
W pierwszy weekend kwietnia Związek Pracodawców Branży Kamieniarskiej zaprasza na XXIII Zjazd ZPBK do Strykowa koło Łodzi. To tradycyjne, wiosenne spotkanie branżystów z całej Polski. I nie trzeba być członkiem Związku, by wziąć w nim udział.
5-7 kwietnia 2019 r., Stryków koło Łodzi
W trzydniowym spotkaniu jak zawsze można wyróżnić pewne stałe elementy: zebranie członków Związku, panel prelekcyjny i dyskusyjny, wieczór branżowy, wycieczka autokarowa obejmująca zwiedzanie lokalnych firm i poznawanie atrakcji okolicy.
W piątek odbędzie się Walne Zebranie członków ZPBK, a po nim panel prelekcji i forum dyskusyjne. Tematyka zjazdu dotyczyć będzie planowanych zmian w statucie ZPBK, wsparcia przez Związek powstającej w Strzegomiu średniej szkoły o profilu kamieniarskim oraz harmonogramu szkoleń organizowanych przez ZPBK w roku 2019.
Panel prelekcji będą prowadzić przedstawiciele firm Atlas, Mach+ i CleanH2O. Można się więc spodziewać pokazu produktów znanego polskiego producenta zapraw i klejów budowlanych, który dysponuje własnym laboratorium badawczym; prezentacji maszyn kamieniarskich od dostawcy, który może kompleksowo wyposażyć każdy zakład kamieniarski niezależnie od jego wielkości; poznać nowoczesne technologie oczyszczania wody przemysłowej. Będzie również czas na pytania i dyskusje. Dzień zakończy wspólna kolacja i wieczór branżowy – czyli czas na spotkania i rozmowy nieformalne.
Sobota, czyli drugi dzień, to wycieczka autokarowa po okolicy. W tym roku w planach jest wizyta w firmie Atlas, udział w dniu otwartym w hurtowni Magma, wizyta w Pracowni Rzeźbiarskiej Rafała Frankiewicza połączona z pokazem manipulatorów i minidźwigów firmy Befard. Będzie również czas na spacer z przewodnikiem po Łodzi. A to oznacza szansę na klimat zaklęty w powieści Reymonta „Ziemia obiecana”. Dzień zakończy kolacja grillowa.
Hotel 500 – który będzie gościł kamieniarzy – to biznesowy hotel w pobliżu skrzyżowania autostrad A1 i A2. Nieopodal znajduje się zalew, jednak w kwietniu trudno się na nim spodziewać jakiś atrakcji. Jednakże jest to ciekawe miejsce do spacerów lub jazdy na rowerze. Do tego rodzaju aktywności zachęca również kilka okolicznych rezerwatów i Park Krajobrazowy Wzniesień Łódzkich. Bardzo aktywnym gościom natomiast hotel proponuje jazdę samochodem terenowym lub quadem po torze motocrossowym, a tym spokojniejszym grę w golfa – obie atrakcje w pobliżu hotelu.
Dla uczestników Zjazdu przygotowana jest specjalna oferta cenowa w hotelu.
Szczegółowe informacje na temat Zjazdu i kosztów uczestnictwa znajdują się na stronie www.zpbk.pl. Informacji udziela również biuro ZPBK – tel. (74) 855 12 28.
Zapraszamy!

Często w rozmowach pojawiają się zdania mówiące o bolączkach branży. Tych małych i tych dużych, przekrój poruszanych tematów jest naprawdę ogromny. I przy tej okazji, niemal równie często, pojawiają się sugestie, co powinien zrobić w tej kwestii Związek. Około 98% firm szeroko rozumianej branży kamieniarskiej dostrzega problemy i widzi rolę ZPBK w ich rozwiązywaniu, nie widząc jednocześnie potrzeby przynależności do niego.
„Nie należę, nie chcę należeć, nie będę należeć, już kiedyś należałem, ale, bo, ponieważ…” Obiektywnie rzecz ujmując większość, jeżeli nie wszystkie argumenty padające po powyższych słowach, są w mojej ocenie błędne i postaram się uzasadnić, dlaczego tak twierdzę.
