfikacji cech dostarczonego wyrobu.
Producent kamienia, badając swój materiał, wybiera do badań próby specjalnie wyselekcjonowane, z odpowiednio ułożonymi płaszczyznami anizotropii, bez myszek, żyłek itd. Wyniki badań wychodzą wtedy najkorzystniej. I choć są prawdziwe, ukazują nieco wyidealizowany obraz materiału. Potem następuje proces produkcji wyrobu, który może mieć wpływ na jego cechy. Na przykład płomieniowanie granitu w niektórych przypadkach obniża wytrzymałość na zginanie wyrobu gotowego. Zgodnie z przytoczoną na wstępie interpretacją nie mamy więc możliwości sprawdzenia faktycznych cech i właściwości wyrobu po procesie produkcji. Widać zatem niedociągnięcia takiego toku rozumowania.
O pobieraniu prób mówią normy i odpowiednie do nich załączniki:
EN 1341, załącznik B „Guidance on sampling” ,
EN 1342, załącznik A „Guidance on sampling”,
EN 1343, załącznik B „Guidance on sampling”,
EN 1469, rozdział 5 „Testing, assessment and sampling methods”,
EN 12058, rozdział 5 „Testing, assessment and sampling methods”,
EN 12057, rozdział 5 „Testing, assessment and sampling methods”,
EN 771-6, załącznik A „Sampling for initial type testing and for independent testing for consignments”

Pomimo delikatnych różnic pomiędzy dokumentami, możemy wyznaczyć trzy podstawowe miejsca pobrania prób: pobranie z kamieniołomu (surowa skała), pobranie z zakładu (półprodukt lub wyrób gotowy), pobranie z miejsca przeznaczenia (skład, budowa i oczywiście elementy zdemontowane z budowy, lub miejsca użytkowania). Pierwotne stanowisko kamieniarza stało się w świetle przywołanych norm mocno chwiejne, żeby nie powiedzieć naciągane.
W zasadzie powinniśmy odpowiedzieć sobie na jedno ważne pytanie: po co my to badamy? Badamy, żeby przewidzieć, czy wyrób gotowy – tu budowlany – możemy zastosować w danym miejscu. Interesuje nas zatem produkt, a nie surowiec jako taki. Nie mamy tu do czynienia z akademickimi badaniami – rozważamy wyrób w kontekście użytkowym, inżynierskim. W tym celu bierzemy pod uwagę nie tylko same cechy surowca pozyskanego z kamieniołomu, powinniśmy również sprawdzić, czy sama produkcja nie wpływa na zmianę – a zwłaszcza na obniżenie – właściwości wyrobu.
#michalfirlej

W poprzednim numerze Kuriera Kamieniarskiego opisywałem, jak poradzić sobie z popularnym pytaniem: „jaka to czcionka?”, wykorzystując narzędzia dostępne on-line w internecie. Metoda nie jest skomplikowana: zrobić dobre i ostre zdjęcie istniejących napisów, poprawić kontrast zdjęcia i wysłać na jedną z podanych stron – na podstawie zdjęcia strona wyświetla nazwy fontów, spośród których można wybrać najbardziej odpowiedni.
Wspomniałem również, że sprawa komplikuje się, gdy istniejący napis jest z czasów przedkomputerowych lub został wykonany bez wsparcia komputerowego. Takie wymyślone przez liternika czcionki zwykle nie mają odpowiedników cyfrowych i dopasowanie kroju pisma dla nowej „dopiski” może być kłopotliwe. Napisówkę jednak zrobić trzeba, i wypada postarać się, aby nowy napis był przynajmniej podobny i nie raził w zestawieniu z istniejącymi inskrypcjami.
W takim wypadku można posłużyć się stroną internetową www.identifont.com, na której poszukiwana czcionka wybierana jest na podstawie cech charakterystycznych. Strona prowadzi przez ten proces, wystarczy odpowiadać na kolejne pytania ze strony. Choć strona jest w języku angielskim, to każde pytanie dotyczące cech kroju pisma jest zawsze zilustrowane. Można też korzystać z automatycznego tłumacza Google – wystarczy go zainstalować w swojej przeglądarce.

