Reklama


Felietony

Bildhauer über alles!*

Autor: Rafał Frankiewicz   |   Data publikacji: poniedziałek, 11 listopada 2019 01:00

Motto: Spośród najstarszych zawodów świata – rzeźbiarz jest tym najstarszym...
– Andrzej Walczak, prezes Grupy Atlas

Na linii Kamieniarz – Rzeźbiarz nie układa się zbyt różowo. Ten pierwszy ma plan, by znać się na wszystkim, dyktować co i jak ma być wykonane, jak poprowadzona ma być forma rzeźby, jak wykończony detal... Słowem: bóg we własnej postaci.(Nawiasem mówiąc: czy widział ktoś Pana B. za kierownicą aut ze stajni Bayerische Motor Werke? Nie?! No właśnie: Pan B. jeździ zaprzęgami anielskimi ze stajni Aston Martin. Swoim mniej udanym naśladowcom pozostawia te na literę B i inne: CH, J, LR, M, O, P, S, T, VW, W. Może któryś pominąłem...)

Ten drugi stara się jak może: wkłada cały swój talent, czasem pije (zwłaszcza po połączeniu się z Centralą Pana B. – by dostać najświeższe dane – ale częściej kopa do roboty), zostaje po godzinach oraz tyra w niedzielę i święta, gdyż wiecznie jest za mało czasu na dopieszczenie dzieła…

I co?
Pan B. stroi focha: nie tak miało być; Artysta chce za dużo pieniędzy; ja tu jestem mistrzem od falującego ćwierćwałka, więc niech mi się nie wtrynia ten, co pomacha chwilkę dłutkiem i woła tyle, że nazwę go złodziejem; ja muszę utrzymać zakład, ludzi, renomę, a ten mi wydziwia; zapomina kto jest dla kogo; klient się wścieka; terminy leżą jak niemowlę w żłobie… Hańba! Poza tym: jak on śmie!!!

Nie gloryfikuję postawy kolegów od dłuta – mają tyle samo za uszami, co i koledzy od szlifu oraz poleru. Rozumiem racje obu stron. Ale gdzie jest w tym wszystkim nasz drogi klient? Zgubił się? Ktoś go pominął?? Wyrzucony został poza nawias (kwadratowy)?
Przecież to, co robimy – robimy dla niego! Nie dla naszej chwały ani dla dopieszczenia naszego ego.

Jego ból, rozpacz, cierpienie, są za każdym razem tak samo wyjątkowe, więc kto zrozumieć to umie? Ten, co serce ma z kamienia, czy ten, co empatii ma większe pokłady? Wiem, że sporu nie rozstrzygnę, ale… Era ćwierćwałka i szerokiej fazy się kończy. Pora na zmiany. I nowe układy…
Pomijając stronę, po której się opowiadam, pragnę przypomnieć, że z tej współpracy może narodzić się tylko dobro. Jest nim poszerzenie możliwości zrealizowania nietypowych zleceń, za które klient chętnie zapłaci – pod warunkiem, że będą zrobione ekstra. Nie na falującej fazie, nie na pływającym półwałku czy ćwierćwałku, ale rzetelnie, od A do VW czy Z. Niech będzie i kamieniarstwo i rzeźbiarstwo.

Potrzeba do tego jednej komponenty: myślenia. Tu pojawia się problem: jak temat ogarnąć, by powstała spójna całość, każdy zarobił, a klient był zadowolony? Można zadzwonić do paru mądrych ludzi, można również poradzić się autora niniejszego tekstu... To nic nie kosztuje!
Jak mówił mój mentor na studiach: „Myślisz? To dobrze. Kontynuuj.” Najtrudniej jest zacząć.

*Bildhauer über alles (niem.) – rzeźbiarz o wszystkim a. rzeźbiarz ponad wszystko.

