
Ustawa z dnia 26 stycznia 2018 r. „Prawo Przedsiębiorców” wprowadza znaczne ułatwienia dla osób, które zdecydują się na założenie działalności gospodarczej po 31 marca tego roku. W trudnym, początkowym okresie jej prowadzenia, przedsiębiorcy będą zwolnieni z opłacania składek na ubezpieczenia społeczne. Po tym okresie natomiast, przedsiębiorca będzie mógł przez kolejne dwa lata korzystać z istniejącej obecnie ulgi opłacając tzw. „Mały ZUS”.
Bez opłat na ZUS
„Ulga na start” to półroczne zwolnienie właścicieli nowych firm z konieczności opłacania składek na ubezpieczenia społeczne – składki emerytalnej, rentowej, chorobowej i wypadkowej. W tym momencie to łączna kwota minimum 1232,16 zł miesięcznie.
Już 31 marca 2018 roku wejdą w życie uchwalone pod koniec stycznia przepisy dotyczące zwolnienia nowopowstałych firm z opłacania składek na ubezpieczenie społeczne w ZUS. Okres ulgowy dotyczyć będzie sześciu pierwszych miesięcy prowadzenia działalności gospodarczej. Zgodnie z ustawą, z ulgi skorzystać będą mogły osoby, które zakładają działalność gospodarczą po raz pierwszy, albo decydują się ponownie podjąć działalność, po co najmniej 60 miesiącach od dnia jej zawieszenia lub zakończenia. Co ważne, działalność nie może być wówczas wykonywana na rzecz byłego pracodawcy, dla którego w bieżącym lub poprzednim roku kalendarzowym wykonywane były czynności zgodne z charakterem rozpoczętej działalności gospodarczej.
Dotychczas, nowi przedsiębiorcy mieli 7 dni od założenia działalności gospodarczej, na zgłoszenie siebie i członków swojej rodziny do ubezpieczenia w ZUS. Z końcem marca prawo stanowić będzie, że przedsiębiorca może zdecydować, czy w okresie, gdy organizuje swój warsztat pracy, a firma nie przynosi jeszcze satysfakcjonujących dochodów, chce zrezygnować z opłacania wspomnianych składek na ubezpieczenia społeczne. Szacuje się, że w ciągu najbliższych dziesięciu lat, firmy zaoszczędzą dzięki temu aż 8 miliardów złotych.
„Mały ZUS”
Po okresie „Ulgi na start” przedsiębiorca wciąż będzie mógł skorzystać z istniejącej obecnie ulgi dla nowych firm opłacając tzw. „Mały ZUS”.
To rozwiązanie funkcjonuje już od kilku lat. W okresie pierwszych 24 miesięcy prowadzenia działalności gospodarczej, przedsiębiorcy płacą obniżone składki na ubezpieczenia zdrowotne i społeczne. Różnica jest znaczna. Obecnie najniższa łączna składka na ZUS wynosi 1232,16 zł, a w ramach „Małego ZUS-u” przedsiębiorcy będą wnosić składkę w łącznej wysokości 520,10 zł miesięcznie.
Oznacza to, że opłacając niższe składki w pierwszych dwóch latach prowadzenia działalności, przedsiębiorca może zaoszczędzić, co najmniej 17.000 złotych.
Działalność nierejestrowa
Ponadto, już od 1 marca 2018 r., osoby, których przychody nie przekraczają 50% kwoty wynagrodzenia minimalnego za pracę, zwolnione będą z opłacania składek do ZUS.
„Działalność nierejestrowa” to działalność generującą niewielki przychód, jak np. okazjonalna sprzedaż czy usługi oferowane dorywczo. Nie będzie ona wymagać zakładania firmy, czyli wpisu do Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej (CEIDG), o ile przychód z tejże działalności nie przekroczy wspomnianych 50% wysokości minimalnego wynagrodzenia – w roku 2018 przychód nie może przekroczyć kwoty 1050 zł brutto. Jest to rozwiązanie dla osób, które w okresie 60-ciu ostatnich miesięcy nie prowadziły działalności gospodarczej.
Wraz z przekroczeniem wskazanej kwoty, działalność będzie uznawana za działalność gospodarczą, a przedsiębiorca zobowiązany będzie do jej zgłoszenia w CEIDG w ciągu 7 dni od dnia, w którym przekroczenie nastąpiło.
Wspomniane udogodnienia powstały w ramach tzw. Kodeksu Biznesu.