Krok po kroku
Na początek fotografujemy istniejące napisy. Przypomnę, że zdjęcie powinno być ostre, w jak najwyższej rozdzielczości i być wykonane prostopadle do płaszczyzny napisów. Warto w kadrze ująć jak najwięcej tekstu, by analiza porównawcza wykonywana przez stronę mogła się odbywać na jak największej liczbie liter. Mając takie zdjęcie wchodzimy na stronę www.identifont.com.
Strona wygląda nieco archaicznie, ale ma spore możliwości. Jest tu również funkcja odnajdywania czcionek na podstawie obrazu opisywana w poprzednim artykule. Tym razem zajmiemy się jednak szukaniem kroju pisma na podstawie cech kroju. Na stronie jest to pierwsza zakładka „Fonts by Appearance”, czyli „Font według wyglądu”.
Już tu odpowiadamy na pierwsze pytanie – czy czcionka jest szeryfowa czy bezszeryfowa. Szeryfy to poziome lub ukośne zakończenia głównych kresek w literze (tekst, który właśnie czytacie, jest wydrukowany krojem bezszeryfowym). Każde kolejne pytanie ma kilka możliwości odpowiedzi zilustrowanych obrazkami. Jest też możliwość wybrania „Not Sure”, kiedy nie jesteśmy pewni odpowiedzi lub na podstawie zdjęcia naszego napisu nie mamy możliwości stwierdzenia, która odpowiedź jest poprawna. Pytania dotyczą szczegółów pojedynczych liter, dlatego przydaje się zdjęcie z dużą liczbą znaków. Im większym zestawem liter i cyfr dysponujemy, tym większa jest szansa na znalezienie jak najbardziej podobnego kroju pisma. Nie należy rezygnować, gdy na wiele pytań nie będziemy mieli możliwości udzielenia odpowiedzi. Warto dojść do końca i zobaczyć rezultaty.
Dla przykładu spróbowałem odnaleźć czcionkę, o którą na Facebooku w grupie Kamieniarstwo pytał jeden z jej członków. Na początek tradycyjnie przetworzyłem przesłane zdjęcie tak, aby uzyskać jak najwyraźniejszy obraz liter.
Potem odpowiadałem na pytania nie przejmując się tymi, na które nie potrafiłem odpowiedzieć, mając tak niewielki zestaw znaków. Na koniec pytań otrzymałem wykaz fontów o zbliżonym charakterze do poszukiwanego napisu.
Strona wyświetla dwie listy. Po lewej wykaz krojów zgodnych z udzielonymi odpowiedziami, a po prawej wykaz fontów podobnych. Wykaz fontów podobnych zmienia się w zależności od wyboru kroju pisma na liście po lewej.
W przypadku napisów z czasów przedkomputerowych niestety może się okazać, że nie znajdziemy kroju, który w pełni odpowiada wyglądowi starych inskrypcji. W tym przypadku starajmy się dobrać font jak najbardziej podobny, a przynajmniej pasujący do istniejącego napisu.