 

 


#RafałFrankiewicz #rafalfrankiewicz

przeczytaj cały artykuł

Najstarszy zawód

Autor: Rafał Frankiewicz   |   Data publikacji: poniedziałek, 23 września 2019 01:00

Widzę te półuśmiechy pod noskiem, o kogo chodzi i jakie to miłe.

No to pudło. Kula w płot. Nie o ten zawód mi chodziło, bo to nie najstarszy zawód świata. Stary, fakt. Ale czy najstarszy? Czy Córy Koryntu pozostawiły po sobie jakieś historyczne artefakty? Czy Korynt był znany w paleolicie? Kto zrobi dobry użytek z wiedzy, jaką wyniósł ze szkoły i bez zająknięcia wskaże kogo mam na myśli?

Podpowiedź poszła, ale po minach widzę, że na odpowiedź nie mogę raczej liczyć... Najstarszy zawód... Zwoje mózgowe powoli zaczynają pracę – ociężałe myśli wzbiją się do lotu. Skoro nie córy, to kto, do jasnego zakrętu?!

Może kucharz, może architekt? Inżynier? Też nie... Powoli lista robi się pusta. Umysł popada w zwątpienie, dłonie nerwowo szukają papierosa, spiritus próbuje odejść na drugi krąg. Pusto. Brak pomysłów. Ale może jest jakaś odpowiednia sugestia w słowie paleolit? Kto wtedy był premierem?? Do licha! Nikt! Nikt nie znał Tadka, Donka, Matiego, nikt nie myślał o Skłodowskiej czy Milesie Davisie. To były puste słowa. O ile była wtedy mowa…

Zatem skąd pewność, że to wtedy narodził się ten najstarszy zawód świata? Pewności nie ma, ale najstarsze wykopaliska na to wskazują: to, co wykopano, nie mogło być ulotne, to musiało być mega trwałe; strasznie ważne i wszystkim potrzebne. Nie, nie był to wytwór kamieniarski. To nie był dom z kamienia, to nie był nagrobek, to nie była urna na prochy. To była rzeźba. Od niej wszystko się zaczęło.

Kto tego nie rozumie, może mu pomogą słowa kard. Stefana Wyszyńskiego:
Był las, nie było was – i nie będzie was, będzie las.
Las rzeźbiarzy!

 

 


#RafałFrankiewicz #rafalfrankiewicz

przeczytaj cały artykuł

Król piaskownicy

Autor: Dariusz Wawrzynkiewicz   |   Data publikacji: piątek, 20 września 2019 09:59

101fd.jpg

Na przestrzeni swojego życia człowiek ma różne okresy. Zaczyna się od wózka i butelki ze smoczkiem, a kończy na dostojnym spoglądaniu na świat przez pryzmat doświadczenia i dystansu do zjawisk i ludzi. Taka to już kolej rzeczy.

Ostatnio uświadomiłem sobie, jak wiele zależy od okresu, który – chociaż najszczęśliwszy – nie bardzo pamiętamy. Pominę okres butelki ze smoczkiem i wózka, bo w tym okresie nawet wypasiony wózek nie jest przez nas ani zauważany ani zapamiętany.

Według mnie, to dopiero następny okres w życiu ma ogromny wpływ na nasze dojrzałe zachowania. To czas dzieciństwa, w którym zaczynamy budować relacje z innymi – piaskownica, skakanie przez płot, czy gra w piłkę. W tym czasie zderzamy się z rówieśnikami i kształtujemy umiejętności porozumiewania się oraz budowania własnej pozycji w grupie.

Obserwując dzieciaki w piaskownicy łatwo zauważyć, że niektóre z nich, dążąc do bycia „best”, usiłują osiągnąć cel niekoniecznie poprzez rozwijanie swoich umiejętności, podglądanie lepszych i próbowanie różnych rozwiązań. Są takie, które piękny zamek z piasku kolegi rozdeptują, ogłaszając potem wszem i wobec, że „mój najlepszy”. Zdarzają się przypadki rękoczynów z wykorzystaniem łopatki i wiaderka, ale najciekawsze są próby zakłamywania rzeczywistości poprzez dopowiadanie: „Mój najlepszy, bo użyłem patyków i obłożyłem kamieniami”. W takim przekomarzaniu się często niestety wyższą pozycję w grupie zyskują ci opowiadacze, którzy mają większą siłę przebicia.