1. Moja firma jest za mała (pracuję sam, mam tylko 1, 2, 3… pracowników).
Tak się składa, że w polskiej branży kamieniarskiej firmy mikro (zatrudniające maksymalnie 10 pracowników) stanowią ponad 90% wszystkich przedsiębiorstw. Jeżeli argument, że organizacja branżowa nie jest dla małych firm, to w jaki sposób te małe firmy mają w pojedynkę podejmować istotne dla nich tematy wykraczające poza podstawowy zakres ich działalności? Pojedyncza firma faktycznie nie zdziała wiele, kilkadziesiąt jest w stanie podejmować w ograniczonym stopniu niektóre zadania, ale gdyby było ich tysiąc? Przypomnę tylko w tym miejscu, że ponad połowa z aktualnie 150 członków ZPBK, to firmy, które zadeklarowały zatrudnienie do pięciu pracowników. Przypomnę także, że firm w naszej branży jest około 6000!
2. Moja firma jest za duża, sam sobie poradzę.
Jeśli wyżej wspomniałem o firmach mikro, to czas na duże firmy. W Polsce nie ma ani jednej firmy z naszej branży, która nie kwalifikowała by się do kryterium MŚP. Zatrudniając 11-50 pracowników jesteśmy wciąż małymi przedsiębiorcami, a kilkanaście firm przekraczających 50 zatrudnionych, to średniej wielkości przedsiębiorcy. Również biorąc pod uwagę kryterium obrotów, niewiele się zmienia. Z obserwacji i rozmów wiem, że nawet jeżeli większe firmy radzą sobie lepiej, to w pojedynkę nie są w stanie (a także nie jest to w ich interesie robić to samodzielnie) podejmować długofalowo i na dużą skalę tematów wykraczających poza bieżące potrzeby ich firm.
3. Nie chcę należeć, bo w ZPBK jest X czy Y.
To bardzo częsty argument. Wynika z animozji, konkurencji, dawnych lub świeżych urazów. Zachęcam do szerszego spojrzenia na ten problem, ponieważ konkurentami będziemy zawsze, o zamówienia będziemy się starać zawsze, ale nawet najwięksi konkurenci mają często te same problemy, które tylko wspólnie można rozwiązać. Jednocześnie znaleźć w organizacji, jaką jest ZPBK, platformę do prowadzenia dialogu, szukania porozumienia.
4. Nie stać mnie na przynależność do organizacji branżowej.
To argument, z który ciężko dyskutować. Niemniej, biorąc pod uwagę, że większość członków ZPBK ponosi obciążenie w wysokości 30 zł/miesiąc (zatrudniający do 5 pracowników), to też trudno sobie wyobrazić, jaka byłaby wysokość składki, na którą byłoby daną firmę stać. Maksymalna składka, dla firm zatrudniających ponad 20 pracowników, wynosi 200 zł / m-c.
5. Nie będę płacić składek, bo są przejadane i nic z tego nie ma.
Organizacja, jaką jest ZPBK, nie dostaje pieniędzy z budżetu państwa, czy innych źródeł publicznych. Głównymi źródłami, z których realizowane są działania, są składki członkowskie oraz sponsoring. Zadania podejmowane przez Zarząd, Komisję Rewizyjną czy Arbitraż Koleżeński, a także Członków Zwyczajnych, Wspierających i Honorowych odbywają się na zasadzie pracy społecznej. Nikt z tych osób nie otrzymuje żadnego wynagrodzenia, nie są wypłacane diety, refundacje poniesionych kosztów itp. Wpływy ze składek nie są również przeznaczane na wydarzenia typu zjazdy czy kongresy. Te wydarzenia opłacają uczestnicy tych wydarzeń. Z wpływów do budżetu opłacane są natomiast koszty utrzymania biura (dzięki przychylności władz Strzegomia bardzo niewielkie), obsługi księgowej (jako organizacja zobligowani jesteśmy do prowadzenia pełnej księgowości), wynagrodzenie jednego pracownika – Dyrektora Biura, do którego obowiązków należą przede wszystkim bieżące działania związane z funkcjonowaniem ZPBK, organizacja wydarzeń (zjazdy, kongresy, spotkania, targi, zgromadzenia Zarządu, szkolenia itp.), komunikacja wewnętrzna i zewnętrzna. Koszty wiążą się również z obsługą prawną (np. przygotowania i udostępnienia wzorcowej umowy na wykonanie nagrobka).
6. Nie chcę tam należeć, bo to „koło wzajemnej adoracji”.
W ciągu ostatnich 3 lat do ZPBK dołączyło 90 nowych firm, „starych” zostało około 60. Na spot-kaniach ciągle pojawia się wiele nowych twarzy, więc nie jest tak, że spotykają się wciąż ci sami w swoim gronie i jest to w jakikolwiek sposób hermetyczna organizacja. Im więcej nas będzie, tym mniej przedstawiany zarzut będzie miał rację bytu.