To nowy pakiet pięciu ustaw, który stworzyć ma komfortowe warunki dla osób planujących założenie firmy. Głównym celem projektów ustaw było poprawienie relacji na linii biznes – administracja. Kodeks Biznesu ma stanowić prawo, które utworzy płaszczyznę porozumienia między przedsiębiorcami a państwem. Ustawy – zarówno te, o których mowa w pakiecie pięciu ustaw Kodeksu, jak i przyszłe akty prawne – mają być tworzone z myślą o ułatwieniu przedsiębiorcom prowadzenia działalności gospodarczej, wzajemnych pozytywnych relacjach i wspólnym budowaniu gospodarki na wzór odnoszących sukcesy, silnych gospodarek dojrzałych państw wschodnich i zachodnich.
O Kodeksie Biznesu napiszemy w następnym, kwietniowym numerze Kuriera Kamieniarskiego.

Wilgotna plama w środkowej części nakrywy nagrobka to zwykle objaw zbyt szczelnego spasowania elementów pomnika.
W większości nagrobków między gruntem a płytą nakrywową jest wolna przestrzeń. Pod wpływem dobowych wahań temperatur może tu dochodzić do skraplania się pary wodnej. Płyta jest zatem od spodu cały czas mokra. Efektem jest wilgotna plama na środkowej części nakrywy.
Powód:
Szczelne zamknięcie przestrzeni pod nakrywą powoduje, że woda nie ma jak się wydostać z tej przestrzeni i paruje przez kamień. Na krawędziach płyty ten efekt nie występuje, bo wysychają one z obu stron.
Rozwiązanie:
– Montaż nagrobka na dobrej jakości folii budowlanej izolującej pomnik od podłoża.
– Zostawienie otworów wentylacyjnych w ramie pionowej, pod płytą nakrywową.
– Elementy ramy pionowej łączone tylko na kotwy – bez klejenia, fugowania czy uszczelnienia. Współczesna technologia umożliwia na tyle precyzyjne docięcie elementów nagrobka, że maskowanie łączeń fugą w większości przypadków nie jest konieczne. Natomiast kotwienie daje lepsze efekty niż klejenie, nie wspominając już o łatwości późniejszej rozbiórki w celu dochówku.
Masz własne spostrzeżenia o najczęstszych błędach przy montażu nagrobków? Chciałbyś zapytać jak poradzić sobie z problemem, na który się natknąłeś? Napisz do nas lub zadzwoń:
e-mail: biuro@kurierkamieniarski.pl
tel. 77 546 20 14
Dziękujemy panu Bogdanowi Skibie (BS Kamieniarstwo) za podpowiedzi i inspiracje.

Wiertarek tego typu używam od wielu lat – zarówno w zimie, jak i w lecie. Z reguły wykorzystuje je do wiercenia małych otworów pod kliny trójdzielne, więc są to otwory o głębokości 8-12 cm. Producent podaje, że wiertarka potrzebuje 24 litry powietrza na sekundę i w zamian oferuje szybkość penetracji 150 mm na minutę przy 220 obrotach i udarze 2580 uderzeń.
Wykorzystuję ją do klinowania bloków, produkcji słupów oraz innych elementów kamiennych. Przy wykonywaniu elementów kamiennych zwykle wiercę płytsze otwory – po to, by ślady po nich łatwiej odbić odbijakiem kątowym.
Wiertarka wymaga ciągłego smarowania. Można robić to na dwa sposoby. Jeden prymitywny, choć wystarczający, czyli częste wlewanie do węża oleju. Drugi prawie bezobsługowy: założenie olejarki na wąż i codzienne sprawdzanie w niej stanu oleju. Drugi sposób polecam każdemu, komu zależy na szybkości przerobu kamienia.
Wiertarka ma silny przedmuch. Skutkuje to dużym odrzutem odwiercin. Mój sposób na zmniejszenie tej niedogodności to kawałek węża gumowego o średnicy wewnętrznej większej niż wiertło (lub monoblok). Zakładam go na narzędzie i dopiero zaczynam wiercenie. Komfort zdecydowanie się podnosi, a do pracy wystarczą proste okulary ochronne. Bez tego prostego „patentu” trudno się pracuje, bo odwierciny uderzają w twarz i w oczy. To wymaga porządnych gogli ochronnych, które przy tej pracy bardzo szybko parują. A ciągłe przecieranie szkieł na sucho zwykle powoduje ich szybkie zniszczenie.
Na koniec kilka rad dla użytkowników.
Często słyszę o problemach związanych z wiertarkami pneumatycznymi polegających na ukręcaniu łbów monobloków w otworach, pękaniu wierteł itd. W takich przypadkach pierwsze, co należy sprawdzić, to ciśnienie powietrza. Nie warto ustawiać go powyżej 7,5 bara, a najlepiej zostawić na 7 barów. Przy wyższym ciśnieniu pękanie wierteł lub kruszenie się widii jest prawie pewne.