Z nieco późniejszego okresu pamiętam kolegę, futbolowo wybitnie uzdolnionego. I drugiego, znacznie starszego, który grał co prawda kiepsko, ale dużo mówił, sprytnie przypisując sobie sukcesy drużyny. W powszechnej opinii był królem boiska.
Ukształtowany w młodości charakter często w dorosłym życiu się nie zmienia.

Piszę o moich obserwacjach, bowiem i w branży spotykam takich „królów piaskownicy”. Zwykle dużo mówią o sobie i, nawet jeśli to niekoniecznie do końca prawda, słuchacze odnoszą wrażenie, że ich interlokutor to wybitna jednostka.
Po takich opowieściach pewnego branżysty odwiedziłem jego zakład. No cóż… ani specjalnie wyposażony, ani świetnie zorganizowany. Realizacje raczej nieduże, a gdy przejrzałem Internet w poszukiwaniu opinii, najwięcej znalazłem takich z serii „unikać”. Podczas wizyty, w rozmowie przekonałem się, że mój rozmówca ma spore braki w wiedzy: kamieniarskiej, znajomości rynku i zarządzania firmą.

Królów piaskownicy można odnaleźć też wśród dorosłych dzieci dobrych kamieniarzy. Odziedziczony zakład i przekonanie o swojej doskonałości przy braku wcześniejszego zainteresowania pracą rodzica, to prosta droga do doprowadzenia dobrego zakładu do ruiny.

Znam też inny przypadek. Duża, dobra firma zatrudnia na stanowisku zarządzającego młodego człowieka niezwiązanego wcześniej z kamieniarstwem. Dobrze wykształconego i z doświadczeniami w innych branżach. Ale niestety z zespołem cech króla piaskownicy. Chętnie opowiada. Ale głównie o swojej doskonałości. No, może trochę o doskonałości swojej firmy. Ba! W rozmowie staje się agresywny, jeśli tylko ktoś ma jakiekolwiek wątpliwości co do informacji wyłaniających się z jego słowotoku.

Przez pryzmat doświadczenia mogę przewidzieć, że ten człowiek zderzy się brutalnie z rzeczywistością. Brak doświadczenia w kamieniarstwie będzie brzemienny w skutki. Zrazi do siebie ludzi, nastąpią błędy w zarządzaniu i zaczną się problemy. Jego firma to poważny zakład, więc właściciel w końcu zrezygnuje z takiego pracownika.
Ten pewnie znajdzie inną pracę, bo w rozmowie kwalifikacyjnej będzie opowiadał o swoich sukcesach. I znowu będzie „królem piaskownicy” – tyle, że na sąsiednim podwórku.

przeczytaj cały artykuł

Setka

Autor: Michał Ziołowicz   |   Data publikacji: wtorek, 02 lipca 2019 01:00

– Mamy setny numer Kuriera. Rozumiesz? Setny numer. Napisz coś fajnego – powiedział mi Darek dwa tygodnie temu. Jak usłyszałem „sto”, „setny numer”, „setka”, pomyślałem, jakiż piękny i wdzięczny temat. Kamieniarz i setka – kto by nie znał miliona anegdot i opowieści. W końcu spuścizna Himilsbacha i wielu mniej czy bardziej anonimowych postaci w tym fachu zapełniłaby niejeden felieton. Ja sam po blisko trzydziestu latach pracy w zawodzie znam bez liku historii bardziej lub mniej śmiesznych, w których temat „setka” jest wspólnym mianownikiem. Ten koncept długo mi chodził po głowie: napisać coś śmiesznego, lekkiego – w końcu wakacje za pasem. Obiecuję, że felieton ten powstanie. Ale trochę później, bez specjalnej okazji. Po prostu jako zwykła opowieść.