7. Nie podobają mi się działania Zarządu.
Branża kamieniarska, to bardzo szerokie pojęcie. Stanowią ją firmy produkujące nagrobki, elementy budowlane, płyty, firmy wydobywcze, montażowe, ale również firmy handlowe z zakresu kamienia, narzędzi, maszyn, chemii itp. Wszyscy w pewnym sensie jedziemy na tym samym wózku, ale jednocześnie mamy trochę inne spojrzenie, zadania i inne problemy. Mamy w końcu różne poglądy, w jakim kierunku podążać, które z zadań realizować w pierwszej kolejności. Różnie możemy oceniać trafność decyzji. I wszyscy co 4 lata możemy wyrazić swoją opinię, wybierając Zarząd na kolejną kadencję. Najbliższa okazja już za rok. Tymczasem warto się zastanowić, czy nie szkoda czasu na czekanie z boku, aż coś się zmieni.
Związek Pracodawców Branży Kamieniarskiej to nie historyczna organizacja, która miała coś załatwić kilkanaście lat temu. Nie jest to też koniunkturalny twór, na dziś, gdzie liczy się tylko „tu i teraz”. To organizacja, która w 2000 roku zaczęła realizować i ciągle ma do zrealizowania ważne dla członków cele:
– integracja środowisk branżowych,
– podnoszenie jakości kamieniarstwa,
– promocja kamienia i kamieniarstwa ,
– podnoszenie kwalifikacji,
– tworzenie platformy wymiany ofert, usług, wiedzy,
– reprezentacja członków Związku na forum krajowym i za granicą.
Wszystkich, zarówno przekonanych, jak i nie zgadzających się z przedstawionymi opiniami zapraszam do kontaktu. A jeszcze bardziej zapraszam na Walny Zjazd, który w dniach 5-7 kwietnia odbędzie się w Strykowie koło Łodzi. Karta zgłoszeniowa została tradycyjnie wysłana do członków ZPBK pocztą elektroniczną. Pozostałych zainteresowanych proszę o kontakt z biurem ZPBK.

Pod koniec zeszłego roku w Strzegomiu odbył się egzamin mistrzowski w zawodzie kamieniarz. Organizatorem, już po raz czwarty, był Związek Pracodawców Branży Kamieniarskiej. Przed egzaminem członkowie ZPBK – Krzysztof Skolak, Stanisław Sitarz i Michał Firlej – przygotowali i przeprowadzili trzydniowy kurs powtórkowy dla uczestników egzaminu. Repetytorium, dzięki życzliwości dyrekcji Zespołu Szkół w Strzegomiu, odbywało się w pomieszczeniach szkoły, a dzięki życzliwości firmy Globgranit uczestnicy mogli zwiedzić także kopalnie granitu.
W komisji egzaminacyjnej zasiedli: Michał Firlej (przewodniczący), Stanisław Sitarz, Krzysztof Skolak i Artur Schütza (powołany do Dolnośląskiej Komisji Egzaminacyjnej). Egzamin został zdany śpiewająco i mamy obecnie 8 nowych mistrzów kamieniarskich.
Kolejny kurs i egzamin już w maju - informacji udziela biuro ZPBK.
Klaudia Matusiak – mistrz kamieniarski
Co Panią skłoniło do przystąpienia do egzaminu?
Chciałam się dowartościować i sprawdzić swoje kwalifikacje. Ludzie zwykle mówią: „po co dyplom mistrzowski, skoro znam się na tej robocie?”, ale nigdy nie wiadomo, co przyniesie przyszłość. Może ten dokument będzie potrzebny? Pomyślałam o nieznanej przyszłości.
Czy egzaminy były trudne?
Egzamin pisemny dla mnie był stosunkowo łatwy. Wszyscy na co dzień prowadzimy działalność gospodarczą, więc pytania dotyczące np. BHP nie powinny sprawiać trudności.
Na ustnym dopadła mnie trema, a to bardzo utrudnia odpowiadanie w klarowny sposób. Stres jak na maturze – może nawet większy – więc egzamin ustny wydał mi się trudniejszy. Bardzo przydatny był kurs powtórkowy. Nie każdy zajmuje się wszystkimi dziedzinami kamieniarstwa, a na kursie była okazja poznania wielu zagadnień.