Ps. Po publikacji pierwszej części „Jaka to czcionka?” na www.facebook.com/KurierKamieniarski jeden z naszych czytelników, Rollo Lothbrok, podpowiedział jeszcze jedną metodę. Otóż znany z poprzedniego artykułu WhatTheFont występuje również w postaci aplikacji na smartfony. Po uruchomieniu aplikacja włącza aparat w komórce i jest gotowa do pstryknięcia zdjęcia.
Na zdjęciu zaznacza się tekst i aplikacja odczytuje litery z zaznaczenia. Jeśli odczytanie jest niedokładne, to treść można poprawić przy użyciu klawiatury smartfonu. Po tych zabiegach otrzymujemy listę fontów o kształcie podobnym do widocznych na zdjęciu. Autorowi komentarza dziękuję.
Demontaż nagrobka to obszerny temat. Każdy ma swoją technikę montażu – o tym już było wielokrotnie w Kurierze Kamieniarskim. Pozostaje jednak kwestia demontażu nagrobków. Niejeden kamieniarz-montażysta tylko z tego żyje. O ile w nagrobkach typu grobowcowego jest to stosunkowo proste, to w pomnikach stawianych na grobach typu ziemnego sprawa nie wygląda już tak trywialnie.
Grobowce z reguły projektuje się tak, żeby do kolejnego pochówku można było zdjąć tylko górne wieko (płytę główną kryjącą). Taka forma i budowa nagrobka pozwala na to, by bez demontażu całości pomnika trumna – bądź urna – mogła być pochowana do wnętrza wymurowanej piwnicy. Na koniec ceremonii należy tylko płytę nakrywową nasunąć z powrotem i dodać na tablicy kolejną inskrypcję.
W przypadku grobów ziemnych sytuacja jest zgoła odmienna. Każdy montażysta montuje nagrobek według własnego sposobu wypracowanego na własnym doświadczeniu. Jedni do tego używają klejów „cementowych”, drudzy klejów epoksydowych, inni sylikonów, jeszcze inni klamer i wtedy montaż odbywa się metodą tzw. „montażu suchego”. Tego ostatniego, w przypadku grobów ziemnych, raczej się nie używa z powodów czysto praktycznych – za dużo możliwości powstawania roszczeń reklamacyjnych. Dominują montaże mokre na różnego rodzaju klejach i zaprawach.
Wiedząc, że w danym miejscu nie będzie kolejnych pogrzebów, nagrobek należy zmontować tak trwale, na ile pozwala technologia i warunki. Gdy jednak zamawiający nagrobek poinformuje nas, że grób będzie jeszcze wykorzystywany do dochówku, to montażysta powinien wziąć ten fakt pod uwagę przy stawiania pomnika.
Nie jest to oczywiście stosowane przez wszystkich kamieniarzy-montażystów. Używanie klejów epoksydowych lub sylikonów naraża potencjalnego wykonawcę demontażu na nerwy i straty. Niejednokrotnie można zauważyć, jak podczas takiego demontażu pękają elementy granitowe pomnika. Są to sytuacje frustrujące i generujące niepotrzebne straty dla wykonawcy lub zleceniodawcy. A wystarczyłoby nie używać klejów, które są „na zawsze”, bo jedynym sposobem demontażu jest wtedy ciężki młot.
Kilkukrotnie spotkałem się też z podejściem, że „nie rozbieram nie swoich nagrobków”. Wykonawcy zaczynają bronić się przed demontażem nagrobków, których sami nie stawiali, bo nie wiadomo na co natkną się podczas demontażu. Klienci często uważają, że usługa demontażu jest i tak za droga, nie zdając sobie sprawy, ilu ludzi przy tym uczestniczy i ile pracy jest do wykonania. Dlatego mając na uwadze fakt, że taka operacja może przynieść jeszcze dodatkowo straty – związane choćby z odtworzeniem pękniętego elementu – wykonawcy nie chcą pracować na nie swoich produkcjach.
Koledzy kamieniarze! Nie róbmy sobie na złość. Gramy do jednej bramki. Nawet jeśli jesteśmy przekonani, że na którymś cmentarzu stawiamy tylko jeden nagrobek, raz do roku – i na pewno nie będziemy go demontować – to zmontujmy go tak, by kolega po fachu mógł sobie poradzić z rozbiórką w miarę szybko, bez użycia ciężkiego sprzętu. Jeśli każdy montaż potraktujemy na zasadzie „robię jak dla siebie, bo za kilka miesięcy lub lat będę musiał go rozebrać”, to na pewno wszyscy wyjdziemy na tym dobrze. Bez zbędnych nakładów pracy i nerwówki w kontaktach z klientem.