Dzisiaj chcę napisać to, co chodzi mi po głowie jeszcze dłużej, a co skrystalizowało się od momentu otwarcia technikum kamieniarskiego w Strzegomiu. Jako, że kibicuję ze wszystkich sił takim działaniom i wierzę w ich głęboki sens, za pośrednictwem Kuriera Kamieniarskiego kreślę kilka słów do przyszłych uczniów tej szkoły, a jednocześnie do nas wszystkich.

Drodzy adepci znamienitego fachu kamieniarskiego!

Wasz starszy kolega, który ma zaszczyt zwrócić się do Was, miał szansę poznać ten zawód w jednym z najlepszych Liceów Plastycznych, potem dokształcić się na studiach wyższych w pracowni rzeźby
prof. Tadeusza Wencla. Moje szczęście polegało na tym, że miałem okazję poznać świetnych fachowców i genialnych kamieniarzy, którzy przechowali znakomity warsztat i umiejętności będące kontynuacją kilkusetletnich tradycji rzemieślniczych. Widzę dzisiaj siebie jako młodego chłopaka, który jedzie do Berlina przekuwać kamień na elewacjach Landtagu Brandenburgii, i łza się w oku kręci… Policzyłem wtedy, że muszę przepracować 3 dni, żeby mi się bilet zwrócił – pracowałem prawie rok. Wróciłem, bo by mi studia przepadły. To, czego się nauczyłem od moich znakomitych kolegów, procentuje w całym moim życiu.

Wy dzisiaj, mając kilkanaście lat, stajecie w progach nowej szkoły trochę z ciekawości, trochę z rodzinnego wyboru, ale tak naprawdę mało kto z was wie, co go tu spotka. Chcę wam opowiedzieć historię, która może być Waszym udziałem. Ten zawód ma tysiące lat historii, we wszystkich kulturach, krajach i kontynentach. Kamieniarze są ojcami wszystkich budowlanych zawodów, z nich wywodzą się architekci, inżynierowie, konstruktorzy, murarze i inni budowlańcy. Kamień jest tworzywem unikalnym, jest go tyle, ile jest i go nie przybędzie, chyba, że spadnie z kosmosu na ziemię. Wszystko co buduje się na Ziemi, pochodzi z kamienia i do ziemi wraca, gdy nie jest już potrzebne. Będąc kamieniarzami, skalnikami stajecie się strażnikami Ziemi, tak jak rolnik, który tę ziemię uprawia czy leśnik, który dba o życie w terenach zielonych. To wstęp do metafizyki, która będzie Wam towarzyszyć całe życie.

1. Granit
Nie bądźcie jak granit, twardy, trudny, bezkompromisowy. Pompatyczny i błyszczący, twardy i nieustępliwy. Pyszny i dumny, zarozumiały i wspaniały. Ta skała jest niezwykle trudna i niewdzięczna, w wielkim trudzie wydobywa się z niej kształty i detale, a jednocześnie perfekcyjna. Kamień ten daje pieniądze, daje perspektywy, ale w ludzkim wymiarze jest zimny i bezlitosny, nie wybacza błędów, wymaga siły i energii, wszystko, co osiągniesz, będzie kosztować Cię naprawdę wiele. Granit jest jak narkotyk, wciąga jego doskonały poler, jego perfekcyjne właściwości, to kamień, którego jakość oszałamia, nie ma wad i jest niezwykle zaborczy. Nie znosi konkurencji, nie lubi być zestawiany z innymi gatunkami kamienia. Bycie granitem oznacza dostatnią i władczą samotność. Nie bądźcie jak granit…