Kurs był naprawdę fantastyczny i bardzo ułatwił przebrnięcie przez egzamin. Jak ktoś chce podejść do egzaminu, to naprawdę zachęcam do wzięcia udziału w takim kursie.
Jakie plany na przyszłość?
Teraz chciałabym zrobić kurs pedagogiczny. Dzięki temu będę mogła komuś przekazać moją wiedzę o obróbce ręcznej. Ja do swojej wiedzy i umiejętności dochodziłam sama. To duża satysfakcja, ale chciałabym się nią podzielić.
Przy okazji egzaminu pojawił się temat rysunku technicznego. Chciałabym się o tym dowiedzieć więcej, bo nigdy z tym nie miałam do czynienia. Więc jeśli będą kolejne kursy – zwłaszcza obejmujące tę tematykę – to chętnie wezmę w nich udział. W ogóle warto się szkolić, to zawsze rozwija. Każdy ma dużą wiedzę w swojej dziedzinie, ale warto znać zagadnienia z dziedzin pokrewnych, bo ma to również wpływ na podejście do własnej pracy.
Marcin Moniuszko – mistrz kamieniarski
Co Pana skłoniło do przystąpienia do egzaminu?
Świadomość klientów rośnie i zaczynają pojawiać się tacy, dla których tytuł mistrzowski staje się dodatkowym argumentem przy wyborze firmy wykonującej zlecenie. Poza tym jestem młody, więc chcę się rozwijać.
Czy egzamin był trudny?
Myślałem, że będzie prostszy. Po prostu trzeba się wcześniej przygotować, odświeżyć i uzupełnić wiedzę teoretyczną. Decyzję o przystąpieniu do egzaminu podjąłem podczas targów Stone i miałem mało czasu na naukę. Szczęśliwie był kurs powtórkowy i to pozwoliło na poznanie pewnych zagadnień i odświeżenie wiedzy. Gdybym miał więcej czasu i przykładowo mógł przez rok trochę po-czytać, to może i bez kursu zdałbym egzamin. Ale udział w repetytorium znacznie ułatwił mi sprawę.
Czy są materiały, żeby przygotować się do egzaminu samemu?
Są, ale niestety trzeba się sporo naszukać.
Co zapamięta Pan najbardziej?
Najbardziej podobało mi się zaangażowanie prowadzącego kurs Michała Firleja w przekazywanie nam konkretnej wiedzy. To się już rzadko spotyka. Gdyby taki kurs kosztował kilka tysięcy złotych, to można by tego wymagać. Ale kurs nie był drogi, a zaangażowanie prowadzącego ogromne.
Ten kurs mógłby być nawet dłuższy i szerzej omawiać niektóre zagadnienia. Ale z drugiej strony był tak intensywny, że prawdopodobnie więcej wiedzy nie udałoby się przyswoić.
Co daje Panu tytuł mistrzowski?
Przede wszystkim ten tytuł zobowiązuje. Dla mnie to nie koniec, a początek – trzeba się dalej uczyć i pokazywać fachowość w każdej sytuacji. Dlatego jeśli pojawi się okazja udziału w kolejnych kursach, to będę zainteresowany udziałem. Po to są szkoły, studia i kursy, aby pewne rzeczy poznać i dzięki temu popełniać mniej błędów.
Piotr Pikiel – mistrz kamieniarski
Co Pana skłoniło do przystąpienia do egzaminu?
W mojej rodzinie tradycje kamieniarskie sięgają czwartego pokolenia – w 1929 roku zaczynał mój dziadek Adam Pikiel. Lata pracy i doświadczenie, jakie zdobyłem to jedno, ale nadeszła pora, by potwierdzić umiejętności w sposób oficjalny.
Teraz mogę planować kolejny krok, czyli kurs pedagogiczny. To jednak początek. Jestem po rozmowach w szkołach budowlanych, będziemy chcieli stworzyć klasy o profilu kamieniarsko-ceramicznym. Bez papierów mistrzowskich nie mógłbym się w to zaangażować.
Czy egzamin był trudny?
Wydaje mi się, że dla osoba pracująca w kamieniarstwie z większością zagadnień spotyka się na codzień. Z egzaminu zapamiętam stres jak w czasach szkolnych – to niesamowite uczucie i trochę przeszkadzające.
Dla mnie egzamin praktyczny był pewnym problemem, bo obecnie zajmuję się zarządzaniem firmą i elektronarzędzia ostatni raz miałem w rękach w 1995 roku.