Śledzę na bieżąco kamieniarskie fora internetowe i chyba najczęściej pojawiającym się zapytaniem jest „jaka to czcionka?”*. Uzupełnieniem takiego pytania jest zdjęcie napisu.
Dopisywanie na „napisówkach” kolejnych zmarłych pochowanych w istniejących grobowcach to normalna praktyka. Dlatego musimy sobie radzić ze stworzeniem kolejnego napisu wykonanego określonym fontem* nieodbiegającym od wcześniejszych napisów. A problem bywa duży.
Na świecie jest niezliczona ilość fontów* i odnalezienie tego, który ktoś kiedyś, użył pozornie wydaje się niemożliwe. Dodatkowo problem pogłębiamy sami modyfikując wykonane określonym krojem* napisy.
Specjaliści w dziedzinie liternictwa oburzają się, widząc napis rozciągnięty lub zwężony, czy to w poziomie czy w pionie. Również ręczne pochylanie jest mocno krytykowane. A wynika to z rozbudowanej teorii dotyczącej typografii – dziedziny zajmującej się projektowaniem liter w sposób ułatwiający czytanie i odbiór słowa pisanego.
Dla przeciętnego człowieka, w większości przypadków, są to dość mgliste zagadnienia związane z proporcjami w czcionkach czy kształtami konkretnych liter. Mimo braku takiej wiedzy często widzimy, że jakiś napis jest elegancki, czytelny i można powiedzieć, że ma klasę. Inny wydaje się niezgrabny i słabo czytelny. Jeśli więc zauważamy jakiś atrakcyjny krój pisma, to możemy być pewni, że jego projektant sporo się napracował i miał niemałą wiedzę z zakresu projektowania liter.
W związku z tym na początek apeluję, by nie modyfikować fontów, oddając szacunek projektantom, którzy je stworzyli.
Jeszcze większym problemem są „napisówki” wykonane przez literników ręcznie, bez korzystania z metod komputerowych. To już wybitnie trudne zagadnienie. I jedyne, co możemy zrobić, to poszukiwać fontów o podobnym wyglądzie do tych, które zostały wykonane „z ręki”.
O metodach znajdowania czcionek
Pierwszym krokiem powinno być wykonanie zdjęcia z tekstem napisu, którego krój chcemy znaleźć. Aby mieć jak największą szansę na odnalezienie fontu, już w tym momencie musimy przyłożyć się do zadania.
Pamiętajmy, że im lepsza jakość zdjęcia, tym łatwiej będzie odnaleźć font. Ważne jest, aby zdjęcie wykonywać tak, by fotografowany napis był jak najmniej zdeformowany perspektywą fotografii. Aparat musi się znajdować na wprost napisu i na jego wysokości.
Dalsza część pracy to obróbka wykonanego zdjęcia. Posługujemy się różnymi programami do obróbki. Większość z nich ma potrzebne nam funkcje.
Przykładowe zadanie
Sfotografowałem napis celowo wybierając trudny przypadek mało kontrastowej „napisówki”:

Następnie w programie graficznym zwiększyłem kontrast, zamieniłem obraz na czarno biały i przetworzyłem na negatyw.



Otrzymany obraz kolejny raz przetwarzałem zmieniając jasność i kontrast.

Taki obraz tekstu można już użyć w poszukiwaniu właściwego kroju pisma.
Wsparcie internetowe
Istnieje kilka stron w Internecie wspierających poszukiwanie „czcionek” na podstawie obrazu. Tym razem skorzystałem ze strony: www.myfonts.com/WhatTheFont/

Jako wynik poszukiwania otrzymujemy listę czcionek o kształtach zbliżonych do widocznych na zdjęciu. Warto zwrócić uwagę, że na końcu listy można jeszcze wczytać kolejne czcionki.
Na tę stronę wysyłamy wcześniej przygotowane zdjęcie – wystarczy przeciągnąć w zaznaczone miejsce. Następnie kliknąć na strzałce poniżej obrazka.
W naszym przypadku najbardziej zbliżonymi krojami pisma były: New Gothic EF oraz ITC Franklin Gothic Condensed Book.
Oczywiście na stronie jest możliwość zakupienia takiego fontu.
Zanim jednak się zdecydujemy na zakup, warto przejrzeć posiadane w komputerze fonty kierując się ich nazwami. W opisywanym przykładzie oceniłem, że Franklin da dobry efekt. Zrobiłem napis tą czcionką, dopasowałem go do zdjęcia i okazało się, że mój nowy napis w miarę dokładnie przykrył badany napis po rozciągnięciu w pionie do 136%.