2. Marmur
Nie bądźcie jak marmur. To kusicielka i czarodziejka. Omota Was swoim urokiem, kolorami, nieprawdopodobną wolnością barw i odcieni. Ten kamień zawróci w głowie każdemu jak młoda dziewczyna, każdy musi się w niej zakochać, a potem umierać przy rozstaniu. To miłość, która wyniszcza, gwałtowna i ryzykowna, a jednocześnie dająca największą satysfakcję. Ci, którzy przetrwali, są mistrzami świata, żaden kamień nie daje tyle radości i nie jest tak spektakularny. Problem jest tylko w tym, że ten kamień jest jak „femme fatale” – wszyscy ją kochają, ale nikomu nie daje szczęścia.

Żaden kamieniarz nie przestanie kochać marmuru – jeżeli wytrwa, kamień ten odpłaci mu wszystkie wyrzeczenia i porażki. Jeżeli będziesz marmurem, dasz ludziom piękno, emocje, miłość, a jednocześnie udrękę, nienawiść i pogardę. Być marmurem to wyzwanie dla najlepszych, to Himalaje...

3. Piaskowiec
Bądźcie jak piaskowiec, cichy i pokorny. To kamień, który nie znosi hałasu, nie lubi zachwytów, stroni
od mody i snobów. To opoka, na której zbudowano bez mała świat cały, od Australii, przez Azję i Europę, aż do Ameryki. To jedyny kamień, który nie „czaruje”, jest taki sam na ścianie w złożu, jak i na ścianie elewacji w wielkim mieście. Jego kolory to kolory ziemi, to nie jest eksplozja barw marmuru czy pomruk granitu. To kamień, którego nie widać, to kamień, który jest wokół nas tak zintegrowany, że przestaliśmy go zauważać.

Piaskowiec jest jak starszy brat, wyrozumiały, opiekuńczy, wybacza wybryki i ekscesy, a jak trzeba, to jeszcze posprząta. Kamieniarz to młodszy brat piaskowca, zawsze chciałby nowych doświadczeń, ale na końcu okazuje się, że najlepiej w rodzinie. To kamień, który da Wam w tym zawodzie to, co jest najważniejsze: cierpliwość, wytrwałość, spokój i satysfakcję. To kamień, który nie oszołomi Cię jak marmur, nie zawróci w głowie jak granit, ale zapewni Ci nieśmiertelność. Jeżeli popatrzysz na najwspanialsze budowle naszej cywilizacji, to skonstatujesz, że powstały z piaskowca. Czy to katedra z Kolonii, czy Zamek Warszawski, czy Stonehenge... Wszystkie powstały z piaskowca. Dobrze, Akropol w Grecji jest z marmuru, ale po prostu nie mieli piaskowca! Bądźcie jak piaskowiec, wytrwali, pokorni, słuchający ludzi i historii.

Bycie kamieniarzem to lekcja dumy i pokory, to niekończąca się potrzeba poznawania wiedzy, umiejętności i pogłębiania kompetencji. To bycie jak piaskowiec, bez fajerwerków, bez fanfar, spokojnie i stale do przodu, to bezustanne mocowanie się z przeciwnościami i duma z kontynuacji unikalnych umiejętności i wiedzy przodków. A najlepsza nagroda spotka was po wielu latach. Tak jak starzeje się piaskowiec – z godnością i „po ludzku” – tak Wasze doświadczenie i wiedza da Wam uznanie i podziw. Piaskowiec starzeje się „ludzką miarą”, ludzie starzeją się razem z nim. Patyna czasu osiada na kamieniu i go utwardza. Ta sama patyna spowoduje, że Wasz życiowy wybór będzie niezniszczalny.