Kolejnym błędem to przegrzewanie wierteł ciągłą pracą. Przykładowo: 30-40 otworów po 10 cm każdy, krótka przerwa na ostrzenie i ponowne wiercenie – mało który materiał wytrzyma takie traktowanie. Dlatego lepiej mieć kilka wierteł i używać ich na zmianę ostrząc te, które już przestygły.
Następnym błędem jest nieprawidłowe ostrzenie widii. Temu tematowi poświęcę jednak więcej uwagi w następnym artykule porównującym wiertła różnych producentów.

Wielu z nas nie zdaje sobie sprawy, że narzędzia ręczne do kucia kamienia praktycznie nie zmieniły swego kształtu od stuleci. Zmienia się jakość stali i pojawiła się widia, ale ich wygląd praktycznie nie uległ radykalnym zmianom. Jednymi z takich narzędzi są dłuta. Używali ich pierwsi kamieniarze, używamy i my - współcześni.
Chciałbym się z czytelnikami Kuriera Kamieniarskiego podzielić swoimi doświadczeniami w doborze narzędzi. Zapewniam, że nie jest to kryptoreklama, ale skrótowy przewodnik po sprawdzonych przeze mnie dłutach. To zestawienie wynika z częstych pytań, jakie słyszałem w czasie Mistrzostw Polski w Ręcznej Obróbce Kamienia, w których miałem przyjemność uczestniczyć w listopadzie zeszłego roku. Pytano mnie jakie narzędzia ręczne preferuję i gdzie je kupuję. Odpowiedź na takie pytania nie jest prosta. Nie ma idealnych rozwiązań sprawdzających się w każdym zadaniu.
Oprócz tego każdy ma jakieś własne preferencję i własne doświadczenia, których nabył w trakcie użytkowania dłut czy raszpli. Jednym wystarcza kilka narzędzi i wykonują swoją pracę nie zajmując się doborem osobnego narzędzia do każdego zadania, a inni wolą mieć większy zestaw narzędzi wyspecjalizowanych.
To, co przedstawiam poniżej niech będzie zestawem porad dla poszukujących dobrych dłut i sprawdzonych narzędzi.
Dłuta od Grims Tools
Mam możliwość pracy dłutami polskiego kowala Piotra Chmielewskiego. Nie są to moje pierwsze dłuta, mogę zatem porównać je z innymi.
Dłuta są z dobrego materiału i naprawdę solidnie wykonane. Kowal nie oszczędzał na materiale. Są dobrze przekute i zahartowane. Używam ich do pracy w miękkich kamieniach. Charakterystyczne są, widoczne na powierzchni narzędzi, przekucia ręczne. Faktura narzędzia jest naprawdę piękna.
Pracuję nimi w piaskowcu, trawertynie i wapieniu. Dłuta proste i gradziny nie wyszczerbiają się na krawędziach. Inne kształtki zachowują się identycznie. Dobrze leżą w ręku, nie męczą dłoni – przykurcz, częsty przy intensywnej pracy, nie występuje. Dłuta posiadają solidny lniany pokrowiec.
Jestem z nich bardzo zadowolony i uważam, że warto mieć pod ręka dobrego kowala, który zrobi nam narzędzia kamieniarskie „od ręki” i do naszej ręki.
Dłuta od Abra Marmi
Te dłuta to bardzo miła niespodzianka. Po wielu latach nieświadomości istnienia tak wielu gotowych narzędzi do ręcznej obróbki kamienia odnalazłem na naszym rynku włoskie narzędzia. Nie jest tak, że nigdy nie widziałem tych wszystkich narzędzi, po prostu dostępność ich na polskim rynku jest nikła. Dłuta, gradziny, szarierki, raszple, piłki ręczne – całe zestawy do rzeźbienia w atrakcyjnych cenach.
Narzędzia wykonane są z dobrego materiału. Używam ich chętnie do wszystkich prac w miękkich kamieniach. Dobry kontakt z właścicielką firmy Abra Marmi, panią Barbarą Rurańską, i świetnie przygotowany przez nią katalog narzędzi to kolejny plus. Dzięki temu polecam swoim znajomym tę drogę pozyskania sprawdzonych narzędzi.
Dłuta od firmy Weha Strzegom
Celowo opisuje je na końcu. To obecnie moja ulubiona firma sprzedająca narzędzia do ręcznej obróbki kamienia. Profesjonalna obsługa i doradztwo zachęca do zakupów w tej firmie. Oferują duży wybór narzędzi ręcznych i pomia-rowych. Jest w czym wybierać. Można również zamawiać narzędzia, jakich nie mają w danej chwili na magazynie.