Teraz wystarczy stworzyć nowy dopisek korzystając z rozpoznanego fontu z zachowaniem zniekształcenia napisu w pionie.
Internetowych narzędzi do poszukiwania czcionek jest więcej. Przykładowo: www.fontspring.com/matcherator lub www.whatfontis.com.
Jeśli szukamy czcionek o charakterze zbliżonym do czcionki wykonanej „z ręki”, możemy wykorzystać inną metodę i inne narzędzie internetowe.
O tym w następnym artykule.
Czytaj także: część 2
*) Tytuł tego tekstu prawidłowo powinien brzmieć „jaki to font?” lub „jaki to krój pisma?”, jednak z potocznością języka czasami trudno polemizować. Mimo to przed rozpoczęciem lektury tego tekstu zachęcam do zapoznania się z minisłowniczkiem poniżej stworzonym w oparciu o definicje zaczerpnięte z Wikipedii (https://pl.wikipedia.org).
Czcionka – rodzaj nośnika pojedynczych znaków pisma drukarskiego, podstawowy materiał zecerski używany w technice druku wypukłego. Współcześnie czcionka drukarska została wyparta przez font komputerowy, który jest obrazem pojedynczego znaku (glifu) zakodowanym w postaci bitmapowej lub wektorowej.
W języku potocznym pojęcie „czcionka” jest używane niekiedy jako zamiennik pojęcia font.
Font – komputerowy nośnik pisma, zestaw czcionek o określonych wspólnych cechach zapisany w postaci elektronicznej, zazwyczaj w jednym pliku.
Obecnie pojedynczy font to najczęściej zestaw czcionek danego kroju (np. Arial) i odmiany (np. Pogrubiony). Czyli „Arial Pogrubiony” i „Arial Kursywa”, to dwa różne fonty jednego kroju Arial.
Krój pisma – charakterystyczny obraz kompletu znaków pisma o jednolitych podstawowych cechach graficznych: stylu, rytmie, proporcji, dukcie, układzie lub kształcie szeryfów, właściwościach optycznych (czytelności) itp. Może mieć wiele odmian, czasami nawet znacznie różniących się od kroju podstawowego, lecz nadal zachowujących w sposób konsekwentny podstawowe założenia graficzne danej rodziny krojów.