Najciekawsze wspomnienie?
Fantastyczne było to, że była okazja spotkać ludzi z innych stron polski, powymieniać się doświadczeniami. Świetny czas. Jestem pełen uznania dla ZPBK jak całość była przygotowana.
Kurs przed egzaminem był bardzo przydatny. Można było szerzej spojrzeć na branżę – wyrównywał wiedzę między poszczególnymi działami kamieniarstwa. Przykładowo: jako kamieniarz budowlaniec z dużym doświadczeniem, wiele dowiedziałem się o nagrobkarstwie i ręcznej obróbce.
Co daje dyplom mistrzowski?
O jednym już wspominałem – nauczanie młodzieży fachu kamieniarskiego. Ważna jest satysfakcja. Czeka nas też wprowadzenie przez Unię Europejską dokumentu wykształcenia zawodowego. Bez niego nie będzie możliwe realizowanie czegokolwiek w krajach Unii. Zyskuje się także argument w rozmowach z klientami, którzy cza-sem, po poczytaniu w Internecie, usiłują narzucić rozwiązania niezgodne ze sztuką kamieniarską. Można będzie wtedy powiedzieć: „jestem mistrzem kamieniarskim i naprawdę wiem, jak to trzeba zrobić”.
Paweł Starosta – mistrz kamieniarski
Co Pana skłoniło do przystąpienia do egzaminu?
To chyba sprawa ambicji. Od ćwierć wieku prowadzę działalność, a kontakt z branżą mam od dziecka. Mój ojciec miał zakład i jego dwaj bracia też działali w tej branży. Człowiek chce się sprawdzić i to skłania do poddania się egzaminowi. Egzamin to takie zwieńczenie wieloletniej nauki w zawodzie, taka kamieniarska matura.
Bardzo doceniam repetytorium, które było przed egzaminem – to duży kawałek wiedzy. Mam spore doświadczenie w kamieniarstwie, ale każda dodatkowa wiedza jest bardzo cenna. Zawodu uczyłem się sam, bo nie miałem innych możliwości. Teraz też nie ma szkół, brakuje kursów zawodowych. Dlatego powtarzałem w Strzegomiu i powtórzę jeszcze raz: bardzo chętnie wezmę udział we wszystkich spotkaniach i szkoleniach organizowanych w przyszłości.
Czy ma Pan uczniów?
Nie, bo nie mogłem. Dopiero teraz, gdy mam dyplom mistrzowskimi, będzie to możliwe – wystarczy zrobić kurs pedagogiczny. Mam nadzieję, że szkoląc uczniów, będę szkolił sobie nowych pracowników. Mam też trzech synów – najstarszy już ze mną pracuje. Najmłodszy ma jeszcze czas, ale bardzo bym chciał, by średni dołączył do naszego kamieniarskiego zespołu.
Czy egzamin był trudny?
Niektóre pytania egzaminacyjne były trudne. Bardzo przydał się ten kurs powtórkowy – mimo sporego doświadczenia o kilku sprawach dowie-działem się na tym kursie. Bez niego egzamin byłyby trudniejszy.
Robert Gano – mistrz kamieniarski
Co Pana skłoniło do przystąpienia do egzaminu?
Mój ojciec już od 30 lat każdego roku szkoli trzech uczniów. Ja pracuję w firmie od 2007 roku. Kiedyś tato odejdzie na emeryturę i zakład będę prowadził sam. Żeby dalej mieć w zakładzie uczniów muszę mieć papiery mistrzowskie. Poza tym uważam, że to dobry element promocji firmy. Dyplom mistrzowski będzie starannie wyeksponowany, by klienci wiedzieli, że trafili we właściwe miejsce.
Czy egzamin był trudny?
Dostaliśmy materiały szkoleniowe od Michała Firleja i odbyliśmy kurs powtórkowy. Mając doświadczenie kamieniarskie, to, wraz z tymi dodatkowymi elementami, egzamin nie sprawia problemu.
Skończyłem technikum budowlane, więc mam trochę wiedzy ogólnej. Nasz zakład istnieje już wiele lat i mamy trochę książek, które poczytałem przed egzaminem – wcześniej jakoś nie było na to czasu i motywacji. Mimo to bez kursu byłoby trudno. Ważna jest też sprawa nazewnictwa – na co dzień często używamy nieprawidłowych określeń. Na kursie można się było sporo o tym dowiedzieć.