W codziennej pracy stosuję narzędzia od różnych producentów i dostawców. Nie trzymam się jednej marki – wybieram te, których potrzebuję w danej chwili. Narzędzi ręcznych nigdy za wiele, ale każdy ma swoje upodobania. Dlatego używam szarierek z Wehy, które świetnie leżą w dłoni, włoskich gradzin, bo są z dobrego materiału i dłut prostych od kowala, gdyż nie męczą ręki i lubię na nie patrzeć. To samo tyczy się młotków, podbijaków i pucek. Aby jednak skompletować sobie własny zestaw narzędzi trzeba trochę poeksperymentować.
Warto zrobić to w rzeczywistych warunkach pracy, czyli używając narzędzi do codziennych czynności zawodowych, a nie tylko na testowym kawałku kamienia. Oczywiście najłatwiej porównywać narzędzia i wybierać ulubione, gdy ma się ich duży wybór. A pieniądze zainwestowane w zakup narzędzi – nawet jeśli nie zawsze optymalny – to dobrze wydane pieniądze.

Przyglądając się różnym przypadkom na budowach zastanawia mnie sposób deklarowania właściwości użytkowych wyrobów z kamienia naturalnego. Mam wrażenie, że różne właściwości materiału – na przykład liczba megapaskali (MPa) – traktowane są często jako reklama produktu. Tu powstaje pytanie: czy to ma sens i dokąd prowadzi? #lbkik
Historia pokazuje, że deklarowanie wysokich wartości bywa niebezpieczne.
W ostatnim czasie częstą praktyką jest pobieranie przez inwestora próbek z materiałów dostarczonych na budowy. Coraz częściej słyszymy również informacje o sytuacjach, że prezentowane w dokumentach właściwości materiałów nie zawsze się pokrywają z tymi deklarowanymi. Odbiorca, zgodnie z prawem, może żądać w takiej sytuacji wymiany towaru, a w skrajnym przypadku może zaistnieć konieczność wycofania całej partii wyrobu z obrotu. Takie przypadki już miały miejsce i były bardzo kosztowne dla dostawcy.
Okazuje się, że bardzo często sytuacja wynika z podania klientowi informacji niezgodnych z przeprowadzonymi uprzednio badaniami – na przykład: w deklaracji jest podawana nie ta wartość z dokumentacji otrzymanej w laboratorium co powinna. Najczęstszym przypadkiem jest podawanie średniej wartości wytrzymałości na ściskanie jako charakterystyczną cechę wyrobu.
Zastanówmy się teraz, czy takie rozumowanie jest prawidłowe i jakie konsekwencje za sobą pociąga.
W trakcie projektowania założone zostają pewne cechy wyrobu, które zapewnią trwałość projektowanego obiektu. W przypadku wytrzymałości zwykle pojawia się formułka „nie mniej, niż”. Co zatem będzie znaczyło podanie średniej wartości wytrzymałości na ściskanie? To, że dostarczone elementy tylko „średnio, przeciętnie” wytrzymają po zabudowaniu.
Stosownie wartości średniej jako cechy produktu to pierwszy krok do kłopotów. W dokumentacji powinniśmy przedstawiać najmniejszą z możliwych wartości – w przypadku wytrzymałości na ściskanie będzie to najniższa wartość z badania obniżona statystycznie, tzw. spodziewana wartość niższa. Podobny zabieg winien być zastosowany w przypadku innych właściwości, których wysoka wartość stanowi o lepszych parametrach wyrobu, czyli: wytrzymałość na zginanie lub obciążenie niszczące przy otworze na kołek montażowy.
Odwrotna sytuacja będzie gdy dana właściwość pogarsza wyrób wraz ze wzrostem wartości – im wyższa wartość parametru, tym niższa jakość wyrobu. Mowa tu o takich parametrach, jak: nasiąkliwość, porowatość, odporność na ścieranie, odporność na poślizg. W takiej sytuacji deklarujemy oczywiście wartość najwyższą, względnie spodziewaną wartość wyższą.
Przedstawianie informacji o surowcu nie powinno się traktować tylko w kategoriach reklamowych. Zadeklarowanie błędnej wartości często powoduje kłopoty przy konfrontacji z osobami odpowiedzialnymi za odbiór robót budowlanych. Co możemy zrobić? Odpowiedź jest prosta. Postępujmy zgodnie z zapisami norm, a będziemy spać spokojnie.