Nasza firma, Kamieniarstwo Siedlecki, dostarcza nagrobki do wielu europejskich krajów. Z racji tego poproszono mnie o opisanie różnic we wzornictwie, wykonaniu i montażu nagrobków oraz różnic w zwyczajach dotyczących zamawiania i stawiania nagrobków. W kolejnych numerach Kuriera Kamieniarskiego podzielę się z Państwem swoimi obserwacjami.
Czesi i Słowacy mają bardzo podobny styl nagrobkowy, jak w Polsce. Przynajmniej przy naszych granicach nagrobki nie odbiegają formą, wymiarem i standardem od naszych krajowych realizacji. Sprzedawcy są natomiast bardzo patriotyczni i często proponują klientom rodzimą galanterię nagrobkową – na wielu grobach widać dodatki wiodącego słowackiego producenta.
W Ukrainie w zależności od regionu nagrobki różnią się wymiarem – podobnie jak w Polsce. Jednak zawsze wykończenie musi być „na bogato”. I nie chodzi o to, że nagrobek musi być drogi. Nagrobek musi się czymś wyróżniać. Musi mieć to coś: lampion z ptaszkiem na dekielku zamiast krzyżyka, dodatkowe mosiężne róże, serduszka itd. W ostateczności litery w 24-karatowym złocie. Stal nierdzewna jest tam traktowana po macoszemu – może dlatego, że nie błyszczy się kolorem złota. Trudno szukać na cmentarzach stojących czy wiszących krzyży ze stali kwasoodpornej. Częściej zobaczymy wszechobecny mosiądz lub chociaż litery malowane złotą farbką.
Skoro mowa o złoconych literach... W Polsce są już mało popularne. Natomiast w Szwecji prawie każdy nagrobek ma litery wykończone 24-karatowym złotem. Jest to trwałe rozwiązanie i wygląda dobrze, zwłaszcza gdy litery są wypiaskowane dość głęboko. Tutaj też widać różnicę między krajami zachodnimi i skandynawskimi a Polską: tam każdy znak musi być wygrawerowany przynajmniej na głębokość 3-4 mm – u nas często wystarczy klientowi, że poler zostanie zrzucony z płaszczyzny napisówki.
Ciekawa sytuacja jest w Macedonii. Wchodząc na niektóre cmentarze widzimy „czyste" nagrobki. Tablice napisowe są puste lub jest na nich postać zmarłego. Żadnych napisów. Cały nekrolog mieści się na tylnej płaszczyźnie. Macedończycy stoją w głowie nagrobka, a nie w nogach – zupełnie inaczej niż w większości krajów. Oczywiście większość cmentarzy jest tradycyjna, a opisaną ciekawostkę spotykamy tylko na niektórych.
Niemcy stawiają na jakość i masywność. Według niemieckiej tradycji ma być solidnie. Groby są różnych formatów. Jednak forma jest z reguły taka sama – tablica napisowa stojąca na cokole i obramowanie grobu. Płyty kryjące poziome nie mogą przykrywać całej powierzchni grobu. Każdy cmentarz ma określone zasady, jaki procent powierzchni ma pozostać biologicznie czynny – bez przykrycia. Żeby postawić nagrobek na niemieckim cmentarzu, należy uzgodnić to z zarządem cmentarza – miastem lub kościołem.
Przed każdym rozpoczęciem prac montażowych na cmentarzu wymagane jest zatwierdzenie projektu nagrobka. System mocowania jest również ściśle określony. Zarząd cmentarza określa wielkość fundamentu oraz system posadowienia. Wszystkie elementy obramowania muszą być ze sobą sklamrowane – skręcone. Tablice napisowe oraz cokoły muszą mieć nawiercone otwory i zastosowane pręty mocujące takie, aby przeszły test naprężeń. Osoba odpowiedzialna za odbiór prac montażu nagrobka sprawdza za pomocą siłomierza, czy tablica napisowa nie przechyla się pod naciskiem przyłożonym w określonym miejscu z określoną siłą. Dodatkowo są przeprowadzane co jakiś czas okresowe badania stabilności nagrobków. Nagrobek niestabilny jest oznaczany, a właściciel (dysponent) grobu musi w określonym czasie dokonać naprawy usterki. Jeśli tego nie zrobi, zarząd cmentarza zrobi to za niego i obciąży go kosztami.
W Polsce technika montażu nagrobków nie jest do końca sprecyzowana. Trwają prace nad stworzeniem normy nagrobkowej, jednak nie jest ona jeszcze oficjalnie opublikowana. Coraz częściej różne zarządy cmentarzy określają warunki i wymogi montażu nagrobka – jednak w większości tyczy się to wymiarów zewnętrznych grobu, otoczenia wokół grobu i dodatków, a nie samego sposobu montażu.
Z uwagi na fakt, że nagrobek jest również budowlą powinien posiadać fundament. Ten temat również nie jest sprecyzowany. Niektóre firmy używają gotowych prefabrykatów, niektóre wylewają fundament na mokro na cmentarzu. Ale niestety dość częstą praktyką jest wiadro gruzu podsypane pod cztery naroża nagrobka.
Na niektórych polskich cmentarzach wymagane jest klamrowanie nagrobków – zwłaszcza tych większych – i najczęściej obowiązek ogranicza się do grobowców. Jednak zdecydowana większość zarządców cmentarzy – zwłaszcza parafialnych – nie ma żadnej kontroli nad sposobem i jakością montażu nagrobka, a przecież chodzi o bezpieczeństwo.
Nagrobki można montować na kleje, zaprawę cementową, silikony, klamry itd. Tablice granitowe również montuje się na kleje lub silikon do granitu. Oczywiście powinien być wywiercony otwór na pręt wzmacniający, jednak nikt tego nie sprawdza. Problem pojawia się oczywiście wtedy, gdy tablica się przewróci, a może to nastąpić z różnych przyczyn. Dopiero wtedy się sprawdza, jak była zamontowana. Ogólnie przyjętym standardem jest wywiercenie dwóch otworów w tablicy i podstawie (cokole, bazie, podstawce). Głębokość wiercenia uzależniona jest bezpośrednio od wielkości tablicy, a zwłaszcza jej wysokości.
Nowe trendy, które powodują, że tablice nagrobków stają się coraz wyższe powodują, że otwory powinny być zdecydowanie głębsze. Pytanie tylko, kto to robi? Widziałem już wielokrotnie tablice zamontowane na jeden pręt długości 10 centymetrów. W sumie to i tak lepiej niż bez pręta, ale o ile to zmienia stan rzeczy?
cdn.