Jestem ze Śremu i bliżej miałbym do Poznania – ale tam nie ma takiego kursu i wsparcia, a to znacznie ułatwiło przygotowanie do egzaminu. Warto było poświęcić te 3 dni i posłuchać. Cenne było też poznanie ludzi z innych stron Polski. Sporo rozmawialiśmy i wymienialiśmy doświadczenia.
Zbigniew Zych – mistrz kamieniarski
Co Pana skłoniło do przystąpienia do egzaminu?
Dyplom czeladniczy uzyskałem w 1984 roku. Później cechy się rozpadły i nikt nie przeprowadzał egzaminów. Dopiero niedawno, dzięki staraniom ZPBK i Klastra Kamieniarskiego, takie możliwości znów wróciły. Podszedłem do egzaminu, by oficjalnie udokumentować swoje umiejętności.
Poza tym w strzegomskim Zespole Szkół ma powstać klasa kamieniarska i zaproponowano, bym prowadził zajęcia zawodowe, a do tego konieczne są papiery mistrzowskie. Potem wystarczy już tylko przejść przygotowanie pedagogiczne.
Czy egzamin był trudny?
Pod względem wiedzy kamieniarskiej, to nie był trudny. Podszedłem do niego z marszu, nie brałem udziału w repetytorium. Ale nie śledzę na bieżąco wszystkich przepisów, więc nie ukrywam, że przed egzaminem uzupełniłem wiedzę z prawa pracy, ekologii, edukacji...
Co daje dyplom mistrzowski?
Przede wszystkim potwierdza kwalifikacje na terenie całej UE. Coraz częściej są one wymagane, by podjąć zlecenie w innych krajach. W Polsce też coraz częściej zwraca się na to uwagę. Zwłaszcza w przypadku przetargów czy większych budów – inwestor inaczej patrzy na osobę z uprawnieniami, bo ma gwarancję, że rozmawia z osobą, która wie o czym mówi.
Przemysław Janczura – mistrz kamieniarski
Co Pana skłoniło do przystąpienia do egzaminu?
Przede wszystkim chęć podniesienia kwalifikacji. Ważnym argumentem było też spełnienie wymogu umożliwiającego podjęcie prac w krajach Unii Europejskiej.
O egzaminie myślałem już od kilku miesięcy. Poszukałem w Internecie i tak trafiłem na egzamin organizowany przez ZPBK.
Czy egzamin był trudny?
Powiem szczerze, że łatwy nie był. Zakres wiedzy, który trzeba opanować jest spory. A wiedza praktyczna, to nie to samo co teoria.
Prowadzę zakład od początku lat dziewięć-dziesiątych, więc praktykę mam opanowaną. Jednak jest sporo zagadnień, z którymi na co dzień się nie spotykam, więc trzeba je było poznać.
Dla mnie część praktyczna nie była trudna. Jestem w kamieniarstwie samoukiem i do wielu rzeczy musiałem sam dochodzić. Dodatkowo w czasach, kiedy zaczynałem, ludzie nie bardzo chcieli dzielić się swoją wiedzą. Pozostawało próbowanie i uczenie się na błędach. To niewątpliwie pomogło mi na egzaminie.
Jak ocenia Pan kurs powtórkowy?
Zakres kamieniarstwa jest ogromny i trzeba się szkolić, tym bardziej, że pojawiają się nowe technologie i trzeba nadążać za rozwojem. Dopiero kurs pokazuje, że ma się spore braki wiedzy kamieniarskiej. Uświadomiłem sobie, że trzeba korzystać z każdej okazji na dokształcanie. Jeśli będzie organizowany jakiś kurs branżowy zapewne będę chciał skorzystać.
Najciekawsze wspomnienie?
Zapamiętam ludzi, z którymi się zetknąłem na kursie. A także atmosferę – to było wspaniałe doświadczenie. Będę zawsze wspominał ten czas. Również sam kurs był świetnie przygotowany i sporo się dowiedziałem.
| Poczytaj więcej: | |
| – o kwalifikacjach w bazie REGON | Dyplom mistrzowski wpisany do CEIDG |
| – dlaczego warto | Egzamin mistrzowski: dlaczego warto |
| – o dyplomach mistrzowskich | I po co mi ten dyplom – czyli o mistrzach i czeladnikach |
| – o egzaminach i legalizacji świadectw | Egzaminy mistrzowskie |
| – wymogi dla kandydatów | Już niedługo egzaminy mistrzowskie i czeladnicze |

Jak wskazują dane Ministerstwa Przedsiębiorczości, zdecydowana większość przedsiębiorców w Polsce prowadzi działalność jednoosobową, podlegającą wpisowi do Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej. W rejestrze CEIDG jest obecnie około 2 milionów działających przedsiębiorstw. Duża grupa przedsiębiorców to osoby, które rozpoczęły działalność w okresie zmian ustrojowych, z początkiem lat 90, bardzo często prowadząc firmę mającą charakter rodzinny.