Bycie kamieniarzem to nie tylko zarabianie pieniędzy, chociaż to jest bardzo ważne. To wstąpienie do elitarnego klubu ludzi w pewien sposób nieśmiertelnych. Jeżeli wykorzystacie szansę, będziecie najlepsi. Będzie wykonywać elementy kamienne, które będą cieszyć oczy ludzi przez setki i tysiące lat.
Niewiele jest zawodów, które dają taką szansę. Bądźcie mądrzy i wytrwali, dbajcie o zdrowie i bliskich. Historia czeka na Was.

przeczytaj cały artykuł

Nie wierzę

Autor: Rafał Frankiewicz   |   Data publikacji: wtorek, 02 lipca 2019 01:00

Nie wierzę w to, co zobaczyłem na zdjęciu w poprzednim numerze Kuriera Kamieniarskiego!
Rzeźba Atlasa w Opolu to szczyt wszystkich szczytów. Jak tak można?! Kto to puścił do realizacji w miejscu publicznym? A może to prowokacja pewnych środowisk? Czy aby nie powinna polecieć za to czyjaś głowa?

Darujcie, że nie będę się zniżać do opisu tej rzeźby, ale sami macie oczy, więc widzieliście, jak Was potraktował twórca i szanowny urząd. Czy ktoś pamięta, że rzeźba w miejscu publicznym to obiekt szczególnej troski, to efekt prac, które uwzględniają jej położenie, ukazywane treści, sposób ich prezentacji, odbiór społeczny? To nie krasnal w ogródku czy skurcz teściowej, tylko forma ustawiona z konkretnego powodu. To wspólna odpowiedzialność artysty, który ją zrobił, i urzędników, którzy wydali pozwolenie na jej postawienie i odsłonięcie.

Jeśli ktoś dał... plamę, to plama bruka wszystkich, którzy w tym uczestniczyli. Tu widać wyraźnie, że plamę dali wszyscy…. Rozumiem, że i w tej materii jest pewna różnica: czy się jest z przodu, czy raczej z tyłu – i czy ostatni będą pierwszymi – ale dlaczego w ogóle to pokazywać i ustawiać na wieczną rzeczy pamiątkę?! Przynosi to komuś chwałę?

Przed wojną było coś takiego jak etyka urzędnika państwowego. Po czymś takim dobra praktyka w tym względzie nakazywała złożyć dymisję z zajmowanego stanowiska. Skoro odpowiedzialny urzędnik nie podołał swoim obowiązkom, to żegnał się z urzędem i karierą. Proste. Teraz jest inaczej: bycie nieudacznikiem to powód do chwały. Im głupszy, tym bardziej wierny. A szukanie winnych poza sobą samym to jedyny sposób na poradzenie sobie z problemem.

Czy jest na to rada? Czas sięgnąć do jeszcze jednej mądrości z minionych czasów: wystarczy, że każdy zamiecie tylko przed swoim domem, a wtedy cała ulica będzie już czysta.

 

 


#RafałFrankiewicz #rafalfrankiewicz

przeczytaj cały artykuł
Strona 11 z 27
dfgdfgdfg

Najnowszy numer
4/2026 (143)

sierpień-wrzesień 2026

Zamów darmową prenumeratę

Ogłoszenie drobne
kup, sprzedaj, zamień...

Sprzedam automat polerski
2026-08-18 10:16:19
Sprzedam tanio automat polerski firmy PROMASZ, mało używany, z głowicą. Cena do uzgodnienia. Krotoszyn. Tel. 607 334 259

Reklama W Kurierze
Poznaj zalety naszego pisma

  • Kurier Kamieniarski to dwumiesięcznik – najstarszy na rynku kamieniarskim, wydawany od 1997 r. Jest bezpłatnie wysyłany do ponad 4.000 osób i firm związanych z branżą kamieniarską.
  • Nasza baza adresowa jest na bieżąco aktualizowana, a co tydzień dopisujemy do niej nowe firmy. Stale zdobywamy nowe kontakty biorąc udział w targach i spotkaniach branżowych.
  • Osiągamy ponad 99% skuteczność - z wysłanych 4.000 egzemplarzy wraca do nas nie więcej niż 30-50 szt.