Mimo, iż jednoosobowe działalności przeważają na polskiej mapie gospodarczej, dotychczas brakowało standardów prawnych umożliwiającą płynną, bezpieczną sukcesję w firmie na wypadek śmierci przedsiębiorcy - założyciela.
Szacuje się, iż z powodu śmierci przedsiębiorcy, co miesiąc około 100 podmiotów jest wykreślanych z ewidencji działalności gospodarczej. Odpowiedzią na zmianę pokoleniową w polskich przedsiębiorstwach może być nowa instytucja prawna – zarządca sukcesyjny.
Zarządca sukcesyjny – definicja i funkcje
Zarządca sukcesyjny to – zgodnie z ustawą z dnia ustawy z 5 lipca 2018 r. o zarządzie sukcesyjnym przedsiębiorstwem osoby fizycznej – wskazana przez przedsiębiorcę osoba fizyczna, która będzie zarządzać firmą po śmierci przedsiębiorcy. Instytucja zarządcy ma zatem za zadanie zachowanie zdolności operacyjnej i ciągłości działania przedsiębiorstwa na wypadek śmierci przedsiębiorcy prowadzącego jednoosobową działalność gospodarczą lub w formie spółki cywilnej.
Kto może być zarządcą sukcesyjnym ?
Zarządcą sukcesyjnym może być każda osoba fizyczna posiadająca pełną zdolność do czynności prawnych, w stosunku do której nie orzeczono zakazu prowadzenia działalności gospodarczej lub określonego rodzaju działalności. Może, ale nie musi, być spokrewniona z przedsiębiorcą. Ustawa nie wymaga od takiej osoby dodatkowych kwalifikacji. Zarządca może działać nieodpłatnie lub za wynagrodzeniem, w tym przypadku stosuje się przepisy Kodeksu cywilnego jak dla zlecenia.
Po co nam zarządca sukcesyjny?
Celem ustawy o zarządzie sukcesyjnym jest stworzenie rozwiązania zapewniającego ciągłość działalności przedsiębiorcy na wypadek jego śmierci. W stanie prawnym przed wejściem ustawy, śmierć przedsiębiorcy skutkowała de facto zakończeniem działalności firmy w dotychczasowym układzie majątkowym i funkcjonalnym. Firma traciła NIP, wygasały umowy, ważność traciły wydane przedsiębiorcy licencje, decyzje, koncesje.
Instytucja zarządcy sukcesyjnego jest odpowiedzią na lukę prawną w tym zakresie. Zarządca sukcesyjny działa w imieniu własnym, na rachunek właściciela przedsiębiorstwa w spadku – jego aktywność polega na zarządzaniu przedsiębiorstwem w zakresie czynności zwykłego zarządu. Dopiero czynności przekraczające zakres zwykłego zarządu może dokonywać za zgodą wszystkich właścicieli przedsiębiorstwa w spadku. Zarządca sukcesyjny ma zdolność sądową, jest umocowany do czynności sądowych i poza-sądowych związanych z prowadzeniem przedsiębiorstwa. W efekcie ma pełną zdolność do skutecznej ochrony interesów przedsiębiorstwa. W ramach działalności zarządca sukcesyjny posługuje się dotychczasową firmą przedsiębiorcy z dodaniem oznaczenia „w spadku”.
Jak powołać zarządcę sukcesyjnego ?
Do ustanowienia zarządcy niezbędne jest: powołanie zarządcy, zgoda zarządcy na pełnienie tej funkcji oraz dokonanie wpisu do CEIDG.
Prezentowany wariant dotyczy powołania zarządcy za życia przedsiębiorcy. W przypadku ustanowienia zarządcy po śmierci przedsiębiorcy prawo takie przysługuje małżonkowi przedsiębiorcy, uprawnionemu do spadku oraz spadkobiercom testamentowym albo ustawowym bądź zapisobiorcy windykacyjnemu w ciągu 2 miesięcy od daty śmierci przedsiębiorcy.
Co daje powołanie zarządcy sukcesyjnego ?
– zabezpieczenie zarządzania firmą po śmierci przedsiębiorcy – zasadniczo do 2 lat od daty zgonu bądź do czasu podziału spadku;
– zachowanie dotychczasowych atrybutów przedsiębiorstwa – zarządca działa z oznaczeniem „przedsiębiorstwo w spadku”, posługuje się m.in. tym samym numer podatkowym NIP, ma prawo do rozliczenia straty, amortyzacji składników majątku, pozostaje podatnikiem podatków od osób fizycznych, VAT, akcyzy;
– zapewnia płynne przejście pracowników do nowego pracodawcy, czyli pozwala – za zgodą pracowników – na utrzymanie zespołu, który pracował ze zmarłym przedsiębiorcą,
– zarządca jest umocowany do zawierania, wykonywania i rozwiązywania umów, w tym także tych, które zostały zawarte przed śmiercią przedsiębiorcy lub jeżeli ich wykonanie zależało od osobistych przymiotów zmarłego;
– zarządca ma prawo do wystąpienia o potwierdzenie nadanych na przedsiębiorcę decyzji, koncesji itd.;
– zarządca sukcesyjny ma zdolność sądową może być pozywany i pozywać – oznacza to możliwość skutecznej obrony interesów przedsiębiorstwa.
Reasumując: zarządca sukcesyjny służy utrzymaniu firmy na rynku po śmierci przedsiębiorcy. Ustawa daje zarządcy sukcesyjnemu umocowanie w zakresie kluczowych obszarów działalności firmy jak: prawo pracy, podatki czy nabyte przez przedsiębiorcę decyzje, koncesje, licencje.
Dwuletni okres zarządzania przedsiębiorstwem przez zarządcę pozwoli na uporządkowanie kwestii spadkowych, a przede wszystkim czas na podjęcie decyzji co do przyszłości przedsiębiorstwa. W połączeniu z faktem, iż spora grupa przedsiębiorstw ma charakter rodzinny, zarząd sukcesyjny może stać się skutecznym instrumentem sukcesji rodzinnych.
Nasza laureatka w rankingu „100 kobiet biznesu”

Beata Kopaczyńska, prezes firmy Betkom, znalazła się na 10. miejscu rankingu „100 kobiet biznesu” w kategorii firm o przychodach do 50 mln zł. Gala wręczenia wyróżnień odbyła się 13 grudnia 2018 r. w Warszawie.
Ranking jest organizowany przez Puls Biznesu od 2011 roku i promuje przedsiębiorczość kobiet polskiego świata biznesu. W ósmej edycji rankingu mogły brać udział panie, które co najmniej od 2016 r. pełnią funkcję prezesów lub są właścicielkami 100 proc. udziałów firmy. O miejscu zadecydowała kondycja finansowa zarządzanych przez nie przedsiębiorstw.
Betkom, któremu przewodzi Beata Kopaczyńska, to zielonogórska firma, która stworzyła markę Naturstein aus Niederschlesien i promuje dolnośląskie kamienie ozdobne oraz polskie wyroby z kamienia na rynku niemieckim.
Barbórka w Strzegomiu

W Strzegomiu kultywowana jest tradycja obchodów dnia św. Barbary – patronki górników i skalników. Obchody rozpoczęły się 30 listopada 2018 r. od przemarszu z flagami i orkiestrą po strzegomskim Rynku. Ciąg dalszy nastąpił na tra-dycyjnej Karczmie Piwnej zorganizowanej i prze-prowadzonej zgodnie z górniczym rytuałem.
Była to również okazja do podsumowania roku i wręczenia nagród oraz odznaczeń branżowych.
Więcej zdjęć na Facebook/Kurierkamieniarski
Barbórka w TGO

Świętowali też uczniowie Technikum Górnictwa Odkrywkowego w Strzegomiu, którzy na specjalnej akademii 4 grudnia 2018 r. uczcili ten dzień w sposób specjalny.
Tradycja sięgająca kilkuset lat nakazuje młodym adeptom kamieniarstwa przejście rytuału pasowania do szeregów bractwa skalników. Rytuał polega na skoku przez skórę i wypowiedzenia swojego nazwiska i miejsca pochodzenia. Po skoku przyjmujący do bractwa opasuje kandydatów skórą i pasuje kandydatów szpadą na górników. Oczywiście kandydaci muszą złożyć przyrzeczenie, że będą stali na straży godności skalników. W tym roku do braci kamieniarskiej przyjęto 20 uczniów.